Moje młode od poniedziałku zaczęło swój debiut w przedszkolu. W poniedziałek
się chwaliłam,że młody był tak przejęty pójściem do przedszkola,że z wrażenia
nie potrafił trafić nóżką do nogawki spodni

DDDDD. Dzisiaj rano: ważka na
buźce...on nie chce do przedszkola. Zaprowadziłam go rano z ulubioną
podusią....on w ryk. Na siłę pani wyrwała go z moich ramion. Zawsze lgnął do
dzieci, do zabawek.Dzisiaj z nim rozmawiałam. Mówię mu: mamusia musi pracować,
zarabiać pieniążki jak tatuś, na chlebek, na soczek, na zabawki. Tłumaczyłam
mu chyba z 20 minut. Zrozumiał. Powiedział,że pójdzie jutro do przedszkola i
zabierze ukochanego misia...i,że lubi panią Małgosię. To 3 latek, wiem,że
jutro rano znowu będzie cyrk, a ja zalewając się łzami, wyjdę z tego
przedszkola mając przeświadczenie,że moje dziecko w jakiś tam sposób cierpi.
Jak to było u Was? Proszę, pocieszcie...