Dodaj do ulubionych

pediatra - zrobić awanturę?

04.01.07, 10:06
No właśnie...,
jestem wściekła na babę, bo nie zlecając badań naraziła moje dziecko na
problemy z pęchcerzem. Na szczęście tylko naraziła, bo skonsultowałam jej
diagnozę z jeszcze innym. Małej (2 lata) przytrafiła się wirusówka. Dostała
lekarstwa, żadnych badań nie zlecono. Po kilku dniach objawy jeszcze bardziej
się nasiliły i doszła bardzo wysoka temperatura, której nie mogłam
łatwo "zbić". Wróciłam do lekarki i usłyszałam, że to zapalenie płuc (!??).
Dostałam antybiotyk (na 7 dni) i koniec. Mówiłam, że to raczej niemożliwe, bo
mała nie wychodziła z domu, dostawała leki, dwa dni temu nic sieę nie działo,
a tu nagle taka choroba. Że mała skarży się bardziej na pupkę (trochę
odparzoną), że ma ostrą biegunkę - bez reakcji lekarki.
Wyszłam zdumiona, ale nie mogąc znaleźć odrobiny porozumienia z lekarką,
odpuściłam sobie dalszą rozmowę.
Wezwałam lekarza prywatnie. Z miejsca przykazał zbadać mocz. Osłuchał bardzo
dokładnie. Byłam w szoku, kiedy powiedział, że owszem, słyszy lekkie szmery,
ale na pewno nie w płucach, tylko w oskrzelach, ale to od lecącego "gluta" i
na razie do wyników moczu z antybiotykiem by sie wstrzymał. A wynik pokazał
zakażenie dróg moczowych!
I zaordynowano miesięczną kurację, żeby nie było nawrotów!!! Sam antybiotyk
mała ma brać 2 tygodnie! Nie rozumiem, dlaczego lekarka nie zleciła tych
badań? Ile matek po konsultacjach z tą panią idzie jeszcze do kolejnego
lekarza?
Myślicie, że powinnam do niej pójść (zadzwonić) i powiedzieć jej o pomyłce?
Wiem, że narażam się na niemiłe potraktowanie, bo pani po prostu jest
niemiła. Mąż mówi, że bez sensu będę się denerwować ale nie jestem tego taka
pewna, czy bez sensu...

Obserwuj wątek
    • iwles Re: pediatra - zrobić awanturę? 04.01.07, 10:21
      Ja akurat do awanturujących się nie należę, więc pewnie awantury TEJ pani bym
      nie zrobiła.
      Ale skargę do dyrektora przychodni bym złożyła.
      I ewentualnie weszła do TEj pani i ją w spokojny sposób o tym poinformowała.
    • weronikarb Re: pediatra - zrobić awanturę? 04.01.07, 10:25
      po fakcie bym sobie odpuscila poprostu, szkoda nerwow.
      Jakos tak zawsze jak ide do lekarza to juz mniej wiecej wiem co chce i czego
      mam oczekiwac. Na szczescie choroby latwo przewidywalne typu przeziebienia,
      zapalenie drog moczowych, grypy itd.

      Wiem jakie leki ma przepisac - ktore sa sprawdzone i szybko dzialaja i
      ewentualnie jakie skierowania smile

      Ech nie jestem lekarzem, ale zdjae sie na intuicje i na ogol sie nei myle.
      Jednak nie kloce sie z lekarzem jak ma inne zdanie - raz sie zdarzylo i lekarz
      mial racje smile W koncu ja nie konczylam studiow smile)) Tylko ze ze mnie taka baba
      co to wszystko musi wiedziec i wszedzie "pysk" otworzyc wink
    • karanissa Re: pediatra - zrobić awanturę? 04.01.07, 10:34
      Ja sie przed kazda wizyta u lekarza (panstwowego) uzbrajam w niezbedna wiedze
      na temat objawow i ew. chorob, na ktore moga wskazywac oraz niezbednych lekow.
      Kurna, troche to chore, bo to JA powinnam isc z dzieckiem do lekarza i
      WYSLUCHAC diagnozy, a nie sugerowac, ze moze przydaloby sie skierowanie na
      mocz, albo inny lek, bo tamten ostatnio nie zadzialal... I prosic, blagac wrecz
      o jakiekolwiek informacje dotyczace stanu dziecka, czyli co tam slychac w
      oskrzelach, a co tam widac w uszach. A u nas zazwyczaj jest tak, ze lekarka
      obada, oslucha i w milczeniu przystepuje do skrobutania czegos tam w kajecie, a
      na moje drazace pytania typu "co tam Pani zobaczyla/uslyszala" odpowiada jak z
      laski.

      Teraz bujam sie prawdopodobnie z zapaleniem ukladu moczowego synka (czyli to,
      co ma twoja corka), ale to ja poprosilam od razu lekarza o skierowanie na
      badanie moczu. Dal mi, oczywiscie, ale na badanie ogolne, a na posiew juz nie.
      Dlaczego??? Dlaczego to JA mam wiedziec, ze ten posiew tez powinnam wykonac? W
      trakcie wizyty tego jeszcze nie wiedzialam, a wiec nie poprosilam. No i nie mam.

      Tez jestem wsciekla, ze idac do lekarza nie moge mu zaufac, tylko sugerowac,
      prosic, zglebiac wiedze przed kazda wizyta, zeby czegos waznego nie pominac.
      Jutro znowu ide do przychodni po kolejne skierowanie, tym razem na badanie
      ogolne + posiew.

      A poza tym ide tez jutro po poludniu do PRYWATNEGO sprawdzonego lekarza, bo mam
      juz dosyc tej niepewnosci. Tylko, ja sie pytam, dlaczego nie moge miec tego
      komfortu w ramach NFZ?

      No, to sobie ulalam.
      • dlania Re: pediatra - zrobić awanturę? 04.01.07, 10:42
        A potem pisza niektore dziewczyny: "jakie Wy głupie jesteście, dziecko chore a
        Wy zamiast do lekarza, to na forum pytacie co to może być!"
        Nie ma żadnych powodów, żeby uważać, że lekarze różnia sie od innych grup
        zawodowych. A więc taj jak i wśród kominarzy, stolarzy, nauczycieli - tak i
        lekarze są lepsi i gorsi, mniej lub bardzoiej douczeni, przychylni pacjentom
        albo wkurzeni na cały świat.
        Jest naprawde sukcesem znaleźć dobrego pediatre - i wtedy tzreba sie go trzymać
        pazurami.
        Ja zmieniłam lekarza po pierwszej wizycie, podczas której
        pani "doktor" "zbadała" 2,5 kg dzieciaczka z powikłaniami nawet nie każąc go
        rozebrać. Popytałam wśród znajomych o dobrych lekarzy, poszłam do babki,
        wykomplementowałam ja i teraz jest okwink Co nie znaczy, że sama sie nie
        uzbrajam we wiedze idac do niej.
    • babka71 Re: pediatra - zrobić awanturę? 04.01.07, 10:50
      Zmień lekarza..
      Tak samo jak zmieniłam malarza, hydraulika, firme remontową...
      Awantura!! owszem mozesz zrobić pediatrze, ale co to da??
      • justi54 Re: pediatra - zrobić awanturę? 04.01.07, 11:41
        Radzę podobnie zmienić lekarza. Ja tak zrobiłam i od zmiany lekarza choroby
        skończyły się natychmiast a było to przejście w obrebie tej samej państwowej
        przychodni lekarskiej. Poprzednia lekarka entuzjastka antybiotyklów przy każdej
        gorączce dziecka starała sie wpakować w małego jeśli nie antybiotyk to chociaż
        Bactrim na zmianę z Biseptolem. Po zmianie lekarza i sposobu leczenia mały nie
        choruje już półtora roku i nie opuścił jeszcze ani jednago dnie w przedszkolu
        od 1 sierpnia. Tak więc u nas zmiana lekarza pomogła bo to nie może być zbieg
        okoliczności.
      • jomamma Re: pediatra - zrobić awanturę? 04.01.07, 12:52

        "...owszem mozesz zrobić pediatrze, ale co to da??"

        Awanturę? - tak mi się napisało dla wzmocnienia wyrazu; raczej spokojna, w
        miarę możliwości rozmowa w gabinecie. A moim zdaniem może przynieść efekt w
        postaci kierowania następnych dzieci na to badanie, może większa uwaga w
        diagnostyce.
        Pani doktor powiedziała pod koniec wizyty, że to już czwarte (!!!!) dziecko na
        jej dyżurze z zapaleniem płuc!!! Epidemia? Ja myślę, że baba była cały czas
        jeszcze na Sylwestrze..., niestety.

        j.
    • mathiola Re: pediatra - zrobić awanturę? 04.01.07, 11:04
      Właśnie wczoraj poruszałam ten temat - DLACZEGO zamiast najpierw zrobić dziecku
      (dorosłemu zresztą też) podstawowe badania, naraża się go na komplikacje i
      powikłania, lecząc na oślep??
      Mój syn od roku cierpi na przewlekłe infekcje, brak odporności, nasilającą się
      co chwila alergię, bóle brzuszka. Dopiero na wyraźną naszą prośbę i to tylko z
      powodu tego brzuszka, dostaliśmy skierowanie na badania, które na dzień dobry
      wykazały, że mały ma pasożyty!!! Nie można było tak od razu??
    • procesor Re: pediatra - zrobić awanturę? 04.01.07, 11:29
      nie robic awantury
      porozmawiac z jej przełozonym

      awanture najlepiej robi sie na goraco smile
      żałuję że wcześniej na to nie wpadłam - bo w podobnej sytuacji z pediatra tez
      odpusciłam i teraz żałuje
      ale i tak tej pani sie zbiera, oj zbiera, bo trafiła na nia moja sąsiadka i
      kuzynka i czuje że sie skończy albo na mojej rozmowie z kierownikiem przychodni
      albo pisemną skargą

      zreszta mam ochotę porozmawiać raczej, bo i z internistami sa przygody, np. sama
      sie zdiagnozowałam (prawidłowo!) i chciałąm potwierdzic to u lekarza no i
      uzyskac skierownaie do specjalisty.. a pani doktor "na oko" ocenila że na pewno
      (!!) nie mam tego schorzenia, hehe, za to próbowała mi znaleźć inne choroby
      uparłam sie, skierowania na badania dostałam, wyszło tak jak sie spodziewałam -
      mina pani doktor przy wpisywaniu wyników była niec głupia.. smile (oczywiście to
      co ona mi wmawiała kompletnie było nietrafione)

      to straszne że leczą nas "jasnowidze"!!
      a dziwią sie że ludzie idą do znachorów i innych "czarodziejów"..
      • e5121 Re: pediatra - zrobić awanturę? 04.01.07, 11:37
        Ja nie zrobiłam, choć mialam podobna sytuacje i chęć zrobienia awantury. Koleżanka powiedziała, ta pani doktor z rejonu moze ci sie jeszcze przydać do skierowań. Zmieniłam lekarza i teraz jestem baaardzo zadowolona.
        • mamooschka Re: pediatra - zrobić awanturę? 04.01.07, 11:59
          Wydaje mi się że szkoda czasu i nerwów na awanturę. Zażalenie i owszem, poza
          tym należy uprzedzić inne matki co to za lekarz - wredna jestem ale lubiętongue_out
          Naszej pani doktor też muszę mówić na co chcę skierowanie, czasem chodziłam
          kilka razy zanim dostałam. Dodam że badania zawsze wykazują nieprawidłowości,
          nie biorę skierowań bo lubię. Inna pani doktor ma mniejszy kontakt z dziećmi,
          ale jest bardzo ostrożna, skierowania wystawia natychmiast kiedy coś
          podejrzewa. Zaczęłam do niej chodzić, jestem zadowolona. Tylko mój mały nie
          daje się jej zbadać, ryk od wejścia do wyjścia (drugą, tą "nieprzejmującą się"
          uwielbia). Proponuję zmianę lekarza. pozdrawiam.
    • magdalenkaaa78 Re: pediatra - zrobić awanturę? 04.01.07, 11:57
      Odpowiedz jest bardzo prosta:
      Lekarz POZ do ktorego idziesz państwowo, na Fundusz, płaci ( tak, placi ) za
      badania podstawowe nijako z własniej kieszeni. Podstawową Opieką zdrowotną się
      nie zajmuję dokładnie, więc nie wiem, na jakiej zasadzie to się odbywa
      dokładnie. Ale mniej więcej wyglada to tak, ze na gabinet NFZ przyznaje pewną
      pulę pieniędzy na usługi - badania itp. Przykladowo na dorosłego pacjeta to
      jest jakieś 5 zł miesięcznie na wizyty... i z tej puli lekarz finasuje zlecane
      badania. na TSH wystawi skierowanie, ale już na FT4 ( jak bredzę z literkami to
      przepraszam, chodzi mi o badania na tarczycę ) nie, bo to drogie badanie (
      gabinet specjalistyczny ma na tę usługę około 40 zł ). Lekarz przyjmujący
      prywatnie takiego dylematu nie ma, bo badania robisz na swój koszt. Tak więc
      lekarze jak mogą, to nie wystawiają tych skierowań, oczywiście wszystko kosztem
      pacjenta.
      Trzeba kategorycznie się domagać skierowania, a nie liczyć, że lekarz da z
      własnej inicjatywy... I trzeba wiedzieć, o co się konkretnie starać... Kurcze,
      najlepiej być lekarzem i już...
      • dlania Re: pediatra - zrobić awanturę? 04.01.07, 12:05
        To co, idziemy wszyscy na podyplomowe studia medyczne?wink))))))))
        • procesor Re: pediatra - zrobić awanturę? 04.01.07, 12:11
          dlania napisała:
          > To co, idziemy wszyscy na podyplomowe studia medyczne?wink))))))))

          to NIE jest śmieszne..
          naprawdę chciałabym mieć zaufanie do ludzi u których MUSZę sie leczyć

          dobrze że pediatrę mam OK, tyle że ona czasem miewa urlopy, choruje albo akurat
          przyjmuje u dzieci zdrowych.. smile ale do tej drugiej nie pójde więcej i to nie
          tylko z chorym dzieckiem (bo np. odmówiła mi skierowania do chirurga dla
          dziecka! wrrr) i innym odradzam smile
          • dlania Re: pediatra - zrobić awanturę? 04.01.07, 12:18
            Ale to nie bylo do Twojego tekstu, wysłała, post w tym samym momencie co Tywink
            Gdyby takie studia były, to pierwsza bym sie na nie zapisała!
            Ja po wyjściu od byłej pani "doktor" mojego dziecka rozpłakałam sie i tak
            rycząc wybierałam jej karte szczepien z recepcji, bo wiedziałam, że wszedzie,
            tylko nie tu!
      • procesor Re: pediatra - zrobić awanturę? 04.01.07, 12:06
        magdalenkaaa78 napisała:
        > badania. na TSH wystawi skierowanie, ale już na FT4 ( jak bredzę z literkami
        > to przepraszam, chodzi mi o badania na tarczycę ) nie, bo to drogie badanie (
        > gabinet specjalistyczny ma na tę usługę około 40 zł ). Lekarz przyjmujący
        > prywatnie takiego dylematu nie ma, bo badania robisz na swój koszt.

        mylisz się
        lekarz MOZE wystawić skierowanie na badanie ft3 i ft4 i inne.. tyle że i tak
        pacjent zapłaci za nie z własnej kieszeni smile tylko skierowanie od SPECJALISTY
        będzie bezpłatnie wykonane
        tyle, że fajnie jest jak lekarz co o tym powie - i możesz podjąc decyzję - czy
        cie stać na wykoanie badań prywatnie, czy tez masz sie domagać skierowania do
        specjalisty żeby cię dalej bezpłatnie diagnozował..
        mnie lekarz "zapomniał" wyjaśnic podoben subtelności, a tam, w ogóle nie
        powiedział że mam monitorowac pewne badania - i jestem co najmniej 2,5 roku do
        tyłu z leczeniem.. uncertain
        • magdalenkaaa78 Re: pediatra - zrobić awanturę? 04.01.07, 12:10


          > magdalenkaaa78 napisała:
          > > badania. na TSH wystawi skierowanie, ale już na FT4 ( jak bredzę z literk
          > ami
          > > to przepraszam, chodzi mi o badania na tarczycę ) nie, bo to drogie badan
          > ie (
          > > gabinet specjalistyczny ma na tę usługę około 40 zł ). Lekarz przyjmujący
          >
          > > prywatnie takiego dylematu nie ma, bo badania robisz na swój koszt.
          >
          > mylisz się
          > lekarz MOZE wystawić skierowanie na badanie ft3 i ft4 i inne.. tyle że i tak
          > pacjent zapłaci za nie z własnej kieszeni smile tylko skierowanie od SPECJALISTY
          > będzie bezpłatnie wykonane
          Wg mnie i cytatu z ksiązeczki co moze lekarz POZ - nie może. A jeśli pacjent
          za nie płaci to to już jest zupełnie inna sytuacja, nie sądzisz?


          > tyle, że fajnie jest jak lekarz co o tym powie - i możesz podjąc decyzję - czy
          > cie stać na wykoanie badań prywatnie, czy tez masz sie domagać skierowania do
          > specjalisty żeby cię dalej bezpłatnie diagnozował..

          Ależ właśnie o tym napisałam....

          > mnie lekarz "zapomniał" wyjaśnic podoben subtelności, a tam, w ogóle nie
          > powiedział że mam monitorowac pewne badania - i jestem co najmniej 2,5 roku do
          > tyłu z leczeniem.. uncertain
          >
    • agawamala Re: pediatra - zrobić awanturę? 04.01.07, 12:14
      Być może lekarka popełniła błąd w sztuce polegający na zaniechaniu. Ale być
      może wcale tak nie było.
      Lekarz badający póxniej jest zwykle mądrzejszy od tego, który widział pacjenta
      wczesniej. Po kilku/kilkunastu godzinach niektóre objawy sie klarują, są
      wyraźniejsze, bardziej czytelne. Jest tak szczególnie w przypadku dzieci.
      Biegunka i ból okolicy podbrzusza nie jest charakterystycznym objawem dla
      żadnej choroby. Może (sic!) występowac także przy infekcjach wirusowych róznego
      pochodzenia.
      Generalnie lekarka powinna rutynowo dać skierowanie na badnie moczu, ale
      zastosowanie antybiotyku "w ciemno" też nie było błędem. Zwłaszcza jesli miała
      podejrzenie zapalenia płuc.
      A tak na marginesie. Gdyby lekarz chciał w mysl standardów robić wszystkie
      potrzebne badania i niczego nie przeoczyć, dziecko powinno mieć natychmiast USG
      brzucha, Rtg klatki piersiowej, badanie ogólne moczu, posiew i antybiogram,
      badanie krwi ( morfologia z rozmazem, co najmniej 6-8 badań biochemicznych pod
      katem zarówno pracy nerek jak i przewodu pokarmowego - biegunka). Zrobienie
      takich badań to kilkaset złotych. Można tego wymagać od lekarza, ale wtedy
      składka ubezpieczeniowa musiałaby sięgać kilkunastu %.
      Awantura? Możesz zostać wyrzucona za drzwi . Skarga do szefa? Uprzejmie
      informuję, że lekarka nie poznała się na chorobie mojego dziecka? Szef odpowie,
      że jak mamusia taka mądra niech leczy się sama.
      Dlaczego korzystacie z porad lekarzy, którym nie ufacie? Jeszcze ( ale już
      chyba niedługo) są w Polsce specjaliści i można znaleźć dobrego, godnego
      zaufania.
      • jomamma Re: pediatra - zrobić awanturę? 04.01.07, 13:18
        agawamala napisała:

        > Być może lekarka popełniła błąd w sztuce polegający na zaniechaniu. Ale być
        > może wcale tak nie było.
        > Lekarz badający póxniej jest zwykle mądrzejszy od tego, który widział
        pacjenta
        > wczesniej. Po kilku/kilkunastu godzinach niektóre objawy sie klarują, są
        > wyraźniejsze, bardziej czytelne.

        Hm....,
        Następny lekarz zbadał małą w niecałą godzinę później, więc na krystalizację
        objawów nie było specjalnie czasu. One krystalizowały się przez te dwa dni,
        kiedy mała była u lekarza po raz pierwszy. Lekarz, który przyjechał do nas od
        razu zapytał się o wyniki badań moczu i był bardzo zdziwiony, że takowych nie
        zlecono. Tłumaczył, że to u dziewczynek wręcz konieczność przy wszelkiego
        rodzaju biegunkach, ze względu na łatwość przeniknięcia bakterii. Wykluczył też
        zdecydowanie zapalenie płuc, czyli mogę mieć uzasadnione pretensje do lekarki,
        u której mała była wcześniej.
        A żeby nie było - byłam u niej pierwszy raz. Nasza lekarka jest na urlopie i
        nie ma z nią kontaktu. Może dlatego tak nas "olała"? I jeszcze - na moją
        prośbę, czy mogłabym się z nią skontaktować gdyby coś się działo bardzo
        niepokojącego, odpowiedziała, żebym zadzwoniła do przychodni i jak ona będzie,
        to odbierze telefon. Rozumiem, że to żadna frajda odbierać telefony od
        przerażonych mamuś, szczególnie jak się im nagada głupot o dziecku.

        > Generalnie lekarka powinna rutynowo dać skierowanie na badnie moczu, ale
        > zastosowanie antybiotyku "w ciemno" też nie było błędem.


        Jeśli zaś chodzi o antybiotyk i ordynowanie go "na ślepo" to nie jestem takiego
        sposobu zwolenniczką, tym bardziej, że w tym konkretnym przypadku tylko
        zamaskowałby prawdziwą chorobę.


        • agawamala Re: pediatra - zrobić awanturę? 04.01.07, 14:25
          A wiesz, że to żadna przyjemność, gdy pacjenci dzwonia o róznych porach dnia i
          nocy. Przerabiałam to. Mój mąż przez kilka lat miał na pieczątce prywatny numer
          telefonu. 3 w nocy nie była nieodpowiednią godziną, aby zadać pytanie, które
          mogło poczekać do rana.Wigilia? Zaden problem.
          Dziwne, że nikomu nie przyjdzie do głowy, aby zatelefonować do domu(sic) do
          pracownika urzędu skarbowego ze swoimi wątpliwościami, a do lekarza - czemu nie?
          Do lekarza p r y w a t n e g o któremu się płaci i który się na to zgodzi -
          można dzwonić nawet 10 razy dziennie. Jest to wliczone w honorarium. Do
          lekarza, który kończy pracę o 15.00 , po tej godzinie się już nie telefonuje.
          Pani doktor ma w tym czasie praco np. uprawiać seks a nie odpowiadać na pytania
          pacjentów.O ile ze stwierdzeniem, że warto skontrolować mocz przy biegunkach -
          zgadzam się, o tyle kategoryczne wykluczenie zapalenia płuc li tylko osłuchując
          chorego jest co najmniej ryzykowne. Trafność tej akurat diagnozy weryfikuje
          badanie radiologiczne.
          Ja też nie popieram stosowania antybiotyków, jednak czasem są one konieczne.
          Czy ten zastosowany "na ślepo" zamazałby obraz choroby czy nie to już dyskusja
          akademicka.
          Wiem, że choroby, szczególnie dzieci, wzbudzają duże emocji, że najłatwiej
          winić lekarza, ale czasem lepiej się zastanowić czy jest to zasadne.
          • haganna Re: pediatra - zrobić awanturę? 04.01.07, 20:46
            kategoryczne wykluczenie zapalenia płuc li tylko osłuchując
            >
            > chorego jest co najmniej ryzykowne. Trafność tej akurat diagnozy weryfikuje
            > badanie radiologiczne.

            Tja! Przerabiałam tą kwestię z moim maluchem. Pediatra podejrzewała zapalenie
            oskrzeli, zleciła rentgen. Radiolog nic się nie dopatrzył, ale pediatra
            zasugerowała mu to zapalenie, więc co wpisał do opisu: "MOŻLIWE zapalenie".
            Udusić konowała gołymi rękami!!!!
            Zwłaszcza, że to nie było żadne zapalenie, tylko REFLUKS i żaden antybiotyk nie
            był potrzebny. A takich konowałów, co to wywiadu medycznego nawet porządnie nie
            umieją przeprowadzić to na przymusową powtórkę studiów powinno się wysłać (co
            najmniej)!
          • alfama_1 Re: pediatra - zrobić awanturę? 06.01.07, 16:22
            agawamala napisała:

            > Mój mąż przez kilka lat miał na pieczątce prywatny numer
            > telefonu. 3 w nocy nie była nieodpowiednią godziną, aby zadać pytanie, które
            > mogło poczekać do rana.

            Najłatwiej byłoby nie umieszczać prywatnego telefonu na służbowej pieczątce.
            Cóż, czasem lekarze tak robią bo mają nadzieję na płatny "kontakt prywatny".
            • agawamala Re: pediatra - zrobić awanturę? 06.01.07, 16:37
              Pacjentów to mój mąż ma az za duzo. Telefon na pieczątce był po to, aby w
              przypadku watpliwości np. przy wypisanej recepcie farmaceuta mógł szybko się
              skontaktować ( także w interesie pacjenta).
              Po wtóre kiedyś był obowiązek, aby na pieczątce był adres lekarza. Nie jest
              trudne , aby po nazwisku i adresie ustalić numer telefonu.
              A tak wogóle to elementarne zasady kultury mówią, że jesli nie zostanie się
              upoważnionym do dzwonienia do domu - prywatny numer jest tabu. Nawet jesli się
              go zna.
              • dlania Re: pediatra - zrobić awanturę? 06.01.07, 16:41
                I jak ktos słabnie, niknie w oczach, to my mamy kulturalnie pozwolić, żeby
                skonał, bo pan doktor sie musi wyspac? Chyba korona mu z głowy nie spadnie jak
                czasem sie obudzi w nocy? No bo co noc chyba nie dzwonia?
                • agawamala Re: pediatra - zrobić awanturę? 07.01.07, 10:57
                  Jeśli ktoś "słabnie w oczach" to od ratowania go są odpowiednie SŁUZBY
                  DYŻURNE!!!!!!!, które za pracę w tym czasie dostają pieniądze.
                  Korona lekarzowi z głowy nie spadnie, bo jej nie nosi, ale W PRYWATNYM CZASIE
                  LEKARZ MA PRAWO DO ODPOCZYNKU, snu, uprawianie bez przeszkód seksu, picia
                  alkoholu, pójścia do teatru. I nikt nie ma prawa JEŚLI NIE ZOSTAŁ DO TEGO
                  UPOWAŻNIONY zawracać mu głowy telefonami. I dopóki ludzie tego nie zrozumieją
                  będą tego typu posty.
                  I jeszcze jedno. Czy chaiałabyś, aby Twoje dziecko albo Twoja matka była
                  operowana przez lekarza, który pól nocy nie spał, bo ktoś dręczył go w nocy
                  telefonami? Zmęczony lekarz to zagrożenie dla pacjentów. Wiem, wiem, jesli jest
                  to zagrożenie dla OBCYCH pacjentów to niewiele Was obchodzi.
              • alfama_1 Re: pediatra - zrobić awanturę? 06.01.07, 16:48
                Jeśli lekarz pozwala żeby do niego dzwonić, podaje swój numer telefonu i mówi w
                jakich godzinach można skorzystać.
                Nie pozwoliłabym sobie na telefon do lekarza w środku nocy. Nawet podczas
                porodu (sobota) kiedy nie chcieli mi zrobić cesarki mimo wskazań, pozwoliłam
                sobie jedynie na sms do swojego lekarza prowadzącego i ten interweniował.
                Prywatny telefon mam zastrzeżony, służbowych telefonów po pracy nie odbieram
                jeśli nie chcę. Proste.
    • miranda3 Re: pediatra - zrobić awanturę? 04.01.07, 12:35
      jomamma napisała:

      >Mówiłam, że to raczej niemożliwe, bo
      > mała nie wychodziła z domu, dostawała leki, dwa dni temu nic sieę nie działo,
      > a tu nagle taka choroba. Że mała skarży się bardziej na pupkę (trochę
      > odparzoną), że ma ostrą biegunkę - bez reakcji lekarki.

      Mialam ostatnio podobna sytuacje , moja Nata, ktora ma lekkie AZS , dostala
      jakiejs paskudnej wysypki w tym na twarzy, temperatury, czula sie slabo.
      Poszlam do najlepszej lekarki w naszej przychodni. Pani jak zobaczyla w karcie
      wpis, ze Mloda jest atopowcem, szybciutko postawila diagnoze, ze to zaostrzenie
      alergii. Mowie ,ze ta wysypka jest inna , ze corka nigdy nie miala wysypki na
      twarzy itd., zero reakcji , w sumie to jak goraczka spadnie to za jakies 2 dni
      ma isc do przedszkola. Za 2 dni nie poszla bo wcale lepiej nie bylo, wizyta u
      innej lekarki i znowu to samo ze alergia itd. Po wizycie u lekarza poszlam do
      przedszkola i dowiaduje sie, ze w grupie polowa dzieci jest chora na
      szkarlatyne. Tym razem diagnoza byla szybka...


      I tu nie chodzi o to ze mama jest madrzejsza od lekarza ale o to, ze lekarze
      kompletnie olewaja zdanie rodzicow, to co ja obserwuje bedac z chorym dzieckiem
      prawie cala dobe jest niewazne i to mi sie bardzo w podejsciu lekarzy nie
      podoba...
      • majan2 Re: pediatra - zrobić awanturę? 04.01.07, 13:09
        Napisz skrge, nie do niej, tylko do dyrekcji i zachowaj kopie, dla siebie i
        inych dzieci.
      • agawamala Re: pediatra - zrobić awanturę? 04.01.07, 14:35
        Obracam się w środowisku lekarskim , w tym i pediatrów. I to co potrafia
        opowiadać rodzice może przerażać.
        "Córka jest osowiała i nie ma apetytu"- krzyczy mama. Moja przyjaciółka
        pediatra z wieloletnim stażem - bada. Dziecko jest idealnie zdrowe, zachowuje
        się normalnie. Matka domaga się dalszych badań, prawie leczenia szpitalnego.
        Dzięki Bogu matce dzwoni komórka ( swoją drogą bardzo to eleganckie w
        gabinecie). Ten czas lekarka wykorzystuje na rozmowe z dziewczynką. Okazuje
        się, że jej stan wynika z tego, że najlepsza przyjaciółka pięciolatki
        powiedziała, że ta jest "dupna" i od jutra będzie miała inna "najlepszą
        przyjaciółkę". Może to i problem, ale czy do załatwienia przez pediatrę?
        To tylko jeden z bardzo, bardzo licznych przykładów.
        • miranda3 Re: pediatra - zrobić awanturę? 04.01.07, 15:06
          >I to co potrafia opowiadać rodzice może przerażać

          Czyli lepiej wszystkich rodzicow olewac bo zdarzaja sie takie skrajne przypadki
          jak opisas ? przykre bo wychodzi na to, ze rodzic w gabinecie jest tylko od
          rozbierania dziecka wink



          • yenna_m Re: pediatra - zrobić awanturę? 05.01.07, 11:39
            miranda3 napisała:

            > >I to co potrafia opowiadać rodzice może przerażać
            >
            > Czyli lepiej wszystkich rodzicow olewac bo zdarzaja sie takie skrajne
            przypadki
            >
            > jak opisas ? przykre bo wychodzi na to, ze rodzic w gabinecie jest tylko od
            > rozbierania dziecka wink
            >
            >
            >
            a czasami zupełnie zbędny, biorąc pod uwagę fakt, że dziecko 4-letnie jest już
            na tyle samodzielne, żeby się jakoś ubrać i rozebrac... wink
            tylko niepotrzenie tlen zuzywa w gabinecie lekarza i niepotrzebnie miejsce
            stojące zajmuje (sic!) wink
            • agawamala Re: pediatra - zrobić awanturę? 05.01.07, 14:00
              A więc lekarz ma stać, żeby mamusia mogła usiąść? Co jeszcze kałużę posprzątać
              jak dziecko się zleje?
              A tak poważnie - od dziecka 4-5 letniego można dowiedzieć się więcej niz od
              niejednej matki. I prawdę!!!!
              Dziecko z ewidentną alergią. Lekarz pyta ( czując smrodek papiersów od matki)
              czy pali przy dziecku? Matka zarzeka się, przywołuje na świadków wszystkich
              świętych.
              Lekarz bada dziecko i pyta co oglądało ostatnio w telewizji.
              - Dobranockę - pada odpowiedź.
              -Czy razem z mamusią?- dziecko potakuje.
              A co mausia jeszcze wtedy robiła?
              - Paliła razem z tatusiem papieronie - informuje malec. :::smile)))
              • yenna_m Re: pediatra - zrobić awanturę? 05.01.07, 14:11
                wiesz, agawamala, ja rozumiem sposob patrzenia lekarza, jednak za
                niedopuszczalne uwazam doswiadczenia na zywym organizmie i zgadywanki

                primum non nocere, wszak, prawda?

                ze swojego podworka - przez rok bylam leczona na astme a mialam jedynie
                niewotwora, niezlosliwego na szczescie, w gardle

                od paru lat moje dzieci sa leczone na alergie

                jednak dermatolog i alergolog stwierdzili niezaleznie od siebie, ze to, co w
                przychodni jest uznane za AZS, jest po prostu nieswędzoącym rogowaceniem
                mieszkowym, ktorego naprawde nie trza od czasu do czasu traktowac sterydem czy
                wlewac w dziecko antyhistaminowe leki

                to samo z alergia - katar za karatem - no wniosek prosty: pylkownica, bo
                najprosciej powiedzic: alergia. I co? A guzik pylkownica, co testy alergiczne
                wykazaly... brak alergii. Za to badanie laryngologiczne wczoraj wykazalo zmiany
                w obrebie trzeciego migdala i... niedosluch.

                Pomijam fakt, ze zaden z pediatrow nie odkryl, ze moje dzieci maja zdecydowanie
                za krotkie wedzidelka u jezyka. I o ile mlodszy jako-tako sobie radzi z
                mowienie, choc ma ewidentną wade wymowy, o tyle starszak (dziecko przy okazaji,
                niedoslyszace) juz sobie bardzo kiepsko radzi.

                I mysle, ze polowy problemow zdrowotnych mozna byloby uniknac. Gdyby sie nie
                szlo po najmniejszej linii oporu. Niestety, uwazam, ze wielu (co nie znaczy:
                wszyscy) lekarzy sie nie doksztalca, malo czyta i pracuja na kilku lekach na
                zmiane. Malo tego, czasami nie pamietaja (jak nasza pediatra z przychodni, w
                ktorej zalecili mi zupelnie niepotrzebnie nebulizowac nieustannie starszaka)
                dawkowania lekow, ktore przepisuja mu nieustannie od paru lat. No sorry, ale
                dawkowania lekow, ktore sie podaje od paru lat (i nie sa to leki wyjatkowe,
                tylko zwykly pulmicort) wypadaloby sie jednak nauczyc. Bo to wiedza chyba
                podstawowa w tym zawodzie, prawda?

                Niestety - prosze sie na mnie nie oburzac, ale pewien procent lekarzy jest tak
                cienkich, ze zmiast leczyc uprawiaja cos na ksztalt rosyjskiej ruletki (trafie-
                nie trafie z diagnoza) i uwazam ich bardzij za znachorow niz lekarzy.

                Poza tym wybacz, ale nie o to chodzi, ze lekarz ma stac, a rodzic siedziec
                (przeciez przy odrobinie dobrej woli wsawienie krzesla i dla rodzica i dla
                lekarza to nie problem). Chodzi o to, ze lekarz leczy dziecko rodzica. Ktory to
                dziecko obserwuje i na podstawie wywiadu z rodzicami stawia diagnoze.

                Acha, papierosy naprawde mozna palic z dala od dziecka, chroniac je przed
                szkodliwym dzialaniem dymu tytoniowego. Na zamknietym szczelnie balkonie czy na
                dworze. W czasie, gdy dziecko oglada bajke.
                • agawamala Re: pediatra - zrobić awanturę? 06.01.07, 16:30
                  Palenie na balkonie czy z dala od dzieci ma być dla nich nieszkodliwe?
                  Dobre bajeczki. Abstrahując już od tego, że paląc na balkonie trujesz Bogu
                  ducha winnych sąsiadów.
                  Dziecko może nie wdychać dymu, chociaż nie wierzę w szczelne zamknięcie
                  balkonu, ale ma kontakt ze śmierdzącą od papierosów matką. Tyż piknie........
                  Zaś co do lekarzy. Wielu się niewiele dokształca, bo pracuje na 2 etatach po
                  to, żeby przezyć, żeby nie przymierać głodem i nie chodzić 5 lat w jednych
                  portkach.
                  Wielu wyjeżdża za granicę. Jak tak dalej pójdzie pozostaną najgorsi i najlepsi.
                  Tylko, że ci najlepsi za swoje usługi w prywatnych gabinetach będą żądać po
                  kilkaset złotych.
                  • dlania Re: pediatra - zrobić awanturę? 06.01.07, 16:38
                    A niech sobie biorą!!!!
                    Ja wtedy wezmę od nich po 150 zł za godzinę korepetycji dla ich dzieci. I na
                    jedno wyjdzie.
                    I wyobraź sobie, że lekarze to nie jest jedyna grupa zawodowa której
                    przedstawiciele pracują na 1,5-2 etatach, a jeszcze sie dokształcają. Łaski nie
                    robią! Jakbym słyszała mojego ginekologa (prywatnego zreszta), który przy
                    każdej okazji mi wykłada, jakie on niemozliwie trudne egzmiany zdawał!!! I za
                    to dostaje kasę, nie za piekne oczy!
                  • alfama_1 Re: pediatra - zrobić awanturę? 06.01.07, 16:41
                    Mało mnie interesują powody, dla których lekarz jest słabo wykształcony, mnie
                    dotyczy efekt końcowy.
                    Wiele osób pracuje dużo i musi wykonywać swoją pracę odpowiedzialnie. Nie
                    zamierzam być królikiem doświadczalnym dla niedouczonego lekarza, który
                    zaniedbał naukę bo chciał sobie kupić nowe spodnie.
                    • dlania Re: pediatra - zrobić awanturę? 06.01.07, 16:45
                      Swoją drogą, strasznie te portki kosztownewink Kryształowe?
                      • agawamala Re: pediatra - zrobić awanturę? 07.01.07, 11:03
                        Nie, koteńku normalne. Jeżeli lekarz zarabia 1500 PLN musi zapłacić za czynsz,
                        gaz, światło, telefon, komórkę, internet ( kształcenie, koteńku, kształcenie),
                        cokolwiek jeść, to nie wystarcza mu już na przysowiowe spodnie.
                        Ale nie, Wy bylibyście najszczęśliwsi, gdyby lekarz był na Wasze wezwanie 24
                        godziny na dobę, a w wolnym (?) czasie się dokształcał. Zero spania, zero życia
                        prywatnego. Zgadza się?
                        • dlania Re: pediatra - zrobić awanturę? 07.01.07, 11:14
                          Agawamala, ale ja tez zarabiam 1500 zł, płace za wszystko co wymieniłas +
                          czynsz za wynajmowane mieszkanie, przedszkole, dojazdy 30 km do pracy i co? I
                          mam 9 lat studiów za soba, dokształcac sie musze cały czas ze wzgledu na zawód
                          (nauczyciel akademicki), spodnie nosze szmateksowe, nie pamietam, kiedy
                          ostatnio kupiłam je sobie w sklepie. Pewnie, że odpowiedzialnośc nie taka sama
                          jak lekarza, ale tez musze miec wypoczety umysł, a po pracy jeszcze 2 dzieci
                          sie zajmowac - a to juz chyba jest odpowiedzialne zadanie, czyż nie?
                          I dzwonia do mnie studenci wieczorem, np. z pytaniem, czy mozna przełoozyc
                          kolokwium. I co mam powiedziec?
                          Wcale nie uważam że lekarz ma byc dostepny 24 godz na dobę. Ale pytam Cie
                          jeszcze raz: czy nocne telefony do Twojego męża zdażaja się 1, 2, 5 razy w
                          tygodniu? Czy razcej sporadycznie? Ja do swojego gina mam telefon od kilku lat,
                          ale dzwoniłam tylko raz - wtedy, kiedy własnie od niego chciałam usłyszeć
                          zalecenie co robnic, a nie od anonimowej recepcjonistki w pogotowiu.
                          I nie mów do mnie koteńku, bo to takie protekcjonalnie lekarskiewink
                          • agawamala Re: pediatra - zrobić awanturę? 07.01.07, 13:37
                            Tiak, wszystko co lekarskie to złesmile).
                            A więc, Sznowna Koleżanko po fachu, wszak też jestem nauczycielem akademickim,
                            dobrze, że zwróciłas uwage na maleńki drobiazg polegający na nieco innej
                            odpowiedzialności. Wszak ona jest. I jesli Ty 9 lub ja) opowiemy studentom
                            bzdury, to ostatecznie niewiele się stanie. Ważne, żeby tych bzdur nie
                            opowiadać każdego dnia. Natomiast błąd lekarski może być brzemienny w skutkach.
                            Spodni szmateksowych nie noszę, bo nie lubię. W życiu nie byłam w szmateksie.
                            Moi studenci nie mają mojego domowego ani komórkowego telefonu. Jestem dostępna
                            w pracy, mam dyżury - to wystarczy.
                            Przekładanie kolokwium???? Tylko i wyłącznie z waznych powodów. Jeśli powód
                            jest nieistotny pozostaje drugi termin. Może jestem zołzowata, ale od zawsze
                            wiadomo na co pozwalam a na co nie.
                            Dziś nocne telefony do mojego męża są nie częściej niż 2-3 razy w miesiącu i to
                            wyłacznie od pacjentów prywatnych.Częściej jest ściągany w nocy do szpitala,
                            ale nie przez pacjentów a dyżuranta w ramach tzw. procedur
                            wysokospecjalistycznych i za dodatkowe pieniądze.
                            Kilka lat temu , pacjenci dzwonili znacznie częściej - bywało, że 2 razy w
                            ciągu nocy, dorywali nas na zagranicznym urlopie.
                            • connie1 Re: pediatra - zrobić awanturę? 07.01.07, 14:12
                              Agawamala!
                              Kto tego nie przezyl nie zrozumie . Jak sie matkę-lekarkę wywoluje z komunii
                              jej dziecka (bynajmniej nie do reanimacji) D

                              Jak pacjent mowi na wieść ,ze lekarka jest w ciązy i jakis czas jej nie będzie-
                              Chyba pani żatuje , jak pani może?
                              Przyklady mozna mnozyc ,ale chyba nie o to chodzi ,zeby budowac barykady i
                              obrzucac się wzajemnie inwektywami.
                              Racja zwykle jest troche po obu stronach ,a punkt widzenia zalezy od punktu
                              siedzenia I wystarczy sie trochę rozumieć obustronnie...
                              Czy w danym przypadku wina pierwszej lekarki byla taka oczywista , w dużym
                              stopniu pewnie tak ,ale najlatwiej wypowiadac się osobie , ktora widzi
                              pacjenta..ostatnia. Jesli nie odpowiada mi fachowiec to go zmieniam , po
                              prostu , w każdej dziedzinie, bo proces terapeutyczny musi być oparty na
                              wzajemnym zroumieniu i zaufaniu!
                              Wszystkim mamom zycze takiego zaufanego pediatry !
                              Pozdrawiam
                              • agawamala Re: pediatra - zrobić awanturę? 07.01.07, 17:04
                                Masz rację, kto nie przezył nie zrozumie.......
                                Ja dzięki Bogu nie jestem lekarzem, ale mój mąż dziesiątki razy był wyrywany z
                                rodzinych uroczystości do......bzdetów.
                                Pamiętam pacjenta, który chciał natychmiast (!) rozmawiać z mężem, a gdy
                                dowiedział się, że poszedł na wywiadówkę prawie mnie zwymyślał. No bo jakim
                                prawem lekarz zamiast w szpitalu jest na wywiadówce?!? Jak śmiał?
                                Inny dzwonił po poradę gdy byliśmy na Cyprze. Nie mógł pojąć dwóch rzeczy -
                                pierwszej, że wogłle mąż jest na urlopie, drugiej, że prosi pacjenta, aby mówił
                                składnie bo roaming kosztuje.
                            • dlania Re: pediatra - zrobić awanturę? 07.01.07, 14:42
                              Oj jestes zołza, jesteswink)))
                              Ja mam zupełnie inne podejście do swojej pracy, i do studentów.
                              Ale ludzie sa różni, i dobrze, bo inaczej byłoby nudno.
                              I jak dla mnie, jako niskociśnieniowca, masz jeden duzy plus: Twoje posty
                              podnoszą cisnienie jak duża, mocna kawa!
                              P.S. spodnie ze szmateksu nosze nie dlatego, że lubie, tylko mnie na inne nie
                              stać. Nie zrozumiałas tego? Czy chciałas sie pochwalic, że Ciebie stać? Bo mnie
                              akurat czyjas kasa zupełnie nie imponuje.
                    • agawamala Re: pediatra - zrobić awanturę? 07.01.07, 11:00
                      A jednak chcąc - niechcąc będziesz! Jeśli nie za rok to za trzy. Będziesz miała
                      do wyboru, albo płacić ciężką kasę za prywatne leczenie, albo być owym
                      królikiem.
                  • yenna_m Re: pediatra - zrobić awanturę? 06.01.07, 18:27
                    > Palenie na balkonie czy z dala od dzieci ma być dla nich nieszkodliwe?
                    > Dobre bajeczki. Abstrahując już od tego, że paląc na balkonie trujesz Bogu
                    > ducha winnych sąsiadów.

                    palenie na balkonie przy szczelnie zamknietych drzwiach. Wiesz, sa zamki w
                    drzwiach balkonowych, z ktorych mozna skorzystac. Zarowno dym jak i wiart i
                    smrod z ulicy sie nie pzedostaja do mieszkania.

                    Poza tym sorry, jesli wyjde na spacerek pozostawiajac dziecko w domu i w tym
                    czasie zapale papierosa - tez nie zaszkodze dziecku. Zaszkodze sobie. Za to
                    swiadomie.

                    Wydaje mi sie, ze usilujesz czepiac sie tam, gdzie nie masz argumentow.

                    Co do smrodu - guma do zucia, dokladne szorowanie zębow zanim zblizy sie do
                    dziecka. Mozna zmienic tez przy okazji ciuchy (zaden klopot dla tego, kto ma
                    pralke). Dla chcacego nic trudnego.

                    Wiesz, ja w szkolnictwie wyzszym pracuje. Nie mow mi, jaka jest sytuacja. NIE
                    ZALUJE LEKARZY. Wychodze z zalozenia, ze dorosly czlowiek ponosi konsekwencje
                    wlasnych wyborow - czyli, jak mowi moj maz - jak sie nająłes na psa, to teraz
                    szczekaj.

                    Mi tez placa slabo.
                    Ale zawod wybralam swiadomie. I podejrzewam, ze skoro ja wybieralam swiadomie,
                    to lekarz (jako osoba nie majaca problemow z intelektem, prawda? a teoretycznie
                    majaca IQ jednak duzo powyzej sredniej) tez swiadomie wybral.

                    I nie czepiam sie stawek za wiedze - ktos umie, to sie ceni - tak jak i cenią
                    się nmoi koledzy z branzy, jesli są naprawdę dobrzy (mysle tu o prawnikach).
                    Nie ma nic zlego w cenieniu swojej wiedzy i przekladania tego na godziwe
                    wynagrodzenie.

                    Zle są eksperymenty na zywym organizmie i leczenie ludzi, gdy sie nie ma o tym
                    pojecia.

                    A czemu to pisze?
                    Bo widzisz, gdybym dwa lata temu zaufala diagnozie lekarskiej i uwierzyla, ze
                    mam astme a nie guza krtani (ktory akurat mial taka specyfike, ze lubi se
                    zezlosliwiec) to bym moze nie byloby knie wsrod zywych. Dlatego, ze jakis
                    konowal nie odrobil, za przeproszeniem, lekcji. I nie doczytał tego, co trzeba.

                    Po prostu.
                    • croyance Re: pediatra - zrobić awanturę? 06.01.07, 21:03
                      A mi kiedys pani zapisala lek ziolowy na pecherz podczas gdy mialam ZAPALENIE
                      OTRZEWNEJ.
                      W koncu, Bogu dzieki, trafilam do szpitala. I przezylam.
                    • agawamala Re: pediatra - zrobić awanturę? 07.01.07, 11:09
                      Sama pracuję na uczelni i wiem jakie są stawki. Ty nie żałujesz lekarzy -
                      lekarze nie muszą pacjentów. Gdyby mój mąż pracował tylko i wyłącznie w klinice
                      prawdopodobnie przymieralibyśmy głodem. Ale Cię zmartwię, pracuje także w
                      szpitalu prywatnym za stawki, o których 3/4 społeczeństwa może sobie pomarzyć.
                      I wszystko wskazuje na to, że takich lekarzy będzie duzo więcej.
                      A propos palenia. Trujesz i siebie, i sąsiadów i dziecko. A szorowanie zębów,
                      zmiana ubrania, guma do żucia to bajeczki dobre do opowiadania ( przy pecie) u
                      cioci na urodzinach. Palacz smierdzi i już!
                      Marzy mi się, aby każda paląca osoba , gdy zachoruje na nowotwór, astmę musiała
                      płacić za leczenie.
                      • yenna_m Re: pediatra - zrobić awanturę? 07.01.07, 14:30
                        jesli lekarz nie podchodzi ze zrozumieniem do problemow pacjentow - to znaczy,
                        ze sie na lekarza nie nadaje.

                        Poza tym (pomijając te kwestie) lekarz ma nie szkodzic pacjentowi. Ma czytac,
                        doksztalcac sie (bo to taki zawod i prosze, nie opowiadaj mi, ze lekarz jest
                        taki zapracowany, ze nie ma czasu - prawnicy tez sa zapracowani i jednak musza
                        sie jakos doksztalcac bo taka specyfika zawodu).

                        Co do palenia - Ciebie denerwuje palenie (ja nie pale przy ludziach, absolutnie
                        nie u cioci na imieninach bo kurcze NIE LUBIE truc innych ludzi) mnie denerwuje
                        chamstwo i brak kultury. Moze, prawda?

                        Acha, ja za leczenie place, choc w sumie nie pale duzo. Placilam rowniez, gdy
                        nie palilam. Tylko kurcze, dlaczego wobec tego mam placic skladki na tych
                        niedouczonych darmozjadow, ktorych tak czesto spotykam w zawodzie lekarza
                        (zaznaczam, ze spotykam na szczescie tez lekarzy z powolania, doksztalcajacych
                        sie, Ludzi przez duze "L" - zeby nie bylo ze generalizuje - jednak spotykam ich
                        dlatego wlasnie, ze korzystam z prywatnej a nie beznadziejnej publicznej sluzby
                        zdrowia; dziwne niezmiernie) wink
                        • yenna_m Re: pediatra - zrobić awanturę? 07.01.07, 14:34
                          acha, awaga
                          jeszdzisz autem? ja nie jezdze. JEsli jezdzisz - trujesz mnie, sasiadow, i cala
                          mase innych ludzi - plus trujesz srodowisko naturalne. Uzywasz chemii, urządzen
                          elektryczych (skads sie czerpie ten prąd, prawda?)? Trujesz wode (czyli innych
                          ludzi i zwierzeta) i cale srodowisko naturalne. Generalnie jakos aktywnosc
                          czlowieka na ziemi sprowadza sie do trucia siebie i innych (taka moja
                          obserwacja). Wiec nie odbiegaj 0d tematu, raczej chetniej podyskutowalabym
                          merytorycznie.

                          Wybacz, ale kazania dotyczace prywatnego zycia innych ludzi moze i prawi sie w
                          niedziele. Ale raczej nie na forum, tylko gdzie indziej wink
                      • edytek1 Do agawamala 10.01.07, 17:35
                        Palcz powinien płacić za leczenie podobnie jak otyły( przecież jadł za dużo),
                        ten co spowodował wypadek i leży w szpitalu pewnie też... Tylko na co maja w
                        takim razie iść ich składki na NFZ? z
                        • agawamala Re: Do agawamala 11.01.07, 10:29
                          Jest projekt, aby za leczenie ofiar wypadków płaciło ubezpieczenie OC sprawcy.
                          W związku z tym wszyscy kierowcy - potencjalni sprawcy wypadków, w tym pisząca
                          te słowa - zapłacą wyższe składki OC.
                          W związku z powyższym osoby palące albo powinny płacic za leczenie, albo ich
                          składki NFZ powinny byc odpowiednio wyższe.
                          Jak powszechnie wiadomo są choroby niezwiązane z paleniem papierosów. I na ich
                          leczenie powinna iść podstawowa składka NFZ.
              • alfama_1 Re: pediatra - zrobić awanturę? 06.01.07, 16:26
                agawamala napisała:

                > A więc lekarz ma stać, żeby mamusia mogła usiąść?

                Ma wstawić krzesło do gabinetu żeby rodzic nie stał, kiedy lekarz siedzi.
                Może to trudno zrozumieć ale pacjent jest poniekąd klientem, nawet jeśli lekarz
                nie otrzymuje gotówki do ręki.
                Poza tym kwestia kultury.
    • bj32 Re: pediatra - zrobić awanturę? 04.01.07, 14:19
      Napisz skargę do przełożonych i poszukaj rozsądnego pediatry. Ja należę do dych
      szczęśliwych matek i pacjentek, których lekarz nie tylko stawia diagnozy i
      ordynuje, ale też bada, rozmawia i słucha. I pewnia dlatego Ania jak dotąd
      miała ze 3 wirusówki i jedno lekkie zapalenie oskrzeli. Ja właściwie nie wiem,
      co znaczy "chore dziecko", czego i Wam i sobie w dalszym ciągu życzęsmile
      • letica Re: pediatra - zrobić awanturę? 04.01.07, 14:30
        brak kompetencji trzeba tępić. Nie wiadomo czy to akurat rzeczywiście brak
        rozeznania w temacie,czy zwyczajne zaniedbanie i rutyna. Poszłabym do tej babki,
        powiedziała jej o fakcie,że jej diagnoza mogła odnieśc powazne konsekwencje i że
        warto czasem zlecić dodatkowe badania , bo można zrobić komus duże kuku !
        A potem oficjalna skarga do dyrektora. I zmiana pediatry, straciłabym zaufanie
        bezpowrotnie do takiego " medyka" , tym bardziej,że jest niemiła w dodatku wink
        • agawamala Re: pediatra - zrobić awanturę? 04.01.07, 14:38
          Skaga!
          Uprzejmie informuję, że pani dr X, moim zdaniem, postawiła zła diagnozę. Jest
          niekompetentna i potencjalnie może szkodzić.
          Tak? Wiesz co szef robi z takimi skargami? Sadza najmłodszego asystenta i każe
          mu odpowiedziec według schematu.
          • letica Re: pediatra - zrobić awanturę? 04.01.07, 14:47
            Być może,a może nie...Może udzieli jej reprymendy,albo chociaz upomni się o
            wyjasnienie."Gdyby każda kropla powiedziała : Nie jestem potrzebna - nie byłoby
            oceanu"..Skąd wiesz,może to nie pierwsza skarga na tą Panią by była..?
            • bj32 Re: pediatra - zrobić awanturę? 04.01.07, 14:52
              Jak mi pielęgniarka przyprawiła córę w szpitalu o stan zapalny żyły, to poszłam
              porozmawiać z p. ordynator. Spytałam, czy napisać skargę do gazet, dyrektora
              szpitala, czy od razu do NFZ. Efekt: nie napisałam nigdzie, pielęgniarka
              straciła premię, ja dostałam zwrot za łóżko.
          • procesor Re: pediatra - zrobić awanturę? 04.01.07, 15:00
            doprawdy czytając ciebie Agawo nie dziwię sie że tak trudno o dochodzenie w tym
            kraju swoich praw jako pacjenta..

            rozumiem że TY masz widok na to od drugieh - lekarskiej strony
            my - patrzymy z przeciwnej

            i o ile nie pisze że WSZYSCY lekarze to nieudacznicy
            to z twoich listó wynika że pacjent z góry jest traktowany jako przewrażliwiony
            głupek, szczególnie jeśli to matka z dzieckiem, który sam nie wie o co chodzi

            a mnie się wydaje że skoro jak słusznie zauwazono nie daisę wykonać od razu
            kompletu badań za grube pieniądze - to jednak WYWIAD lekarski jest podstawowym
            źródlem wiedzy oprócz badania, i nie nalezy z góry zakładac że matki to histeryczki

            zresztą
            jak poszłam ze swoimi dolegliwościami to tak samo zostałam potraktowana przez
            lekarkę rodzinną (o naiwności, sądziłam że spojrzy na moją sprawę bardziej
            kompleksowo niż internista!), zupełnie jakby nie słyszała co jej mówiłam przed
            chwilą (nie słuchała?), i nie wiem czy doprawdy sakramentalne "słucham panią"
            wystarczyło za cały wywiad smile a naprawde chyab powinno sie pacjenta wypytać -
            bo on nawet może nie kojarzyc wielu objawów ze swoim schorzeniem (ja byłam mądra
            dopiero jak się doszukiwałam na własna rękę informacji i powiązałam na pozór
            odległe objawy ze sobą.. SAMA smile )
            • czarna_maruda Re: pediatra - zrobić awanturę? 04.01.07, 15:05
              Wiadomo kogo w takim wątku nie mogło zabraknąć...
          • dlania Do Agawamala 04.01.07, 16:32
            Jak ja nie lubie, jak Ty sie wymadrzasz!!!1 I znowu murem stajesz za całym
            klanem lekarskim, choc przeciez wiesz, że sa lepsi i gorsi, i pewnie o
            niejednym koledze męża ze studiów możesz powiedziec, że minął sie z
            powołaniem... Daj spokój. Albo załóż sobie prywatne forum, gdzie bedziesz
            udzielać fachowych porad.
            • agawamala Re: Do Agawamala 04.01.07, 16:57
              1. Forum jest otwarte, chyba, że ustalisz z administratorem, abym nie mogła na
              nim pisać.
              2. Nie łamię zasad, wypowiadam się w sposób rzeczowy
              3. A ja nie lubię jak traktuje się lekarzy jak chłpców do bicia. Vide liczne
              wypowiedzi.
              4. Nie bronię lekarki, ale staram się uświadomić, że nie wszystko jest czarne
              albo białe
              5. Powołanie.......śmieszne. Zawód taki sam jak każdy inny.
              • czarna_maruda Re: Do Agawamala 04.01.07, 18:02
                Łatwe do przewidzenia, że jak pojawia się wątek o lekarzach, agawamala rusza z
                odsieczą.
                • dlania Re: Do Agawamala 04.01.07, 19:55
                  czarna_maruda napisała:

                  > Łatwe do przewidzenia, że jak pojawia się wątek o lekarzach, agawamala rusza
                  z
                  > odsieczą.

                  Szybko, bezdyskusyjnie, mało skutecznie - jak prawdziwy lekarz!
                  • agawamala Re: Do Agawamala 05.01.07, 08:08
                    Rozczaruję Cię - N I E jestem lekarzem! I nigdy nie chciałam studiować
                    medycyny! ! !
                    Natomiast jeśli Wy szanowne Panie Forumowiczki macie tyle pretensji do lekarzy -
                    od olewania po niekompetencje, i jesteście zdania, że potrafią tylko szkodzić
                    to po kiego diabła korzystacie z ich usług? Jak trwoga to do Boga?
                    Przeciez możecie się zaopatrzeć w książki medyczne ( trochę drogie, ale
                    dostępne), sa tez na rynku Leki współczesnej terapii ( dokładnie opisane jaki
                    lek na co). Apteki także ( prócz tych silnie działających leków, ale i to jakoś
                    da się przecież "załatwić") większość specyfików sprzedają bez recepty.
                    Badania można wykonać na własne zlecenie.
                    Po co Wam więc lekarze? Do roboty. Lepiej wiecie jak postepować z gorączką i
                    jakie jest jej pochodzenie, umiecie poradzić sobie ( i zdiagnozować) zapalenie
                    dróg moczowych i sto innych chorób.
                    Wymieniajcie się doświadczeniami, douczcie.
                    Serio, bez kpiny. Dzis jeszcze są lekarze, ale za chwilę naprawdę będzieci
                    musiały same leczyć swoje dzieci. Polecam m.in lekturę dzisiejszego dodatku do
                    Gazety Wyborczej ( Stołeczną). Krzepiąca.
                    • letica Ubawiłam się tą opinią.... :) 05.01.07, 12:22
                      Niedorzeczność tej opinii po prostu powaliła mnie na kolana...Tzn.,że jak będę
                      potrzebowała weterynarza z prawdziwego zdarzenia, to sama będę musiała
                      przestudiować książki, by oczyścić psu zęby z kamienia ; jak będę potrzebowała
                      interwencji policji - to sama zapoznam się kpc lub kpk (kodeksem post.
                      cywilnego, karnego etc) i sama zaordynuję stosowną procedurę...? A jak będę
                      chciała,żeby mój syn przemawiał ze swadą i poprawnie posługiwał się ojczystym
                      językiem polskim, to zamiast posłać go do szkoły ,i tym samym sumiennie
                      realizować nałożony obowiązek szkolny - sama uczyć go w domu...?????

                      Bzdury opowiadasz.Nie wpajaj ludziom, ze jak im się nie podoba...to mogą sami to
                      wykonywać. Specjalizacja na świecie jest podzielona. Czy Ty jak nie jesteś
                      zadowolona z usług urzędnika/prawnika/bankiera/konsultanta/fryzjera/kierowcy
                      autobusu - sama wykonujesz te wszystkie czynności ? I dalej, idąc Twoim tokiem
                      myślenia, czy zdobycie profesji zawodowej zwalnia już z poczucia
                      odpowiedzialności i wykonywania swoich obowiązków zawodowych na maksimum swoich
                      możliwości?

                      Lekarze, podobnie jak osoby innych profesji, są obowiązani do realizacji
                      nałożonych na nich zadań w sposób gwarantujący zadowolenie klienta - takie są do
                      cholery prawa rynku. I również te gwarancje są zapewnione w różnego rodzaju
                      kodeksach czy rozporządzeniach.

                      Ja ,w odróżnieniu od Ciebie, uważam że nagana należy się KAŻDEMU ( w tym
                      lekarzowi również), który okaże się być niekompetentnym w danej sytuacji i nie
                      stanie na wysokości zadania, choć powinien.

                      Poza tym nie po to płaci się niemałe składki na służbę zdrowia,by wreszcie,kiedy
                      przyjdzie sposobność z niej skorzystać narażać się na bufonadę ,niemiłe
                      traktowanie, czy wreszcie - niekompetencję i ryzyko powikłań.

                      Ciekawe, czy równie potoczyste byłby Twoje posty,gdyby sytuacja dotyczyła
                      Twojego dziecka...?
                      • agawamala Re: Ubawiłam się tą opinią.... :) 05.01.07, 13:44
                        Szkoda, że nie wczytałas sie w tekst dokładniej i nie zrozumiałaś głebokiej
                        ironii.
                        Szkoda, że nie przeczytałaś wczesniejszych tekstów emam, które uważają, że idąc
                        do lekarza nalezy się....."obczytać w temacie".
                        Oczywiście, że gdy popsuje mi się samochód jadę do warsztatu, a do cieknącego
                        kranu wzywam hydraulika. Z tą róznicą, że nie wmawiam tym panom, że jestem od
                        nich mądrzejsza. Zaś gdy mam zastrzeżenia odnośnie ich pracy zmieniam fachowca.
                        Dlaczego więc nie postępujecie tak z lekarzami?
                        Ktoś zuważył, że jest róznica między zakupami w Tesco a przyzwoitym sklepie.
                        Podobnie jest ze świadczeniami w sektorze ochrony zdrowia. Płacąc składkę (
                        bardzo niewielką w skali potrzeb, obejmującą rónież hospitalizację, refundacje
                        leków, leczenie choroby nowotworowej) nie mozna wymagać, aby w jej ramach
                        lekarz kierował na WSZYSTKIE BADANIA. Płacąc natomiast we własnym zakresie
                        można zrobić wszystko.
                        Marzy mi się koszyk świadczeń gwarantowanych w ramach obligatoryjnej składki.
                        Jasny, przejrzysty, czytelny. A wtedy szybko okazałoby się, że za gros
                        świadczeń trzeba płacić, albo się doubezpieczyć.
                        Podobnie jak Ty płacę obowiązkowe składki ubezpieczeniowe. Wiem jak funkcjonuje
                        ochrona zdrowia i czego mogę się spodziewać. I mam zasadę nie oszczędzania na
                        swoim zdrowiu. Wybieram lekarzy do których mam 100% zaufanie. Jeszcze tacy są.
                        Być może jest to ostatni moment, ale można wybrać. A, że trzeba zapłacić? Tak,
                        podobnie jak za dobrą gatunkowo bluzkę czy buty.
                        Czy wyraziłam się dostatecznie jasno?
                        • yenna_m Re: Ubawiłam się tą opinią.... :) 05.01.07, 14:21
                          agawamala, ja rozumiem - system

                          tylko powiedz, jak to jest, ze pacjent czesto musi po omacku sam szukac
                          rozwiazania sowich problemow

                          na przyklad: mialam guza w krtani. Ale zeby obalic diagnoze, ze to nie astma a
                          guz, musialam sama sobie zlecic i oplacic rtg pluc, wizyte u laryngologa,
                          videostroboskopie, testy alergiczne i tak dalej (oj, walnelo po kieszeni).

                          A dzieciecymi chorobami to samo.
                          Mam diagnoze pod warunkiem, ze sama zaczne szukac i chodzic po sprawdzonych
                          specjalistach i wymyslac mase platnych badan (ktore mnie walą po kieszeni). A
                          przeciez to lekarz pierwszego kontaktu ma umiec szukac przyczyny takiego a nie
                          innego objawu. Powinien potrafic postawic wlasciwe pytanie. Na tym polega jego
                          zawod. No, taki lajf, nic z tym nie zrobisz wink

                          Tylko po cholere mam placic skladki na publiczna sluzbe zdrowia, skoro z niej
                          nie korzystam?

                          Nie, no tak sie tylko pytam. Tez jestem budzetowka w sumie... wink I tez mnie
                          panstwo utrzymuje z pieniedzy podatnikow wink
                          • dlania Re: Ubawiłam się tą opinią.... :) 05.01.07, 20:36
                            Agawamala, chodzi tylko o to, żeby przyznać, że niektórzy lekarze to
                            niedouczone albo złośliwe konowały, podobnie jak niektórzy policjanci,
                            nauczyciele, stolarze, kierowcy... Ale to Cię ewidentnie przerasta. Lekarze sa
                            święci i kropka.
                            I wiem, że nie jesteś lekarzem - aż tak byś sobie nie kadziła, a mężowi - czemu
                            nie, jeśli zasługuje (zapewne tak jest)wink
                            • letica Otóż to Dlania ;) 06.01.07, 01:31
                              ...ale najwidoczniej to przerasta możliwości Agawy i jej zdolności percepcyjne
                              czytania miedzy wierszami wink Pozdrawiam wszystkie racjonalnie myślące babki smile

                              Agawo,
                              ja mam wrażenie,że to Ty w dalszym ciągu nie rozumiesz sprawy.Wróć do początku
                              wątku i przeczytaj pytanie: "Pediatra - robić awanturę?"
                              Część mam stoi na stanowisku konfrontacji z lekarką, część za skargą pisemną, no
                              i kolejna część opowiada się za jednym i drugim. Mowa była także o tym,że takie
                              zachowanie lekarzy trzeba napiętnować, a przynajmniej zwrócić na nie uwagę. Zła
                              diagnoza - to nie jest towar, który podlega reklamacji, ale niesie ze sobą
                              daleko idące skutki. Na szczęście w tym przypadku się bez nich obyło, dzięki
                              przytomności i intuicji matki.

                              W tym sęk - nie tylko w zmianie lekarza( co sugerujesz), bo to bezapelacyjnie
                              nie ulega wątpliwości, ale i w nagłośnieniu zdarzenia.Jeśli to miałoby uchronić
                              inne dzieciaki od zaniechania ewentualnych badań, czy pośpiechu w gabinecie
                              lekarza - to zawsze warto.Natomiast gdy tylko kobitki napomknęły o takiej
                              skardze - wytoczyłaś argumenty w stylu : "po co, na co to komu, zbędna
                              biurokracja , bo i tak jakiś żółtodziobowaty asystent odpowie na pismo - i taki
                              będzie finał sprawy"

                              Być może, ale wolę taki finał, niż machnięcie ręką i zapomnienie o całej sprawie.

                              Wspomniałaś, że nie lubisz ,jak traktujesz się lekarzy,jak "chłopców do bicia" -
                              jasne, nikt tego nie lubi.Ale nikt tutaj nie praktykuje tego, bez przyczyny.

                              Lekarz - zawód,jak każdy inny? Ja mam zgoła nieco inne zdanie. Twierdzę,ze
                              istnieją profesje, które się wybiera z powołania. Jest to właśnie lekarz,
                              wolontariusz, poeta, pisarz, aktor i pewnie kilka innych jeszcze by się znalazło.

                              Relacja pacjent-lekarz, często bywa dosyć intymna i obcesowe , pospieszne
                              traktowanie jest wysoce niestosowne. Podobnie jak rytuna, i powściągliwość w
                              zlecaniu specjalistycznych badań.

                              I w przeciwieństwie do Ciebie - stoję na stanowisku,że - niestety - korzystając
                              z usług lekarz/prawnika/wpisz co chcesz - trzeba posiadać elementarna wiedzę w
                              rzeczonej kwestii, inaczej droga do spławienia krótka...W tym wypadku
                              upierdliwość popłaca, czy też jest środkiem, który prowadzi do celu smile

                              Czy teraz z kolei ja wyraziłam się dostatecznie jasno?
                              pzdr
                              • agawamala Re: Otóż to Dlania ;) 06.01.07, 16:47
                                Powołanie powinien miec.......ksiądz. Lekarz musi być fachowcem. Podobnie jak
                                prawnik, bankowiec, stolarz, ekonomista.
                                Masz zastrzenia - zmieć fachowca.
                                Lubisz pisać skargi - możesz pisać, papier wytrzyma wiele. Doskonale wiem co
                                się robi z takimi skargami.
                                Pracuję na uczelni. Przez 2 lata byłam odowiedzialna za m.in. odpowiadanie na
                                zarzuty, skargi. Większość z nich była , jesli nie bezzasadna, to mocno
                                przesadzona, napisana w sposób subiektywny i emocjonalny. Część zawierała
                                eweidentna nieprawdę. Miałam szablon i odpisywałam cokolwiek. Podobnie jest w
                                przypadku lekarzy.
                                Jeden z naszych przyjaciół jest dyrektorem duzego szpitala. To co opowiada
                                budzi przerażenie. Ludzie potrafią skarżyć się na lekarza, bo:
                                - łóżko jest niewygodne
                                - pacjent obok chrapie/ charcze/ wymiotuje/ używa basenu
                                - jedzenie jest złe
                                - sąsied otwiera/nie otwiera okno
                                - lekarz rozmawiał (służbowo) przez telefon i nie miał czasu dla pacjenta (
                                dodam natychmiast)
                                - lekarz poszedł po pracy do domu ( czytaj nie ma go o 21.00 w szpitalu)
                                - lekarz nie podał do siebie do domu telefonu
                                - lekarz nie wyraził zgody, aby 3 letni wnuk siedział na łóżku ( hałasował i
                                przeszkadzał innym chorym).
                                I co najzabawniejsze - wini się lekarza, że umarł chory na sąsiednim łózku.
                                • dlania Re: Otóż to Dlania ;) 06.01.07, 16:53
                                  Prawie wszystkie (z wyj. może dwóch) z wymienionych przez ciepie powodów skarg
                                  sa dla mnie zrozumiałe i zasadne! Rozumiem, że kumpel-dyrektor na gruncie
                                  towarzyskim uzywa sobie na głupich i bezczelnie roszczeniowych pacjentach.
                                  Co jest dziwnego w tych skargach? Że ktos sie żalił na łóżko niewygodne,
                                  jedzenie złe, lekarz gada przez komórke w prywatnej sprawie(w pracy????????) -
                                  jedn machnie reka, drugi sie poskarży, bo ma takie prawo.
                                  Ech...
                                • alfama_1 Re: Otóż to Dlania ;) 06.01.07, 17:04
                                  Odpowiedź na skargę pacjenta powinna dotyczyć meritum. To, że "odpisywałaś
                                  cokolwiek" nie świadczy dobrze o placówce, w której mogłaś tak robić.
                                  Tak samo jak Dlania uważam, że część ze skarg, które opisałaś jest zasadna.
                                  Podejrzewam, że składano je po bezskutecznych prośbach o zmianę sytuacji.
                                • letica Voila Agawo ! 06.01.07, 17:16
                                  I tutaj dochodzimy do sedna sprawy - zawarłaś je w pierwszy zdaniu :
                                  "(...)lekarz powinien być fachowcem" - czyli świadczyć usługi na maksimum swoich
                                  możliwości. Pacjent, w tej sytuacji jest klientem, więc jeśli jakość
                                  świadczonych usług mu nie odpowiada - ma prawo do skargi, i to on jest na
                                  pozycji uprzywilejowanej.
                                  pzdr
                                • yenna_m Re: Otóż to Dlania ;) 06.01.07, 18:36
                                  > Powołanie powinien miec.......ksiądz. Lekarz musi być fachowcem. Podobnie jak
                                  > prawnik, bankowiec, stolarz, ekonomista.

                                  sorry, prawnik tez musi miec powolanie.
                                  jak sobie wyobrazasz sędziego, ktory jest fachocem, natomiast nie ma powolania
                                  i nie umie zwracac sie odpowiednio do stron (zrozumiec cierpienie strony
                                  poszkodowanej). To samo z prokuratorem, adwokatem, lekarzem (ktory dotyka spraw
                                  intymnych, cierpienia i te de - tu naprawde trzeba byc czlowiekiem o wysokiej
                                  inteligencji emocjonalnej, czyli byc lekarze z powolania). Powolanie trza miec
                                  do wykonywania zawodu nauczyciela (rowniez akademickiego. do pracy naukowo-
                                  badawczej. Do pracy sprzątaczki (bo wbrew pozorom - a wie to kazdy, kto
                                  zatrudnia panie sprzątające - sprzatanie nie jest takie proste i sprzątac
                                  trzeba umiec). Czasami kwestia fachowosc i powolanie przenikaja sie. W wielu
                                  zawodach sie przenikaja.

                                  Lekarz musi miec powolanie do wykonywania zawodu.
                                  Inaczej leczyc nas beda, za przeproszeniem chamy, swietni fachowcy, ale
                                  beznadziejne typy nieczule na bol i cierpienie pacjenta. Nietaktowne,
                                  niewychowane. Dla mnie, wybacz, ale taka osoba to juz nie lekarz. Moze jakis
                                  rzemieslnik. Ale na pewno nie lekarz.

                                  Ksiadz pracuje w sluzbie Boga.
                                  Lekarz pracuje (analogicznie) w sluzbie zdrowia. W sluzbie. A zatem z zalozenia
                                  przypisuje sie istnienie powolania przy wykonywaniu tego zawodu.
                          • agawamala Re: Ubawiłam się tą opinią.... :) 06.01.07, 16:32
                            Składki płacisz po to, abyś np. gdy potrąci Cię na ulicy samochód nie została
                            bez pomocy. 8,5% składka to nic , gdy trzeba naprawdę leczyć.
                            • dlania Re: Ubawiłam się tą opinią.... :) 06.01.07, 16:43
                              Dlatego tez nie piszę, żeby ją całkiem zlikwidowac, ale w takich wypadkach
                              obnizyć jej wysokośc. Kiedys były chociaż odpisy od podatku z tego tytułu
                              (leczenia prywatnego) i to było rozsadne.
                              • agawamala Re: Ubawiłam się tą opinią.... :) 06.01.07, 16:49
                                Czy to także wina lekarzy, że zlikwidowano ulgę podatkową?
                                • alfama_1 Re: Ubawiłam się tą opinią.... :) 06.01.07, 16:58
                                  Winą lekarzy jest to, że znaczna część traktuje pracę w państwowej placówce jak
                                  bezpłatne świadczenie usług. Z tego niektórzy wnioskują, że mogą wykonywać ją
                                  na niższym poziomie niż prywatnie a pacjenci powinni im za to dziękować i nie
                                  domagać się należytego poziomu leczenia.
                                  To, że zgodzę się na błędne leczenie z pewnością nie będzie miało wpływu na to,
                                  że lekarz będzie miał więcej czasu dla siebie i nie wyjedzie z Polski.
                                • dlania Re: Ubawiłam się tą opinią.... :) 06.01.07, 17:00
                                  To wyjątkowo niesmile))))
                                  Ja w ogole nie mam potzreby obarczać wszystkich lekarzy wina za całe zło
                                  świata. Wiekszośc znanych mi lekarzy i pielęgniarek to mili ludzie i dobrzy
                                  fachowcy. Ale jest wśród nich tez kilkoro ludzi wrednych, niedouczonych,
                                  napuszonych, czasem po prostu życiowo głupich.
                • lucerka Re: Do Agawamala 04.01.07, 21:04
                  A potem z odsiecza ruszaja inne forumowiczki oburzone, ze ktos ma inne zdanie niz one.
    • melka_x Re: pediatra - zrobić awanturę? 04.01.07, 16:13
      Nie broniąc lekarki - w kwestii płuca czy oskrzela wypowiadać się nie będę, nie
      jestem lekarzem, a to że różni pediatrzy stawiają różne diagnozy też jeszcze
      nie musi świadczyć o niekompetencji jednego z nich (czasem wystarczy dzień
      różnicy by dane badanie dało już inny wynik). I niestety niewychodzenie z domu
      nie musi chronić przed zapaleniem płuc. Natomiast dobrze pamiętać o jednym,
      jeśli małe dziecko dostaje gorączki to zawsze warto przed wizytą u lekarza
      zostawić już mocz do badania, na wszelki wypadek. I tu też jestem zdziwiona, że
      lekarka nie zleciła badania moczu.
      • berecik7 Re: pediatra - zrobić awanturę? 04.01.07, 21:25
        Przepraszam, jesli kogoś urażę, ale skoro robicie zakupy w Tesco, to chyba nie
        oczekujecie towaru z delikatesów. To samo z publiczną służbą zdrowia. Z
        nielicznymi wyjątkami to ośrodki niekompetencji i/albo buractwa. Pamiętam (z
        dawnych czasów), że nawet jeśli miałam kompetentnego lekarza, to otoczenie
        (np. starsze panie z kolejki zatarasowujące swoimi cielskami wejście do
        gabinetu albo bezczelna "numerkowa") przygnębiało mnie tak , że raz na zawsze
        zrezygnowałam z ich usług. Z dzieckiem nigdy nie byłam w publicznej przychodni.
        I zapewniam wszystkie mamy, że wychodzi TANIEJ.
        • dlania Re: pediatra - zrobić awanturę? 05.01.07, 20:43
          Wszystko spoko, tylko zdajesz sobie sprawę, jaka kase zdziera z Ciebie państwo
          na te opieke zdrowotna. Byłoby chyba w porządku, jesliby osoby korzystajace z
          prywatnych wizyt miały te składki chociaż obniżone.
          A kto z Was chodzi do przychodni leczyć zęby?wink
    • teraz_asia Re: pediatra - zrobić awanturę? 04.01.07, 21:46
      Mój pięciotygodniowy syn dostał gorączki, był bledziutki i marudził.
      Przeczekałam do następnego dnia, mysląc, że coś się z tego rozwinie. Gorączka
      wzrosła, syn był coraz bardziej chory. W przychodni lekarka postawiła
      błyskawiczną diagnozę- pewnie jakieś zapalenie ucha się zaczyna. Przepisała
      krople do ucha i spławiła. Następnego dnia dziecko lało się przez ręce, 39,5 C.
      Lekarka nie mogła przyjść do domu (wizyty domowe po 17, a przecież było rano),
      w przychodni inna lekarka osłuchała i stwierdziła, że może ucho, a może
      trzydniówka, odesłała do domu. Przypominam, że chodziło o niespełna
      półtoramiesięczne dziecko z wysoka gorączką od trzech dni. Wsiadłam do
      taksówki, pojechałam do najbliższego szpitala dziecięcego. Lekarka uznała, że
      histeryzuję bez powodu, nawrzeszczała na mnie i na dziecko, bo płakało, na
      szczęście- cud!- zleciła na odczepnego badanie moczu, po zobaczeniu wyników
      nagle dostała przyspieszenia. Mój syn miał galopujace zakażenie dróg moczowych
      i sepsę, przyjechaliśmy praktycznie w ostatniej chwili. Na swoje
      usprawiedliwienie dodam, ze dwa dni wcześniej sama wyszłam ze szpitala, i po
      tygodniu tylko na kroplówkach i lekach ledwo kontaktowałam i trochę z
      opóźnieniem reagowałam na to co się dzieje. To była ostra szkoła życia. Od
      tantej pory, jeśli mam najmniejszą wątpliwość co do zakresu badania, albo
      diagnozy, proszę o dodatkowe skierowanie albo idę do innego lekarza. Ale tak
      jak pisałyście, najlepiej doszkolić się z zakresu możliwych chorób i problemów
      zdrowotnych.
    • chupachups1 Re: pediatra - zrobić awanturę? 05.01.07, 09:19
      Wszystko zależy od lekarza. Ja chodzę do pediatry w ramach NFZ (czasami też
      prywatnie, ale do tej samej lekarki) i jestemm bardzo zadowolona z naszej pani
      doktor. Jest wspaniałym człowiekiem, przeprowadza bardzo szczegółowy wywiad,
      zna każdego swojego pacjenta z imienia, a ma ich naprawdę sporo.
      I jak zasadniczo nie zgadzam się z Agawamala, to tym razem ma troche racji, bo
      tak to juz jest, ze każdy może się pomylić, tak samo lekarz np. w postawieniu
      diagnozy. Ale w naszym kraju wszyscy sie przecież znają na medycynie i polityce.
      Co do skargi na lekarkę, to nie sądzę, zeby coś dała, ale ja bym napisała, bo
      jak wszyscy będą zawsze siedzieli cicho i nie bedą pietnowali zlego
      postępowania, bo to i tak nic nie da, to nigdy się nic nie zmieni. I jeśli
      faktycznie ta lekarka jest złym lekarzem, to jak wpłynie na nia 50 czy 100
      skarg, to może to da do myślenia jej pracodawcy.
    • czarnika Re: pediatra - zrobić awanturę? 05.01.07, 11:12
      mój synek był miesiąc temu chory. pojechałam prywatnie do pediatry ( godzina w
      jedna stronę dziecko 39 gorączki) ponoc swietnego. zajrzał w gardło i przypisał
      antybiotyk. wrócilam do domu, poszlam do apteki i tu spotkało mnie
      rozczarowanie na recepcie były tabletki w dawce jak dla dorosłego ( mały mial 5
      miesięcy) pani w aptece nawet słyszec nie chciala o wydaniu zawiesiny w
      odpowiedniej dawce...mały w samochodzie, gorączka coraz wieksza, a ja nie wiem
      co robić. próbowalam sie skontaktowac z tym pediatrą - komórke odbierala żona i
      twierdziła że go nie ma. zabralam synka do przychodni, na szczęście wpuszczono
      mnie bez kolejki widzac stan dziecka i mamy smile wszystko dobrze się skonczyło -
      dostał wlaściwy antybiotyk, a pediatrw w przychodni okazala sie mila i
      kompetentna. dzisiaj maly znowu chory. zamówiłam ja na wizyte prywatną do
      domu...
      • agawamala Re: pediatra - zrobić awanturę? 05.01.07, 13:54
        Chciałaś wykazać pomyłkę lekarza? Tak, pomylił się. Tylko dzięki Bogu w
        aptekach pracują farmaceuci ( ludzie po studiach) stanowiący swoiste sito i
        eliminujący pomyłki, które są rzeczą ludzką. Gdyby nie brano tego pod uwagę w
        aptekach pracowałyby takie same ekspedientki jak w sklepie mięsnym.
        Tylko ten, kto nic nie robi nie myli się.
        Lekarze nie są cyborgami ani bezbłednie zaprogramowanymi komputerami. SĄ LUDXMI
        O CZYM WIELU RACZY NIE PAMIĘTAĆ.
        Widzicie bład lekarza, a nie widzicie 30 pacjentów, których przyjął ( i
        koniecznie chcecie byc tym 31 "panie doktorze może mnie pan przyjmie....).
        Co do zachowania zony pediatry mam ambiwalentne uczucia. Pewnie w przypadku
        maego dziecka wyrwałabym męża nawet z wanny albo z wc w trakcie defekacji. Ale
        zdarzało mi się chronić męża, gdy po 12 godzinach operacji dowlókł się do domu
        ( nie miał nawet siły siąść do samochodu), a zona operwanego własnie chciała
        zapytać jak przebiegła operacja.
        Ludzie, dlaczego nie dzwonicie do domów urzędników bankowych, aby sprawdzić
        stan swojego konta?
        • yenna_m Re: pediatra - zrobić awanturę? 05.01.07, 14:23
          agawa, do domu nauczycieli akademickich dzwonią (w sensie: jak wypadlo
          kolokwium wink czy cos w tym stylu)
          • monia145 Re: pediatra - zrobić awanturę? 05.01.07, 14:26
            Ja tez dzwoniłam, ale tylko wtedy gdy pani doktor czy profesor wyraźnie
            zaznaczyła, że tego i tego dnia będzie można od niej zadzwonić, w takim a nie
            innym przedziale czasowymsmile
          • agawamala Re: pediatra - zrobić awanturę? 07.01.07, 11:13
            Nieprawda! Od wielu lat pracuję na uczelni i nikt nie odważył się zadzwonić.
            • procesor Re: pediatra - zrobić awanturę? 08.01.07, 13:21
              agawamala napisała:
              > Nieprawda! Od wielu lat pracuję na uczelni i nikt nie odważył się zadzwonić.

              hehehe, niech zgadne dlaczego....

              jak to przeczytałam to mi pare pań z dziekanatu staneło przed oczami..
              a i paru wrrrrrednych profesorów równiez
              dodam ze jednak WIĘSZOŚC profesorów była OK, bo znów będzie że ktoś sie czepia..
              byli jednak też tacy co to mili ale kompetencje.. ojoj.. a i tak najbardziej
              ceniło sie tych co byli wysokiej klasy fachowcami a do tego KULTURALNYMI LUDŹMI
              (czasem były wyscigi żeby sie zdążyć ukłonić panu profesorowi bo miał zwyczaj
              sam sie pierwszy kłaniać smile )
              • connie1 Re: pediatra - zrobić awanturę? 08.01.07, 13:26
                A ja sie czasem zastanawiam dlaczego o "renomie " lekarza nie swiadczy
                profesjonalizm ,ale to ,ze mozna do niego dzwonić o każdej porze . jesli na to
                nie pozwala -to zly lekarz.
                • procesor Re: pediatra - zrobić awanturę? 08.01.07, 13:41
                  akurat MNIE nie chodzi o możliwość dzwonienia
                  bo w nocy to dzwonię na nocny dyżur do przychodni.. a i to niechetnie bo z
                  reguły porada jaką otrzymuję jest hm, delikatnie mówiąc nic nie wnosząca smile

                  mnie chodzi o to by przychodząc na wizyte lekarską byc traktowaną uprzejmie i
                  powaznie - jeśli mówię że mam takie objawy - to niech mnie lekarz nie lekcewazy
                  i nie wmawia mi nadciśnienia (jestem niskociśnieniowcem, ale w trakcie rozmowy w
                  gabinecie ciśnienie mi podskoczyło, hehe) bo akurat to jest jego
                  zainteresowaniem zawodowym (info z biuletynu przychdni..)

                  a potem gdy juz jednak na odczepnego przepisała mi badania o które poprosiłam i
                  dostarczyłam jej wyniki to nie powiedziała "przepraszam" gdy sie okazało że
                  próbowała zlekcewazyć moje dolegliwości a wynik normy miałam ponad 3krotnie
                  przekroczony! owszem, wtedy ze mną porozmawiała.. tyle że to co mi powiedziała
                  to już wiedziałam wcześniej
                  ale miłe że uległa moim prośbom, choc na odczepnego, dzięki temu jednak trafiłam
                  do specjalisty smile

                  a już ŚWIADOME wprowadzenie w błąd pacjenta - to świństwo jakiego doświadczyłam
                  od pediatry.. i pewnie jak ja dorwe w przychodni przy jakiejś okazji to postaram
                  sie SPOKOJNIE jej powiedzieć żeby nie wprowadzała w błąd pacjentw..
                  • agawamala Re: pediatra - zrobić awanturę? 08.01.07, 14:10
                    A jednak podjęłaś wątek telefoniczny, więc coś w tym jest.
                    Możesz być bardzo uprzejmie załatwiona bez konieczności dawania Ci prywatnego
                    telefonu.
                    I nie bardzo wierzę, w świadome wprowadzanie w błąd. Wyjasnij w jakim celu? Bo
                    i ile jestem wstanie zrozumiec błąd zaniechania czy zaniedbania to świadomego
                    już nie.
                    • yenna_m Re: pediatra - zrobić awanturę? 08.01.07, 15:34
                      przychodzi do nas pewien bardzo dobry lekarz pediatra na konsultacje domowe

                      niedawno prosil mnie o kontakt telefoniczny w Sylwestra, gdyby stan dzieci sie
                      nie poprawil albo gdybym miala jakies watpliwosci w zwiazku z leczeniem.
                      - Ale panie doktorze, nie mam smialosci, w konsu to Sylwester.
                      - Prosze pani, jesli nie moge odebrac telefonu bo mam jakies plany prywatne, to
                      po prostu mam wylaczona komorke.

                      Niby takie proste rozwiazanie, a tak trudno na nie czasami wpasc, prawda?

                      (jak widac, moj lekarz ma najprawdopodobniej dwie komorki - jedną z numerem do
                      wiadomosci pacjentow, a druga prywatna. I juz.)
                    • procesor Re: pediatra - zrobić awanturę? 09.01.07, 11:07
                      agawamala napisała:
                      > I nie bardzo wierzę, w świadome wprowadzanie w błąd. Wyjasnij w jakim celu? Bo

                      niewazne w co TY wierzysz
                      smile
                      ważne jest to że pediatra odmówiła mi wystawienia skierowania do chirurga dla
                      dziecka!
                      nie jestem panikarą - dziecko zbiło sobie rękę, obejrzałam, niestety okład
                      okazał się nieskuteczny, reka napuchła i opuchlizna nie schodziła - zgłosiłąm
                      sie do pediatry po skierowanie do chirurga, bo uważałam że nie jest to nagły
                      wypadek i skierowanie jest mi potrzebne
                      pediatra w sposób WYRAŹNY odmówiła mi wypisania skierowania!! twierdząc że
                      chirurg w przychodni NIE PRZYJMUJE dzieci i mam jechac do szpitala na ostry
                      dyzur.. powiedziałam że przeciez już bywałam w tej przychdoni z dzieckiem u
                      chirurga i przyjmował dzieci jak najbardziej - pani doktor na to że teraz nie
                      przyjmuje
                      lekko wpieniona wyszłam
                      i tak od razu nie mogłam sie wybrać do szpitala - za to po odstawieniu dziecka
                      do szkoły poszłam zapytac czy faktycznie chirurg w przychodni nie przyjmuje
                      dzieci - zrobiono ogromne oczy, powiedziano że mam przyjść z dzieckiem, na moja
                      informację że nie mam skierowania bo mi ODMÓWIONO, pani powiedziałą że
                      potraktują to jak nagły wypadek i mam przyjść z dzieckiem do nich

                      dziecko przyjęto, przeswietlono, pękniecia nie było ani złamania, kazano jeszcze
                      przez tydzień rękę usztywniać i robić okłady i tyle

                      NIE WIEM czemu mnie ta pediatra wprowadziła w błąd ale zrobiła to smile

                      wiesz co, tak mnie zirytowało przypominanie sobie tej historii, że jak teraz
                      będę w przychodni to jednak porusze tę sprawę smile
                      a co, jakbys nie drążyła to pewnie bym odpuscila ale po przypomnieniu sobie tego
                      - jednak NIE odpuszczę smile
              • agawamala Re: pediatra - zrobić awanturę? 08.01.07, 13:44
                Dopóki nie zrozumiemy, że w czasie wolnym od pracy ( w szpitalu, przychodni, na
                uczelni, w szkole, w biurze, w kancelarii notarialnej - wszędzie) nie jest się
                pracownikiem tylko matką, żoną, córką, kochanką, koleżanką - dopóty będą
                nieporozumienia.
                Prócz naprawdę szczególnych sytuacji, kiedy zostaje się upoważnionym do
                telefonowania do domu czy na komórkę, dzwonienie jest chamstwem. Naruszaniem
                prywatności nauczyciela, lekarza, pracownika wyższej uczelni, notariusza,
                adwokata, sprzedawcy.
                Czymś innym jest kultura czymś innym pozostawanie do dyspozycji pacjentów,
                petentów, interesantów, klientów, uczniów, studentów itp.
                Ktoś w jakimś celu wymyslił dyżury dla studentów. Jest plan sesji,
                zapowiedziane kolokwia. Prócz naprawdę istotnych przyczyn - ciężka choroba,
                śmierć kogoś bliskiego i.....niewiele innych nie widzę powodu, aby zapowiadane
                wczesniej kolokwia czy zaliczenia przesuwać.
                Dlaczego wykładowca ma się dostosowywać do studenta, bo on akurat był na imprze
                i leczy kaca albo był na tyle leniwy, że źle rozplanował naukę?
                A w przypadku wpadki są terminy poprawkowe, komisyjne.
                Nauczmy się solidności i punktualności, szacunku dla innych, ich czasu i
                poszanowania prywatności.
                I powiem Ci więcej .....wykładowca, który jasno przedstawia reguły gry, jest
                konsekwentny, nie szasta swoim telefonem, nie podlizuje się studentom, i do
                tego jest fachowcem w swojej dziedzinie ma o wiele wyższe oceny ( tak, jesteśmy
                oceniani przez studentów) niz ktoś, kto jest za pan brat z młodzieżą.
                • procesor Re: pediatra - zrobić awanturę? 08.01.07, 13:53
                  > I powiem Ci więcej .....wykładowca, który jasno przedstawia reguły gry, jest
                  > konsekwentny, nie szasta swoim telefonem, nie podlizuje się studentom, i do
                  > tego jest fachowcem w swojej dziedzinie ma o wiele wyższe oceny ( tak, jesteśmy
                  > oceniani przez studentów) niz ktoś, kto jest za pan brat z młodzieżą.

                  toć własnie o tym napisałam, czytałaś w ogóle czy czerwona mgła zakryła ci oczy?

                  i odczepmy sie od telefonów w nocy do lekarza - BO NIGDY NIE DZWONIĘ
                  prędzej wezwałabym pogotowie albo taksówką do szpitala pojechała

                  za to chcę w przychodni być traktowana jak człowiek
                  ty uważasz za normalna sytuację że to ja się pytam milczącej jak głaz lekarki -
                  jak myśłi co mi jest i cxo to za lek mi przepiusała? i jeszcze jak mam go
                  brać(!!!!) bo tego też nie raczyła mi powiedziec ani zapisać.. ja rozumiem że w
                  opakowaniu jest ulotka i czytam ja i tak, ale przepisując antybiotyk to chyba
                  można o tym fakcie uprzedzić i podac dawkowanie? smile na taka to lekarkę trafiłam
                  ostanio.. (a dziwne że np. prywatny laryngolog zapytał mnie czy chce dobry ale
                  drogi czy tez dobry ale jednak tańszy antybiotyk - w państwowej przychodni jakos
                  sie nikt nie przejął że moż emnie być nie stać na wykupienie leku..)
                  • connie1 Re: pediatra - zrobić awanturę? 08.01.07, 14:01
                    Oczywiście ,że komunikacja jest najwazniejsza, jesli nie możesz się werbalnie
                    porozumiec z lekarka rodzinna to ją bezwglednie zmień , dla dobra Was obojga!
                  • agawamala Re: pediatra - zrobić awanturę? 08.01.07, 14:02
                    Podjęłaś watek telefonów - więc odpowiadam.
                    Większość lekarzy , także dla własnego bezpieczeństwa, pisze na osobnej kartce
                    jak brać leki. Szczerze mówiąc nie spotkałam się z sytuacją, w której nie
                    dostałabym kartki. Co więcej nie słyszałam o takiej sytuacji.
                    Tym nie mniej wiem, że może się zdarzyć. I po to mamy usta, żeby zapytać.
                    - O sposób dawkowania ( ile razy dziennie, przed czy po posiłku, jak długo)
                    - o tańsze odpowiedniki
                    - o ewentualne interakcje z innymi lekami czy też działanie uboczne.
                    Jak ma się watpliwości w jakiejkolwiek sprawie należy zwyczajnie i po prostu
                    zadać pytanie.
                    • connie1 Re: pediatra - zrobić awanturę? 08.01.07, 14:05
                      Dokladnie! Dla mnie wyedukowany pacjent to skarb! jak slyszę ,że bierze zielone
                      male tabletki ,albo zona wie... to sorry ,ale gotuję się we mnie. I jeszcze
                      jedno-robie badania , ktore kwalifikuja do operacji 9lub do grupy
                      obserwacyjnej) . mniej wiecej 50% pacjentów gubi poprzedni wynik albo
                      zapomina ,albo nie wie , jaka zastawkę na chora...9dodam ,ze wynik robiony w
                      tej samej placowce)
                      Listy wzajemnych zarzutow mozna mnozyc ,ale chyba nie o to chodzi
                    • procesor Re: pediatra - zrobić awanturę? 08.01.07, 14:07
                      spytałam, jestem dość dużą dziewczynka smile
                      ale to nie jest normalne że ja z lekarza takie informacje musze wyciagc na siłę

                      sama piszesz że chcemy być mądrzejsze od lekarzy - ale to lekarz powinien
                      zapytac czy pacjent przyjmuje stale jakies leki, czy ma uczulenie na coś.. wszak
                      to on sie uczył a nie pacjent i pacjent ma prawo nie wiedzieć że to ważne smile

                      nie jest - bo mam normalna pediatrę (żeby tylko nie odeszła z tej przychdoni!) i
                      nie wyobrażam sobie z nia takiej sytuacji
                      • agawamala Re: pediatra - zrobić awanturę? 08.01.07, 14:14
                        Zapytałaś, uzyskałaś informację - więc o co chodzi? O bicie piany? O stawianie
                        sobie nawzajem zarzutów?
                        • procesor Re: pediatra - zrobić awanturę? 09.01.07, 11:10
                          agawamala napisała:
                          > Zapytałaś, uzyskałaś informację - więc o co chodzi? O bicie piany? O stawianie
                          > sobie nawzajem zarzutów?

                          chodzi o to że mogłam byc bardziej chora, z gorączka i niezbyt przytomna
                          i mogłabym NIE zapytac
                          ja - albo inny pacjent

                          doprawdy przesadzasz z bronieniem każdego nawet niewłaściwego zachowania lekarza
                          wobec pacjenta
                          moim zdaniem lekarz powinien sie upewnić czy pacjent wszystko zrozumiał i
                          właściwie zastosuje leki..
                          • connie1 Re: pediatra - zrobić awanturę? 09.01.07, 11:17
                            Tu sie zgadzam ,ale wielu pacjentow , ze stressu , ze wstydu , z niewiedzy
                            (albo w swoim mniemaniu z nadmiernej wiedzy)nie dopyta sie jesli czegoś nie
                            zrozumie.Karteczka z dawkowaniem to doskonaly pomysl.
                            Ale czasem mam wrazenie ,ze tylko lekarzowi zalezy na zdrowiu pacjenta -
                            gubienie dokumentacji , zapominanie dokumentacji i przede wszystkim kompletna
                            ignorancja swojej choroby(a mam do czynienia z pacjentami chorymi przewlekle)
                            jesli 19-latek nie wie jaka zastawke ma chora to smutne ,ale świadczy o
                            calkowitym przeniesieniu odpowiedzialności na personel medyczny za swoją
                            chorobe.
                            • procesor Re: pediatra - zrobić awanturę? 09.01.07, 11:22
                              a propos karteczek z dawkowaniem smile

                              tylko RAZ w życiu miałam rewelacyjnie wypisaną karteczke z dawkowaniem - dla
                              dziecka - rozpisane godzinowo, bo leków było kilka i ważne było żeby zachowac
                              kolejność i odstep czasowy
                              tyle że
                              akurat ta pediatra wystawiła błędną diagnoze smile
                              • agawamala Re: pediatra - zrobić awanturę? 09.01.07, 13:56
                                A w moim przypadku było odwrotnie. Rzadko korzystam z porad obcych lekarzy, ale
                                czasem się zdarza. Część wie, że jestem zoną lekarza i .....dostaję karteczki.
                                Część nie ma o tym pojęcia i....daje mi karteczki.
                                Co więcej - mój osobisty mąż także dostał zlecenia na piśmie od obcego
                                laryngologa smile.
                          • agawamala Re: pediatra - zrobić awanturę? 09.01.07, 13:53
                            Zakładamy, że pacjent jest człowiekiem dorosłym. A człowiek dorosły powinien
                            umieć zadbać o siebie, dopytac się gdy coś jest niejasne.
                            I to nie tylko u lekarza.
                            Przestańmy wreszcie obarczać innych ludzi odpowiedzialnością za swoje życie,
                            swoją niewiedzę, niezaradność.
                            Lekarz powinien napisać na kartce, że lek X bierze się przed posiłkiem 3 razy
                            dziennie, ale nie musi rozpisywać tego na godziny.
                            Człowiek srednio inteligentny nawet z wysoką gorączką jest wstanie o siebie w
                            taki sposób zadbać. Natomiast jeśli jest na tyle chory, że występują problemy
                            ze zrozumieniem prostych informacji, to albo powinna mu towarzyszyc osoba
                            stąpająca po ziemi i zdrowa, albo kwalifikuje sie do szpitala.
                • yenna_m Re: pediatra - zrobić awanturę? 08.01.07, 15:29
                  "Dlaczego wykładowca ma się dostosowywać do studenta, bo on akurat był na
                  imprze
                  i leczy kaca albo był na tyle leniwy, że źle rozplanował naukę?
                  A w przypadku wpadki są terminy poprawkowe, komisyjne.
                  Nauczmy się solidności i punktualności, szacunku dla innych, ich czasu i
                  poszanowania prywatności.
                  I powiem Ci więcej .....wykładowca, który jasno przedstawia reguły gry, jest
                  konsekwentny, nie szasta swoim telefonem, nie podlizuje się studentom, i do
                  tego jest fachowcem w swojej dziedzinie ma o wiele wyższe oceny ( tak, jesteśmy
                  oceniani przez studentów) niz ktoś, kto jest za pan brat z młodzieżą."

                  Widzisz, a ja podaje numer prywatnej komorki. Podaje tez numer gadu. Bo nie mam
                  tylko studentow dziennych, ale takze wieczorowych i zaocznych, bardczo czesto
                  dojeżdżajacych na uczelnie z daleka.

                  Bo widzisz, jakos naiwnie sądzę, ze to nauczyciel akademicki jest dla studenta
                  a nie na odwrot. Bo dzieki tym studentom wlasnie mam prace.
                  Moze to i ekscentryczne podejscie do studenta. Ale wole budowac relacje oparte
                  na wiedzy, ze student, jesli ma wazną sprawę moze sie ze na skonsultowac
                  temefonicznie niz przez net, niz nie budowac tych relacji w taki sposob.

                  Acha, z punktu widzenia studenta platnych studiow podyplomowych (bo niedawno
                  skonczylam sobie, bedac na wychowawczym, studia podyplomowe i troche sie
                  rozwinelam w "niemojej dzialce") powiem Wam, ze powszechnie przyjmuje się
                  (znaczy nauczyciele wykladajacy na platnych studiach podyplomowych), ze student
                  MOZE skonsultowac z nauczycielem akademickim problemy, jakie ma z zwiazku ze
                  studiami, ktore wlasnie odbywa. Moze skonsultowac sie nie tylko na
                  konsultacjach, ale i telefonicznie czy mailowo.
                  Czyli mozna i jednak na tych lepszych studiach jest taki trend.

                  Wiec nie widze powodu, zeby nie moc wyjasnic studentom przez net czy przez
                  telefon problemu, ktory maja z moim przedmiotem czy w zwiazku z uczestnictwem
                  na moich zajeciach. Jesli nie mam czasu - mowie, ze nie mam czasu i prosze o
                  skontaktowanie sie w inym terminie. I wiecie co? Jakos ci studenci to
                  rozumieja. Dziwne, prawda?
                  • dlania Dzieki, Yenna 08.01.07, 18:55
                    bo juz myslałam, że wszystkim młodym naukowcom odbija szajba na puncie
                    prestizu i innych takich istotnych rzeczy, np. - "kultury ę, ą"
                    Mam dokładnie takie samo podejście do sprawy, jak Ty.
                  • agawamala Re: pediatra - zrobić awanturę? 09.01.07, 08:33
                    Studia ( nauka na WYŻSZEJ uczelni) nie jest szkółką. Nie każdy musi legitymować
                    się wyższym wykształceniem. Podejmując studia człowiek dorosły ma świadomość
                    obowiązków.
                    Zgadzam się, że nauczyciel akademicki jest dla studentów, ale nie oznacza to,
                    że ma się do nich podlizywac, prowadzić za rączkę, niańczyć
                    i.........wypuszczać jednostki niedouczone.
                    Święcie się oburzacie, że ten czy ów lekarz to 'konował" albo "nieuk". A może
                    to ofiara zbyt liberalnych asystentów, którzy zamiast uczyć i egzwkwować bawili
                    się w dobrego wujka albo ciocię?
                    Tak, tak, zaraz odezwą się głosy, że lekarz to co innego. Nie!
                    Podobnie jak nie chciałabym, aby leczyła mnie osoba niedouczona, wymagam od
                    bankowca, nauczyciela, elektryka, ksiegowego - fachowości.
                    A czy fachowcem będzie ktoś, kto w nieskończoność będzie przekładał kolokwia i
                    w końcu dostanie zaliczenie dla świętego spokoju ( no bo nauczyciel akademicki
                    jest dla studentów a nie odwrotnie)?
                    Między nauczycielem akademickim a studentem powinien - dla dobra obu stron -
                    istnieć dystans, zdrowy dystans. A nie będzie go, gdy pani asystentka/adiunkt
                    poda gadu-gadu czy będzie prowadziła pogaduszki telefoniczne.
                    Miejscem kontaktu obu stron jest uczelnia.
                    Jest jeszcze cos takiego jak dyscyplina studiów. Czøowiek przekøadajácy
                    zajécia, zaliczenia w póxniejszym zawodowym zyciu bédzie robiø to samo.
                    Dziwicie sié i oburzacie, æe ten czy ów lekarz ( znowu ten sam przykøad, bo
                    bardzo lubicie wywnétrza© sié na tej grupie zawodowej) czegos nie dopilnowaø,
                    spóniø sié. A moæe nauczono go tego juæ na studiach?
                    Bez wzglédu na trendy jestem nauczycielem akademickim a nie dobrá ciocoá. Fakt
                    pøacenia nie powoduje, æe kupuje sie wiedzé!!!
                    • procesor Re: pediatra - zrobić awanturę? 09.01.07, 11:19
                      jestes dla mnie antyprzykładem dobrego nayuczyciela akademickiego..

                      dla mnie postawa Yenny traktującej swych studentów Z SZACUNKIEM jest krzepiaca smile

                      a odnośnie tekstu:
                      " Zgadzam się, że nauczyciel akademicki jest dla studentów, ale nie oznacza to,
                      że ma się do nich podlizywac, prowadzić za rączkę, niańczyć i.........wypuszczać
                      jednostki niedouczone."

                      to niedouczony student jest czasem efektem tatalnej nieumiejętności
                      przekazywania wiedzy przez nauczyciela (??) akademickiego..
                      tylko nie mów o tym że trzeba czytać itd.
                      owszem trzeba smile ale nauczyciel jest od tłumaczenia i wyjaśniania
                      niezrozumiałych zagadnień

                      a ty jestes chyba z klubu tych anegdotycznych wykłądowców z Polibudy co to
                      prawą reka pisza na tablicy - a równocześnie lewa wycierają.. żeby student
                      przypadkiem nie zdążył przepisać w całości..

                      > Między nauczycielem akademickim a studentem powinien - dla dobra obu stron -
                      > istnieć dystans, zdrowy dystans

                      owszem, dystans - ale to co ty preznetujesz na forum przynajmniej - to nie
                      dystans tylko patrzenie z góry i traktowanie studenta jak człowieka gorszego
                      gatunku..
                      • connie1 Re: pediatra - zrobić awanturę? 09.01.07, 12:09
                        jezeli obie strony (lekarz-pacjent , wykladowca -student 0 sa ludzmi
                        doroslymi , to obie strony maja nie tylko prawa ,ale takze obowiazki.
                        I zasluguja na 'dorosle" traktowanie!
                    • yenna_m Re: pediatra - zrobić awanturę? 09.01.07, 12:14
                      agawamala, dlaczego zakladasz, ze kontakt telefoniczny czy przex net powoduje
                      zanik dystansu w relacjach student-prowadzacy?

                      Studiowalam na 3 kierunkach. Na kazdym moglam, w razie koniecznosci,
                      skontaktowac sie z promotorem telefonicznie. Nie bylow tym nic zlego a
                      oszczedzalo czas obu stronom. Jest XXI wiek, informacja krazy znacznie szybciej
                      niz 30 lat temu. Naprawde mozna zachowac dystans (wiesz, nmiedzy mna a
                      studentami jest srednio 15 lat roznicy, wiec z racji przepasci miedzy
                      pokolaniami ten dystans juz jest zachowany) i jednoczesnie miec dla studentow
                      odrobine empatii. I traktowac ich jak ludzi.

                      Uczelnia nie jest tylko i wylacznie do pracy naukowej. Jak ktos taki wybitny,
                      niech idzie w PANie pracowac. Uczelnia to jednostka przede wszystkim
                      DYDAKTYCZNA. Mam wyjasnic studentom niezrozumiale kwestie, nauczyc ich
                      MYSLENIA. Ale widzisz, mi sie zdarza, ze studenci do mnie nawet w trakcie 3-
                      4letniej przerwy w wykonywaniu obowiazkow zawodowych wysylali zyczenia na gadu.
                      Byli studenci rowniez. Albo zaczepiali mnie na ulicy, pomimo, ze wlasnie
                      uplynelo 4-5 lat od zakonczenia zajec u mnie i chwalili sie "pani magister, a
                      wie pani, ze wlasnie sie obronilem?". Albo tez przyniesli zgubiony przeze mnie
                      na uczelni portfel z dokumentami i kartami kredytowymi, wreczyli go mojemu
                      mezowi, nie chceli sie przedstawic, nie chceli znaleznego i... uciekli wink
                      Czyli to nie jest tak, ze wchodzi sie studentow w tylek, bo ja akurat nie
                      wchodze i u mnie BARDZO CIEZKO sie pracuje w trakcie semestru. Studentow sie
                      uczy. Ale tez traktuje jak ludzi.
                      I wiesz, moze cie oburze. Ale jestem w stanie zrozumiec rowniez skacowanego
                      studenta. Czasem i ten kac potrzebny, jak widac.

                      Wiesz, ja LUBIE ludz, rowniez moich studentow. Poza tym po prostu traktuje
                      studentow tak, jak chcialabym byc sama potraktowana. Tylko i wylacznie. Nie
                      widze w tym nic zlego.
                      • agawamala Re: pediatra - zrobić awanturę? 09.01.07, 13:48
                        A ja uważam, że wyższa uczelnia nie jest miejscem zabawy, kontaktów
                        towarzystkich między asystentami/adiunktami a studentami. Ja mam umożliwić
                        naukę ( nie nauczyć, bo nie wleję oleju do głowy, tylko pomagami, umożliwiam,
                        ułatwiam zdobycie wiedzy) student ma sie nauczyć ( o ile chce i jest tym
                        zainteresowany).
                        Może skorzystać z szansy może nie - ostatecznie jest osoba dorosła i odpowiada
                        za siebie. On, nie ja!
                        Są dyżury na uczelni, są zajęcia - ćwiczenia, seminaria i wykłady - jest to
                        czas DLA STUDENTÓW. Niech mnie wtedy eksploatują do woli. Lubię takie grupy.
                        Natomiast robienie sobie samemu indywidualnego toku studiów, przekładanie
                        zaliczeń, kolokwiów może jest dobre w róznego rodzaju WYŻSZYCH SZKOŁACH
                        WYDAWANIA DYPLOMÓW , ale nie na poważnych uczelniach!
                        Ostatnią rzeczą, którą bym robiła to podlizywanie się studentom.
                        I pewnie się zdziwisz, ale znakomita większość z nich lubi jasne sytuacje i
                        bezpiecznie się z tym czuje.
                        Wiem, że krążą o mnie opowieści, wiem, ze mam przezwisko, i wiem także, że
                        studenci wysoko mnie oceniają ( robią to anonimowo, więc mogliby sobie
                        poużywać....).
                        Na początku semestru są dokładnie poinformowani o swoich prawach i obowiązkach.
                        Wiedzą, że nie kieruję się dobrym albo złym humorem, nie odreagowuję na nich
                        frustracji. Wymagam. Nie toleruję przekładania terminów. Nie interesuje mnie
                        kac, randka czy opowieści typu przyjechała ciocia z Ameryki.
                        Potrafię pomóc ( bardzo skutecznie) w przypadku trudnych sytuacji losowych, ale
                        biada temu, kto nadużyje mojego zaufania. O tym tez studenci wiedzą.
                        Nie zamykam nikomu drzwi - potrafię na egzaminie poprawkowym postawić 5
                        i.....spowodować skreślenie z listy studentów.
                        Mojego telfonu komórkowego nie ma żaden student. Prywatnego maila - równiez.
                        Służbowy mail jest powszechnie dostępny, ale nie służy komunikacji typu "pani
                        adiunkt, proszę mi przełozyc kolokwium, bo byłem na wycieczce w lesie".
                        Czy lubisz ludzi? Wątpię. Lubisz gdy Cię chwalą, gdy się z Tobą zgadzają, gdy
                        Ci przytakują. Potrzebna jest Ci ich bezwzględna akceptacja.
                        • malila Pojechałaś po krawędzi. 09.01.07, 14:04
                          agawamala napisała:
                          > Czy lubisz ludzi? Wątpię. Lubisz gdy Cię chwalą, gdy się z Tobą zgadzają, gdy
                          > Ci przytakują. Potrzebna jest Ci ich bezwzględna akceptacja.

                          Sposób, w jaki traktujesz ludzi, nie jest jedynym słusznym i nie jest
                          argumentem świadczącym "za" lub "przeciw" lubieniu ludzi. Twoja potrzeba
                          zdeprecjonowania "przeciwnika" nie jest wystarczajacym powodem do wydawania
                          powyższych sądów.
                          • dlania Re: Pojechałaś po krawędzi. 09.01.07, 18:12
                            Smutne jest to, co piszesz o swojej relacji ze studentami i o pracy...
                            Strasznie nudna jesteś... Poukładana, wypunktowana (nawet na posty potrafisz
                            odpowiadac w punktach), dyżurek, sznurek, kulturka, ogórek...
                            "Między nauczycielem akademickim a studentem powinien - dla dobra obu stron -
                            istnieć dystans, zdrowy dystans." - oparty na strachu i braku kontaktu czy na
                            autorytecie?
                            Piszesz stale o tej "kulturze" - czy Ty sie w ogóle zastanawiasz czasem co to
                            jest kultura? Bo chyba Ci sie kojarzy tylko z ulożeniem sztućców na stole i
                            żakiecikiem wkładanym do pracy.
                            Wiesz, ludzie mający poczucie własnej wartości nie maja potrzeby, aby
                            udowadniac innych swoja wartośc.
                            • agawamala Re: Pojechałaś po krawędzi. 10.01.07, 08:12
                              No pewnie, lepiej ze studentami iść na piwko, pogadać na gadu gadu, przesunąć
                              kolokwium ( a może wogóle zaliczyc na piękne oczy - wszak nie wypada wymagać
                              czegokolwiek od kumpli) i szafa gra.
                              Za pan brat, i jest fajnie.
                              To Ty chyba nie rozumiesz pojęcia "kultura". Nie ma ona nic wspólnego z tym co
                              opisujesz.
                              Może jestem nudna, ale jest mi z tym dobrze. I wole to niż dziwnie pojęta
                              demokrację. Bo sa dziedziny, w których nie ma czegoś takiego jak demokracja.
                              Każdy za coś innego odpowiada, ma swoje prawa i obowiązki.
                        • yenna_m Re: pediatra - zrobić awanturę? 09.01.07, 20:29
                          awagamala a dlaczego zakladasz, ze kontakt ze studentem poprzez telefon (z
                          ktorego nota bene w sumie nie korzystaja - dziwne, prawda? widac maja jakies
                          wyczucie i korzystaja naprawde w wyjatkowych wypadkach, np wtedy, gdy chca
                          zapytac, czy nie moglibysmy zajec odbyc 2 godzin wczesniej, bo prowadzacy inne
                          cwiczenia sie rozchorowal a ja mam wlasnie okienko) ma charakter towarzyski? smile

                          Jakze trzeba byc samotnym, zeby myslec, ze podajac numer telefonu czy gadu od
                          razu musisz ze studentami utrzymywac kontakty prywatne wink (Dodam, ze na stronie
                          pracownika na mojej uczelni jednak jest rubryka na podanie numeru gadu, zatem
                          wladze uczelni przyjmuja, ze taki kontakt ze studentem jest mozliwy i przyznam,
                          ze teraz, gdy powaznie zachorowalam, mam dlugie zwolnienie latwiej mi obgadac
                          szczegoly techniczne wpisywania zaliczen nizbym miala wywieszac info na
                          drzwiach gabinetu - to jest NAPRAWDE skuteczniejsza forma przekazu informacji i
                          mam zamiar z niej korzytac wink )

                          Nie, towarzyskich kontaktow nie urzymuje. Szacunek w normie, raz lepiej, raz
                          gorzej-zalezy od rocznika i sposobu naboru studentow.

                          A moja uczelnia jest spora, panstwowa, i pisanie o niej jako o wyzszej szkole
                          wydawania dyplomow swiadczy tylko o brakach kultury wypowiedzi i jakis
                          utajonych kompleksach, bo nie wiem o czym jeszcze.

                          I wiesz, kazdy z nas ma inna osobowosc. A wiec rowniez inny styl prowadzenia
                          zajec. Moi studenci bez problemow i bez wczesniejszego przygotowania zdawali
                          egzamin z gospodarczego na egzaminie maklerskim. Swietnie zdaja egzamin z
                          przedmiotu, ktory prowadze (bo trudno nie zdac swietnie, jesli co zajecia pisze
                          sie wejsciowki z materialu od poczatku semestru wink )
                          Czyli cos wiedza. Dla mnie to najlepszy sposob sprawdzenia tego, czy jestem
                          dobrym dydaktykiem czy nie. Ty masz inny styl prowadzenia zajec.

                          Ja wole kazdego potraktowac indywidualnie, sprawiedliwe, przeciagnac w trakcie
                          semestru, ale miec ludzką twarz, gdy trzeba. I scena, gdy w "Stowarzyszeniu
                          umarlych poetow" zainteresowany przedmiotem (ba, kochajacy przedmiot) uczen
                          wskakuje na lawke wolajac "kapitanie, moj kapitania" bedzie dla mnie
                          kwintesencją dobrej dydaktyki. Dla Ciebie nie - i Twoje prawo.
                          • yenna_m Re: pediatra - zrobić awanturę? 09.01.07, 20:35
                            Acha, dodam, ze raz zdarzylo mi sie przejsc z bylym studentem na "ty".
                            Bylo to podczas powodzi we Wroclawiu, gdy ja z tym studentem stalismy na tej
                            samej barykadzie (ratowalismy dworzec wroclawski przez zalaniem),
                            rozladowywalismy pociagi z wodą i generalnie wtedy wszyscy sobie tykalismy smile
                            bo taki byl wtedy klimat smile

                            Ot, moje kontakty towarzyskie.

                            A studenta wspominam milo, bo jednak trzeba miec wysokie poczucie obowiazku,
                            zeby w trakcie tej powodzi leciec na barykady ratowac miasto a nie z kumplami-
                            studentami pic piwo, co nie? wink Strasznie lubie takich mlodych ludzi smile
                          • agawamala Re: pediatra - zrobić awanturę? 10.01.07, 08:30
                            Znajomych i przyjaciół mam bardzo dużo więc zostawmy samotność na boku.
                            Zgadzam się, że każdy jest inny - Ty uważasz, że studenci moga mieć prawo do
                            kontaktu z Toba przez 24 godziny na dobę - ja , że w godzinach pracy jestem do
                            ich dyspozycji, a w czasie wolnym mam prawo do zupełnej prywatności.
                            Ty - jesteś zwolenniczką swoistego luzu ( przekładania zajęć, zaliczeń) - ja -
                            dyscypliny studiów.
                            Słuzbowy mail jest do dyspozycji studentów - prywatny juz nie.
                            Na uczelni pracuję od kilkunastu lat, tak więc sporo rocznikw przeszło przez
                            moje ręce.Wiem, że studenci są rózni, ale pozwalają sobie dokładnie tyle na ile
                            wiedzą, że mogą.
                            Nie mam kompleksów swojej uczelni - także duża, państwowa, o przedwojennym
                            rodowodzie. Wiem natomiast czym bywają uczelnie niepubliczne i jaki rodzaj
                            ludzi tam studiuje ( a raczej kupuje dyplomy). Opinia o tych ludziach nie nic
                            wspólnego z brakiem kultury.
                            Powołujesz się na Stowarzyszenie umarłych poetów.......pięknie, ale nie dla
                            każdego.
                            Ludzka twarz ........też pięknie, ale miewa rózne oblicza.
                            Z tego co piszesz jesteś pracownikiem uczelni ekonomicznej - nie znam się na
                            tych zagadnieniach, na tej specyfice, na tych studentach. Czy coś umieją czy
                            nie zwykle weryfikuje życie.
                            Ja mam inny styl, inny sposób prowadzenia zajęć. Inną specyfike uczelni. I może
                            dlatego, że na wiele rzeczy nie pozwalam nie mam ze studentami problemów np.
                            burd i awantur na obozach kondycyjnych. Wiedzą, że mogliby to przeplacić
                            relegowaniem z uczelni.
                            • yenna_m Re: pediatra - zrobić awanturę? 10.01.07, 11:12
                              > Ty uważasz, że studenci moga mieć prawo do
                              > kontaktu z Toba przez 24 godziny na dobę


                              nie, zawsze podajac numer telefonu komunikuje, ze podaje ten telefon, gdyby
                              stalo sie cos bardzo waznego i nie mogli inna droga skontaktowac sie ze mna i
                              ze prosze o dzwonienie powiedzmy do godziny 20 smileNigdy moje zaufanie nie
                              zostalo naruszone a pracuje na uczelni prawie 10 lat, czyli jakies
                              doswiadczenie jest smile

                              > ja , że w godzinach pracy jestem do
                              > ich dyspozycji, a w czasie wolnym mam prawo do zupełnej prywatności. -
                              widzisz a ja wychodze z zalozenia, ze mam nienormowany czas pracy (pewnie to
                              jakas forma pracoholizmu wink ) i jesli jest koniecznosc kontaktu w waznej
                              sprawie (bo nie czarujmy sie, dla studenta prowadzacy to zadna atrakcja
                              towarzyska, wiec i konktakt nastepuje tutaj w celach tylko i wylacznie
                              sluzbowych; pomijam BYLYCH studentow) to nie wykluczam takiej mozliwosci.

                              > Ty - jesteś zwolenniczką swoistego luzu ( przekładania zajęć - tak, wole miec
                              zajecia o godzinie 14 niz powiedzmy po 18, bo z grupa po 8-10 godzinach zajec
                              juz niewiele zrobie, bo ludzie sa zmeczeni, wiec przekladam zajecia, jesli i
                              st5udeci i ja mamy w tym czasie okienko i mozemy wszyscy skonczyc zajecia
                              wczesniej = czy to naprawde luz?), zaliczeń - owszem, przekladam zaliczenia,
                              masa studentow zalicza w przedterminie; po terminie jakos nikt nie zalicza,
                              dziwne wink )

                              > ja dyscypliny studiów a dlaczego obrazasz mnie zakladajac to, co powyzej?
                              Przeciez nie wiesz jak pracuje = zauwaz, ze nie ocenialam NIGDY Twojej pracy,
                              natomiast tutaj ciagle z Twojej strony jest wysoce ocenna postawa z
                              nastawieniem na "nie". Nie mozna ocenic pracy czlowieka, ktorego sie nie zna, i
                              nie wie sie, jak on pracuje, bo nie mialo sie okazji tego dotknac, prawda?
                              Poza tym, nie obraz sie, ale takie sugestie uwazam co najmniej za niegrzeczne.

                              > Słuzbowy mail jest do dyspozycji studentów - prywatny juz nie. - czyli jednak
                              kon\taktujesz sie ze studentami mailowo...

                              > Na uczelni pracuję od kilkunastu lat, tak więc sporo rocznikw przeszło przez
                              > moje ręce.Wiem, że studenci są rózni, ale pozwalają sobie dokładnie tyle na
                              ile
                              >
                              > wiedzą, że mogą.
                              Oczywiscie, ze tak. JEdnak zauwaz (bo obserwuje to w tym roku), ze sposob
                              naboru studentow ma tez wplyw na to, jakich ludzi (chodzi mi o postawy)
                              spotkamy na zajeciach.
                              Nie jestem zwolennikiem wchodzenia mi na glowe. Ale za kazdym razem probuje w
                              studentach wyrabiac pewna odpowiedzialnosc za zachowanie w kontaktach z
                              prowadzacym (w koncu kiedys pojda do pracy i podobna postawe tez beda musieli
                              przyjac w stosunku do szefa). Wychodze z zalozenia, ze sa to ludzie dorosli a
                              nie dzieci i jak doroslych nalezy ich traktowac.

                              Wiesz, moze mamy inna metodyke prowadzenia zajec.
                              Ale moje doswiadczenia tez jako studentki wskazuja, ze najlepszy jest
                              prowadzacy w trakcie semestru surowy, wymagajacy, jednak potrafiacy spojrzec na
                              czlowieka jak ... na czlowieka wlasnie.
                              To motywuje do pracy. No i sprawia, ze nie zrazam do mojego predmiotu moich
                              studentow, co skutkuje swietnymi wynikami na egzaminach.
                              A o to przede wszystkim chodzi. Zeby zaszczepic w studentach pasję, nauczyc
                              myslec i nauczyc rozumiec rozwiazania systemowe.
                              • agawamala Re: pediatra - zrobić awanturę? 10.01.07, 13:46
                                Zaczynamy już w tym momencie prowadzić dyskusję nomen omen akademicką......
                                Ty masz taki sposób prowadzenia zajęć, ja inny.
                                Ty uważasz, że możesz pozwolić studentom na telefony do domu w tzw. ważnych
                                sprawach - ja jestem zdania, że nienormowany czas pracy to coś nieco innego niż
                                pozostawanie do dyspozycji studentów.
                                Ty nijako zbliżasz się do nich - ja zachowuję dystans.
                                Wielu moich byłych studentów ( dziś kolegów ) ma moje namiary i utrzymujemy
                                kontakty prywatne, ale to jednak coś innego.
                                Ja zajęć z zasady nie przekładam - pewnie ma na to wpływ specyfika uczelni, a
                                także to, że mam życie prywatne w jakiś sposób dostosowane do godzin zajęć.
                                Nie jest moją intencją obrażanie kogokolwiek tym bardziej, że Cię nie znam.
                                Zgadzam się, że sposób rekrutacji ma wpływ na "jakość" studentów. Ubolewam, że
                                nie ma egzaminów wstępnych. Na szczęście na mojej uczelni jest test
                                sprawnościowy będący swego rodzaju sitem ( niestety nie w sensie
                                intelektualnym). Również zauważyłam, że na uczelni ostatnio jest sporo osób,
                                które nie powinny studiować.
                                Uważam, i to na podstawie dobrych kilku lat pracy, że młodych ludzi trzeba
                                także wychowywać. Dla ich własnego dobra. Postawa roszczeniowa, pojęcie, że
                                wszystko się nalezy ( w tym zaliczanie w dowolnym terminie - nie stosuj
                                nadinterpretacji tego stwierdzenia) przynosi sporo złego. Młody człowiek idzie
                                do pracy i.....mocno się dziwi, bo szef jakos nie przekłada terminów oddania
                                prac, wymaga, egzekwuje.I nie bardzo go obchodzi życie rodzinne podwładnych.
                                • alfama_1 Re: pediatra - zrobić awanturę? 10.01.07, 14:40
                                  > Uważam, i to na podstawie dobrych kilku lat pracy, że młodych ludzi trzeba
                                  > także wychowywać. Dla ich własnego dobra.

                                  Owszem, o tym ja również pisałam przywołując pojęcie "mistrza". Nie o samo
                                  wychowywanie chodzi ale o jego styl. Jest dr Spock ale też pedagogika pruska.
                                  Wychowywanie ludzi w strachu przed wykładowcą niebezpiecznie oscyluje w stronę
                                  drugiej wink
                                  • agawamala Re: pediatra - zrobić awanturę? 10.01.07, 15:38
                                    dr Spock i wychowanie bezstresowe wyrządziło wiele zła.
                                    Nie jestem fanką bata, ale jako osoba o pruskich korzeniach, jestem skłonna
                                    twierdzić, że bliższa mi jest metoda kija niż przesadnej marchewki.
                                    • alfama_1 Re: pediatra - zrobić awanturę? 10.01.07, 15:44
                                      Odchodzimy od tematu? OK.
                                      Jakie zło wyrządziło "wychowanie bezstresowe" dr Spocka i co rozumiesz pod tym
                                      pojęciem?
                                      • agawamala Re: pediatra - zrobić awanturę? 10.01.07, 16:08
                                        Rozwrzeszczane, roszczeniowe osoby w róznym wieku przekonane, że świat powinien
                                        leżec u ich stóp. Niestosowanie sie do jakichkolwiek ograniczeń, bo to przeciez
                                        stres. A ponieważ przezycie zycia bez stresu jest niemożliwe zderzenie z
                                        rzeczywistością bywa trudne.
                                        Dziecko, któremu na wszystko i zawsze pozwalano dziwi się, gdy musi ustąpić,
                                        nie jest natychmiast wysłuchane i pierwsze. Reaguje róznie - jedne awantura
                                        inne płaczem. Część po pierwszym wstrząsie się dostosuje część nie wie co jest
                                        grane. I wiele z tych "bezstresowo wychowanych" nie potrafi się odnaleźc w
                                        póxniejszych latach. Ze wszystkimi tego konsekwencjami.
                                        Tak więc jest to wystarczająca szkoda.
                                        • alfama_1 Re: pediatra - zrobić awanturę? 10.01.07, 16:21
                                          No cóż, agawamala, akademicki błąd, który zdarza się bardzo wielu osobom, nawet
                                          wykształconym.
                                          Otóż wychowanie bezstresowe dr Spocka nie jest oparte na braku granic. Wszystko
                                          co tutaj opisałaś może (ale nie musi) odnosić się do dzieci wychowywanych
                                          niekonsekwentnie i bez ograniczeń.
                                          Metoda dr Spocka polega w skrócie na dostosowywaniu ograniczeń do możliwości
                                          dziecka. Na tym m.in. polega jej bezstresowy charakter.
                                          Przed Spockiem królowała pegadogika pruska do której jak przyznałaś, jest Ci
                                          bliżej. Chciałam przypomnieć, że jest ona uznawana za jeden z czynników
                                          powstania i popularności faszyzmu.
                                          • agawamala Re: pediatra - zrobić awanturę? 10.01.07, 16:30
                                            Bez stresu nie przejdzie się przez życie. Nikt nie proponuje, aby katować
                                            dzieci, ale gdy trzeba równiez karać ( stres!!!). Są dzieci i (częściej)
                                            rodzice, którym wygodnie jest mieć bardzo niewielkie ograniczenia.
                                            Przykład: dziecko włzi butami na siedzenia w autobusie. Zwrócić mu uwagę? Nie!
                                            Przecież to dziecko, a to, że ktoś się przy okazji ubrudzi to nie ma większego
                                            znaczenia.
                                            Dziecko dezorganizuje lekcje. Pozostała część klasy nie uczy się, traci. Kto
                                            winien? Nauczyciel! Nie bezstresowo wychowywany niuniaczek. On po prostu CHCE
                                            sie bawić, krzyczeć, pluć. Ma w nosie nauczyciela, a zwrócenie mu uwagi to
                                            zamach na wolnośc. A gdy przekroczy jakiekolwiek dopuszczalne granice -
                                            litościwy psycholog da mu stosowny papier i hulaj dusza.
                                            Jednym z czynników sprzyjającym wypadkom komunikacyjnym jest prowadzenie
                                            samochdu. Czy w takim razie wszystkie auta należy pozostawic w garażach ( to a
                                            propos faszyzmu).
                                            • alfama_1 Re: pediatra - zrobić awanturę? 10.01.07, 17:37
                                              Nie rozmawiamy o przechodzeniu przez życie bez stresu. Znowu odbiegasz od
                                              tematu może po to, żeby zagadać fakt, że nie wiedziałaś co oznacza
                                              pojęcie "wychowania bezstresowego" dr Spocka.
                                              Nie wiem jak z taką tendencją do niczego nie wnoszących dygresji dajesz radę
                                              zmieścić się w czasie przewidzianym na wykład. Chyba, że uczysz WF-u wink)
                                              • agawamala Re: pediatra - zrobić awanturę? 11.01.07, 08:09
                                                Nie odbiegam od tematu! W dalszym ciagu uważam, że bezstresowe wychowanie
                                                Spocka, od którego zresztą Amerykanie już dość dawno odeszli, przynosi więcej
                                                szkody niz pozytku.
                                                Przykładów jest mnóstwo - począwszy od głównego tematu wątku -
                                                przypomnę "pediatra- zrobić awanturę?-". Bezstresowo wychowywane pokolenie jest
                                                nieodporne na kazda najmniejsza przeciwność losu. Reaguje agresywnie ( zrobić
                                                awanturę?), potrafi prezentować roszczeniową postawę i......w sumie najbardziej
                                                szkodzi sobie. Poczytaj inne wątki - problemy z mężami, otoczeniem. Żadnych
                                                dyskusji, rozmów tylko awantury. Kompromis nalezy do rzadkości. Wszechobecna
                                                niesolidność ( solidności wymaga się od otoczenia, wobec własnej osoby i
                                                swoich dzieci wykazuje daleko posuniętą tolerancję).
                                                Nie zmienimy siebie.
                                                P.S. Jestem adiunktem na AWF.
                                                • dlania Re: pediatra - zrobić awanturę? 11.01.07, 08:32
                                                  A czy nie może byc tak, że obie macie rację?
                                                  Ludzie sa, róźni, więc i studenci oraz ich wykładowcy tez są róźni, nie muszą
                                                  być wszyscy jak z metra cięci.
                                                  Może rzeczywiście na uczelniach takich jak AWF, jakis wojskowych, medycznych
                                                  itp. dyscyplina jest potrzebna - bo bez niech mozna sie pożegnac z dobrymi
                                                  rezultatatmi.
                                                  Ale w jednostkach humanistycznych czy ekonomicznych?
                                                  Sama jetem humanistką i nawet jesli zgodze sie z częscia spostrzeżeń Agawamali,
                                                  to nie widzę potzreby, żeby ich je wiązać ze stylem wykładania na mojej
                                                  uczelni/ Po prostu partnerski dialog jest podstawą humanizmu. Nie mozna
                                                  powiedziec studentom "Słowacki wielkim poeta był", nauczcie sie tego na jutro,
                                                  kolokwium, egzamin i koniec. To nie sa nauki ścisłe, od studentów wymaga sie
                                                  przede wszystkim samodzielnego myslenia, a nie odtwórczej wiedzy. Dlatego
                                                  prawie nie ma u nas osób, które maja do pracy i studentów taki stosunek jak
                                                  Agawamala - po prostu nie to audytorium.
                                                  A dystans tak czy inaczej jest, ale w poziomie (symetryczny, partnerski
                                                  własnie), a nie w pionie (asymetryczny, wyższościowy).
                                                  Nie wiem, jak tom powinno funkcjonowac w uczelniach ekonomicznych czy
                                                  technicznych.
                                                  • agawamala Re: pediatra - zrobić awanturę? 11.01.07, 10:41
                                                    Pewnie masz rację. Nie znam specyfiki studiów humanistycznych. Nie mam pojęcia
                                                    jak wygląda tam seminarium. Wyobrażam sobie, że ( ale mogę się mylić, bo nigdy
                                                    nie studiowałam na kierunku humanistycznym), że nie jest to wyłożenie prawd(?),
                                                    a rodzaj dyskusji. W tej sytuacji pewna doza luzu być może jest dopuszczalna
                                                    bez szkody dla jakości zajęć.
                                                    Nie mam pojęcia jak wyglądają studia ekonomiczne. Ze strzępów informacji od
                                                    studentów mających kolegów na SGH wiem, że 90% tamtejszych nauczycieli
                                                    akademickich utrzymuje dystans.
                                                    Niewiele wiem o uczelniach technicznych - więc sie nie wypowiadam.
                                                    Znana jest mi natomiast specyfika AWF, Akademii Medycznej, ale o tym napisałam
                                                    juz bardzo duzo.......
                        • alfama_1 Re: wykładowcy 10.01.07, 12:33
                          Oczywistym jest, że studia nie służą tylko przyswajaniu wiedzy, bardzo ważny
                          jest też kontakt nauczyciel - uczeń. Pojęcie "mistrza" powoli odchodzi w
                          niepamięć, coraz częściej mamy do czynienia z postawą obronną wobec studentów,
                          jaką prezentuje tu agawamala.
                          Miałam takich nauczycieli jak Ty, już o nich zapomniałam. W mojej pamięci
                          pozostali ci, których myślenie było bliższe yenna_m.
                          • agawamala Re: wykładowcy 10.01.07, 13:52
                            I ogromnie się cieszę. A ja miałam w liceum nauczycielkę łaciny. Wymagała,
                            egzekwowała. Nie było mowy o przełożeniu klasówki ( każdy na klasówce miał do
                            tłumaczenia inny tekst, żeby wykluczyc ściaganie). Trzymała klasę żelazną ręką.
                            Większość z nas bardzo sie jej bała i.......jest to nauczycielka, którą
                            wspominam najmilej, najcieplej. Nauczyła mnie łaciny, kultury antycznej,
                            gramatyki, która okazała się bezcenna przy nauc kolejnych języków.
                            Na jej pogrzebie ryczałam jak bóbr, pojechałam ponad 100 km zima będąc w ciązy.
                            Nie pamietam nauczycielki geografii, gdzieś mi sie tle kołacze polonistka i
                            historyczka. A dlaczego? Chyba wiesz.
                            • alfama_1 Re: agawamala 10.01.07, 14:32
                              Miło wspominasz nauczycielkę, której się uczniowie bali i bierzesz z niej
                              przykład.

                              > Nie pamietam nauczycielki geografii, gdzieś mi sie tle kołacze polonistka i
                              > historyczka. A dlaczego? Chyba wiesz.

                              Bo się ich nie bałaś, wnioskuję, więc w pamięć Ci nie zapadły. Subtelnie i
                              partnersko w pamięć nie zapada?

                              A ja miałam bardzo ciężką łacinniczkę, każdy kuł żeby zaliczyć i trząsł się
                              przed zajęciami. Dopiero po latach odkryłam przyjemność czytania tekstów
                              łacińskich.
                              • agawamala Re: agawamala 10.01.07, 15:43
                                Pamiętam łacinniczkę, chociaż sie jej bałam i byłam jedną z tych 4/5 klasy,
                                której stale groziła dwója z tego przedmiotu ( pał wtedy nie było).
                                Polonistka, historyczka, geografka były cukierkowe i nijakie. Ani mnie nie
                                nauczyły, ani nie miały autorytetu, ani charyzmy.
                                Partnerstwo? Są dziedziny życia - szkoła, policja, wojsko, uczelnia, ochrona
                                zdrowia, w których nie ma miejsca na partnerstwo i demokrację.
                                Ktoś ponosi odpowiedzialnośc ( brak jednoosobowej odpowiedzialności jest
                                jednoznaczne z brakiem jakiejkolwiek odpowiedzialności, bo się rozmydla), ktoś
                                jest wykonawcą.
                                Partnerstwo prowadzi donikąd. Tylko, że nie zawsze od razu o tym wiadomo.
                                • alfama_1 Re: agawamala 10.01.07, 15:50
                                  Świat nie jest czarno - biały a ludzie bez skłonności autorytarnych
                                  niekoniecznie muszą być cukierkowo-nijacy. Autorytet i strach to pojęcia z
                                  dwóch końców skali.
                                  Kto ponosi odpowiedzialność na uczelni a kto jest wykonawca? Może mi to
                                  objaśnisz bo teraz to już grozą powiało.

                                  > Partnerstwo prowadzi donikąd. Tylko, że nie zawsze od razu o tym wiadomo.

                                  Jakieś ogólne i w dodatku nieprawdziwe.
                                  • agawamala Re: agawamala 10.01.07, 16:17
                                    Za sprawne funkcjonowanie każdej jednostki odpowiada jej szef. On przydziela
                                    zadania za które odpowiadają pracownicy.
                                    Tam gdzie jest 10 kierowników i nikt za nic nie odpowiada wkrada się chaos i
                                    bałagan. Totalny brak odpowiedzialności i dyscypliny.
                                    Niepunktualność, nieodpowiedzialność, olewanie obowiązków, polityka "jakoś to
                                    będzie", zawalanie pracy, oddawanie chłamu - znasz?
                                    I to przenosi się na każdą dziedzinę życia. Tylko pozornie daleką. Właściel nie
                                    posprzata po swoim psie, bo ma w poważaniu czystość i porządek ( niech
                                    sprzataja bliżej nieokresleni "oni"). Własciciel jest do wyższych celów.
                                    Palenie papierosów na balkonach - co tam, palacz chce zapalić, a że zatruwa
                                    innych to nie jego problem.
                                    Chore dziecko w przedszkolu? Co obchodzi rodziców, że ich dziecko zarazi cała
                                    grupę. Wszak ono i tak juz jest chore.
                                    Spóxnienia , nieliczenie się z cudzym czasem, zastawianie samochodem wjazdów,
                                    chodników, paradowanie po ścieżkach rowerowych - to typowe polskie przywary.
                                    Dygresja? Owszem. Daleko odbiegłyszsmy od tematu wątku.
                                    • alfama_1 Re: agawamala 10.01.07, 16:25
                                      Niebezpiecznie dryfujesz w stronę psich kup. Tak, nie lubię jak właściciele nie
                                      sprzątają po swoich psach ale wcale nie oznacza to, że przyklasnę twojej
                                      metodzie "wychowywania" studentów. Zbyt dalekie analogie, mózg mi nie
                                      obejmuje wink
                                      Pisałaś o wykonawcach. Czy przypadkiem jako zatrudniona na uczelni nie jesteś
                                      poniekąd wykonawcą dla swoich studentów? Tylko proszę, tym razem nie pisz o
                                      niskich pensjach nauczycieli akademickich.
                                      • agawamala Re: agawamala 10.01.07, 16:35
                                        Nie, nie jestem wykonawcą moich studentów. Jestem wykonawca części systemu
                                        opracowanego przez władze uczelni. Rektor, dziekan - odpowiadają za całość,
                                        mnie zlecając pewną część i licząc, że wykonam ja bez zastrzeżeń. Ja kierując
                                        określoną grupą ludzi i mając zajęcia ze studentami odpowiadam za to, żeby
                                        zakład funkcjonował dobrze i żeby studenci byli nauczeni.
                                        Studenci rozpoczynając nauke maja się podporządkować regulaminowi studiów. A
                                        jak im sie nie podoba......cóz nie musza pobierać nauki na tej uczelni.
                • dlania Re: pediatra - zrobić awanturę? 08.01.07, 18:33
                  Mam nadzieję, że to nie miało być o mnie.
                  Bo przyjade na Twój dyzur pogadaćwink
                  Czy musi byc jedna najlepsza recepta na wszystko? A po kiego ch..a!!!!?
                  Dla jednych jest wazna tzw. "kultura", dla innych - miedzyludzka komunikacja i
                  zrozumienie. I juz, że nie wyraże sie inaczej. Zreszta sie wyraziłam powyżej.
                  • dlania Pytanie wyżej bylo do Agawamali 08.01.07, 18:47

                    • dlania Re: Pytanie wyżej bylo do Agawamali 08.01.07, 18:50
                      I odnośnie tekstu:
                      "powiem Ci więcej .....wykładowca, który jasno przedstawia reguły gry, jest
                      konsekwentny, nie szasta swoim telefonem, nie podlizuje się studentom, i do
                      tego jest fachowcem w swojej dziedzinie ma o wiele wyższe oceny ( tak, jesteśmy
                      oceniani przez studentów) niz ktoś, kto jest za pan brat z młodzieżą"
                  • agawamala Re: pediatra - zrobić awanturę? 09.01.07, 08:35
                    A wøaßnie m.in. po to, aby czøowiek kulturalny nie uæywaø pojé© typu "ch...ja".
                    Znaø inne wyraæenia!
        • czarnika Re: pediatra - zrobić awanturę? 05.01.07, 18:46
          wszystko ok ale to nie był pediatra z przychodni tylko lekarz, który przyjmował
          prywatnie i skasował 150 zł; jasne, że kazdy ma prawo sie mylić i dziekowalam
          Bogu, ze kobieta w aptece trzymala reke na pulsie bo ja inaczej rozkruszylabym
          ta tabletkę i zaaplikowalabym taka końska dawkę; co do dzwonienia to komorka
          była pana doktora i powiedział, że moge dzwonić o kazdej porze...
        • dorota.oz do agawamala 05.01.07, 21:22
          Wybacz, ale chyba jest różnica między kontem bankowym, a chorym dzieckiem.
          Drugi raz pytasz dlaczego ludzie nie dzwonią do urzędników a dzwonią do
          lekarzy. Dla mnie odpowiedź jest oczywista. Tym bardziej jeżeli to lekarz
          prywatny, tak jak w opisanej historii. Po to płacę prywatnie, żebym mogła
          zadzwonić w razie wątpliwości, a nie wzywać pogotowie albo jechać do szpitala.
          A co do operacji - jeżeli była tak długa to pewnie stan pacjenta był ciężki i
          żona chciała wiedzieć, co się dzieje. Trudno oczekiwać rozsądku, kiedy w grę
          wchodzą olbrzymie emocje i lęk o życie najbliższych.
          Wiem, że ludzie dzwonią często z pierdołami, ale gdyby lekarz pomylił się w
          wypisywaniu recepty też bym dzwoniła, bo jakie proponujesz inne rozwiązanie?
          Pozdrawiam,
          Dorota
          • chupachups1 Re: do agawamala 06.01.07, 21:51
            dorota.oz napisała:

            > Wybacz, ale chyba jest różnica między kontem bankowym, a chorym dzieckiem.
            > Drugi raz pytasz dlaczego ludzie nie dzwonią do urzędników

            Wyobraź sobie, że dzwonią, oj dzwonią. I to np w Sylwestra, bo np maja jakiś
            problem z kontemcrying((((((
          • agawamala Re: do agawamala 07.01.07, 11:18
            Od udzielania informacji są dyżurne słuzby ( tu lekarz dyżurny). Trzeba nie
            miec sumiena, aby widząc słaniającego sie na nogach ze zmęczenia człowieka (
            tak CZŁOWIEKA), KTÓRY PRZE WIELE GODZIN WALCZYŁ O ŻYCIE KOGOŚ Z RODZINY,
            jeszcze go zatrzymywać, wypytywać, męczyć.
            Nigdy nie absorbuje np. nauczycieli sprawami moich dzieci, nie dzwonię do nich
            do domu. Pytam na dniach otwartych, doceniam ich prywatność. Czy to tak trudno
            zrozumieć?
        • procesor Re: pediatra - zrobić awanturę? 05.01.07, 23:10
          agawamala napisała:
          > Lekarze nie są cyborgami ani bezbłednie zaprogramowanymi komputerami. SĄ
          LUDXMI O CZYM WIELU RACZY NIE PAMIĘTAĆ.

          no popatrz, a ja widzę i pamietam smile
          i dlatego bardzo miło wspominam lekarzy którzy np. gdy wchodzę od razu po
          poprzednim pacjencie widzę że MYJĄ RĘCE akurat
          i tych którzy zapisując dawke leku mojemu dziekcu UPEWNIAJĄ się co do jej
          wielkości w swoim podrecznym almanachu....

          ale jak mnie ewidentnie zlewają albo udzielaja fałszywych informacji (a bywa,
          bywa, na szczęście nie uwierzyłam smile ) to ich omijam i innym znajomych to samo
          doradzam

          pięknie że bronisz przedstawicieli tego zawodu ale może jednsk przyznasz że sa
          lekarze - i są konowały?
          smile
          • agawamala Re: pediatra - zrobić awanturę? 07.01.07, 11:22
            Tych ostanich będzie coraz więcej i to z kilku powodów
            1. Ci młodzi, zdolni wyjadą za granicę, bo nie bedą chcieli byc podnózkami PT
            Forumowiczek i pracować za 1000 złotych
            2. Ci dobrzy sredniego pokolenia bedą pracować w prywatnych klinikach (
            wszystko wskazuje, że prywatyzacja sięgnie i sektor ochrony zdrowia)
            3. Starzy powymierają albo pójdą na emerytury.
            Zostana ci najgorsi, niedouczeni, na których będziecie, i pewnie słusznie,
            wieszać psy.
        • chupachups1 Re: pediatra - zrobić awanturę? 06.01.07, 21:57

          > Ludzie, dlaczego nie dzwonicie do domów urzędników bankowych, aby sprawdzić
          > stan swojego konta?

          Dzwonią, i po 24 nieodebranych połączeniach w niedziele (31.12) o godz. 9 rano
          zrozumiałam co czuje lekarz, kiedy w sobotę, niedzielę czy inne święto pacjent
          dzwoni do niego, bo ma np. biegunkę.
          A tak w ogóle to był juz podobny wątek założony bodajże przez Mamę Kotulę.
    • reszka2 zrobić awanturę? oczywiście! 06.01.07, 21:29
      Ja chciałabym sie dowiedzieć o dalszych losach osób którym zlecam leczenie. A
      to dlatego, że zarówno moje sukcesy jak i porażki, a właściwie nawet bardziej
      te drugie - stanowią dla mnie naukę, z której wyciągam wnioski na przyszłość.
      Bo ja sie mylę, drogie mamy, w przeciwieństwie do was - stawiajacych diagnozy
      intuicyjnie dzieciom, rodzinie a nawet i koleżankom internetowym.

      Zastanawia mnie w polskim narodzie taka stała gotowość do pieniaczenia. Zrobić
      pediatrze awanturę? Nie zrobić (bo może kiedys będziesz musiała do niej pójśc,
      kochaneńka)? A może napisać skarge do dyrektora? A może do rzecznika praw
      pacjenta? Lub do ministra? A może od razu do TVN Uwaga?

      Ale o ile przesledziłam watek, to nikt nie wpadł na pomysł cywilizowany.
      Jakim jest udanie sie do lekarki, przypomnienie się z nazwiska i historii
      choroby dziecka. O ile co do zmian osłuchowych można dyskutować, bo skoro mała
      miała smarki, to mogła sie przytkać i było słychac tak jak to zinterpretowała
      lekarka z przychodni, o tyle powinna pomyslec o zrobieniu badania moczu przy
      wywiadzie i wyniku badania takim, jaki go opisałaś. Trzeba dodać, że jestes
      bardzo rozczarowana tym faktem, że boli cie, że twoje dziecko mogło zostac
      narażone na terapię nietrafionym lekiem i późniejsze konsekwencje niedoleczonej
      infekcji.
      A pani doktor powinna rzec, że rzeczywiście jej to umknęło i doprowadzic
      leczenie do prawidłowego końca, łącznie ze zrobieniem posiewu kontrolnego oraz
      badania usg brzucha, jesli dotychczas dziecko nie miało wykonywanego.

      Tylko do czegos takiego trzeba miec klase i odrobine cywilizacji w żyłach.

      U obu stron.
      • yenna_m Re: zrobić awanturę? oczywiście! 07.01.07, 14:40
        reszka2 napisała:

        >
        > Tylko do czegos takiego trzeba miec klase i odrobine cywilizacji w żyłach.
        >
        > U obu stron.

        reszko, i dlatego nigdy nie poszlam do lekarza, zeby mu powiedziec, ze sie
        pomylil, czy zrobic mu awanture. Jakos towarzyszy mi strach, jak taka DELIKATNA
        sugestia moglaby zostac przyjeta. Poza tym, prawde mowiac, nie jestem na tyle
        mocna w medycynie, zeby potrafic udowodnic nierzetelnosc przy stawianiu
        diagnozy. Oj, co tu duzo mowic - no nie znam sie na tym a wiedze czerpie z
        tego, co lekarze mi wyjasnia podczas konsultacji.

        Co nie znaczy, ze mnie czasami szlag nie trafia i na lekarzy i sobie nie
        popsiocze w domu wink Tak jak psiocze na hydraulika, elektryka, akwizytora,
        konsultanta w banku i te de.

        Sorry, reszko, nic osobistego. Ale rozzalona jestem tym niedosluchem mojego
        starszego dziecka (sprawa sprzed trzech dni, jeszcze mną trzęsie, gdy sobie
        pomysle). I pewnie stąd to utyskiwanie.
      • procesor Re: zrobić awanturę? oczywiście! 08.01.07, 13:13
        wiesz co?
        jak sie pomyli w diagnozie pediatra do której chodzę jeśli tylko moge - to
        spokojnie z nia porozmawiam - bo ona traktuje mnie i moje dziecko JAK CZŁOWIEK!
        i to zwykła rejonowa pediatra a nie prywatnie mnie lecząca!

        za to jej koleżance po fachu z tej samej przychodni, któa traktowała mnie jak
        intruza, i w ten sam sposób jeszcze parę znanych mi osób czyli widac taki ma
        "styl" - najchętniej zrobiłabym dzika awanturę
        najchętniej - ale zbyt dobrze mnie mam wychowała i jak mi pierwszy gniew minał
        to już nie mam pary żeby tak zrobić smile

        lekarze i żony lekarzy z tego forum - zrozumcie że my nie narzekamy na
        WSZYSTKICH lekarzy! niestety zbyt często jest tak że idąc do przychodni
        państwowej w istocie gramy w ruletkę - trafię na kompetentnego czy nie....

        a mojej ulubionej pani doktor zawsze wśród znajomych robię reklamę smile
        • miranda3 Re: zrobić awanturę? oczywiście! 08.01.07, 13:39
          Ja najbardziej nacielam sie na panu profesorze , ktory za prywatna wizyte 9 lat
          temu bral 100 zl za wizyte.

          A najwiecej serca okazal mi lekarz z malej wiejskiej przychodni, nie wzial ani
          grosza .
          Wiec nie zawsze ta prywatna sluzba zdrowia jest cacy a panstwowa taka be wink

          Co do tego co napisala reszka to dwa razy zdarzylo mi sie zglosic lekarce, ze
          jej diagnoza nie do konca sie sprawdzila i bynajmniej nie chodzilo mi o
          udowodnienie czegos lekarzowi, po prostu w swej naiwnosci mysalam, ze zostanie
          to wpisane do karty (chodzilo o choroby zakazne) nawet nie chce mi sie pisac
          jaka byla reakcja...

          W ostatnim zwierciadle jest wywiad z pewna lekarka, kilka rzeczy bardzo
          apropo's tej dyskusji, polecam smile
          • connie1 Re: zrobić awanturę? oczywiście! 08.01.07, 13:41
            A dasz linka?
      • jomamma jestem zdziwiona 11.01.07, 19:52
        ...tyloma wpisami i ..., no właśnie - tym, że mało kto zauważył, że nie o
        faktyczną awanturę tu chodzi, tylko o rozmowę o moim dziecku dla (być może)
        uniknięcia podobnych diagnoz przez tą lekarkę w przyszłości, co napisałam w
        pierwszych postach dla jasności. - dlatego zastanowiło mnie zdanie
        reszki2: "Tylko do czegos takiego trzeba miec klase i odrobine cywilizacji w
        żyłach".
        Zastanawiam się, gdzie popełniłam błąd...

        jomamma
    • connie1 Re: pediatra - zrobić awanturę? 08.01.07, 13:50
      Podpisuję się Agawamala!
      jakos tak sie sklada ,ze z męzem mamy te same zawody , co Wy , tylko odwrotnie
      DDD
      A wszystkim dziewczynom zycze ,zeby maluchy byly zdrowe!
      • agawamala Re: pediatra - zrobić awanturę? 08.01.07, 14:18
        smile smile Trzymajcie się . Pozdrawiamy.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka