Czesc dziewczyny, bardzo prosze poradzcie mi co zrobic bo juz
wymiekam

(((((((
Jestem mama 1-rocznej dziewuszki, do tego studiuje w kazdy weekend i
pracuje na caly etat. Maz tez pracuje na caly etat, w w weekendy
siedzi od rana do 5-6 z corka. Babcie sa daleko i moga pomoc tylko
od czasu do czasu. Opiekunka nie wchodzi w gre, mamy koszmarne
doswiadczenia jak dotad no i te koszty

Nie wyrabiam juz z
obowiazkami, z nauka przede wszystkim, wiec jestem na etapie
zalatwiania sobie czesci etatu w pracy, tak zebym mogla pracowac
tylko 3 dni. Niestety, w zwiazku z tym mamy mega proglem finansowy.
Odejdzie mi spora czesc pensji, a mamy kredyt mieszkaniowy do
splacenia. Maz namawia mnie zebysmy po prostu wynajeli nasze
mieszkanie i znalezli sobie cos tanszego, tez do wynajecia, dopoki
nie skoncze studiow. W ten sposob spokojnie starczyloby nam na
normlane zycie. Jesli zostaniemy w naszym mieszkaniu to co miesiac
po oplaceniu kredytu i wszystkich stalych rachunkow nie zostanie nam
kompletnie nic poza kasa na jedzenie i przejazdy.
Nie wiem co zrobic, tak bardzo szkoda mi wyprowadzac sie z
mieszkania ktore tyle czasu urzadzalam i ktore kosztowalo nas tyle
wyrzeczen. Sa to 3 pokoje na Saskiej Kepie, moj maz twierdzi ze
spokojnie wynajmiemy je za jakies 2000 zl lub wiecej, i ze
powinnismy sobie poszukac 2pokojowego za 1500 zl maksymalnie, gdzies
na obrzezach Warszawy, np. na Bialolece.
Co zrobilybyscie w naszej sytuacji?