Zaczelo sie wszystko od zachcianki mojego mezula. Wychodzac do sklepu zapytalam co zyczy sobie na obiad, ale nie spodziewalam sie, szczeze mowiac odpowiedzi bo zjada "co daja" i pyta o jeszcze. A tu masz babo placek:"Wiesz skarbie ja to bym zjadl cos normalnego, takiego no..." Wiem, wiem, znudzily mu sie risotta, zapiekanki i inne bolognesy, a marzy sie schabowy z kiszeniakiem i grochowa. Wiec kupilam co trzeba, a dla siebie i malego piersiatko z kurczaka i sos chinski i do domciu.Polozylam pociechy na drzemke

i szykuje obiadek. Obralam ziemniaki, zrobilam sos i piersiatko,mysle: ubije kotleta i jeszcze pol godzinki posiedze na necie nim dzieciaczki wstana. Do dziela

...ale jest problem, bo nie ma tluczka do miesa...Przeszukalam cala kuchnie, odsunelam szafki i lodowke, zajrzalam do lazienki i nic. Wcielo, diabel ogonem nakryl.Mysle: moze jakiegos kamienia, albo butelka jak kiedys na wczasach i nagle cos mnie tknelo. Poszlam do sypialni, ktora sluzy jednoczesnie za garderobe i przechowywalnie zabawek. Stoje i patrze, przede mna kufer mojego synka. Taki duzy, drewniany, a`la piracki, ze specjalnym zamknieciem. Dostal go od nas na urodziny i przechowuje tam swoje skarby najwieksze. Codziennie, przez co najmniej godzine zaszywa sie z tym kufrem w kacie i oglada trofea, a jak ktos chce popatrzec to paluszkiem pokazuje "idz sobie". Wiec patrze i bije sie z myslami: zajrzec, nie zajrzec. Ucze synka, ze nie wolno grzebac w cudzych szufladach, torebkach etc., a tu taka wpadka. Teraz jego dziecinny kuferek, a za 15 lat pamietnik

...No ale to dziecko, jestem jego mama, mam prawo...i tak sie pocieszajac zajrzalam.Ludzie, czego tam nie bylo

...Pomijam jego ulubione resoraki, kolorowanke i misia, ale znalazlam oprocz tego: przedluzacz

, parasolke skladana

, mlotek

, solniczka (pelna), swieczke, pedal od roweru

, szczotke do mycia kibelka

, kawalek kielbasy

, worek po mleku

(chyba ze smieci wyciagnal), kilka kamieni sporych rozmiarow

, dwa dlugopisy

(a tyle sie zastanawialam czym on po scianach pisze?), podkladke pod myszke

, dwa sloiki po Gerberze

i rzeczony tluczek.No i co mam z tym zrobic? Zabralam przedluzacz, mlotek, solniczke, szczotke, kielbase, worek po mleku, dlugopisy, podkladke, sloiki i tluczek. Reszte (niewiele zostalo) zostawilam i na pocieszenie wlozylam cala!!! tabliczke czekolady.Po obiedzie Damian polecial przegladac swoje skarby, a ja siedzialam z dusza na ramieniu i czekalam na reakcja. Przyszedl po pol godzinie, umorusany czekolada, ale z mina zawiedziona. W oczach mial wyrzut, minal mnie bez slowa i poszedl do kuchni. Wrocil z solniczka, tluczkiem (drewniany), dwiema lyzkami i rekawica kuchenna. Znow minal mnie bez slowa i zaszyl sie w sypialni.i jak tu zareagowac???????????

BEATAS