kali_pso
15.03.08, 16:10
Czy kiedykolwiek miałyście chwilę, w której przyszło Wam do głowy,
że bycie zaradną, energiczną kobietą, która ze wszystkim daje sobie
radę, i nie liczy na faceta to...droga donikąd?
Ja się tak ostatnio czuję- w niedalekiej przyszłości zostanę sama z
dzieckiem, pół roku.......i jestem przerażona

P
Nie wiem jak to wszystko logistycznie zorganizować- pracuję w dośc
nietypowych godzinach, syn również chodzi do szkoły
nieschematycznie. Zostaje świetlica( ciasnota i średnio dopilnowane
dzieci), mój brat, który jesli nie będzie w pracy, odbierze małego,
i sąsiedzi, którzy mają córkę w tej samej klasie...ale ich nie chcę
wykorzystywać, bo niby dlaczego?
I w tym wszystkim mój mąż, który absolutnie nie widzi żadnych
problemów- do dnia dzisiejszego nie usłyszałam od niego słowa troski
o nas. On wszystko widzi w rózowych barwach, wyznając zasadę "jakoś
się ukształtuje", ale to jakoś, to znaczy "Będziesz musiała sobie
dać radę"

P.
I wiecie co? Jestem pewna, że jakoś się ukształtuje

P, że po raz
kolejny udowodnię światu i sobie, że jestem zdolna do wszystkiego

-
ale paradoksalnie brakuje mi tego ciepłego słowa, zainteresowania z
jego strony, pogłaskania po główce
A może powinnam się cieszyć z takiej wiary w moje możliwości?