joasik79
18.12.06, 21:33
Witam! Mam problem. Okoliczności zmusiły mnie do czasowego zamieszkania z
moimi rodzicami( mąż remontuje mieszkanie). Nie wiem ,czy to ja mam problem
sama ze sobą, czy istotnie mam rację. A chodzi o moją mamę. Nie zawsze się
pomiędzy nami układało, mama jest(pomimo swego wieku - 50 lat)osobą o
staroświeckich poglądach, ja raczej myślę nowocześnie, bardziej racjonalnie.
Do tego mama jest chorobliwie oszczędna ,np. wody po swoim myciu używa do
mycia podłogi a wodę od prania w pralce automatycznej zlewa do miski i pierze
w niej ręcznie. Dodam, że nie z powodu braku pieniędzy( może rodzicom się nie
przelewa, ale też nie głodują), właściwie to nie wiem ,jaki ma powód.
Oszczedza również na płynie do naczyń, przez co naczynia często wyślizgują
się z dłoni. Do tego robi jeszcze inne różne rzeczy, od których rośnie mi
ciśnienie, np. obcina paznokcie stojąc na środku kuchni, podczas gdy ja
karmię synka z miseczki. Kiedy zwracam jej uwagę, że mogłaby to zrobić w
łazience nad wanną, oburza się i obraża na mnie. W nocy kiedy idzie do
toalety zrobić siusiu , nie spuszcza wody, żeby nie chałasować. Mogłabym tu
wymienić jeszcze wiele innych sytuacji. Ostatnio zwróciłam jej uwagę, że
czyści ręką zabłocone łapy psa a potem głaszcze synka po buzi, nie myje też
rąk po wyjściu z toalety i bierze małego za rączki a potem ten ( jak to
dziecko )wkłada je do bużki.Doszło do tego, że jestem zła jak go dotyka,
całuje. Strasznie się wtedy denerwuję, bo nie wiem, co robiła przed chwilą.
Proszę sobie nie pomyśleć ,że jestem wyrodną córką. Bardzo kocham moją mamę.
Nie jestem też nadopiekuńczą mamą dla mojego synka. Nie chowam go pod kloszem
i nie sterylizuję wszystkiego w jego otoczeniu( nie pamiętam kiedy ostatnio
parzyłam butelki lub smoczki),ja tylko staram się zachować minimum chigieny.
Przecież mycie rąk przed kontaktem z dzieckiem a po kontakcie ze szmatą do
podłogi lub deską od wc to powszechny obowiązek. Nie chcę ograniczać mamie
kontaktów z wnukiem, ale ona nie daje mi wyboru, bo każda moja prośba lub
uwaga kończy się wybuchem kłótni i długimi godzinami milczenia. Wtedy mam
ochotę się spakować i uciec. Bywało tak też wcześniej . Zawsze jechałam do
rodziców z wielką ochotą, ale zazwyczaj weekend kończył się już w piątek, bo
ja nie wytrzymywałam kolejnych kłótni o byle co i obrażania. To nie jest
tylko mój wymysł, tata też często wychodzi z domu, bo nie znosi suszenia
głowy bez powodu. Mama nie ma żadnych koleżanek , trzyma się z kobietami
starszymi od siebie o 20 lat. Jej mama , a moja babcia mieszka w bloku obok,
jednak nie odwiedzają się za często. Babcia też nie może się z mamą dogadać.
Po każdej kłótni i "ucieczce" jest mi żle, mam wyrzuty sumienia( choć to ja
nie zawiniłam-naprawdę!). Nie wiem dlaczego tak jest? Dlaczego nie możemy się
dogadać? Mama jest specyficzną osobą, zawsze taka była i odkąd sięgam
pamięcią to tata był mi bliższy, lepiej się rozumieliśmy( tata ma 62 lata).
Jestem jedynaczką, a mój synuś jest upragnionym i wyczekanym wnuczkiem.
Dlatego też zależy mi bardzo na rodzinnych spotkaniach , moi rodzice są
zakochani w małym, a on uwielbia zabawy z nimi(choć ma dopiero 4 miesiące).
Remont potrwa do końca roku, albo dłużej, więc muszę u nich do tego czasu
przeczekać. Jest ciężko, bo mama jest jaka jest, już się nie zmieni; a ja nie
jestem z tych spokojnych, szybko się denerwuję. To powoduje, że ogólna
atmosfera nie jest za dobra. Dziś np. każda z nas siedzi w swoim pokoju, bo
po wczorajszej mojej grzecznej uwadze,że nie wskazane jest unoszenie nóżek
synka wysoko do góry zaraz po jedzeniu ( synek ulewa często), mama się do
mnie nie odzywa. Z niecierpliwością czekam kiedy mąż przyjedzie, przy nim
czuję się lepiej, mogę się wygadać. Czy któraś też ma taki problem? Może mi
coś poradzicie? A może przesadzam? Proszę o opinie!!! Mama Mateuszka.