Gość: Zoś
IP: *.*
02.12.02, 14:59
Cześć,Po kilku spotkaniach z koleżankami (mamami albo przyszłymi mamami) podczas których odbywały się kilkugodzinne rozmowy na temat wózków, łóżeczek, fotelików samochodowych, ubranek itd. zauważyłam, że o produktach "niemarkowych", poniżej pewnego pułapu cenowego nie wypadało rozmawiać.Np. dowiedziałam się, że wózek, który kupiłam jest "nie na czasie" bo "teraz kupuje sie wózki Quinny na dużych pompowanych kółkach" A mój czteromiesięczny synek wyglądał dziwnie wśród wystrojonych w "dorosłe" ubranka maluchów bo dbając głównie o jego wygodę ubieram go w bawełniane śpiochy i kaftaniki niezależnie od okazji.Rozumiem, że swojemu dziecku chce się dać wszystko co najlepsze - ale czy ono jest szczęśliwsze ubrane od stóp do głów w ubranka Chicco czy wycierane ręczniczkiem Care Blanc? Czy ma sens robienie z małego człowieczka malowanej lali bo tak wypada, bo to jest na topie?Czasem mam wrażenie, że znajomi swoje dzieci traktują jak kolejny element luksusowego wyposażenia: dom z ogrodem, kino domowe, stereo za kilkadziesiąt tysięcy, skórzane kanapy i ... Maciuś.Jestem przekonana, że mojemu dziecku (przynajmniej na razie) nie są potrzebne markowe produkty do szczęścia, ale wkrótce, jeśli będzie otoczone maluchami podchodzącymi materialistycznie do świata od najmłodszych lat - to samo też zacznie tak ten świat postrzegać.Co wy myślicie o dawaniu dzieciom wszystkiego?