Trochę refleksyjnie.....

15.03.08, 16:10
Czy kiedykolwiek miałyście chwilę, w której przyszło Wam do głowy,
że bycie zaradną, energiczną kobietą, która ze wszystkim daje sobie
radę, i nie liczy na faceta to...droga donikąd?
Ja się tak ostatnio czuję- w niedalekiej przyszłości zostanę sama z
dzieckiem, pół roku.......i jestem przerażonawinkP
Nie wiem jak to wszystko logistycznie zorganizować- pracuję w dośc
nietypowych godzinach, syn również chodzi do szkoły
nieschematycznie. Zostaje świetlica( ciasnota i średnio dopilnowane
dzieci), mój brat, który jesli nie będzie w pracy, odbierze małego,
i sąsiedzi, którzy mają córkę w tej samej klasie...ale ich nie chcę
wykorzystywać, bo niby dlaczego?
I w tym wszystkim mój mąż, który absolutnie nie widzi żadnych
problemów- do dnia dzisiejszego nie usłyszałam od niego słowa troski
o nas. On wszystko widzi w rózowych barwach, wyznając zasadę "jakoś
się ukształtuje", ale to jakoś, to znaczy "Będziesz musiała sobie
dać radę"winkP.
I wiecie co? Jestem pewna, że jakoś się ukształtujewinkP, że po raz
kolejny udowodnię światu i sobie, że jestem zdolna do wszystkiegowink -
ale paradoksalnie brakuje mi tego ciepłego słowa, zainteresowania z
jego strony, pogłaskania po główcewink

A może powinnam się cieszyć z takiej wiary w moje możliwości?wink
    • triss_merigold6 Re: Trochę refleksyjnie..... 15.03.08, 17:27
      Ależ oczywiście, że to droga do nikąd.D Jak zaczęłam sobie
      odpuszczać i mówić wprost "nie umiem; nie dam sobie rady; to nie dla
      mnie; jestem taka biedna/słaba/zmęczona" to osiągam o wiele lepsze
      efekty niż wcześniej. Że to nieambitne? Aaa w zadzie mam ambicję.
    • kawka74 Re: Trochę refleksyjnie..... 15.03.08, 18:08
      > Czy kiedykolwiek miałyście chwilę, w której przyszło Wam do głowy,
      > że bycie zaradną, energiczną kobietą, która ze wszystkim daje sobie
      > radę, i nie liczy na faceta to...droga donikąd?

      Miałyście.
      Tkwią we mnie dwie, zresztą wrodzone, tendencje: 'maksimum korzyści przy minimum
      wysiłku' i 'nie znoszę zależności od czego/kogokolwiek'.
      Parcie na niezależność i samodzielność - duże. Zależności staram się ograniczyć
      do minimum. Mogłabym próbować robić na stałe za słabą płeć, która MUSI mieć na
      kim się oprzeć, a w razie czego (kiedy nikt nie widzi) sama sobie radzić, ale
      nikt, kto mnie choć raz widział, nie da się na to nabrać.
      Owszem, były w moim życiu chwile (naprawdę działo się bardzo źle), kiedy bardzo,
      ale to bardzo potrzebowałam zainteresowania, ciepła i tak dalej, i
      wyegzekwowałam je zgodnie ze swoją naturą czyli siłą ;p Zyskałam na tym tyle, że
      mój mąż wie, że daję sobie radę w 99 przypadkach na 100, ale w tym setnym ma być
      bezdyskusyjnie do mojej dyspozycji.

      > A może powinnam się cieszyć z takiej wiary w moje możliwości?wink
      Oj.
      Cienka czerwona linia. Każdy ma próg samodzielności ustawiony na innym poziomie.
      Kiedy mój mąż przeoczył jego przekroczenie, chował się przez kilka dni za listwę
      przypodłogową, ale się nauczył. Tyle, że musiałam mu to wyraźnie, BARDZO
      wyraźnie zakomunikować. Wytresować. Pokazać palcem. Wbić do głowy.
      Tak, wiem, bywam brutalna. ;p
      • kali_pso Re: Trochę refleksyjnie..... 16.03.08, 16:33
        kawka74 napisała:

        > Owszem, były w moim życiu chwile (naprawdę działo się bardzo źle),
        kiedy bardzo
        > ,
        > ale to bardzo potrzebowałam zainteresowania, ciepła i tak dalej, i
        > wyegzekwowałam je zgodnie ze swoją naturą czyli siłą ;p


        Wiesz ja to też egzekwuję..może jednak ze zbyt małą siłą, bo ciągle
        muszę powtarzać, dopominać się, a chciałoby się tak męża w
        spontanicznej akcji zobaczyć..a tu tyłek bladywinkP



        > Oj.
        > Cienka czerwona linia. Każdy ma próg samodzielności ustawiony na
        innym poziomie
        > .
        > Kiedy mój mąż przeoczył jego przekroczenie, chował się przez kilka
        dni za listw
        > ę
        > przypodłogową, ale się nauczył. Tyle, że musiałam mu to wyraźnie,
        BARDZO
        > wyraźnie zakomunikować. Wytresować. Pokazać palcem. Wbić do głowy.
        > Tak, wiem, bywam brutalna. ;p


        Kawka, ale ileż możnawink?- zależy pewnie od posiadanego egzemplarzu?wink

        Ja to jestem taki pancernik- uważam, że pancerz złożony z
        deklaracji "jaka to ja jestem silna i wszechmocna", sprawi, że się
        nie rozczaruję co do ludzi i świata. Z obawy przed rozczarowaniem,
        często nie proszę o pomoc i koło się zamyka....
    • lila1974 Re: Trochę refleksyjnie..... 15.03.08, 18:27
      Świetnie rozumiem rozterkę smile

      Z mlekiem matki, najprawdopodobniej, wyssałam poczucie, że mogę góry
      przenosić i nie ma dla mnie rzeczy niemożliwych. Czasami plułam
      sobie jednak w brodę za tę dzielność i samodzielność i marzylam o
      tym, by zmienić się choć na chwilę w bezradne kociątko, którym to
      będzię się ktoś opiekował. Jednak takie stany nie trwały długo i po
      kilku minutach wracałam stara ja - pełna pary w gwizdku smile))

      Zupełnie niechcący w zapędach powstrzymał mnie mąż, który na moją
      prośbę "Przywieź mi Kornelkę do pracy, bo mi zaraz cycki eksplodują"
      odpowiedzial "Nie mogę, bo się spocę" - wyjaśniam - byl upalny
      sierpień bodajże a on musiałby jechać z małą jakieś 20 minut
      autobusem, bo akurat nie maił wówczas auta.

      Ten jego brak empatii dla mnie i kompletny brak refleksji, że ja nie
      na takie poświęcenie byłam gotowa dla jego dobra, tak mną
      wstrząsnął, że od tego dnia często zdarza mi się mówić "Nie mogę, bo
      się spocę". Dzięki temu sporo spadło z moich ramion i zyskalam nie
      tylko głębszy oddech, ale i odrobinę troski ze strony męża.

      Nadal wiem, że góry mogę przenosić i w każdych okolicznościach dam
      sobie doskonale radę, ale wiem to dla siebie. Mąż niby też to wie,
      ale nigdy nie ma pewności, czy nie uslyszy "nie mogę, bo się
      spocę" tongue_out
      • guderianka Re: Trochę refleksyjnie..... 15.03.08, 20:21
        Z niemałym zdziwieniem i ulgą przyjełam fakt, że nie muszę być
        samowystarczalna. Po 3latach samotnego macierzyństwa, zmagania z
        chorobą dziecka, wnoszenia wózka z dzieckiem w środku w zimowych
        betach, dłubania śrubokrętem i przepychania kibla- pozwoliłam sobie
        na odrobinę luksusu i nie-ruszania-nawet-palcem w pewnych kwestiach.
        Aczkolwiek myśl "poradzę sobie gdy zajdzie potrzeba"-daje mi ogromny
        luz psychiczny, pewność siebie i komfort.
    • fajka7 Re: Trochę refleksyjnie..... 16.03.08, 01:01
      Cale zycie bylam taka niezalezna i w dodatku bylam z tego dumna.
      Nie przyjmowalam niczyjej pomocy, bo przeciez ze wszystkim sobie
      swietnie radzilam. Wolalam sie czolgac, ale dojsc sama niz dac sobie
      pomoc. Meza to tez dotyczylo. W zasadzie mogloby go nie byc, bo nie
      byl do niczego potrzebny. Przyjaciele przestali proponowac pomoc, bo
      zawsze odmawialam.
      Az kiedys odkrylam, ze to sie zupelnie nie opyla smile Co wiecej jest
      kompletnie bez sensu. Gol do wlasnej bramki.
      Ludzie, ktorzy czuja sie niepotrzebni, odsuwaja sie coraz dalej i
      dalej. I zostaje sie samemu jak palec.
      Potem dowiedzialam sie, ze rezygnacja z czesci niezaleznosci nie
      jest niczym zlym. Jest niezbedna do bliskiego funkcjonowania z
      ludzmi. Zaleznosc tez jest dobra, w dodatku warto ja komunikowac
      ludziom, na ktorych nam zalezy. Wtedy dopiero dostaje sie informacje
      zwrotna, czyli to, na co wlasnie czekasz.
      Jak mozna poglaskac po glowce osobe, ktora udowodnila, ze nikogo nie
      potrzebuje, bo zawsze sama sobie poradzi, a gesty mogace wskazywac
      na jakakolwiek zaleznosc cale zycie odrzuca?
      Ostatnio wlasnie cwiczylam przelamywanie niezaleznosci, gdy mialam
      na chwile udac sie do szpitala. Mialam przyjsc wieczorem i zostac na
      noc. Rano wypis. Czyli nic takiego, przeciez nie bede nikomu tym
      tylka zawracac. A ze pogadalam sobie z psychologiem, dostalam
      polecenie, ze mam poprosic kolezanke, zeby pojechala tam ze mna i
      troche pobyla, zeby mi sie nie przykrzylo.
      Kurka ile mnie kosztowalo, zeby o to poprosic smile W glowie mi sie nie
      miescilo, ze mam dziewczynie gitare zawracac, ciagnac ja na kilka
      godzin, zeby ze mna kwitla, skoro przeciez spokojnie dam sobie sama
      rade. No, ale najlepsze bylo to, ze ona sie autentycznie ucieszyla,
      ze wreszcie ja czegos od niej chce smile) Bylam w szoku jak przy mnie
      skakala, poleciala do sklepu po jakies jedzenie, owoce, w ogole
      miala przy sobie sztucce dla mnie i jakies gazety. Absolutny czad smile
      A ja z trudem, ale pozwolilam sie obslugiwac i bylo mi naprawde
      milo. I jej tez.
      I tak sie buduje i wzmacnia wiezi, z mezem tez smile
      • edycia274 Re: Trochę refleksyjnie..... 16.03.08, 01:12
        ja cały czas sobie jakoś muszę radzić, mój pracuje w budowlance od rana do
        wieczora. ja po pracy jadę do przedszkola po małą i resztę spraw załatwiam z
        nią. jak mamy wizyty w szpitalach raczej sama z Niki załatwiam , mimo iż to
        ciężki orzech do zgryzienia. I mimo,że mam męża na miejscu ja cały czas ię czuje
        jakbym sama z dzieckiem mieszkała, i radę sobie dawać muszę wink jakoś trzeba smile
        • fajka7 Re: Trochę refleksyjnie..... 16.03.08, 01:37
          jak trzeba, to sie da, ale rzecz w tym, zeby miec to wsparcie
          psychiczne, ale zeby je dostac, to facet musi wiedziec i czuc, ze
          jest zapotrzebowanie smile
      • kali_pso Re: Trochę refleksyjnie..... 16.03.08, 16:35
        Fajko, masz rację...proszenie o pomoc to również sztuka..nie tylko
        sposób jej okazywania jest ważny. No cóż, trzeba się szanować i
        pozwolić innym się dopieścićwinkP
    • madame_edith Re: Trochę refleksyjnie..... 16.03.08, 09:31
      Podpiszę się pod tymi, co się przekonały, że nie zawsze warto być
      herołem i nie warto czekać, że ktoś zaproponuje pomoc zamiast o nią
      poprosić. Zostawanie single mother mam obcykane, pierwszy raz
      zostałam na kilka miesięcy z 9 miesięczniakiem i potem jeszcze kilka
      razy (chłop pracuje daleko). Matko jak ja się nakombinowałam, żeby
      jakoś wszystko pogodzić. Ja do pracy, dziecko tydzień w tydzień po
      dwóch dniach w żłobku chore. ZERO rodziny w promieniu 100 km, ZERO
      choćby odrobinę dyspozycyjnych znajomych. Praktykowałam zabieranie
      zasmarkańca do pracy ze sobą - porażka, pracę w domu z nim -
      porażka, zwolnienie - też porażka. W końcu, kiedy zachorował w takim
      momencie, że chyba by mnie w pracy ubili, gdybym nie przyszła,
      zadzwoniłam do znajomego z pracy, bo coś tam mi switało, że jego
      mama nie pracuje, więc czy by mi nie pomogła. I on: "Wiesz co, moja
      dziewczyna nie pracuje, a dzieci lubi, pogadam z nią" i tak oto
      znalazłam najfajniejszą nianię na czas choroby, jaką sobie można
      wyobrazić. I wreszcie zaczęło się jakoś układać.
      Dasz radę, tylko warto czasem poprosić o pomoc smile
    • madami Re: Trochę refleksyjnie..... 16.03.08, 10:26
      Ja nie chcę być samowystarczalna, po to szukałam i znalazłam partnera żeby nie
      być. Dodam jeszcze, że ja potrzebowałam partnera a nie kogoś na kim mogłabym się
      jak bluszcz owinąć. Ja dam coś z siebie i od ciebie wezmę - jak dla mnie to
      idealne rozwiązanie bo życie we dwoje jest łatwiejsze, pomaga na codzienne
      zmagania, nie chciałabym zostać z tym sama. Dlatego też ja nie godzą się na
      dłuższe rozstania, albo żyjemy razem albo nie.
Pełna wersja