Co byście zrobiły?
Chodzę do takiego supermarketu Elita w Krakowie,troszkę tam zalatuje
PRL-em,ale ma to swój urok,przede wszystkim jest tam wszystko-idealny sklep na
codzienne zakupy.
Kiedys miałam smaka na parówki,kupiłam,choć wydawały mi się ciut
wyschnięte,ale pomyslałam,że to dlatego,że były w otwartym opakowaniu..Po
jednej parówce zwymiotowałam i tak cała noc i pół nastepnego dnia..

Dziś znów poszłam tam na zakupy,a Emka mi się drze ,że chce parówke.
Patrzę na te otawrte a tam znów takie uschniete,a jedna w jednym miejscu
ZIELONA...Więc mówię do pani z usmiechem,ze chce parówki,ale te z zamknietej
paczki,swieże.
Ona na to do mnie BEZ USMIECHU

,że ona mi nie otworzy tej nowej paczki,mam
kupowac te co są...No to ja jej mówię,że to dla dziecka,że przeciez tamte nie
są świeże,że chce tamte..A ta ,że tamtych mi nie sprzeda bo musi sprzedać te
otwarte,że nie bedzie otwierac nowej paczki.
No to powiedziałam,że za tamte to ja dziękuje i odeszłam.
Dawniej pewnie zrobiłabym awanturę,wezwałabym kierowniczkę itd,ale teraz łykam
magnez i w ogóle się nie denerwuje w takich sytuacjach..
Co byście zrobiły?Oprócz oczywiscie nie kupowania tam mięsa i wędlin..