Dodaj do ulubionych

moja kuzynka ma dyskalkulię..... :)))

10.10.06, 10:21
O rany, najpierw dysleksja potem ADHD , a teraz... dyskalkulia czyli
niemożność pojęcia matematyki.

Ludzie, ja pytam, czy ktoś kto ma dysleksję, dyskalkulię i ADHD może w tym
kraju wkrótce zrobić dyplom wyższej uczelni, czy w ogóle musi do tego jakies
egzaminy zdawać? Biedny, pokrzywdzony przez los... smile)))

Załamałam się wink

Ja też miałam "dyskalkulię" dopóki nie trafiłam na dobrego nauczyciela
matematyki, który mnie wyleczył z tej "choroby" i dzis mam wykształcenie
techniczne i kocham matmę.

Co myślicie o tym? Czy te "schorzenia" to nie przegięcie?

Obserwuj wątek
    • wieczna-gosia Re: moja kuzynka ma dyskalkulię..... :))) 10.10.06, 10:23
      moja przyjaciolka miala dyskalkulie- ja mialam 4 ona w tym samym czasie miala 1,
      ona miala korki, ja nie. Nauczycielka byla swietna. to juz wtedy bylo okreslane
      jako dyskalkulia.
      Poszla na anglistyke tam matematyki nie ma.
      • krtek7 Re: moja kuzynka ma dyskalkulię..... :))) 10.10.06, 10:29
        Ja dostawałam jedynki do 2 klasy szkoły średniej i miałam korepetycje... u
        różnych nauczycieli. I naprawdę chciałam się nauczyć... i żadnej poprawy.

        Potem poznałam mojego męża, zaczęłam robić zadania po kilka godzin dziennie
        (tak, to dużo) i w efekcie zdałam maturę na... szóstkę! I lubię matematykę!!!
        • krtek7 Re: moja kuzynka ma dyskalkulię..... :))) 10.10.06, 10:31
          Dodam bo zapomniałam, że to własnie mąż wyciągnął mnie z "dyskalkulii" - miałam
          szczęście.
          Chodzi mi o to, że dyskalkulia stałą się kolejnym "wytłumaczeniem" dla leniwych
          uczniów.
          • wieczna-gosia Re: moja kuzynka ma dyskalkulię..... :))) 10.10.06, 10:46
            no czyli po prostu nie umialas matematyki. Jest roznica pomiedzy nie umiem" a
            "nie moge sie nauczyc". Dotarlas kiedys do takiej sciany? Bo ja tak- na
            studiach. Orlem z metematyki nie bylam, matematyke rozumiem, swietnych mialam
            wykladowcow. Ale pewien poziom myslenia, poziom abstrakcji jest dla mnie
            niedostepny. Nie jestem w matematyce tworcza- jestem wyrobnikiem. Moim Wateroo
            okazal sie poziom pochodnych i calek- rozumiem teoretyczna podbudowe, po co, jak
            to dziala, ale rozwiazac umiem te najprostrze. I koniec.
            Z latwiscia moge sobie wyobrazic czlowieka ktoremu poziom wyobrazni
            matematycznej konczy sie nizej- na ciagach na przyklad, albo na trygonometrii-
            ze czlowiek nie jest w stanie ogarnac problemu.
            • krtek7 Re: moja kuzynka ma dyskalkulię..... :))) 10.10.06, 10:51
              Czyli masz dyskalkulię, a nie "dyskalkulię".

              Dodam jeszcze że moja kuzynka ma ciągle kłopoty w szkole, nie tylko dotyczące
              nauki, ma 20 lat i wróciła do szkoły. A "dyskalkulia" to kolejne wytłumaczenie
              jej rodziców na zwykłe lenistwo. Bo IQ ma wg mnie dość wysokie.
              • e_r_i_n Re: moja kuzynka ma dyskalkulię..... :))) 11.10.06, 15:34
                A nie wiesz, ze osoby z dysfunkcjami bardzo czesto, zeby nie powiedziec,
                zazwyczaj, sa bardzo inteligentne?
                A dyskalkulia to nie jest problem z rozumieniem matematyki, tylko problem z
                wyobrazeniem sobie liczb, tak wiec nawet dodanie w pamieci 2 i 2 jest
                niewykonalne.
          • opuncjafigowa Re: moja kuzynka ma dyskalkulię..... :))) 10.10.06, 12:34
            Mnie i mojego męża równiez połączyła matematyka, za którą nie
            przepadałam...powiem więcej, miałam z nią problemywink Ale on mi duzo
            pomógł...uczyliśmuy się dużo i namiętnie wink
      • babka71 Re: moja kuzynka ma dyskalkulię..... :))) 10.10.06, 10:41
        he he dobre..za moich czasów, ta przypadłość , skończyła się wymęczonym dst na
        egazminie końcowym, tylko dlatego, że złozyłam podanie do Dziekana Uniwerek W-
        ski ..
        uzasadnienie: same bdb, db.. tylko, ta cholerna statystyka..dostawałam goraczki
        na zajęciach..poszli mi na reke musiałam byc na wszystkich wykładach i
        zajęciach 100% , zeszyt na tip top itp..
        p.s do dziś to wspominam z usmiechem np: na kolokwiach pisałam rózne przepisy
        na sałatke zamiast rozwiązywania zadań..
    • gemmavera Re: moja kuzynka ma dyskalkulię..... :))) 10.10.06, 10:37
      krtek7 napisała:

      > Ja też miałam "dyskalkulię" dopóki nie trafiłam na dobrego nauczyciela
      > matematyki, który mnie wyleczył z tej "choroby" i dzis mam wykształcenie
      > techniczne i kocham matmę.

      Tiaa... To zupełnie jak ten minister, ktory miał ADHD, ale ojciec mu pasem
      wybił z głowy...
      Gratuluję tongue_out
      • krtek7 Re: moja kuzynka ma dyskalkulię..... :))) 10.10.06, 10:42
        Gemmavera, czy uważasz że zaświadczenie od lekarza załatwia sprawę? Czy lekarz
        i rodzice nie robią dziecku krzywdy stwiedzając dyskalkulię na podstawie ocen
        szkolnych? Bo właśnie tak jest u mojej kuzynki.
        • gemmavera Re: moja kuzynka ma dyskalkulię..... :))) 10.10.06, 11:04
          krtek7 napisała:

          > Gemmavera, czy uważasz że zaświadczenie od lekarza załatwia sprawę? Czy
          lekarz
          > i rodzice nie robią dziecku krzywdy stwiedzając dyskalkulię na podstawie
          ocen
          > szkolnych? Bo właśnie tak jest u mojej kuzynki.

          Ależ absolutnie tak nie uważam. Uważam nawet, podobnie jak Ty, że to może
          dziecku przynieść więcej szkody niż pożytku. smile

          Tyle że w Twoim pierwszym poście na temat kuzynki nie było NIC (prócz tytułu
          wątku). To, że Twoja kuzynka dostała diagnozę na podstawie tylko ocen (bo
          rozumiem, że masz pewność, że nie przeprowadzono żadnych badań), napisałaś
          dopiero teraz.
          Cały Twój pierwszy post odebrałam mniej więcej tak: "znów wymyślili jakąś nową
          dys- żeby dzieci nie musiały się przemęczać".
          A ja poznałam dziecko z dyskalkulią - i uwierz mi, że dla niego to było bardzo
          trudne. Mając 13 lat nie potrafiło np. pojąć, na czym polega pierwiastkowanie.

          krtek7 napisała:

          > Ludzie, ja pytam, czy ktoś kto ma dysleksję, dyskalkulię i ADHD może w tym
          > kraju wkrótce zrobić dyplom wyższej uczelni, czy w ogóle musi do tego jakies
          > egzaminy zdawać? Biedny, pokrzywdzony przez los... smile)))

          A ta ironia też mi się nie podobała. Bo wrzucasz do jednego wora tych, którzy
          mają prawdziwe zaburzenia i tych, którzy je sobie załatwiają.
          • krtek7 Re: moja kuzynka ma dyskalkulię..... :))) 10.10.06, 11:13
            Bo ja uważam że lepiej dla poziomu edukacji byłoby w ogóle nie uznać tych
            chorób niż pozwalać na zasypywanie szkół zaświadczeniami.

            W ten sposób dyslektycy i lenie i tak są w "jednym worze".
            • mama_kotula Re: moja kuzynka ma dyskalkulię..... :))) 10.10.06, 11:34
              krtek7 napisała:

              > Bo ja uważam że lepiej dla poziomu edukacji byłoby w ogóle nie uznać tych
              > chorób niż pozwalać na zasypywanie szkół zaświadczeniami.
              >
              > W ten sposób dyslektycy i lenie i tak są w "jednym worze".

              No i o tym właśnie pisałam, że wobec powszechności lewych zaświadczeń,
              skrzywdzeni są prawdziwi dyslektycy czy dysortograficy...
            • e_r_i_n Re: moja kuzynka ma dyskalkulię..... :))) 11.10.06, 15:38
              Aha i osoby faktycznie z problemem nie mialyby szans na edukacje wyzsza, niz
              liceum profilowane, bo walczyloby sie z 'lewymi' zwolnieniami?
              Powiem Ci, ze to wylanie dziecka z kapiela. W taki sposob moj brat, dyslektyk,
              od lat chodzacy na zajecia majace mu pomoc w ortografii nie bylby dzisiaj
              studentem trudnego wydziału politechniki.
        • e_r_i_n Re: moja kuzynka ma dyskalkulię..... :))) 11.10.06, 15:36
          Jesli zaswiadczenie wystawil jej lekarz, to pewnie jest lewe smile Widac, ze malo
          wiesz na temat, wiec i Twoja opinia, ze zaswiadczenie jest wystawione 'na
          podstawie ocen' moze byc mylne.
    • driadea Re: moja kuzynka ma dyskalkulię..... :))) 10.10.06, 10:48
      Nie wiem, ja też mam dyskalkulię, sama ją sobie zdiagnozowalam i dobrze mi z
      tym smile
      • andaba Re: moja kuzynka ma dyskalkulię..... :))) 10.10.06, 10:52
        driadea napisała:

        > Nie wiem, ja też mam dyskalkulię, sama ją sobie zdiagnozowalam i dobrze mi z
        > tym smile


        To całkiem jak ja smile)
    • mama_kotula Re: moja kuzynka ma dyskalkulię..... :))) 10.10.06, 10:51
      Sugerujesz, że kuzynce po prostu nie chce się uczyć, i załatwia sobie kolejne
      zaświadczenia? Cóż, to możliwe big_grin
      • krtek7 Re: moja kuzynka ma dyskalkulię..... :))) 10.10.06, 10:54
        Tak, śmieję się ale żałośnie. Bo dokąd zmierza ten świat?
        • mama_kotula Re: moja kuzynka ma dyskalkulię..... :))) 10.10.06, 10:56
          krtek7 napisała:

          > Tak, śmieję się ale żałośnie. Bo dokąd zmierza ten świat?

          IMHO takie załatwianie sobie lewych zaświadczeń jest krzywdzące. Ale jest
          głównie krzywdzące dla osób, które faktycznie mają te schorzenia, bo wobec
          powszechności "załatwiania papierków na lenistwo" - wszyscy są podejrzani i
          osoby, które są dotknięte wszelkimi dys... mogą spotkać się z niesłusznymi
          oskarżeniami właśnie o jakieś machlojki.
          • sowa_hu_hu Re: moja kuzynka ma dyskalkulię..... :))) 10.10.06, 11:02
            ja to mam ową dy.... cos tam coś tam , do dzisiaj smile

            ale całe liceum miałam korepetycje z matmy i uczyłam sie jej najwięcej...
            potrafiłam miec osiem ndst na czysto w jednym półroczu smile ale zawsze
            poproawiałam , u mniw bło tak ze jak dany materiał sie kończył to ja dopiero
            zaczynałam coś łapać... ale starałam sie i na maturalnym miałam aż
            dostateczny smile
            za to na studiach potrafiłam zarobic +4 z logiki smile sama w szoku byłam...
          • krtek7 Re: moja kuzynka ma dyskalkulię..... :))) 10.10.06, 11:06

            Przecież jest to stosunkowo proste: uczeń jest w miarę dobry z innych
            przedmiotów a z matematyki - choć się stara - nic mu się nie udaje. Przepycha
            się z tej matmy z klasy do klasy, a na studiach już matematyki nie ma i
            wszystko gra. Pozostają tylko złe wspomnienia. Ale któż ich nie ma?

            Natomiast uczeń z zaświadczeniem ma "spokój" - nie musi się już starać i
            stresować, choć inni w klasie muszą.

            Dlaczego tak bardzo rodzicom zależy na obniżeniu poziomu stresu związanego z
            edukacją? Przecież pewien dyskomfort w szkole też musi być. Szkoła to nie
            przygoda.

            Jeszcze raz powtarzam: moja kuzynka odczuwa dyskomfort na myśl o szkole w
            ogóle. Nie sądzę że uda jej się ją skończyć w ogóle. Bo w edukacji chodzi o coś
            więcej niż kontakty towarzyskie i superfun.
            • wrozka.zebuszka Tak, tak... 10.10.06, 11:26
              > wszystko gra. Pozostają tylko złe wspomnienia. Ale któż ich nie ma?

              Właśnie - jak to można nie chcieć mieć złych wspomnień z powodu problemów
              wywołanych chorobą?

              > Dlaczego tak bardzo rodzicom zależy na obniżeniu poziomu stresu związanego z
              > edukacją? Przecież pewien dyskomfort w szkole też musi być. Szkoła to nie
              > przygoda.

              O to, to! Jak można chcieć obniżać sobie poziom stresu?! Skandal! A lekarze
              potem nie mają z czego żyć... Szkoła to nie przygoda - święte słowa! Jeszcze by
              ktoś, nie daj Boże, polubił szkołe, albo - horrendum! - naukę jako taką!
              W ogóle to stresu jest w szkole stanowczo za mało, a jak ktoś jest zdolny i nie
              ma żadnych schorzeń ani dysfunkcji, to już w ogóle nie ma na niego bata! To też
              skandal i trzeba by pomysleć nad jakimś skutecznym sposobem obrzydzenia życia i
              tej zdemoralizowanej brakiem stresów grupie!

              • krtek7 Re: Tak, tak... 10.10.06, 11:32
                No właśnie! smile

                Są dwa rodzaje stresu: motywujący i niszczący. W szkole tego pierwszego nie
                powinno zabraknąć.

                A odnosząc się do Twojej opinii to... może tylko tym co napadają na nauczycieli
                z kijami bejsbolowymi załatwić zaświadczenia o niepoczytalności - wtedy
                wszystko będzie tip topsmile A nauczyciel cierpliwy musi być!
                • wrozka.zebuszka Re: Tak, tak... 10.10.06, 11:46
                  krtek7 napisała:

                  > No właśnie! smile

                  Powiem ci coś w sekrecie: jest takie pojęcie - ironia. Jeśli nie jesteś w stanie
                  go objąć rozumem, to się zmotywuj.A następnie przeczytaj mój post jeszcze raz.
                  I do skutku.

                  > Są dwa rodzaje stresu: motywujący i niszczący. W szkole tego pierwszego nie
                  > powinno zabraknąć.

                  Motywujące jak cholera jest zapewne bezustanne dołowanie z powodu niemożności
                  przekroczenia własnych ograniczeń. Czemu zatem ograniczać się tylko do
                  dysfunkcji umysłowych? Idąc tym tokiem rozumowania, gdyby nie mogący chodzić
                  dostali parę pał z wf-u, zmotywowało by to ich szybciutko do rączego truchtu.
                  Podobnie z głuchoniemymi - niby czemu nie mieliby płynnie na głos czytać?
                  Wystarczy wszak odpowiednia dawka stresu motywującego, nie?
                  • krtek7 Re: Tak, tak... 10.10.06, 11:53
                    I znowu napiszę NO WŁAŚNIE, co znaczy że się zgadzam z tym co napisałaś.
                    Od ludzi trzeba wymagać, ludzie muszą stawiać sobie (a nauczyciele uczniom)
                    poprzeczkę wysoko aby coś w życiu osiągnąć. Głuchoniemy nauczy się bardzo
                    dobrze czytać, choć będzie go to kosztować dużo stresu. Dziecko grube bardzo
                    się namęczy na WF-ie przeżywając stresy z powodu tuszy i uwag swoich
                    rówieśników. Ale to im wyjdzie na dobre! Trzeba pokonywac słabości a nie
                    tłumaczyć się "nie potrafię". Lepsza bardzo niska ocena na świadectwie niż
                    adnotacja "ZWOLNIONY" (to znaczy niezdolny! i to jest złe!).

                    • wrozka.zebuszka Re: Tak, tak... 10.10.06, 11:55
                      Trzeba pokonywac słabości a nie
                      > tłumaczyć się "nie potrafię". Lepsza bardzo niska ocena na świadectwie niż
                      > adnotacja "ZWOLNIONY"

                      Właśnie. czytaj jeszcze raz. No, próbuj dalej! W końcu przeczytasz ze zrozumieniem!
                      • krtek7 Re: Tak, tak... 10.10.06, 11:59
                        Czy nadal uważasz że nie rozumiem o czym piszesz?
                        • krtek7 Re: Tak, tak... 10.10.06, 12:01
                          Zębuszka, dziwna jesteś... Piszesz nieskładnie i potem masz pretensje że ja
                          czegoś nie rozumiem?
                          • wrozka.zebuszka Re: Tak, tak... 10.10.06, 12:03
                            Piszesz nieskładnie i potem masz pretensje że ja
                            > czegoś nie rozumiem?

                            Gdzie ja mam pretensje o cokolwiek?
                            • krtek7 Re: Tak, tak... 10.10.06, 12:20
                              Każesz mi czytać i czytać, widocznie masz pretensje, że czegoś nie zauważyłam
                              i nie zrozumiałam - o to mi chodzi.
                    • wieczna-gosia ja prosze jasniej 10.10.06, 14:56
                      Głuchoniemy nauczy się bardzo
                      > dobrze czytać, choć będzie go to kosztować dużo stresu. Dziecko grube bardzo
                      > się namęczy na WF-ie przeżywając stresy z powodu tuszy i uwag swoich
                      > rówieśników. Ale to im wyjdzie na dobre!

                      Prosze o jasne wytlumaczenie mi CO dobrego grubemu dziecku na WFie przyjdzie z
                      kiepskich wynikow i wysmiewania rowniesnikow? Bo mi do glowy przychodzi niechec
                      do sportu wylacznie.
                      • krtek7 Re: ja prosze jasniej 10.10.06, 15:03
                        Ruch grubemu dziecku na co się przyda? Schudnie i uwierzy w siebie.

                        Czy uważasz że przy kiepskich ocenach z chemii dziecko powinno być zwolnione z
                        nauki chemii?
                      • krtek7 Re: ja prosze jasniej 10.10.06, 15:04
                        Z grubego dziecka nie uczęszczającego na WF też się będą nabijać. Chodzi o to
                        żeby się jednak ruszał i ćwiczył, inaczej będzie coraz grubszy.
                        • wieczna-gosia Re: ja prosze jasniej 10.10.06, 15:10
                          jak sie zniecheci do sportu na cale zycie to te 2 razy w tygodniu na korytarzu
                          mu nie pomoga smile)
                          • wieczna-gosia Re: ja prosze jasniej 10.10.06, 15:17
                            na razie argument z grubym na WFie mnie rozwalil, poniewaz jestem gruba i pare
                            nauczycieli pracowalo nad tym, zebym sport znala z TV. niestety jeden sie
                            wyrodzil i w zwiazku z tym w tym roku pobieglam w maratonie smile ktorego zreszta
                            nie skonczylam smile)) ale jakby- nie ma sie czego wstydzic smile

                            to ze ty w koncu polubilas matme a ja WF nie jest argumentem przeciw
                            zaswiadczeniom- a wrecz przeciwnie. Jest argumentem na to ze jednostki dstaja
                            szanse by przekroczyc swoje ograniczenia, reszta jest skazana na bycie grubym na
                            WFie, debilem na metematyce, czy kretynem na polskim. Trudno sie dziwic, ze sie
                            ludzie zaswiadczeniami bronia.
                          • krtek7 Re: ja prosze jasniej 10.10.06, 15:30
                            dlaczego na korytarzu?
                      • babka71 Re: Wieczna gosia 10.10.06, 15:34
                        PROSZE BARDZO NA SKS-sie u syna jest jeden puszysty bardzo dobrze sobie
                        radzi..biega skacze w piłkę gra.., nikt go nie wysmiewa..dzieciak zadowolony i
                        szczesliwy/...
                        wieczna gosia jakies jeszcze pytania???
                        • wieczna-gosia owszem 10.10.06, 20:38
                          czego dowodzi JEDEN gruby chlopak na SKSie??? ktorego akurat ikt nie wysmiewa
                          (naprawde super). dowodzi tylko ze jednostkom sie udaje. Mi tez sie udalo, bo
                          mialam madrego nauczyciela ktory wysmiewanie wybil dzieciom z glowy, poza tym
                          zaczal nam oceniac postepy i sie okazalo ze odpowiednio zmotywowana robie
                          najwieksze. Dowodzi to jedynie ze mozna tak poprowadzic lekcje by dziecko z
                          niedoborami sie czulo dobrze. Dowodzi jedynie ze wiekszosci nauczycieli sie nie
                          chce.
                  • krtek7 Re: Tak, tak... 10.10.06, 11:56
                    Chodzi ci o to że Twój post jest ironiczny? Fakt. Ale napisałaś w nim coś z
                    czym się zgadzam. Dlkaczego mam odpowiedzieć ironią na ironię, złośliwością na
                    złośliwość? Napisałam "No właśnie" bo zgadzam się z tym co napisałaś chcąc być
                    wobec mnie obśmiewcza i złośliwa.
                    • wrozka.zebuszka Re: Tak, tak... 10.10.06, 12:02
                      Napisałam "No właśnie" bo zgadzam się z tym co napisałaś chcąc być
                      > wobec mnie obśmiewcza i złośliwa.

                      Zatem zgadzasz się? To świetnie. Jak widać, dyskusja na forum może spowodować
                      wiele dobrego...
    • krtek7 Re: moja kuzynka ma dyskalkulię..... :))) 10.10.06, 10:57
      Jeszcze dodam: mój brat miał zwolnienie z WF-u, bo był grubawy i koledzy się z
      niego śmiali więc dobrotliwa pani doktor powiedziała, że skoro i tak po
      lekcjach biega po boisku - to wystarczy.

      Powiem wam, że na dobre to nie wyszło......

      I tak tez może być z większością tych zaświadczeń - ludzie robią dzieciakom
      krzywdę. Podobnie jak ci rodzice którzy rozwiązują zadania domowe za swoje
      dzieci.
      • pade a ja zawsze myślałam 11.10.06, 09:57
        że grubym to się jest od nadmiernej ilości jedzenia, a nie od zaświadczeniasmile
        W tym przypadku to nie wina pani doktor, tylko Twoich rodziców.
        • iwles Re: a ja zawsze myślałam 11.10.06, 10:05
          pade napisała:

          > że grubym to się jest od nadmiernej ilości jedzenia, a nie od zaświadczeniasmile
          > W tym przypadku to nie wina pani doktor, tylko Twoich rodziców.



          Jest jeszcze coś takiego jak uwarunkowania genetyczne. Ale i w tym przypadku to
          również "wina" rodziców.
    • aluc Re: moja kuzynka ma dyskalkulię..... :))) 10.10.06, 12:30
      moja koleżanka z liceum, aktualnie sędzia, miała i ma pewnie dalej ewidentną
      dysortografię - czytała masę książek, pisała fantastyczne wypracowania, ale w
      jednym wyrazie potrafiłą zrobić tyle błędów ile liter

      to był jeszcze czas przed zaświadczeniami, a maturę oblewało się za trzy błędy
      ortograficzne... ale maturę zdała, nie wnikam, jak jej praca została
      potraktowana, bo treściowo z pewnością była na 5, studia też najwyraźniej
      skończyła wink w międzyczasie zaczęła się era edytorów tekstu i problem w sposób
      naturalny się oddalił na bezpieczną odległość

      tak, jak już któraś tu wcześniej powiedziała, powszechne załatwiactwo
      zaświadczeń i diagnozy domorosłych specjalistów, co by tylko mieć łatwiej albo
      znaleźć wytłumaczenie dla zwykłego lenia, tylko pogarszają sytuację tych, co to
      naprawdę mają problem

      PS. sama posiadam chyba leksjo- i kalkureksję wink
    • ivvette Re: moja kuzynka ma dyskalkulię..... :))) 10.10.06, 13:01
      Cholera ,ja też mam dyskalkulię ale kiedyś nie znano tego pojęcia i do tej pory
      mam koszmary związane z lekcjami matmy...brrrr
      Byłam zawsze najlepsza z polskiego ,historii a z matematyki tuman totalny i tak
      zostało do dzis . Wstyd sie przyznać ,ale nie znam dobrze do tej pory tabliczki
      mnożenia...sad
      • krtek7 Re: moja kuzynka ma dyskalkulię..... :))) 10.10.06, 14:52
        Taką "dyskalkulię" ma chyba co trzeci uczeń. To, że matematyka wydaje ci się
        nieprzyjemna - nie znaczy że ją masz.
    • gemmavera Re: moja kuzynka ma dyskalkulię..... :))) 10.10.06, 13:18
      krtek7 napisała:

      > Bo ja uważam że lepiej dla poziomu edukacji byłoby w ogóle nie uznać tych
      > chorób niż pozwalać na zasypywanie szkół zaświadczeniami.

      Kobieto, najwyraźniej nie wiesz, o czym mówisz. Nie do końca rozumiesz chyba,
      na czym polega problem niemożności przeskoczenia wlasnych ograniczeń, jak to
      ktoś dobrze tu określił.
      Zalatwianie sobie lewych zaświadczeń to często jest polska norma, niestety. Nie
      tylko z powodu jakichś zaburzeń utrudniających naukę w szkole. Ale czy to, że
      np. spora część kobiet idzie w ciąży na lewe L4 oznacza, że trzeba całej
      reszcie zabronić korzystać z L4? Żeby podnieść poziom pracy? W końcu ciąża "to
      nie przygoda", że sobie pozwole na pożyczenie Twoich słów.

      Żeby było jasne - uważam, że nie należy zostawiać dyslektyków czy innych dys, a
      także ADHDowców samych sobie. Była tu zresztą całkiem niedawno dyskusja o tym,
      że papier z diagnozą często jest dla osób z zaburzeniami końcem, podczas gdy
      tak naprawdę powinien być początkiem. Początkiem ciężkiej pracy rzecz jasna.

      Ale w Twoim rozumowaniu: "lepiej wywalić ADHD oraz wszelkie dys z listy chorób,
      niż pozwalać na zasypywanie szkół zaświadczeniami" widzę ukryte założenie, że
      te choroby to SĄ jednak fanaberie. Po prostu moim zdaniem nie rozumiesz, na
      czym polega istota takich zaburzeń. A tym samym wrzucasz i tych prawdziwych
      dyslektyków, i tych "podrabianych" do jednego wora. Piszesz, że "się ich
      wrzuca" - ale Ty wrzucasz pierwsza. smile
      I jeszcze snujesz teorie, z których wynika, że niemożność przeskoczenia samego
      siebie to jest stres motywujący, a nie niszczący. Hehehe, dobre.

      I w ogóle zgadzam się z Wróżką Zębuszką. smile
      I dzięki Wróżko za pieniążek za mleczaka mojej Z. wink))
      • krtek7 Re: moja kuzynka ma dyskalkulię..... :))) 10.10.06, 15:01
        Ja miałam straszne kłopoty z matmą, płacz po nocach straszny stres którego
        nigdy nie zapomnę. Wiązało się to z zaleglościami jeszcze z podstawówki i z tym
        że nie mogłam się skupić na lekcji (ktoś teraz może powie: ADHD?)mimo
        korepetycji ale nikt sie ze mną nie cackał, pozostawiono mnie samą z problemem.
        Więc wiem jak to jest gdy nie można sobie poradzić samemu z problemem, gdy to
        przerasta. Szukałam dobrego nauczyciela, kogoś dzieki komu zrozumiem. Gdybym
        nie spotkała mojego męża dzis może mówiłabym, tłumacząc się, że miałam
        dyskalkulię. Gdyby mnie wtedy zdiagnozowano, nie miałabym super zdanej matury.

        Dzieci z ADHD, dysleksją, dyskalkulią nie powinny w ogóle wiedzieć że cierpią
        na te dolegliwości. Rodzice, nauczyciele - tak, ale dzieci NIE. Żeby się nie
        tłumaczyły tylko starały.

        A co do lewych zaświadczeń, łapówek i takich tam - przepraszam, nie będę
        dyskutować, dla mnie ten temat to abstrakcja.
        • gemmavera Re: moja kuzynka ma dyskalkulię..... :))) 10.10.06, 15:22
          krtek7 napisała:

          > że nie mogłam się skupić na lekcji (ktoś teraz może powie: ADHD?)

          > Gdyby mnie wtedy zdiagnozowano, nie miałabym super zdanej matury.

          GDYBY - nie dostalaś diagnozy, więc nie możesz sobie mówić "może miałam
          dyskalkulię/ADHD, a teraz nie mam".
          W dalszym ciągu podtrzymuję tezę, że nie wiesz, o czym mówisz. smile Z dyskalkulii
          czy dysortografii sie nie wyrasta ot tak. Owszem, można pracować i pamięciowo
          opanować niektóre rzeczy, ale szczerze wątpię, żeby ktoś z dyskalkulią został
          wielbicielem matematyki, bo trafił na dobrego nauczyciela.

          krtek7 napisała:

          > Dzieci z ADHD, dysleksją, dyskalkulią nie powinny w ogóle wiedzieć że cierpią
          > na te dolegliwości. Rodzice, nauczyciele - tak, ale dzieci NIE. Żeby się nie
          > tłumaczyły tylko starały.

          A po tym fragmencie to już w ogóle rajtuzy mi opadły. Bo znów nie masz pojęcia,
          o czym mówisz...
          Dziecko z zaburzeniem typu ADHD jest przez większość ludzi - kolegów,
          nauczycieli, często nawet przez rodzinę - traktowane mówiąc brutalnie z buta.
          Dziecko chce się zmienić, ale nie potrafi (skojarz z przeskakiwaniem samego
          siebie, o ktorym pisałam wcześniej), z tego powodu strasznie cierpi wierząc w
          to, co mu mówią - że problem tkwi w nim samym, w jego złej woli. A diagnoza
          często pozwala spojrzeć na siebie trochę inaczej - jak na kogoś, kto ma
          problemy wynikające z czegoś, co tak naprawdę nie zależy od woli dziecka.
          Diagnoza daje młodemu człowiekowi szansę na powiedzenie "Aha, to nie jest moja
          wina. Nie jestem odmieńcem ani złem wcielonym - jestem po prostu chory." Przy
          czym żeby uprzedzić Twoje ewentualne zarzuty napisze, że poznanie diagnozy nie
          jest jednoznaczne z odpuszczeniem sobie - bo wiadomo, ze jeśli się chce wejść
          np. w grupę rówieśniczą, to trzeba się nauczyć dostosowywać do reguł w niej
          panujących. Różnica jest taka, że świadomość genezy problemów może dać dziecku
          lepsze ich zrozumienie.

          A Ty uważasz, że w imię "wyższego poziomu edukacji" trzeba wszystkie dzieci
          traktować równo. Mają się uczyć, starać, chudnąć i w ogóle radzić sobie w życiu
          - bo skoro Ty sobie poradzilaś (mimo ogromnych problemów z matematyką wink), to
          inni też mogą. Tylko nie wolno im odpuszczać.

          Co byś powiedziała swojemu dziecku z ADHD, gdyby pewnego dnia spytało Cię,
          dlaczego jest inne, dlaczego nikt go nie lubi i dlaczego chociaż się stara, nic
          mu nie wychodzi?
          • krtek7 Re: moja kuzynka ma dyskalkulię..... :))) 10.10.06, 15:32
            jesli nauczyciel WIE że dziecko ma ADHD to chyba potrafi sobie z tym poradzić?
            czyli z resztą klasy itd? przepraszam za krótki post, muszę na razie kończyć
          • krtek7 Re: moja kuzynka ma dyskalkulię..... :))) 10.10.06, 15:35
            Acha, jeszcze dodam że mam dziecko z pewnym problemem, zdiagnozowanym. Wiem o
            tym ja i panie przedszkolanki. On nie wie i na moje pytanie dlaczego nie zawsze
            może się z dziecmi dogadać ma odpowiedz: musisz się bardziej postarać. I robi
            postępy.
            • gemmavera Re: moja kuzynka ma dyskalkulię..... :))) 10.10.06, 17:39
              krtek7 napisała:

              > jesli nauczyciel WIE że dziecko ma ADHD to chyba potrafi sobie z tym
              poradzić?
              > czyli z resztą klasy itd?

              Heh, widzę, że jesteś optymistką... I to wielką smile))
              W ogóle mam wrażenie, że pojmujesz świat jako czarno-biały. Dziecko za grube?
              Ćwiczyć na WFie, to schudnie. Dziecko z problemem w kontaktach społecznych?
              Starać się, a będzie lepiej. Dziecko z dyskalkulią? uczyć się i dyskalkulia
              minie.
              Ale to nie takie proste, niestety.

              krtek7 napisała:

              > Acha, jeszcze dodam że mam dziecko z pewnym problemem, zdiagnozowanym. Wiem
              o
              > tym ja i panie przedszkolanki. On nie wie i na moje pytanie dlaczego nie
              zawsze
              >
              > może się z dziecmi dogadać ma odpowiedz: musisz się bardziej postarać. I
              robi
              > postępy.

              Po pierwsze, zadając Ci pytanie myślalam raczej o dziecku w wieku szkolnym. Ja
              swojej prawie sześciolatce też nie mówię, jaką ma diagnozę. Póki co nie jest
              jej to do niczego potrzebne - nawet jeśli widzi swoją inność (w co wątpię,
              znając ją), nie mówi mi o tym. A poza tym przedszkole w porównaniu ze szkołą to
              jest bułka z masłem, kakao z pianką i ptyś. wink) Schody w przypadku "innych"
              dzieci zaczynają się w szkole. Im starsze dzieci, tym gorzej.
              Nie wiem, jaki problem ma Twoje dziecko, ale jeśli nie ma szans na całkowite
              wyprowadzenie na prostą, może będziesz musiala zmienić poglądy. smile

              Po drugie - i najważniejsze - myślałam, że to już ustalone: przy dysfunkcjach,
              o których mówimy (a więc takich, kiedy dziecko nie może "przeskoczyć samo
              siebie"), samo staranie się nie wystarcza _z definicji_. A Ty to znów cały czas
              rozumiesz po swojemu.
              Jeśli Twój syn ma problem, który jest w stanie rozwiązywać dzięki swojej
              ciężkiej pracy i staraniom - ok, tylko się z tego cieszyć.
              Ale przyjmij do wiadomości, że są dzieci, u ktorych to nie jest tak proste.
              Dlatego upieram się, że w większości przypadków lepiej dziecku powiedzieć, żeby
              miało świadomość, że jest inne - ale nie gorsze.

              A to, że wiele osób wykorzystuje zaświadczenia o dys-, to już jest inna para
              kaloszy. Ale to nie znaczy, że trzeba wszystkich wrzucać do jednego wora, jak
              Ty to (jednak) robisz.
    • sterngogo1 Re: moja kuzynka ma dyskalkulię..... :))) 10.10.06, 15:10
      Myslę, że pewnym wyjściem z impasu byłoby wymaganie przez uczelnię
      zaświadczenia o przydatności do zawodu. I tak na polonistykę nie poszliby Ci,
      którzy mają dyslekcję, a na matematykę i pokrewne ci z dyskalkulią. Oczywiście
      przy założeniu, że poprawnie pisać na tablicy musi tylko polonista, a
      nauczyciel np chemii już nie smile
      Jestem germanistką, mam zajęcia również na studiach zaocznych, z dorosłymi
      ludźmi dokształcającymi się w drugim kierunku. Ci nauczyciele jednym głosem
      twierdzą, że 80% wszelakich zaświadczeń o dys... lub ADHD jest lipnych. Ale nie
      mogą nic zrobić, bo przecież nie będą podważać opini psychologa. Twierdzą, że
      uczeń z ADHD jest świadomy swojej choroby na tyle, że sam stara się pilnować.
      Nie zawsze mu to wychodzi, ale przynajmniej próbuje tego. Ci inni pokazują
      tylko karteczki z odpowiednim zaświadczeniem i robą, co im się tylko zachce.
    • mathiola Re: moja kuzynka ma dyskalkulię..... :))) 10.10.06, 15:52
      ha!!! Moje zycie dzisiaj uleglo odmianie!!! Juz wiem ze nie jestem debilem!!!
      Po prostu mam dyskalkulie smile)
    • anik801 Re: moja kuzynka ma dyskalkulię..... :))) 10.10.06, 16:33
      Kurcze!Naprawdę jest coś takiego jak niemożność pojęcia matematyki? Szkoda,że
      jak chodziłam do liceum to o czymś takim nie słyszałamwink
    • mamand Re: moja kuzynka ma dyskalkulię..... :))) 10.10.06, 16:56
      nie czytałam wszystkich wpisów, ale chciałabym napisać kilka słów

      nie wiem jak jest w przypadku twojej kuzynki, może faktycznie ma "lewe"
      zaświadczenie, ale nie zmienia to faktu, że dyskalkulia to nie jest żaden nowy
      wymysł, ale zaburzenie opisane przez słowackiego neuropsychologa L. Koąča
      równie dawno co dysleksja i dysgrafia

      PODSTAWOWE FORMY DYSKALKULI ROZWOJOWEJ:
      a) dyskalkulia werbalna - przejawia się zaburzeniem umiejętności słownego
      wyrażania pojęć i zależności matematycznych, takich jak oznaczenie ilości i
      kolejności przedmiotów, nazywanie cyfr i liczebników, symboli działań i dokonań
      matematycznych, np.: brak zdolności utożsamienia określonej ilości z
      odpowiadającą jej liczbą, chociaż uczeń jest zdolny przeczytać i napisać daną
      liczbę, czy policzyć ilość przedmiotów.
      b) dyskalkulia praktognostyczna - wiąże się z zaburzeniami matematycznych
      manipulacji konkretnymi czy narysowanymi przedmiotami ( liczenie przedmiotów
      oraz porównywanie wielkości czy ilości). Uczeń nie jest w stanie ułożyć
      patyczków czy kostek wg ich wielkości, nawet nie jest wstanie wskazać, który z
      dwóch patyczków jest grubszy, cieńszy, czy tego samego wymiaru.
      c) dyskalkulia leksykalna - związana jest z nieumiejętnością czytania symboli
      matematycznych, np.: cyfr, liczb, znaków działań. W lżejszych przypadkach uczeń
      nie umie czytać liczb wielocyfrowych, ułamków, kwadratów i pierwiastków, itd.
      d) dyskalkulia graficzna - jest to niezdolność zapisywania symboli
      matematycznych występująca często z dysgrafią i dysleksją liter. Uczeń nie jest
      w stanie napisać dyktowanych mu liczb, zapisać ich nazw, a nawet ich skopiować
      ( np.: 1284 pisze jako 1000, 200, 80, czy 4.)
      e) dyskalkulia ideognostyczna - to przede wszystkim niezdolność zrozumienia
      pojęć i zależności matematycznych oraz wykonania obliczeń w pamięci. Często
      uczeń jest w stanie odczytywać i przepisywać liczby, ale nie rozumie co
      przeczytał czy napisał, np.: umie zapisać znak 9, ale nie wie, że 9 to samo co
      10-1, albo 3*3.
      f) dyskalkulia operacyjna - to bezpośrednie zaburzenie umiejętności wykonywania
      operacji matematycznych. Typowym przykładem jest zamienianie operacji, np.
      wykonanie dodawania zamiast mnożenia, odejmowania zamiast dzielenia. Ten typ
      dyskalkulii jest najtrudniejszy do rozpoznania, ponieważ wymaga ciągłego
      obserwowania czynności wykonywanych przez osobę badaną.

      problemy w życiu codziennym: trudności z posługiwaniem się pieniędzmi: z
      rozsądną oceną wartości pieniądza, z szacowaniem, na co wystarczy pieniędzy, ze
      sprawdzaniem wydanej reszty, z rozmienianiem pieniędzy; ale także częste złe
      wykręcanie numeru telefonu; opuszczanie spotkań, ponieważ zostały one źle
      zapisane lub czas przewidziany przed spotkaniem został źle obliczony; kłopoty w
      podróży, np. przechodzenie na zły peron, wsiadanie do niewłaściwego autobusu,
      itp.; kłopoty w prowadzeniu prac domowych, np. w obliczaniu ile tapety lub
      farby potrzeba na odnowienie pomieszczeń; preferowanie potraw, które do
      gotowania wymagają tylko jednego garnka lub piekarnika niż takich, które
      wymagają różnych elementów gotujących się w różnych czasach ale podawanych
      jednocześnie; trudności z formalną edukacją z muzyki; słaba koordynacja
      sportowa i nienadążanie za szybko zmieniającymi się fizycznymi instrukcjami;
      trudności w zapamiętaniu następstw kroku tanecznego, czy reguł gier sportowych.

      >Ludzie, ja pytam, czy ktoś kto ma dysleksję, dyskalkulię i ADHD może w tym
      > kraju wkrótce zrobić dyplom wyższej uczelni, czy w ogóle musi do tego jakieś
      > egzaminy zdawać? Biedny, pokrzywdzony przez los... smile)))

      a dlaczego nie?
      przecież zaświadczenia o tego typu zaburzeniach (nie wiem jak z ADHD) nie mają
      żadnego znaczenia na uczelniach wyższych, a i w zdaniu matury też jakoś
      specjalnie nie pomagają

      pozdrawiam
      • marzennak Re: moja kuzynka ma dyskalkulię..... :))) 10.10.06, 17:34
        Bardzo dziękuję mamand za wstawiennictwo i mądry post. Moja córka chodzi do
        piątej klasy i ma zdiagnozowaną dyskalkulię. W szkole ułamki, operacje na
        liczbach milionowych, a ona 2+3 liczy na palcach. Korepetycje od pierwszej
        klasy, postępy niewielkie. I wierzcie mi, że w szkole nie ma żadnych forów! W
        orzeczeniu z poradni jak byk stoją zalecenia, że m.in. musi mieć więcej czasu,
        bo bardzo wolno liczy (wszystko pisemnie), a pani zabiera kartkę tak jak innym.
        Dostaje 1 za niezrobione zadanie. Nigdy nie wie, jak się do zadania zabrać,
        jakie działania wykonać. To jest naprawdę okropne, czesto płacze z bezsilności.
        Czasem nie potrafi policzyć pieniędzy, słabo zna sie na zegarku. Nie ma w ogóle
        orientacji w terenie.Czy to jest jej wymysł? Lenistwo?
        • wieczna-gosia Re: moja kuzynka ma dyskalkulię..... :))) 10.10.06, 20:41
          Czy to jest jej wymysł? Lenistwo?

          owszem. i powinna sie bardziej postarac. jak przeczytalam ze krtk czy jak jej
          tam jest PEDAGOGIEM- to mi skrzydelka opadly. Dlatego wlasnie mam dwie corki w
          szkole spolecznej, gdzie swietnie sie ucza i okazuje sie ze zadnego dys nie maja.
          • krtek7 Re: moja kuzynka ma dyskalkulię..... :))) 11.10.06, 00:47
            Ta "jak jej tam" - jeśli chodzi ci o mnie, a chyba tak - nie jestem pedagogiem.
        • krtek7 Re: moja kuzynka ma dyskalkulię..... :))) 11.10.06, 01:03
          Ja rozumiem Was, nie jestem nieczułym oszołomem, naprawdę. Ale zauważyłam że na
          dys- żerują rodzice którzy za wszelką cenę chcą ograniczyć dziecku poziom
          stresu do zera. I to jest straszne i o to mi chodziło gdy stawiałąm ten
          uśmieszek przy tytule mojego postu. Moja kuzynka nie ma dyskalkulii,
          zaświadczenie jest lewe. Ona jest impreziarą, nieukiem, leniem patentowanym.

          Marzeno, nauczycielka jest nie w porządku, nie trzyma się zaleceń specjalisty.
          Gdyby odebrała kartkę później, pomogła dziecku... Taka jest jej rola! Przecież
          to oczywiste!

          Mój brat miał w podstawówce kolegę który przepisywał litery lustrzanym pismem i
          nie było na niego sposobu. Pani w pierwszej klasie wyśmiała go przy dzieciach.
          Tylko jego najlepsi koledzy się nie śmiali. Dzisiaj ta osoba jest światowej
          sławy malarzem artystą, dobrze ułożył sobie życie (na szczęście - przy takiej
          wychowawczyni!). Ta sama pani wyśmiewała też tuszę mojego brata. #@%***!!!

          Wiele zależy od nauczycieli, ale też od ciebie. Jeżeli pani tego nie rozumie,
          spróbuj rozmawiać z dyrektorem... Biedne dziecko.
          Ale powinna się starać, dalej tak uważam. I z pomocą twoją i nauczycieli może
          liczyć najlepiej jak potrafi. To nic, że jest słabsza z matmy. Inni nie
          potrafią nauczyć się wiersza, albo są beznadziejni z WF-u!

          Moje dziecko będzie chodzić do klasy integracyjnej, tam chodzą też dzieci z
          ADHD i inne, od wszystkich się wymaga (stosownie do możliwości ale nie
          pobłażając) i dzieci uczą się od siebie wzajemnej tolerancji.
          Sądząc z Waszych postów może to dobrze, i ja się przy okazji czegoś nauczę smile



    • 5aga5 Re: moja kuzynka ma dyskalkulię..... :))) 11.10.06, 01:30
      Szkoda że za moich czasów nie było żadnych ,, taryf ulgowych " np. pod względem
      nauki.
      Teraz każde potknięcie ucznia lub typowe lenistwo diagnozowane jest jako
      choroba, wyrzucanie dzieci do śmietników jako depresja lub choroba psychiczna,
      znęcanie sie nad dziećmi jako objaw słabości ze względu na brak pracy, i tak
      dalej ( zawsze jest jakies tłumaczenie ).
      Możecie mi wytłumaczyć, dlaczego nie było czegoś takiego 20, 30 lat temu?
      • iwles Re: moja kuzynka ma dyskalkulię..... :))) 11.10.06, 08:23

        > Możecie mi wytłumaczyć, dlaczego nie było czegoś takiego 20, 30 lat temu?



        Bo, moja droga, medycyna poczyniła pewne postępy. Na szczęście.
        Tylko na nieszczęście jeszcze wielu ludzi nie nadąza, stoi w miejscu. Czemu ?
        Pewnie z typowego lenistwa, bo nie sądzę, że to choroba.
      • mamand Re: moja kuzynka ma dyskalkulię..... :))) 11.10.06, 08:43
        > Szkoda że za moich czasów nie było żadnych ,, taryf ulgowych " np. pod
        względem
        >
        > nauki.

        a jaka to niby taryfa ulgowa?
        to, że dziecko ma 10 min więcej czasu na kartkówce, to, że nauczyciel poświęca
        mu więcej czasu? - no faktycznie ulga jak cholera

        przy zdawaniu egzaminu na uczelnie wyższe "świstek" z poradni nie ma żadnego
        znaczenia, na starej maturze gwarantował mierny z pisemnego polskiego, teraz
        nawet już tego nie gwarantuje
      • monia145 Re: moja kuzynka ma dyskalkulię..... :))) 11.10.06, 09:29
        Pewnie to ten nieszczęsny rozwój cywilizacyjny jest winny......
        Jasne, wszystkim baty na tyłek, bo jakiekolwiek głębsze pochylenie sie nad
        psychiką człwowieka, dostrzeżenie indywidualnych rys w każdym z nas, to czysta
        fanaberia i tłumaczenie.......
        • krtek7 Re: moja kuzynka ma dyskalkulię..... :))) 11.10.06, 10:54
          A robić to nie ma komu...
          • iwles Re: moja kuzynka ma dyskalkulię..... :))) 11.10.06, 14:40
            krtek7 napisała:

            > A robić to nie ma komu...



            to niby skąd takie bezrobocie ?

            Z LENISTWA ???????????????????????????????????????/
            • krtek7 Re: moja kuzynka ma dyskalkulię..... :))) 11.10.06, 15:15
              Znam kilku bezrobotnych wyspecjalizowanych w tłumaczeniu się swoimi słabościami
              i warunkami zewnętrznymi. Gdybyś załatwiła im pracę, byliby przerażeni i
              przynieśli by kilka świstków (zwolnień, zaświadczeń) od lekarza, że jednak tej
              pracy podjąć nie mogą.
              Uwaga! Nie wrzucam tutaj wszystkich bezrobotnych do jednego worka - podaję
              przykład kilku spotkanych w moim życiu bezrobotnych.
        • krtek7 Re: moja kuzynka ma dyskalkulię..... :))) 11.10.06, 15:16
          Nie tłumaczyć się trzeba. Tłumaczą się winni. Trzeba się wziąć za siebie!
    • zuza2be Re: moja kuzynka ma dyskalkulię..... :))) 11.10.06, 09:48
      a u mnie podejrzewano "dyskalkulię" niestety w testach psychologicznych wyszło
      coś zupełnie odwrotnego i pomimo ledwo skończonego ogólniaka (właśnie z powodu
      matematyki) skończyłam uczelnię techniczną z niezłym wynikiem. Ale na studiach
      jakoś łatwiej mi było .... smile
      • marzennak Re: moja kuzynka ma dyskalkulię..... :))) 11.10.06, 13:40
        20, 30 lat temu też były różne dys, tylko nie potrafiono tego rozpoznać, a
        przynajmniej nauczyciele nie umieli. 22 lata temu, kiedy mój brat chodził do 2
        klasy i miał straszne problemy z czytaniem i pisaniem, mimo iż był
        inteligentny, bystry i miał świetną pamięć, moja mama poszła z nim do poradni,
        gdzie stwierdzono dysleksję. Z zaświadczeniem poszła do wychowawczyni, która
        popatrzyła na nią jak na idiotkę i stwierdziła, że nigdy o czyms takim nie
        słyszała. Mój brat potrzebował dodatkowej pomocy, zajęć kompensacyjnych, ale
        pani nie widziała potrzeby, bo nie miała czasu. Mama z nim pracowała codziennie
        do późnej nocy. A wychowawczyni to była pani prosto po liceum, która zaocznie
        uczęszczała do dwuletniego pomaturalnego studium nauczycielskiego. Mój brat za
        wszystko dostawał 2: za brak nożyczek, kleju, że zapomniał butów na wf. Dwóje
        od góry do dołu. Znienawidził szkołę. W 5 klasie nauczyciele uradzili,że go
        zostawią na drugi rok. Mimo wyraźnych zaleceń psychologa i pedagoga oraz błagań
        mamy, że zrobią mu tym więcej złego niż dobrego-nic to nie dało. O dysleksji
        nadal nikt nie słyszał, a gdy mama tłumaczyła patrzeli na nią z pobłażliwym
        uśmieszkiem... Mój brat ledwo skończył podstawówkę, chociaż jest bardzo mądrym
        facetem.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka