iwonag25
18.06.07, 13:41
W sobotę były urodziny mojego męża i córki. Mowiłam mu jakie mam plany, czyli
sprzątanie, odebranie tortów, szykowanie jedzenia, zakupy itd.
A on mi dzień wcześniej dzwoni (z pracy), że w sobotę jedzie ze swoją mamą po
samochód (jego mama kupowała). Wkurzyłam się strasznie, ale umówili się z
babka na 11, mówił że pojedzie max na 2 godziny, więc zgodziłam się, ponieważ
rano skoczyłabym po torty i zakupy, a on zostałby z córką.
Zaplanowałam że gdy on pojedzie, a córka pójdzie spać ja będę szykować
jedzenie, a jak on przyjedzie a córka wstanie, on wtedy pomoże mi w
porządkach. A mój mężuś przyjechał o 15, bo jego mamusia musiała jeszcze
pojeździć po komisach (w konsekwencji i tak kupiła auto od tamtej babki)!!!
Na 16 impreza, a w domu nie posprzatane, ja upocona, nie wykąpana.
Dzwoniliśmy po gościach i godzinę przed imprezą przekładaliśmy urodziny na
późniejszą godzine, ponieważ się zwyczajnie w świecie nie wyrobiłam. A mój
mąż co? Oczywiście nie widzi problemu i mówi że przesadzam.
Niby złość mi już przeszła, ale w środku czuje jakiś żal do dzisiaj, że tak
sobie olał sprawę.
Nie chce o tym myśleć, wszystko się w końcu udało, powinnam się cieszyć, że
moi najbliżsi zadowoleni, ale ciężko mi zapomnieć o tym świństwie.