Mój układ z teściami jest dośc luźny. My jestesmy w 100% samodzielni, a oni
sa bo są. Nie ingerują, nie są toksyczni, zainteresowanie wykazują
sporadycznie, gdyby mąz nie przyjeżdzał/nie nalegał na wyjazdy do nich /raz
na miesiąc - pewnie nie widywalibysmy sie wcale. A mieszkają 45 minut
samochodem od nas, ale nawet gdy są w mieście nie znajdują czasu zeby do
nas "wpaśc". Nie zmieniło się to po pojawieniu się wnuczka czyli przez
ostatnie lata. Nie czują takiej potrzeby, a i dobrze, w sumie chyba lepsze to
od tesciowej zagladajacej do garów. Mój syn z babcia czy dziadkiem nigdy nie
pobył dlużej niż pół godziny, sam nie został nigdy. Teśc dzieci nie lubi, co
czesto deklaruje, tesciowa zajmowac sie nie umie i takowej checi nie wykazuje
i nigdy nie wykazywała. Jej synem zajmowały sie babcie (sic!) i nianie.
Kiedy juz zostali dziadkami byli raczej mocno przytłoczeni tym faktem (faktem
że 31 letni syn JUŻ zrobił dziecko i ze w okolicach 60 zostali tymi
dziadkami

i na gwałt zaczeli prowdzic sie młodziezowo. Smiesznie to
troszkę wygląda, ale cóz, nic nam do tego.
Przy okazji 1 listopada i jazdy na groby rodziny męza, odwiedzilismy i ich w
domu. Wrócili własnie z urlopu w ciepłych krajach , rozmowa, fotki nie
widzielismy sie wszak od prawie 2 miesiecy, a nastepny raz bedzie w okolicach
swiąt Bożego Narodzenia, bo znowu wylatują...no i tesciowa mówi ze ma coś
dla wnusia, idzie, wraca i mówi wnusiu to dla ciebie - i wnusio dostaje dwie
pary mocno zuzytych rajstopek z second handu w kolorach rózowawo-
łososiowopomarańczowym i fioletowym, nie za bardzo w jego rozmiarze na
dodatek. Nie mam nic do rajstop, ani do secondh, ale..
No własnie, ale. Tesciowa byla trzeźwa i absolutnie serio. Tesciowa nie jest
ubogą rencistka (btw moja babcia jest niezamozna i zazwyczaj nie obdarowuje
moego syna niczym, po prostu oboje sie cieszą soba jak sie widza), jej
dochody to kilka srednich krajowych, jest (chyba, jeszcze ) poczytalna.
Rajtki nadawały sie z uwagi na stan, tylko do kosza. A ja sie cały czas
zastanawiam, skąd ona je wytrzasneła, bo mniej czasu i zaangażowania
wymagałoby kupienie byle czego w tesco, niz szperanie po szmateksach.
A mój maz ciezko sie obraził za wywalenie rajtek do kosza, bo mama chciala
dobrze ....wiec mu troszkę nawrzucałam, to i owo.
Czy jestem potworem?