Dodaj do ulubionych

Zapracowane żony

IP: *.* 03.04.01, 15:20
Ciekawa jestem, czy jest wśród was jakaś dziewczyna, która jest i matką i do tego "pracującą dziewczyną"-główną żywicielką rodziny? Piszecie o bardzo zapracowanych mężach a Wy???? \nJa pracuję zawodowo, zarabiam kilka razy więcej niż mój mąż i jeszcze mam ambicję mieć świetny dom i rodzinę: doskonale zadbane (wychowane i odżywione zdrowo) dziecko, maksymalnie dużo czasu spędzonego z dzieckiem (cały czas poza pracą), czyściutki dom, świeżo gotowane obiady (zdrowe). Oczywiście nie osiągam tego i to mnie stresuje. Z moim mężem nie rozumiemy się na tych płaszczyznach do końca. Mamy te same cele ale ja szukam drogi jak je osiągnąć, a on raczej nie....Jestem bardzo zmęczona.... Ale z tych rzeczy nie mogę zrezygnować. A jak jest z wami?\nEwa mama Filipa (W-wa)
Obserwuj wątek
    • Gość: Aneta Re: Zapracowane żony IP: *.* 04.04.01, 08:25
      Cześć! Wyobraź sobie,że przed urodzeniem Karolinki miałam takie same założenia: czysty dom, zadbany mąż, moja zadowalająca praca i ukochane dziecko. Tymczasem wszystko wygląda zupełnie inaczej. Wróciłam do mojej ukochanej pracy z pensją (po awansie) ok. 800zł. na rękę, do pracy dojeżdżam prawie 2 godz. dziennie, więc z moją córcią spędzam ok 4-5 godzin (w tym samym czasie muszę ugotować, posprzątać, umyć siebie i dziecko itp.). Męża nie ma, bo przed ślubem oświadczył, że się pomylił (córkę kocha, ale mnie już nie), ale za to dostaję fantastyczną kwotę alimentów 250 zł. Na szczęście mogę liczyć na pomoc mamy i babci, bo inaczej to byłoby z nami kiepsko. Ale za to moja Karolinka jest zdrowa (od urodzenia - prawie 3 lata temu - miała tylko 3 razy kilkudniowy katar), pogodna, wesoła. Kocham ja ogromnie, tylko czasem mam jej już dość i wtedy marzę o chwili kiedy pójdzie spać. (A zaraz potem nie mogę się doczekać kiedy wstanie). Przed urodzeniem faktycznie miałam większe ambicje, ale teraz część z nich odwiesiłam na kołku. Jak na meblach leży trochę kurzu, to nie szkodzi. Jak raz w tygodniu zjemy mrożone pierogi, zamiast świeżo ugotowanych, to też się świat nie zawali. A zaoszczędzony w ten sposób czas staram się przeznaczyć na poważne rozmowy, spacery i zabawy z moją córką. Pewnie nie jestem idealną matką. Często zdarza mi się na nią krzyknąć w zniecierpliwieniu (zaraz potem się przepraszamy i całujemy), czasem wolę jej włączyć telewizor, aby mieć parę chwil dla siebie. Nauczyłam się wiele rzeczy robić wspólnie: razem gotujemy, wieszamy pranie, myjemy się. Ten czas jest bardzo ważny dla dziecka. Zapomniałabym dodać, że czasem małą na spacer zabiera Tatuś. Tylko niewiele już zostaje dla siebie. Usiłuję pisać doktorat, aby spełnić swoje ambicje i aby nam było choc trochę lepiej. Ale najważniejsze, że mam moją córeczkę i kocham ją.Pozdrawiam wszystkie ambitneAneta
      • Gość: tyska Re: Zapracowane żony IP: *.* 04.04.01, 10:12
        Anetko uważam, że jesteś supermamą, a to jest dla Karolinki najważniejsze. A co do jej tatusia, szkoda, że nie jest z Wami bo sam nie wie co stracił. Ale z drugiej strony Twoja córeczka wie, że ma oparcie w Tobie i stabilizację. Ja niestety w moim otoczeniu mam przykład, że "pomyłka "tatusia wyszłą 4 lata po ślubie. A dla takiego małego dziecka nie ma chyba nic gorszego. Pozdrawiam Cię serdecznie. Zajrzyj potem na chata.
    • Gość: mama z Warszawy Re: Zapracowane żony IP: *.* 04.04.01, 08:47
      Czesc Ewo!Jestem w bardzo podobnej sytuacji, z tym ze jestem mama dwojki dzieci o duzej roznicy wieku. Utrzymuje dom, a maz bardzo ograniczyl dzialalnosc wlasnej firmy i zajmuje sie polroczna coreczka ( z niewielka pomoca niani). Dlaczego taki uklad? Tak wyszlo, bardzo duzo zainwestowalismy razem w moja edukacje (zagraniczne studia, itp), ciekawa praca a reszta byla konsekwencja naszych wyborow. Dochodzilismy do tego ukladu stopniowo, z pierwszym dzieckiem siedzialam w domu trzy lata i znam problemy zon zapracowanych mezow (maz pracowal okolo 12 godzin, musial lub chcial - bardzo czesto widze u siebie w firmie jak panowie uciekaja w prace, aby tylko nie siedziec w domu - be,be). Teraz widze to z drugiej strony.Twoje plany sa bardzo ambitne, mam nadzieje ze uda Ci sie je w całości realizowac, cieszac sie jednoczesnie zyciem! Z wlasnego doswiadczenia wiem, ze nie mozna miec wszystkiego i zawsze cos osiagamy kosztem czegos, a supermenki istnieja tylko w kolorowych magazynach. Uwazam, ze w czyms trzeba sobie niestety "odpuscic", i lepiej zeby to byly porzadki czy gotowanie niz kontakt z dzieckiem czy mezem. Wszystkiego sie po prostu osiagnac nie da! Ze starsza corka maz ma lepszy kontakt niz ja, i troche czasu mi zajelo zaakceptowanie tego faktu. Sytuacja jest rowniez trudna dla meza, poniewaz w Polsce maz zajmujacy aie dzieckiem jest postrzegany negatywnie (inaczej niz np. w Szwecji). I porzebuje duzo wsparcia!!!! Duzo usmiechow dla Ciebie i twojej rodzinki!!!!!
    • Gość: agata Re: Zapracowane żony IP: *.* 04.04.01, 10:48
      Ewojestem w identycznej sytuacji. Też pracuję, sporo zarabiam (chociaż po powrocie z urlopu zrezygnowałam z kierowniczego stanowiska). Tylko że ja nie mam aż tak wielu ambicji. Najważniejsze jest dla mnie dziecko i praca (bo pozwala nam spłacić kredyt i coś odłożyć). Mam jednak poczucie winy za niezbyt dobre prowadzenie domu (sprzątanie, obiadki itp). ale nie ze względu na moje ambicje, tylko na męża. Wiem, że on chciałby, abym więcej robiła w domu. On bardzo dużo robi (głównie sprząta i rano zajmuje się dzieckiem zanim przyjdzie niania, a ja jestem już w pracy). Wiem, że ma mi trochę za złe, że nie zachowuję się w pełni jak "pani domu". Cóż, to dla mnie nie są priorytety. Wiem, że jestem trochę nie fair, bo mam w pracy obiady, a mąż nie ma. Trochę mnie z tego powodu gryzie sumienie. Pracuję dpiero 2 miesiące po urlopie i może jeszcze sobie jakoś to wszystko zorganizuję. Na razie nie jest dobrze. Wygląda na to, że mamy trochę różne podejście do tych spraw (ty i ja), jak również mamy różnych mężów, prawda?
      • Gość: daga Re: Zapracowane żony IP: *.* 04.04.01, 13:19
        Ja pracuję od siedmiu lat, to znaczy poszłam do pracy kiedy syn miał trochę ponad rok. Obawiam się, że wiele mi umknęło. Niestety nie miałam wyboru - byłam tzw. samotną matką. Teraz jest już znacznie lepiej, niż kilka lat temu. Nie mam ambicji bycia świetną gospodynią domową, kiedy nie ma mnie w domu 11 godzin dzienne (praca plus dojazdy). Szczerze mówiąc, wisi mi kurz i niepozmywane gary, zazwyczaj odkładam to na weekend. Gdybym chciała to wszystko pogodzić, nie oglądałabym dziecka wcale. Nie dajmy się zwariować, dziewczyny, nie można być idealnym pod każdym względem. Zdarzało mi sie próbować, ale to rodziło tylko niepotrzebne frustracje.
      • Gość: hania Re: Zapracowane żony IP: *.* 04.04.01, 19:56
        A może byś zatrudniła do sprzątania studentkę?My się z naszą wręcz zaprzyjażniliśmy.jest o niebo łatwiej, a w dodatku dziewczynki czekają na dzień, kiedy Kasia przyjdzie, bo za nią szaleją. Ja też lubię z nią pogadać.Widzę same plusy takiej sytuacji. Pa!
      • Gość: mama z Warszawy Re: Zapracowane żony do Agaty IP: *.* 05.04.01, 07:24
        Czesc Agato!Dlaczego zrezygnowalas z ambicji w pracy? Przymus czy swiadomy wybor? Mnie sie wydaje, ze jezeli juz wychodze z domu na osiem lub wiecej godzin, to chce ten czas wykorzystac maksymalnie, bo i tak i tak mnie nie ma w domu. Nie zawsze to wychodzi, bo dyskryminacja pan w ciazy i z dziecmi jest duza, ale przynajmniej sie staram. Usciski! M.
        • Gość: agata Re: Zapracowane żony do Mamy z Warszawy IP: *.* 05.04.01, 08:34
          Cóż, tak naprawdę moja "kariera" nie wynikała z moich ambicji. Ot, po prostu tak się złożyło. Nie jestem sworzona do pracy pod presją czasu i w stresie (naprawdę wielkim stresie!). Radziłam sobie dobrze, ale było to okupione dużymi problemami natury emocjonalnej. Nie chcę się zagłębiać w szczegóły. Poza tym właśnie idzie o to wychodzenie z domu na ileś godzin - na moim poprzednim stanowisku nigdy nie wiedziałam ile godzin będę pracować. Ważne jest to, że zeszłam o szczebel niżej bez zmiany wynagrodzenia - chyba mnie cenią (?). Faktem jest, że po powrocie do pracy czuję, że traktują mnie jak pracownika drugiej kategorii. Na pewno niektórzy moi koledzy - dyrektorzy uważają, że zeszłam do roli kury domowej i nie dałam rady pogodzić kariery z wychowaniem dziecka. Dop tego dwa komentarze:1. To jest jedyna rzecz, jakiej żałuję - nie udowodniłam, że kobieta z maleńkim dzieckiem jest tak samo wartościowym i ważnym pracownikiem, jak bezdzietna (i jak tu później oczekiwać równego traktowania?)2. Nie uznaję takiego eufemizmu, jak "godzenie kariery z wychowaniem dziecka". To brutalne, co powiem, ale moim zdaniem kiedy jestem w pracy - nie jestem matką, nie pełnię swojej roli. Może jestem dla siebie tak bezwzględna, bo pracuję dopiero 2 miesiące i jeszcze nie pogodziłam się z tym, że musiałam zostawić synka z nianią, gdy miał 9 miesięcy (tydzień po tym odrzuciła pierś, chociaż chciałam dalej karmić)To chyba wszystko na ten temat.PozdrawiamAgataMamo z Warszawy, gdzie mieszkasz?
          • Gość: mama z Warszawy Re: Zapracowane żony do Mamy z Warszawy IP: *.* 06.04.01, 07:39
            Czesc Agato!Mieszkam na Goclawiu, a moj e mail: e_master@poczta.onet.pl. Bardzo chetnie nawiaze kontakt ta droga.Masz calkowita racje o trudnym powrocie do pracy. Tez moge wymienic cala liste dyskrymiacji, spotykajacych mamy w pracy - wlasnie staram sie o mozliwosc powrotu na stanowisko, ktore zaoferowano mi zanim okazalo sie ze jestem w ciazy. Droga przez meke. I nie ma znaczenia fakt, ze mama juz jedno starsze dziecko i w mojej ocenie potrafie godzic dom z praca. Masz racje, ze praca czesto kosztuje bardzo duzo - emocji i czasu, a potem nie ma sily na nic innego. Panom latwiej - na pewno znasz "zapracowanych mezow", siedzacych w pracy tylko po to, aby nie wracac do domu, potem idacych wspolniena "sluzbowe" spotkania. Jak tu z nimi konkurowac jesli w domu czekaja dzieci. Ale i tak bym sie nie zamienila na plec! Konczac tak optymistycznie czekam na kontakt! Usciski dla calej rodzinkismile))M.
          • Gość: katarzyna t. nowak Re: Zapracowane żony do Mamy z Warszawy do Agaty IP: *.* 31.05.01, 19:14
            Agato, pisze artykul o roznych modelach macierzynstwa. Pracuje w duzym miesieczniku dla kobiet. Bylabym Ci bardzo wdzieczna za napsanie do mnie na adres: ktn@poczta.wp.pl. od razu odpisze i wszystko ci wyjasnie. Pozdrawiam, katarzyna T. Nowak
    • Gość: Ewa mama Filipa (W-wa) Re: Zapracowane żony IP: *.* 05.04.01, 10:03
      Widzę, że jednak sprowokowana przeze mnie dyskusja poszła na inny tor... Chciałam się dowiedzieć, ile z was MUSI pracować a nie tylko ma ambicje pracować. Nie wiem jak by było ze mną gdybym miała wybór: praca czy dom i dziecko. Wprawdzie siedziałam z Filipem 11 miesięcy i nie czułam się dobrze ale wtedy wiedziałam, że muszę póść do pracy a nawet najpierw ją znależć (poprzednią miałam na czas określony i umowa wygasła z dniem porodu). Więc to była specyficzna sytuacja. Ale zastanawiam się czy inny przymus taki jak świadomość niemożności wykorzystania wiedzy jaką się zdobywało przez lata (ja poza studiami ukończyłam też podyplomowe studia zagraniczne więc ten czas poświęcony nauce był dłuższy niż przeciętnie) ma być stracony??? Ale to inny problem... Mnie po prostu potwornie ciąży odpowiedzialność za rodzinę na wszystkich płaszczyznach - o tym chciałam napisać. Mój mąż też poświęcił wiele lat nauce (też studia zagraniczne) więc on mimo niższych zarobków nie zrezygnuje z pracy. Zresztą nie wymagałabym tego od niego - my jesteśmy w BARDZO specyficznej sytuacji, o której nie będę teraz pisała, więc on nie może sobie pozwolić na "wypadnięcie" z rynku pracy... Przez to wszystko NAS po prostu już nie ma. Jest tylko czas na bycie rodzicami ale już na czas tylko dla nas dwojga - nie! Nie ma więc tego, co dodawało by mi siły do noszenia tej odpowiedzialności jaką mam. EWA, mama Filipa (W-wa)
      • Gość: Aneta Drabek Re: Zapracowane żony IP: *.* 05.04.01, 10:15
        Chciałabym jeszcze dodać, że ja z wielką przyjemnością wróciłam do pracy, poniważ ją uwielbiam. (Inna sprawa, że po prostu musiałam wrócić, bo z samego zasiłku wychowawczego nie sposób wyżyć, ot polityka prorodzinna naszego państwa). Nie znaczy to, że nie kocham swojego dziecka. Mam szczęście, że zajmuje się nią kochąjaca Babcia, a ja nie mam wyrzutów sumienia, że oddałam ją w przpadkowe ręce. Pozdrawiam wszystkie zapracowane (w domu i pracy zawodowej). Aneta
        • Gość: katarzyna t. nowak Re: Zapracowane żony do Anety IP: *.* 31.05.01, 19:22
          Aneta! Czy bylabys tak dobra i skontaktowala sie ze mna mailowo? Moj adres: ktn@poczta.wp.pl. Wszystko ci wyjasnie. Pozdrawiam, katarzyna T. Nowak
    • Gość: ATA Re: Zapracowane żony IP: *.* 01.06.01, 12:22
      Ja też jestem w sytuacji, gdzie niezaleznie od tego czy mi się to podoba, czy nie musze pracować. Mąż niestety nie ma pracy juz od 2 lat, czasem tylko dorywczo ma jekieś zlecenie. Mój synek ma 14 miesięcy, a ja musiałam, chociaż było mi cięzko, zostawić go w domu, kiedy miał 5 miesięcy i pójść do pracy. Na szczęście udało mi się wrócic na pare miesięcy na pół etatu, więc mogłam nadal go karmić piersią ale długo nie mogłam sobie poradzić ze swoimi emocjami. Tak bardzo mi było żal zostawiać dziecko z mężem i mamą. Praktycznie nie mam większego wpływu na jego wychowanie i wiele innych rzeczy. Momentami mnie to dobija. Teraz pracuję na 3/4 etatu a za miesiąć wracam na cały i tego już sobie w ogóle nie wyobrażam. Będę wracać przy dobrych układach do domu o 17.30, a co z moim kontaktem z dzieckiem ? Wolę na razie o tym nie mysleć, bo od razu się stresuję. Teraz kiedy wracam do domu o 15.00 mały przykleja się do mnie i nawet nie mogę się rozebrać, a co będzie potem ? Gdyby tylko mój mąż miał stałą pracę, zrezygnowałabym z tej pracy, ograniczając się do pracy w domu (korepetycje, tłumaczenia). Teraz niestety musze mieć jakiś stały dochód. Strasznie mnie wnerwiają rozmowy o pro rodzinnej polityce państwa. To tylko PUSTE słowa.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka