Dodaj do ulubionych

Problem mieszkaniowy - co byscie zrobily?

08.03.08, 10:56
Czesc dziewczyny, bardzo prosze poradzcie mi co zrobic bo juz
wymiekamsad(((((((
Jestem mama 1-rocznej dziewuszki, do tego studiuje w kazdy weekend i
pracuje na caly etat. Maz tez pracuje na caly etat, w w weekendy
siedzi od rana do 5-6 z corka. Babcie sa daleko i moga pomoc tylko
od czasu do czasu. Opiekunka nie wchodzi w gre, mamy koszmarne
doswiadczenia jak dotad no i te kosztysad Nie wyrabiam juz z
obowiazkami, z nauka przede wszystkim, wiec jestem na etapie
zalatwiania sobie czesci etatu w pracy, tak zebym mogla pracowac
tylko 3 dni. Niestety, w zwiazku z tym mamy mega proglem finansowy.
Odejdzie mi spora czesc pensji, a mamy kredyt mieszkaniowy do
splacenia. Maz namawia mnie zebysmy po prostu wynajeli nasze
mieszkanie i znalezli sobie cos tanszego, tez do wynajecia, dopoki
nie skoncze studiow. W ten sposob spokojnie starczyloby nam na
normlane zycie. Jesli zostaniemy w naszym mieszkaniu to co miesiac
po oplaceniu kredytu i wszystkich stalych rachunkow nie zostanie nam
kompletnie nic poza kasa na jedzenie i przejazdy.
Nie wiem co zrobic, tak bardzo szkoda mi wyprowadzac sie z
mieszkania ktore tyle czasu urzadzalam i ktore kosztowalo nas tyle
wyrzeczen. Sa to 3 pokoje na Saskiej Kepie, moj maz twierdzi ze
spokojnie wynajmiemy je za jakies 2000 zl lub wiecej, i ze
powinnismy sobie poszukac 2pokojowego za 1500 zl maksymalnie, gdzies
na obrzezach Warszawy, np. na Bialolece.
Co zrobilybyscie w naszej sytuacji?
Obserwuj wątek
    • arioso1 Re: Problem mieszkaniowy - co byscie zrobily? 08.03.08, 11:34
      nie.. no pewnie ze zaoszczędzicie zwłaszcza jak wejdziecie do
      swojego mieszkania za kilka lat i trzeba bedzie kredyt na remont
      wziąśc.
      odpada moim zdaniem.
      JA bym zrobiła tak-
      a- wynajela pokuj jakiejś spokojnej osobie,
      nie pisałas kto zajmuje sie córką jak jesteście w pracy-ale mozesz w
      zamian za opieke i jeszcze pare groszy wynająć komuś pokuj.
      b- zrezygnuj na jakiś czas z nauki aczkolwiek niczego to nie zmieni
      w finansach ale bedziesz miala więcej spokoju- odrocz naukę aż
      malutkla pujdzie do przedszkola- 2-3 lata cie nie zbawią.
      c 0trzecia wersja najgorsza-ale często spotykana- i tak oboje
      pracujecie cały dzień dziecka nie widzicie- zxawożcie małą do
      dziadków na caly tydzień
      d- maz niech znajdzie na tyle płatną pracę żeby ciebie odciazyć-
      mozna i jest to bardziej wykonalne, może własny interes?
      nie wynajęłabym mieszkania nikomu-
      wiesz ja czekałam na własne 7 lat w między czasie związałam sie z
      facetem który ma własny dom, ale dla dobra nas wszystkich muszę
      mieszkac w mieszkaniu które dostałam bo mi zabiorą je-muszę przez
      jeszcze 3lata-potem go moge wykupić i sprzedać albo zostawić
      dzieciom.
      dom wynajmujemy-teraz kilku firmom na biura, ale wczesniej
      zamieszkiwali tam studenci , samotne matki i nikt nie placił
      regularnie, zdewastowane meble, ogród szlag trafił, wiecej nas
      kosztowało doprowadzenie do stanu przed niż to wszystko warte-teraz
      jesteśmy mądrzejsi- kaucja trzymiesięczna na poczet zniszczeń-ale
      firmy są juz prawie rok i jest elegancko -
      - skoro decydyjesz się na lepszy komfort zycia- zrezygnuj narazie z
      nauki-wóż albo przewóż nie mozna miec wszystkiego, a jeszcze musisz
      byc mamą-i uważaj bo robiłam podobnie jak ty do czasu kiedy wróciłam
      z pracy a córka powiedziała do mnie dzień dobry...jak do obcej,
      • kropkacom Re: Problem mieszkaniowy - co byscie zrobily? 08.03.08, 11:49
        Przekombinowane to zbyt. Po to kupowaliście mieszkanie żeby w nim nie mieszkać
        tylko wynajmować. Chyba lepiej poszukać dodatkowych pieniędzy gdzieś indziej.
        Może prace na lepszą zmienić.

        > nie.. no pewnie ze zaoszczędzicie zwłaszcza jak wejdziecie do
        > swojego mieszkania za kilka lat i trzeba bedzie kredyt na remont
        > wziąśc.

        Mieszkam w wynajętych mieszkaniach całe życie i nigdy nie robiłam z niczego
        ruiny. Traktuje je chyba lepiej niż bym podchodziła do własnego. Zawsze płace
        regularnie (często wcześniej). A le mam za to złe wspomnienia co do właścicieli
        mieszkań którzy oszukiwali na rachunkach.
        • arioso1 kropkacom- 08.03.08, 13:22
          Mieszkam w wynajętych mieszkaniach całe życie i nigdy nie robiłam z
          niczego
          ruiny. Traktuje je chyba lepiej niż bym podchodziła do własnego.
          Zawsze płace
          regularnie (często wcześniej). A le mam za to złe wspomnienia co do
          właścicieli
          mieszkań którzy oszukiwali na rachunkach.
          nie rozumiem- jak moze właściciel oszukac na rachunkach??
          przecież placisz ile zuzyjesz,tak?
          ja nigdy nie bawiłam się w spisywanie ile w danym miesiącu uzyłam-
          płaciłam wg ksiazeczki-a uwież mi były czasy gdzie wynajmowałam
          mieszkania przez 10 lat ,
          ja tez nie niszczyłam mieszkań ale są tacy co niszczą i to
          częściej...
      • sionasble Re: Problem mieszkaniowy - co byscie zrobily? 08.03.08, 11:58
        wynajęcie mieszkania jest bez sensu
        wynajęcie pokoju - jak dla mnie ok

        może można pomyśleć nieco szerzej ??? może warto spieniężyć mieszkanie? saska
        jest zdaje się (nie jestem z wawy) dość popłatna. za pieniądze, które uzyskacie
        można by pomyśleć o czymś mniejszym lub gorzej zlokalizowany ale też tańszym.
        pamietaj, ze sytuacja na rynkach jest niekorzystna dla kredytobiorców, w związku
        z tym należny się liczyć ze wzrostem obciążenia kredytem.

        nie rezygnowałbym za nic z nauki - to jedyny sposób na zwiększenie dochodów w
        jakiś realny sposób. potraktowałbym to jako priorytet.

        rozwiązanie z eksmisją dziecka - choć może nie jest idealne też ma swoje zalety.

        czasy są ciężkie i życie wymaga kompromisów ...

        ps. ostatnio znajomy przywiózł angoli - byli w szoku jak my (polacy) przy tych
        pensjach dajemy radę skoro prawie wszystko jest droższe niż u nich...
        • leemonka26 Re: Problem mieszkaniowy - co byscie zrobily? 08.03.08, 12:22
          Kurcze, sama juz nie wiem.
          Rezygnacja z nauki nie wchodzi w gre, jestem na 4 roku i zostalo mi
          praktycznie 1,5 roku zajec. Wynajecie pokoju tez nie wchodzi w gre,
          juz sie sama namieszkalam w dzielonych mieszkaniach i dziekuje...
          wieczne toczenie boju o porzadek, o prawo do prywatnosci, jeszcze na
          dodatek z malym dzieckiem...
          Zawozenie dziecka do babc odpada, obie jeszcze pracuja, zreszta mala
          i tak spedza 5-6 godzin dziennie w zlobku, my z mezem wiecznie w
          rozjazdachmiedzy praca, szkola a wynienianiem sie opieka nad corka,
          i wszyscy mamy deficyt czasu spedzanego se soba jako rodzina.

          Wynajmujac nasze m komus obecmu staralabym sie jakos ubezpieczyc,
          tzn. wynajac po znajomosci, nawet mam potencjanych kandydatow. Tez
          nie zgadzam sie z twierdzeniem ze regula jest iz lokatorzy niszcza
          mieszkania, bo sama wynajmowalam przez 5 lat i zawsze mieszkania
          byly w idealnym stanie, opaty tez na czas, wlasciciele byli
          zachwyceni mna jako lokatorkasmile
          Sprzedaz tego mieszkania tez nie wchodzi w gre, bo po prostu jest
          idealne dla nas jako mieszkanie docelowe, ze wzgledu na metraz,
          lokalizacje, infrastrukture itd. no i tak jak mowie, po prostu
          dobrze sie w nim czujemy.
          Nie wiem, wlasciwie to maz mnie namawia na to rozwiazanie z
          wynajeciem, jak bym chyba nawet wolala wziac dodatkowa kase z karty
          kredytowej, czy jakas pozyczke na te poltora roku zeby spokojnie
          dokonczyc nauke. W gre wchodzilaby kwota 12-15 tysiecy wiec nei
          jakas kosmiczna. Potem odejdzie mi czesne za studia, wiec nie
          powinnam nie problemyu z jej splaceniem. Ale moj maz, przeciwnik
          zycia na kreche jest na nie, twierdzi, ze to bez sensu, ze bedziemy
          sie pakowac w kolejny kredyt a mamy juz mieszkaniowy, samochodowy
          etc.
          • sionasble Re: Problem mieszkaniowy - co byscie zrobily? 08.03.08, 12:58
            > Wynajmujac nasze m komus obecmu staralabym sie jakos ubezpieczyc,
            > tzn. wynajac po znajomosci, nawet mam potencjanych kandydatow.

            nierealne - nigdy nie wiesz kto ci w plecy .....


            jak bym chyba nawet wolala wziac dodatkowa kase z karty
            > kredytowej, czy jakas pozyczke na te poltora roku zeby spokojnie
            > dokonczyc nauke. W gre wchodzilaby kwota 12-15 tysiecy wiec nei
            > jakas kosmiczna.
            (...)
            Ale moj maz, przeciwnik
            > zycia na kreche jest na nie, twierdzi, ze to bez sensu, ze bedziemy
            > sie pakowac w kolejny kredyt a mamy juz mieszkaniowy, samochodowy
            > etc.

            w tej sytuacji zdecydowanie skonsolidowałbym obciążenia i zwiększył kradyt
            mieszkaniowy o owe 12 kpln - pewnie przy dozie szczęścia (jeśli obyłoby się bez
            zmiany banku i udało załatwić to aneksem do umowy kredytowej) to koszty tej
            operacji byłyby znikome a finalne obciażenie być może byłoby nawet mniejsze niż
            obecne (koszt kredytu samochodowego to pewnie ok 14 %, karty ok 20 do 28 % a
            rozsądna hipoteka ok 6,5 %)
    • melka_x Re: Problem mieszkaniowy - co byscie zrobily? 08.03.08, 12:42
      Moim zdaniem mąż dobrze gada. Przykro mi, ale wygląda na to, że 3
      pokoje na Saskiej Kępie to w tej chwili luksus na który Was nie
      stać. Skończysz studia, dziecko podrośnie, pójdziesz do normalnej
      pracy - wrócicie na Saską z powrotem.
      To zdecydowanie lepsze wyjście niż podrzucanie dziecka na stałe
      dziadkom czy znoszenie obcej osoby w domu (chyba, że to byłby ktoś
      spokrewniony/zaprzyjaźniony, kto by też zajął się dzieckiem). Czasem
      nie można mieć wszystkiego, moim zdaniem Ty jesteś w takiej sytuacji
      i musisz dokonać wyboru.
      A na Białołęce spokojnie znajdziesz mieszkanie i za 1200 zł.
    • melka_x Re: Problem mieszkaniowy - co byscie zrobily? 08.03.08, 12:46
      Dopiero doczytałam, że mąż sprzeciwia się kolejnemu kredytowi. I
      coraz bardziej lubię Twojego mężasmile. Trzymaj się go, a nie zginiesz,
      zdecydowanie ma więcej rozsądku niż znajdziesz na forumwink. Z
      kredytami jest świetnie, dopóki jest świetniewink. A jak coś się zwali
      to kicha. Jak macie już 2 kredyty to naprawdę lepiej 3, nawet
      niewysoki, sobie darować.
      • leemonka26 Re: Problem mieszkaniowy - co byscie zrobily? 08.03.08, 12:58
        melka_x napisała:

        > Dopiero doczytałam, że mąż sprzeciwia się kolejnemu kredytowi. I
        > coraz bardziej lubię Twojego mężasmile. Trzymaj się go, a nie
        zginiesz,
        > zdecydowanie ma więcej rozsądku niż znajdziesz na forumwink.

        Ech, moj maz jakby mogl to by w zyciu nie wzial zadnego kredytu na
        cokolwiek, pare ladnych lat zajela mi walka z nim w kwestii brania
        kredytu hipotecznego, i gdyby nie moj upor to pewnie dalej
        siedzielibysmy na wynajmowanym, a tak udalo nam sie kupic wlasne m
        zanim zaczal sie ten caly szal na rynku nieruchomosci. Teraz w zyciu
        bysmy sobie nie mogli pozwolic na kupno naszego mieszkania bo jest
        warte 2 razy tyle co 3 lata temu. Ale masz racje, z tymi wszystkimi
        kredytami nie jest kolorowo, ja tez jestem raczej przeciwna sytuacji
        w ktorej ktos zyje ponad stan jadac na kredytowkach etc. No ale tu
        nie chodzi o jakies ekscesy finansowe, po prostu nie wobrazam sobie
        ze przez najblizsze 2 lata mamy zyc totalnie na styk, bo przeciez
        trzeba jakos ubrac dziecko i siebie tez, miec w zanadrzu jakies
        fundusze w przypadku choroby, i skoro tyramy jak osly caly bozy
        tydzien to byloby milo choc raz na misiac pojsc do glupiego kina czy
        na kolacje. I tak zyjemy oszczednie, samochodem jezdzimy tylko jak
        musimy, a tak do pracy autobusem, na jedzenie i chemie wydajemy
        wiecej jak 1000 zl na 3 osoby i nawet moja tesciowa sie czasem
        dziwi, ze nam to wystarcza a nie 'biedujemy'. Tak wiec wierz mi, ze
        nie chodzi mi o jakies luksusy, tylko o normalnosc...
        • paulka25 Re: Problem mieszkaniowy - co byscie zrobily? 08.03.08, 14:33

          >>I tak zyjemy oszczednie, samochodem jezdzimy tylko jak
          > musimy, a tak do pracy autobusem,>>>

          To moze sprzedajcie samochod, skoro uzywacie go tylko sporadycznie. Nie
          wyobrazam sobie miec samochod a do pracy tarabanic sie autobusami. Dla mnie to
          bez sensu, no ale to dla mnie....

          Skonczysz studia, odkujecie sie finansowo i wtedy kupicie samochod, z ktorego
          bedziecie korzystac!Z mieszkania bym nie ryzygnowala skoro uwazasz, ze jest
          idealne i docelowe.
      • sionasble Re: Problem mieszkaniowy - co byscie zrobily? 08.03.08, 13:07
        tutaj się z tobą absolutnie nie zgodzę

        kredyt jest narzędziem jak wiele innych - trzeba tylko z niego umiejętnie korzystać
    • novembre Re: Problem mieszkaniowy - co byscie zrobily? 08.03.08, 12:51
      Ja bym zacisnela zeby i wytrzymala. Nie rezygnowalabym z pracy.
      Moze faktycznie ewentualnie jeden pokoj jakiejs studentce wynajac..
      Nie wiem, ja bym przetrzymala.
      Pozdrawiam,
      nov.
      • sionasble Re: Problem mieszkaniowy - co byscie zrobily? 08.03.08, 13:06
        ja generalnie też suspicious twardym trza w życiu być nie mientkim
    • minerallna Re: Problem mieszkaniowy - co byscie zrobily? 08.03.08, 13:22
      A może tak połączyć kredyt hipoteczny i samochodowy w
      jeden-refinansowy?Zastanawiałaś się na takim wyjściem?
    • sebaga Re: Problem mieszkaniowy - co byscie zrobily? 08.03.08, 13:23
      jeśli to kwestia 1,5 roku to bym się przemęczyła. Mieszkanie na Saskiej to
      świetna inwestycja, a jeszcze kupine przed tym jak ceny powariowały to już
      wogóle super. Sprzedać je zawsze można, a noża na gardle jeszcze nie macie smile
      Rozumiem Cię, ze nie chcesz wynajmowac, szczególnie, ze juz się urządziliście..
      Pozostaje wytrwać, czego Wam życzę.
      • beniusia79 Re: Problem mieszkaniowy - co byscie zrobily? 08.03.08, 13:37
        wynajac mieszkanie jesli ma sie swoje wlasne? to dla mnie
        glupota... przeciez to tylko 1,5 roku. jakos dacie sobie rady smile
        • dlania Re: Problem mieszkaniowy - co byscie zrobily? 08.03.08, 14:31
          Na pewno nie zrezygnowałabym z nauki!
          I chyba nie zrezygnowałabym z pracy... A nie mozna dziecka oddac do żłobka?
          Taniej i pewniej niż u opiekunki. W pracy sa urlopy, srednio 2 dni na miesiąc -
          nikt nie powiedział, że trzeba je brac wszystkie razem do kupy. Takie dwa
          poniedziałki wolne w miesiącu pozwoliłyby na kontakt z dzieckiem i troche
          odpoczynku.
          Wynając własne mieszkanie i mieszkac w obcym? No nie wiem, oszczędnośc niewielka
          (chyba że przeprowadzilibyście sie do jakijś maciupkiej kawalerki na zadupiu).
          Ja bym przetrzymała ten okres studiów, tym bardziej, że na 5 roku zajęc powinno
          byc duzo mniej (chyba że studia jakies specyficzne).
        • marina2 Re: Problem mieszkaniowy - co byscie zrobily? 08.03.08, 14:39
          kredyt refinasowany i konsolidacyjny bym rozważyła lub o ile w
          ogóle to możliwe pozbyłabym się auta.
          słyszę od znajomych ,że warunki kredytu można renegocjować tzn.
          zanim zmieniają bank pytają na ile obecny może ustąpić pola-ale nie
          jestem w temacie znam tylko hasło.
          mam też znajomego lekarza ,który jak mi wyłuszczył ile ma kredytów
          z żoną na społkę - chyba z 6 - jak może to bierze i się nie
          szczypie.
          poza tym to tylko poółtora roku ,a domniemam,że wraz ze skończeniem
          studiów przyjdą do Ciebie jakieś extra pieniądze
          • myelegans Re: Problem mieszkaniowy - co byscie zrobily? 08.03.08, 15:09
            Posluchaj Melki i meza. Bardzo rozsadny gosc.
    • malwisienia Re: Problem mieszkaniowy - co byscie zrobily? 08.03.08, 15:27
      Kredyty nie są czymś strasznym jeśli się ma perspektywę na ich
      spłatę, a kończąc studia- masz taką. Ja bym wzięła pożyczkę
      hipoteczną i już.
    • volta2 Re: Problem mieszkaniowy - co byscie zrobily? 08.03.08, 17:19
      Jesli zostaniemy w naszym mieszkaniu to co miesiac
      > po oplaceniu kredytu i wszystkich stalych rachunkow nie zostanie
      nam
      > kompletnie nic poza kasa na jedzenie i przejazdy.

      Dla mnie to zdanie jest kluczowe, bo to nie będzie tak, że po
      zmianie czasu pracy nie będzie wam starczało na jedzenie i tzw.
      życie, tylko nie będziecie mieć tzw. kasy na czarną godzinę i
      oszczędności.

      i jeśli tak faktycznie miałoby być, to ja bym w waszej sytuacji nie
      robiła kompletnie nic,poza zaciśnięciem zębów przez ten jeszcze rok,
      półtora(w międzyczasie masz od studiów 3 m-ce wakacji, to
      odetchniesz przynajmniej czasowo)

      gdy się przeprowadzicie na białołękę, to czy zastaniawiałaś się ile
      czasu stracisz w staniu w korku by do centrum dojechać do pracy na
      czas? jeszcze autobusem? a jak się przesiądziecie do samochodu, to
      na benzynę szybciutko pójdzie 500 zeta na miesiąc.
      a żłobek na B. to marzenie ściętej głowy.

      jak na jedzenie i opłaty starcza to nic nie róbcie, a jak nagle coś
      wyskoczy finansowo, to wtedy macie do wyboru prosić bank o kredyt,
      prosić rodziców/rodzeństwo o chwilowe wsparcie, sprzedacie samochód.
      choć część forumek dobrze radzi, pozbyć się auta, policz w skali
      roku ubezpieczenie, benzynę, parkingi i przelicz, gdzie jeździcie i
      czy są tam autobusy/pociągi? może jednak wyjdzie taniej jeździć
      taksówką po wawie, a pociągiem w odwiedziny do rodziców?
      u mnie szwagier mimo posiadania samochodu też jeździ po mieście
      komunikacją, a do rodziców jeźdżą intercity, bo dziecko znosi lepiej
      podróż pociągiem. samochodu nie sprzedaje, bo kasę ma, ale gdyby
      auta zabrakło nie żałowałby w ogóle ani nie zauważył jego braku.
      zakupy w markecie robi przez net, pan przywozi i wwozi windą do
      mieszkania gratis, bo zakupy powyżej iluś tam są wiezione do klienta
      gratis.
    • b.bujak Re: Problem mieszkaniowy - co byscie zrobily? 08.03.08, 17:42
      ja poradzę Ci negocjacje z bankiem - masz tu kilka opcji do wyboru: -
      - wydłużenie kredytu, przez co miesięczna rata będzie niższa;
      - odroczenie spłat kapitału albo odroczenie w ogóle spłat rat choćby
      na parę miesięcy...
      po prostu idziesz do banku i przedstawiasz swoją sytuację - wbrew
      pozorom banki są raczej otwarte na negocjacje;
      popieram również pomysł ze sprzedażą auta,
      opcja wynajęcia pokoju też jest świetna, tylko wymaga sporo
      szczęścia, żeby znaleźć odpowiednią osobę - na pewno są na świecie
      spokojne studentki, które byłyby szczęśliwe w układzie "mieszkam
      taniej - opiekuję się dzieckiem 1-2 godziny dziennie" - wszystko do
      dogadania
    • burza4 Re: Problem mieszkaniowy - co byscie zrobily? 09.03.08, 13:19
      Dziewczyny dobrze radzą - albo powiększenie kredytu, albo
      zaciśnięcie pasa, albo zaciśnięcie zębówsmile

      Jeszcze jedno - a może dałoby się z pracodawcą ponegocjować
      dofinansowanie do studiów? albo może zamiast 3 dni dałoby się
      utargować 4 żeby nie zmniejszać zbytnio twojej pensji?

      a na marginesie - skoro opiekunka nie wchodzi w grę - to jak
      organizowałaś opiekę nad małą do tej pory?

      wierzę, że nie jest ci lekko z tym wszystkim, ale to tylko 1,5 roku.
      Sama studiowałam w weekendy, córka była mała, a poza tym pracowalam -
      i to zazwyczaj dłużej niż do przepisowej 17-tej, że nie wspomnę o
      tym, że dojeżdżałam na drugi koniec miasta, dobrą godzinę w jedną
      stronę. Łatwo nie było, ale udało się, bo po prostu innego wyjścia
      nie było, z mężem byłam już wtedy po rozwodzie.

      opcja z wynajmem mieszkania jest kiepska, bo niestety - to, że ty
      oddawałaś mieszkanie w idealnym stanie - nie znaczy że to jest
      standard. Ja mam zgoła inne doświadczenia - na szczęście szkody nie
      były znaczne, ale panna np. powyrywała wszystkie kontakty z puszek,
      bo po co wyjąć wtyczkę jak można wyszarpnąć kabel? wykładziny były
      zniszczone, potwornie brudne, po parkiecie laska biegala w
      obcasikach. Znajomi wynajmujący od lat przeżyli jakieś horrory -
      łącznie z tym, że lokatorzy wywalili ich kanapę, bo pies ją pogryzł -
      i bardzo byli zdegustowani że zażądali zwrotu kasy...

      inna kwestia to ceny - niekoniecznie jest masa chętnych na wynajem
      za 2 tysiące (zresztą - w tym jest czynsz, więc wasz realny dochód
      jest niższy o jakieś 600 zł z podatkiem). Nie da raczej rady z
      takiego dochodu wynająć czegoś i spłacać kredytu. A co będzie jeśli
      nagle lokatorzy się rozmyślą i np. 2 miesiące nikt tam nie będzie
      mieszkał? ugotujecie się z opłatami za kredyt i to, które będziecie
      wynajmować.

      ze znajomymi też lepiej się na zdjęciach wychodzi, dwa mieszkania
      wynajmowałam znajomym. Ludzie są naprawdę bardzo różni.
    • asia06 Re: Problem mieszkaniowy - co byscie zrobily? 09.03.08, 15:29
      Nie wyprowadzałabym się. Nie zamieniałbym własnego mieszkania na
      cudze. W żadnym wypadku. Przeżyłabym te lata, kiedy będzie starczać
      tylko na jedzenia. Miałam kilka takich lat smile I nie było to takie
      straszne.
      • sympatyczna1980 Re: Problem mieszkaniowy - co byscie zrobily? 09.03.08, 23:04
        bez sensu wyprowadzac sie z wlasnego mieszkania zeby je wynajac i samemu
        mieszkac na wynajmowanym. Zgadzam sie z jedna z poprzedniczek, wolalabym sie
        pomeczyc te 1.5 roku i miec malo kasy niz mieszkac w wynajetym majac wlasne.
        Durnowaty pomysl.
    • fajka7 Re: Problem mieszkaniowy - co byscie zrobily? 09.03.08, 23:35
      Z tego wszystkiego o czym piszesz, najbardziej zbedny wydaje sie
      samochod jesli nawet na codzien do pracy jezdzicie autobusami. Czyli
      samochodem prawie wcale. Czy sprzedaz samochodu moze w calosci lub
      czesciowo zrekompensowac dziure w budzecie?
      Nie dalabym sie ruszyc z mojego mieszkania bez bezwzglednego noza na
      gardle. Ale to ja. Gdy pomysle o sytuacji, w ktorej dramatycznie
      potrzebuje kasy, do glowy mi przychodzi w pierwszej kolejnosci co by
      tu sprzedac, a nie gdzie sie wyprowadzic smile
    • soemi Re: Problem mieszkaniowy - co byscie zrobily? 10.03.08, 09:40
      Zrozumiałabym gdyby brakowało Wam na jedzenie czy pierwsze potrzeby dla dziecka.
      Ale w tej sytuacji wynajmowanie mieszkania, przeprowadzka i ogólny zamęt sie nie
      opłaca pod żadnym względem. Uważam, że przesadzasz. Półtora roku to niedużo,
      poradzicie sobie tak.
    • estel7 Re: Problem mieszkaniowy - co byscie zrobily? 10.03.08, 10:04
      Przy małym dziecku bez samochodu będą uziemieni, nawet babci nie odwiedzą.
      Dziewczyny dobrze radzą z konsolidacją kredytów - rata będzie niższa więc
      powinno trochę więcej zostać w kieszeni.
      Dodatkowego kredytu bym nie brała, tylko wzięła gdyby wyskoczyło coś
      niespodziewanego - choroba itp...
      1,5 roku zleci, zwłaszcza że wakacje niedaleko.
      Trzymam kciuki
    • spacey1 Re: Problem mieszkaniowy - co byscie zrobily? 10.03.08, 11:27
      Poważnie bym się razem z Tobą zastanawiała nad rozwiązaniem, gdyby Twoja
      sytuacja była trudna "docelowo", na dłuższą metę. Wtedy można rozważać wszystko,
      włącznie ze sprzedażą mieszkania na Saskiej Kępie (owszem, piękna lokalizacja,
      ale dla tych, których na to stać). Ale my tu mówimy o 1,5 roku do końca studiów.
      Na ten czas to nie ma się chyba co zamartwiać, że po spłaceniu kredytów starczy
      Wam zaledwie na jedzenie i przejazdy. No i ok, przez 1,5 roku nie pójdziecie do
      kina. Oczywiście, problemem pozostają choroby i inne nieprzewidziane (ale
      poważne) okoliczności. Jednak 18 miesięcy to naprawdę nie tak dużo czasu, da się
      wytrzymać bez gwałtownych ruchów. Ja bym się zastanawiała nad koniecznością tego
      przechodzenia na 1/2 etatu (sama skończyłam studia zaoczne mając dwoje małych
      dzieci), nie jest to chyba niemozliwe skończyć studia w takich okolicznościach,
      pomęczyć sę przez ten dość krótki już czas. Jedyne, co mnie naprawdę przekonuje
      to chęć spędzania większej ilości czasu z córką. Jeśli możesz sobie na to
      pozwolić, to na pewno zaprocentuje. Natomiast co do reszty - zacisnąć zęby i
      wytrwać. To tylko 1,5 roku. Może gadam tak dlatego, że mam już 42 lata i 1,5
      roku to dla mnie mgnienie oka ... wink
    • bazylea1 Re: Problem mieszkaniowy - co byscie zrobily? 10.03.08, 12:11
      dobrze babeczki radzą. w pierwszej kolejnosci znegocjowałabym z
      bankiem raty albo zawieszenie kredytu, a jesli się nie da to
      zacisnięcie pasa na te 1,5 roku. przeprowadzki w te i wewte to duze
      koszty no i niepotrzebny stres z wynajmowaniem swojego mieszkania i
      cudzego. swoją drogą ja tak robiłam kiedys - mieszkałam w mniejszym
      a swoje wynajmowałam - ale nie było to mieszkanie które urządziłam z
      troską i myslą o tym że będę tu z rodziną mieszkac, tez by mi było
      szkoda wynajmowac. i trzymaj się, wiem co to praca, studia i rodzina
      naraz, za to potem jak skonczą się studia masz tyyyyle wolnego
      czasu smile

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka