demarta
23.08.07, 21:50
poszliśmy z głupia frant do komisu. wózek nam niedomagał. i stał
sobie taki sportowy. funkiel nówka. ze wszystkimi możliwymi
dodatkami. działał bez zarzutu. nie zastanawialiśmy się, bo nas
zauroczył i wydaliśmy całe 350 zeta, które miało starczyć do końca
miesiąca na owe cztery kółka dla diabła.
a, że w portfelu zostało nam ostatnie 20 zeta, postanowliśmy je
przepierniczyć na pierogi w pierożkarni, żeby zostać z totalnie
czerwoną kreską i wielkim znakiem zapytania: co dalej?
i wiecie co? w pierozkarni przy kasie schyliłam się niechcący
i...... pod sandałem ujrzałam banknot dwustuzłotowy. podniosłam,
usiadłam, zjadłam pierogi i czekałam, aż ktoś podejdzie i zapyta:
nie znalazła pani czasami dwóch stówek? dostałem dziś emeryturę.....
i nic. i tak od wczoraj siedzę i się zastanawiam, kto to mógł
zgubić.... i mam nadzieję, że bez owych stówek dwóch ów ktoś żyje
niezachwianie, bo..... nie chciałabym go mieć na sumieniu.