moja miłość zdechła...

27.08.07, 11:52
Mam na myśli moje małżeństwo. Mąż wyjechał w zeszłym roku za granicę
kiedy nasz synek miał 2,5 miesiąca. I od jakiegoś czasu przyłapuję
się na tym, że już nie tęsknię, nie odliczam miesięcy i tygodni do
jego powrotu. A co gorsze, wcale nie ciesze się, że wróci...(ta
świadomość mnie po prostu przeraziła). Nauczyłam się funkcjonować
sama, radzić sobie z codziennymi kłopotami sama i łapię się na tym,
że jest mi z tym dobrze. Wiem, to straszne i może pomyślicie, że
jestem niewdzięczna, wredna i nieczuła...Może to taki "normalny"
etap w związkach na odległość...?
Nawet się specjalnie nie emocjonuję czy mąż mnie zdradza, czy
nie, przez telefon pytam co u niego raczej z uprzejmości i chyba
dlatego, że go po prostu lubię. Ale nie czuję nic poza tym.
Wiem, że mój mąż tęskni, chce, żebyśmy mieli drugie dziecko. Na
samą myśl, coś się we mnie blokuje a w głowie coraz silniej błąka
się myśl "jesteś nie z TYM facetem"...To nie TO...I już sama nie
wiem,czy to odległość, czy po prostu uczucie jak zwierzątko: nie
karmione umiera...

    • marzeka1 Re: moja miłość zdechła... 27.08.07, 17:14
      Odległość i "niekarmienie miłości"- Twój przykład nie jest w żaden sposób odosobniony, znam kilka par, które przez pracę męza daleko albo już się rozwiodły, albo są tylko formalnie małżństwem- to czysto finansowy układ(bo są dzieci, bo trzeba na nie łożyć, bo wspólne mieszkanie itp.). Dlatego mnie przeraża takie rodzielanie, chyba jednak pojechałabym za mężem.
    • katecat1 Re: moja miłość zdechła... 27.08.07, 21:09
      Nauczyłam się funkcjonować
      > sama, radzić sobie z codziennymi kłopotami sama i łapię się na
      tym,
      > że jest mi z tym dobrze. Wiem, to straszne i może pomyślicie, że
      > jestem niewdzięczna, wredna i nieczuła...Może to taki "normalny"
      > etap w związkach na odległość...?
      tak myślę. Że to taki mechanizm obronny. Żeby nie zwariować nie
      popaść w depresję z tęsknoty. No bo coby Ci dało gdybyś wciąż
      rozpaczała, płakała w słuchawkę czy w poduszkę? Mam nadzieję, że po
      powrocie wszystko się ułoży, czego Ci życzę.
    • mathiola Re: moja miłość zdechła... 27.08.07, 21:12
      Myślę, że zbudowałas sobie rzeczywistość bez męża, nauczyłaś się żyć
      bez niego, a jak wróci, pewnie będziesz musiała nauczyć się żyć z
      nim.
      Myślę - mam nadzieję - że to minie, jak wróci. Znowu przypomnisz
      sobie, jak to jest mieć faceta w domu.
    • eilian Re: moja miłość zdechła... 27.08.07, 21:25
      Wiesz, to dziwne, ale ja miewam podobne odczucia, choć mój mąż wyjeżdża rzadko i
      na krótko, ale często już po kilku dniach mam objawy, które Ty opisałaś (być
      może trafna jest diagnoza katekat1, że to taka samoobrona, żeby nie zwariować).
      Potem jednak on wraca i wszystko również wraca do normy. Wiem, że Wasza rozłąka
      jest znacznie dłuższa, ale życzę Ci, aby ten mechanizm u Was tez w ten sposób
      zadziałał.
      Najważniejsze, to żeby nie nakręcać się myślami w stylu "to nie ten", spróbuj
      może raczej powspominać miłe chwile, poprzeglądać zdjęcia, pomarzyć o
      przyszłości, jakoś sama odświeżyć to uczucie.
      • katecat1 Re: moja miłość zdechła... 27.08.07, 21:42
        Wiesz, to dziwne, ale ja miewam podobne odczucia, choć mój mąż
        wyjeżdża rzadko
        > i
        > na krótko, ale często już po kilku dniach mam objawy, które Ty
        opisałaś (być
        > może trafna jest diagnoza katekat1, że to taka samoobrona, żeby
        nie zwariować).
        No ja też tak mam i stąd moja teoria wink
    • butelnia Re: moja miłość zdechła... 27.08.07, 21:27
      Byłam w takiej samej sytuacji,czułam to samo,a raczej oboje
      czuliśmy.Tak mi się wydaje,bo po sześciu miesiącach mąż dał mi
      ultimatum albo przyjeżdżam albo on wraca.Wyjechałam,chociaż w PL
      żyło mi się świetnie i dzisiaj uważam,że to była dobra decyzja.Wtedy
      myślałam,że on nie ma takich wątpliwości jakie Ty masz dzisiaj,ale
      teraz jestem pewna,że on też zaczynał układać sobie wszystko od nowa
      i coraz lepiej czuł się sam.Jak chcesz mieć normalny dom musicie być
      razem inaczej wszystko się popierdzieli.Pozdro.To było prawie 2 lata
      temu.Dziś mamy drugie dziecko.Planowane.
      • ankab29 Re: moja miłość zdechła... 28.08.07, 22:49
        chciałabym, żebyście miały rację z tym mechanizmem obronnym...Oby to
        było to.
        Może rzeczywiście warto powspominać miłe chwile spędzone razem,
        posnuć ciekawe plany na przyszłość. Jutro sobie urządzę wieczorną
        siestę z albumem zdjęć, może przeprasuę parę jego koszul, jak gdyby
        nigdy nic...jakby miał je od jutra zacząć nosić...
        Jak się poryczę to uznam, że może jeszcze uczucie we mnie nie
        zdechło na amen. Bo do tej pory oczy suche i serducho niestety jakby
        też...
Pełna wersja