Gość edziecko: agacz2905
IP: *.*
27.07.02, 12:37
Wiecie co, piszę to i nie wiem czy ktokolwiek mi odpowie. Przepraszam, jeśli to będzie wygladać na publiczną spowiedź. Już sama nie wiem kim jestem i co myślę (za dużo czasu na myślenie??). Zawsze chciałam mieć męża i dziecko ("będzie zupełnie inaczej niż w mojej rodzinie", myślałam). No to mam męża - 13 lat starszego i zachowuję się wobec niego często jak....córka. Mamy 1,5 rocznego Szymka. Nastrój poprawiam sobie piciem piwa i zakupami (na które już niestety nie ma pieniędzy, bo ja zarabiam głównie na nianię synka).Obiektywnie nie dzieje się chyba nic złego. Może po prostu za bardzo się nad sobą użalam. Brakuje mi towarzystwa rówieśniczek, zwyczajnego pogadania sobie o czymkolwiek. Wczoraj mój mąż ODMÓWIŁ mi zakupienia rzeczywiście bardzo drogich sandałków, które nawet po 25% rabacie kosztuja ok.260 zł. Na swoją obronę mam fakt, że: mam chore nogi i orzeczoną niepełnosprawność z tego tytułu, noszę rozmiar buta 35, mam szeroką stopę (ale nie życiową), znalezienie właściwych butów dla mnie nawet w obecnych czasach stanowi duży problem (wygoda, trwałość i jeszcze raz wygoda). Nawet nie wiecie, jak bardzo tak może śmieszny dla Was fakt, ze mój mąż mi odmówił tych upatrzonych przeze mnie sandałków - mnie zdołował!! Już nawet nie negocjuję z kreaturą, jest mi po prostu bardzo przykro. Wczoraj wieczorem po przyjściu do domu napisałam sobie z grubsza mój pozew o rozwód bez orzekania o winie, a żal dusi mnie do tej pory. Oczywiście, rozwód z powodu sandałków grubo trąci absurdem, zwłaszcza, że (trzeźwo myśląc, o ile to jeszcze potrafię) skoro nie stać nas (wg. męża) na sandałki, to nie stać też na opłacenie kosztów wniesienia pozwu. Abstrahując od mojego, może na oko dziecinnego zachowania, jest mi cholernie smutno i czuję się teraz gorzej, niż gdybym była osobą formalnie samotną i skazaną na staropanieństwo nawet z powodu swojej niepełnosprawności. No to chyba juz skończę to biadolenie i idę do syneczka.

zdołowana i rozżalona Agnieszka