Dodaj do ulubionych

No to zostaję sama...

17.05.08, 22:29
Cześć dziewczyny, przyjmiecie nową duszyczkę do towarzystwa?
Pewnie powinnam się zalogować tam, gdzie samodzielne/samotne mamy, ale jakoś chyba nie mogę się jeszcze przełamać.
Kilka godzin temu dowiedziałam się, że będę sama... Nasze dziecko ma się urodzić za kilka dni, rodzinna sielanka trwała od kilku lat, kochaliśmy się... A jednak coś dziś pękło, coś się rozsypało, zbyt wiele ostrych słów wyrwało się podczas kolejnej, niby błahej sprzeczki... Mąż odszedł, zabierając ze sobą podkoszulek, zmianę bielizny i laptopa. Wyjechał bez słowa, choć wcześniej tych słów było zbyt wiele, i bolą tak, że do tej pory nie mogę się otrząsnąć, ani opanować łez. A wcale nie chcę płakać, to tak samo z siebie leci...
A więc zostaję sama. Pewnie sobie poradzę, do szpitala mogę przecież dojechać sama, wprawdzie starsze dziecko będzie musiało przez kilka dni poradzić sobie samo, ale sąsiedzi chyba pomogą mu zamówić pizzę...? A potem, jakoś to będzie...

Do licha, i po co ja to wszystko piszę? No tak, jestem uryczana, czuję się samotna, i ogólnie jest mi źle. Po prostu, chciałam się wygadać. Przepraszam, jeśli przynudziłam...
Obserwuj wątek
    • deela Re: No to zostaję sama... 17.05.08, 22:31
      bedzie dobrze (no qrde nie wiem co powiedziec) poradzisz sobie bo po prostu musisz
      trzymam kciuki
    • maga_luisa Re: No to zostaję sama... 17.05.08, 22:34
      Pierwszy dzień reszty Twojego życia.
      Jest Ci strasznie ciężko; ale to minie kiedyś.
      Poradzisz sobie.
      Będzie dobrze.
      • semida Re: No to zostaję sama... 17.05.08, 22:36
        A ja myślę że jeszcze się pogodzicie.Teraz jesteś pełna emocji,żalu itp.Jednak mąż DZIŚ powiedział te słowa.DZIŚ Ty mu powiedziałaś przykre rzeczy.Wyprowadził się,ale wróci...z jednym WIELKIM PRZEPRASZAM...Nie poddawaj się jeżeli się kochaciesmile
    • majmajka Re: No to zostaję sama... 17.05.08, 22:40
      Wszystko bedzie dobrze, z nim czy bez, ale na pewno dobrze.
      Zmien nick, bo strasznie smutny...a mysle, ze tylko dzis jest Ci tak zle. Czesto bez faceta lepiej niz z nim. Chociaz szczerze mowiac tez jakos wydaje mi sie, ze sie pogodzicie. Trzymaj sie.
      • betty_julcia No właśnie, zmień nick 17.05.08, 22:48
        Teraz jest ci smtno, ale będzie lepiej. Mam nadzieje ze z NIM, ale
        jeżeli ma być BEZ NIEGO to też będzie dobrze. Więc jeżeli chcesz z
        nami zostać na dobre i na złe to po co ten smutasek ma sie za tobą
        ciągnąć i pod takim smutaskiem mamy cie kojarzyćsmile

        Liczę na to, że to emocje. Jesteś w ciąży, poklóciliście się,
        pojechał. Ale coś między wami jest. Są dzieci, starsze i będzie
        maleńkie. Może to taka próba, musi być bardzo źle żeby było lepiej.
        Może nauka dla Was. Przemyśl to i pogadajcie na spokojnie.

        U mnie też musiało być badzo źle, trafiło na okres drugiej ciąży,
        musiało dojść do rozstania (krótkiego na szczęście) zeby mogło być
        bardzo dobrzesmile Głowa do góry!
        • umieram2raz Re: No właśnie, zmień nick 17.05.08, 22:59
          Zmienię, obiecuję... Ale dajcie mi się jeszcze trochę nad sobą poużalać, trochę
          popłakać, tylko tutaj mogę to zrobić, bo nie mam nikogo, komu mogłabym posmarkać
          w rękaw i wywalić z siebie te wszystkie złe myśli. A teraz jeszcze nie jest mi
          dobrze, przejdzie później, może dziś, może jutro, ale przejdzie. W końcu ileż
          można się nad sobą użalać, nie?
          • majmajka Re: No właśnie, zmień nick 17.05.08, 23:06
            Ano nad soba mozna sie uzalac bardzo dlugowink, niektorzy robia to przez cale zyciesmile)
            No to gadaj co mu powiedzialas, ze sie tak obrazil i smarkaj ile wlezie...Bo ja Ci mowie, ze bedzie dobrze, a jak nie bedzie to ja majmajka nie jestemwink.
            • umieram2raz Re: No właśnie, zmień nick 17.05.08, 23:27
              Bardzo chętnie się poużalam, czasami brakuje takich wspierających głasków, niech
              mnie ktoś przytuli... Daruję Wam szczegóły dyskusji, przecież nie o to chodzi,
              kto komu jakimi inwektywami pojechał... Istotne, co z tego wynikło. Poszło o
              bzdurę, jak to w życiu bywa, wielkie rzeczy zdarzają się rzadko, a życie składa
              się głównie z drobiazgów, i te drobiazgi najczęściej nam je zatruwają. Kapcie
              notorycznie zostawiane na środku pokoju, niedokręcony kran, pusta butelka po
              soku w lodówce - same wiecie, jak bardzo to irytuje, jeśli pomimo próśb, gróźb,
              przekupstwa, rozmów i awantur kapcie wciąż są pod stołem, cieknąca woda wyrywa
              ze snu, a pusta butelka zajmuje miejsce w lodówce. Wkurza, nie? No i o takie
              cudo właśnie poszło... A skończyło się, jak widać, bardzo prawdopodobnym
              rozwodem. Przelała się ta kropelka, może jemu też się przelała, może ja wcale
              nie jestem taka doskonała, niech to szlag, zawiodłam... Byłam okropna przez całą
              ciążę, ciągle zaspana, poirytowana, nie do życia. Nie wytrzymał, uciekł na pięć
              minut przed godziną zero i wcale mu się nie dziwię. Tylko żal, qrde, że się
              posypało...
          • gabrysia5 Re: No właśnie, zmień nick 18.05.08, 13:31
            Bedzie dobrze.U mnie tez musiało byc strasznie źle włacznie z
            rozstaniem (krótkim na szczęście) ale teraz jest juz bardzo
            dobrze.Pozdrawiam głowa do góry.
      • umieram2raz Re: No to zostaję sama... 17.05.08, 22:54
        Dzięki, dziewczyny, za tyle ciepłych słów.... Ja wiem, że będzie dobrze, z nim
        czy bez niego. Kiedyś gdzieś wyczytałam takie słowa, że lepiej być umiarkowanie
        szczęśliwym w samotności, niż nieszczęśliwym we dwoje - i pewnie tak właśnie
        będzie.
        Nie umiem tego opisać, bo to takie niby nieistotne szczegóły, niuanse, różnice w
        tonie głosu, spojrzeniu. Przecież to nie była pierwsza kłótnia, zdarzały się
        wcześniej mniejsze lub większe sprzeczki, ale nigdy nie padły tak okropne,
        ordynarne słowa, pomówienia, obelgi. Nie pozostałam mu dłużna, też krzyczałam,
        to straszne, jak dwoje ludzi, którzy się kochają, tak szybko może stracić wobec
        siebie szacunek! Nie chcę tak żyć, nie po tym, co usłyszałam...
        No i wyjechał, zazwyczaj gdy wychodził po sprzeczce, chwilę później dostawałam
        wiadomość, telefon, rozmawialiśmy, przepraszaliśmy się i naprawdę było dobrze.
        Tym razem minęło tych godzin kilkanaście, nie dał znaku życia, i wiem, że teraz
        już naprawdę po wszystkim. No nie wiem, skąd wiem, ale wiem. I nie mówcie mi,
        żebym to ja zadzwoniła. Nie dam rady, nie mogę. Nie mogę....
        • semida Re: No to zostaję sama... 17.05.08, 22:56
          nIE DZWOŃ.oN ZADZWONI.i BĄDŹ PEWNA ŻE ZADZWONI...BO ZADZWONI.gWARANTUJĘ.
          • semida Sorry za caps 17.05.08, 22:57

        • majmajka Re: No to zostaję sama... 17.05.08, 22:57
          Idz spac. Zaparz sobie jakiejs melisy i idz spac. Jutro bedzie lepiej. Za kilka dni czeka Cie cos o wiele, wiele wazniejszego. Bedzie dobrze...
    • haidi0111 Re: No to zostaję sama... 17.05.08, 23:02
      A ja mam takie motto "Nigdy nie mów nigdy"...
      W mojej rodzinie-mama, babcia, dziadek, ja - padały czasem w czasie kłótni
      słowa, o których wydawałoby się nie można zapomnieć. A po kilku dniach wszyscy
      zapominali.
      Nie dzwoń, ale nie trać tak szybko nadziei, że on zadzwoni...
    • paula_oski Re: No to zostaję sama... 18.05.08, 00:00
      POGODZICIE SIE!!!nie przejmuj sie
      • betty_julcia Re: No to zostaję sama... 18.05.08, 00:07
        No nie wiem co napisać...
        Hmmm, o takie bzdurki chyba szkoda się rozwodzić.
        Nie zrozum mnie źle, wiem że to ważne rzeczy, sama walczę o to
        wiecznie z mężem na różne sposoby. Też to mnie bardzo drażni.
        Zdażyło się że padły gorzkie słowa, wydawało się że jest źle. Ale
        jakoś nastal następny dzień. I się poukładałosmile Może na razie ty
        troszkę odpuść, to nie jest najważniejsze, zwłaszcza teraz. Ale
        wróćcie do rozmowy tylko ochłońcie. Chwilowe rozstania dobrze
        czasami działają. Będziecie mieli drugie dziecko, on pewnie też
        głupi nie jest. Przemyśli...
    • umasumak Re: No to zostaję sama... 18.05.08, 00:33
      "przeleciałam" wątek i tyle Ci napiszę: za kika minut, godzin, może
      dni wróci. Poza tym, jeśli czujesz się chociaż trochę winna, zadzwoń
      do niego i zwyczajnie mu o tym powiedz. I nie czepiaj się bzdur, bo
      nie warto rujnować małżeństwa z błachych powodów, a ciąża nie
      usprawiedliwia czepliwosci i poirytowania na każdym kroku.
      Pozdrawiam i trzymam mocno kciuki, a jutro będzie to pierwszy wątek
      do którego zajrzę. PA!
      • umasumak Poza tym.... 18.05.08, 00:38
        ...spakował jedną zmianę ubrania i laptopa smile. Pokazówka kochana,
        pokazówka. Męska histeria
        • umieram2raz Re: Poza tym.... 18.05.08, 01:14
          Przynajmniej mam odwagę, by publicznie przyznać, że nie jestem święta i też mu
          pewnie zalazłam za skórę. Wiem, że ciąża nie usprawiedliwia, choć z pewnością
          mocno wpływa na zmiany nastroju. Te hormony, hehh... dobrze, że na nie można
          zwalić większość niepowodzeń wink

          Obudzę się jutro i przemyślę na trzeźwo, czego tak naprawdę chcę. Najpierw muszę
          to jakoś przespać, wypiłam kawę i ziewam przeraźliwie smile
          Wszystko jedno, co będzie, jedno Wam powiem otwarcie, bo wiem, że i tak nie
          przeczyta wątku - naprawdę bardzo mocno go kocham, i ciężko mi będzie, jeśli go
          zabraknie....
    • asia06 Re: No to zostaję sama... 18.05.08, 04:44
      Wina leży po obu stronach. Czepiasz się rzeczywiście bzdur. Też mam
      kapcie na środku pokoju i to ze cztery pary smile Przyzwycziłam się. W
      zamian za niewalanie się zużytych skarpetek i gaci. Kompromis jakiś
      musi być.
      Ale jest i druga strona. Jesteś tuż przed porodem i huśtawki
      nastroju są normalne. Pewnie gdy będziez mniej przemęczona dużo
      mniej rzeczy będzie ci przeszkadzało. I popatrzysz na takie
      drobiazgi z przymrużeniem oka.

      Ważne, żebyś spokojnie urodziła io żebyście się pogodzili i nie
      marnowali życia swojego i dzieci przez kapcie, skarpetki i butelki...
      • fogito Re: No to zostaję sama... 18.05.08, 07:38
        Jesli to drugie dziecko to facet powinien sie byl juz nauczyc, ze
        kobiety przed porodem nie nalezy irytowac.
        Na pewno wroci, ale szkoda, ze funduje ci taki stres przed porodem.
        Mnie z powodu stresu jaki zafundowala mi sostra odeszly wody.
        Musisz sie uspokoic dla dobra siebie i dziecka. A kiedy maz wroci
        powiedz mu, ze masz juz dwojke dzieci i teraz potrzebujesz meza,
        ktory bedzie dbal o drobiazgi dla dobra rodziny.
        Mam nadzieje, ze masz kogos w rodzinie, kto udzieli ci duchowego
        wsparcia.
    • umieram2raz Re: No to zostaję sama... 18.05.08, 11:34
      Witajcie, dziewczyny!
      Źle spałam, ale spałam, staram się nie myśleć o tym co się stało, choć łatwo nie
      jest. Ale wniosek nasuwa się sam - jeżeli facet zostawia żonę na kilka dni przed
      porodem samą, bez pomocy, opieki, nie informując o tym, gdzie jest i kiedy
      wróci, jeśli pozwala jej zadręczać się i w stresie czekać na niewiadome, a sam
      wyjeżdża leczyć swoje urażone męskie ego diabli wiedzą gdzie i z kim - to już
      nie jest prawdziwy, kochający mężczyzna, ale kawał drania. Przepłakałam pół
      nocy, bo kochać go kocham nadal, ale nie będę z człowiekiem, który funduje mi
      takie przyjemności wtedy, gdy najbardziej potrzeba mi ciepła i wsparcia. I
      sorry, nie będę szukać tego wsparcia gdzie indziej, bo od tego mam - czy raczej
      powinnam powiedzieć "miałam" - męża. Nie lecę się skarżyć mamusi, ani cioci, bo
      co kogo obchodzi, co się dzieje w mojej rodzinie? Moje życie, moja porażka,
      muszę sama sobie z tym poradzić.
      Wiadomo, że wina leży po obu stronach. Wzajemnie czepialiśmy się różnych
      drobiazgów, w końcu dwoje ludzi, to dwie natury, różne przyzwyczajenia i
      wychowanie. Nie obwiniam jego o wszystko, i nie wybielam siebie. Ale nie daruję
      mu tej nocy niepewności, właśnie teraz. Tak nie postępuje człowiek
      odpowiedzialny. A mam prawo wymagać odpowiedzialności od dorosłego człowieka,
      czyż nie?
      • verdana Re: No to zostaję sama... 18.05.08, 11:38
        Tak.
        Caly czas myślalam własnie o tym - że o cokolwiek Wam poszło, nawet
        przjmujac, ze nie mialas racji, facet zostawiający zonę sama w nocy
        tuz przed porodem nie tylko jest nieodpowiedzialny. To cos więcej -
        bo gdyby zalezało mu na zonie i dziecku, to by nie ryzykował. Moglas
        zacząć rodzić pięć minut po jego wyjeździe.
        Nigdy juz nie będziesz wiedziała, czy mozesz na niego liczyc, czy w
        sytuacji wymagające bezwzglednie jego obecnosci - nie zostawi Cię
        samej.
        Skoro nie zadzwonił (a moglo sie cos stać), to naprawde chyba nie ma
        na co liczyć.
        • umieram2raz Re: No to zostaję sama... 18.05.08, 12:00
          Właśnie. Teraz wiem, że muszę liczyć tylko na siebie. Jest w tym jakaś pociecha
          - sama siebie przynajmniej nie zawiodę.

          Bosshhh, żebym tylko nie zaczęła twierdzić, że wszyscy faceci to dranie!! Ehhh...
          • lupobianco Re: No to zostaję sama... 18.05.08, 12:32
            kochana, mój mnie zostawił kilka mniesięcy przed porodem, poszło
            dokładnie o to samo, czyli o nic, o drobiazgi, które są głupotami
            ale zbierane żale przez lata urastają do olbrzymich rozmiarów.
            Ryczałam nocami w poduszkę, bałam się, że nie dam sobie rady sama,
            doszło do tego, że nawet go prosiłam, żeby wrócił (dla dobra dziecka)
            Powiem ci teraz, że 8 miesięcy po porodzie, on chciałnby wrócić,
            tylko, że mi jest lepiej bez niego, dajemy sobie radę bez niego,
            mała ma z nim bardzo dobry kontakt a ja święty spokój. Chociaż jak
            dziewczyny mi mówiły, że tak będzie nie wierzyłam ; )
            Także dbaj o siebie, bo masz teraz baardzo ważne dni a on wróci
            (wczesniej czy później) i może jeszcze będziesz go chciała....: )
            trzymaj się cieplutko
    • asieksza Re: No to zostaję sama... 18.05.08, 23:47
      Mój były odszedł bo obraził się, że wezwałam pogotowie gdy leżał pod
      drzwiami mając prawie 4 promile alkoholu we krwi. Wtedy dowiedziałam
      się ze ma kochankę i jak znajomy policjant zadzwonił domofonem z
      pytaniem czy wieżć go na izbę czy chcę go do domku ja
      odpowiedziałam, że nie chcę go znać. Potem też prosiła wiele razy
      żeby wrócił, robiłam wiele głupich rzeczy żeby przyszedł choć na
      chwilę aż przyszedł taki moment, że zauważyłam jak dobrze mi samej,
      jak bardzo moje dziecko odetchnęło nie widząc płaczącej matki i nie
      słuchając naszych kłótni. A teraz znalazłam tę prawdziwą moją drugą
      połówkę mam wspaniałą rodzinę i dwie małe córeczki. Będzie dobrze, a
      on na Ciebie nie zasługuje.
      • umieram2raz Re: No to zostaję sama... 19.05.08, 00:31
        Cóż... Dla mnie to też była moja druga połówka, i też drugi raz próbowałam. Jak
        widać, nie udało się. Mam nadzieję, że chociaż dla Ciebie los jest łaskawszy smile
        Ja już więcej próbować nie będę. Trzeci związek, to ponad moje siły.
    • umieram2raz Chciałam tylko powiedzieć, że... 19.05.08, 00:27
      Nie zadzwonił. Nie przyjechał.

      Przemyślałam wszystko.
      Zostaję sama...
      • fogito Re: Chciałam tylko powiedzieć, że... 19.05.08, 07:05
        ja to powiem - faceci to jednak dranie uncertain w wiekszosci niestety
        • majmajka Re: Chciałam tylko powiedzieć, że... 19.05.08, 07:13
          A ja dopowiem, ze skoro jednak nie zadzwonil i nie odezwal sie to chyba wyjatkowy dran. Za pare dni porod, a on sie wypina...No chyba trzebabyloby sie zaczac cieszyc, ze czlowiek zostal sam. Lepiej byc samej i byc swiadoma tego, ze trzeba liczyc tylko na siebie. Niz z kims na kogo liczyc nie mozna wcale tak naprawde.
      • karambol45 Re: Chciałam tylko powiedzieć, że... 19.05.08, 08:25
        a może ontak samo twierdzi:
        nie zadzwobniła, nie wywsłała smsa
        przemyślałem , zostaję sam
        • maniusza Re: Chciałam tylko powiedzieć, że... 19.05.08, 08:43
          przeczytałam cały wątek.
          Niezaleznie od tego że wina bezsprzecznie lezy po obu stronach, Ty
          jesteś tą słabszą stroną.
          Nie wyobrażam sobie czegoś takiego by dobry kochający mąż po kłótni,
          jakakolwiek by nie była zostawił żonę samą.. Mogłaś zacząć rodzić
          chocby z samego stresu. Gdyby to był wpływ emocji - ok spakowałby
          się wyszedł.. ale po ostygnięciu emocji szybciutko wrócił.
          Będę trzymała za Ciebie kciuki, choć nigdy nie mów nigdy - jesli
          Wasz związek do tej pory był dobry, nie warto go przekreślać - tyle
          ze do tanga trzeba dwojga..
          Pisz jak tam u Ciebie - pozdrawiam cieplutko
        • fogito Re: Chciałam tylko powiedzieć, że... 19.05.08, 11:41
          ...tylko, że to nie on za chwilę będzie rodził ich wspólne dziecko.
          Jeśli jest nawet zły na żonę, to przynajmniej niech sie upewni, że z
          dzieckiem ok. W końcu jak kobieta w nerwach, to wiele się może
          zdarzyć
    • selavi2 Re: No to zostaję sama... 19.05.08, 11:30
      Smutek mnie ogarnia, kiedy czytam to, co piszesz...
      Wiesz, ja mialam naprawde kulturalnego, nie pijacego, dobrze zarabiajacego i
      lubianego przez wszystkich meza. Jednak nie przeszkodzilo to, by pod koniec 8
      m-ca mojej ciazy kopnal mnie w brzuch, bo tak go zdenerwowalam, by do porodu
      pilotowala mnie taksowka sasiadka, by w 3 miesiace po tych wydarzeniach, jak
      drugie dziecko mialo 2 m-ce, zostal spakowany i wywalony z wlasnego mieszkania,
      16 lat temu.
      Domyslam sie, jak sie czujesz, jak Ci smutno, zal, jaka jestes zla na niego i
      na siebie tez.
      Ale uwierz - dasz rade. Bedzie ciezko i smutno, ale bedzie tez radosnie - dzieci
      daja radosc i sile. Na dlugo.
      Ja powinnam byla odejsc wtedy, kiedy mialam jedno dziecko.
      Ale tak uwiezrylam w to, ze sama sobie nie dam rady, ze...
      W koncu przyszedl taki moment, ze nic nie bylo mi straszne i wiedzialam, ze
      dluzej tych wymagan i klotni i bycia sluzaca nie wytrzymam i sie zdecydowalam
      nie uprawiac fikcji.
      Bardzo serdecznie Cie przytulam i zycze, zeby sie jednak wrocil.
      Wiesz ludzie maja rozne odpaly. A czekanie na faceta najbardziej rozwala
      psychicznie.
      • bsl Re: No to zostaję sama... 19.05.08, 11:35
        jestem jedną z tych co została sama z 2 dzieci i brzuchem tydzien
        przed porodem
        ciężko cholernie było , ale zaświeciło i dla nas słońce
        trzymam kciuki za Ciebie bo wiem co czujesz
    • kajak75 Re: No to zostaję sama... 19.05.08, 11:53
      Wy jako para to jedno, ale twoj maz jest (był/bedzie) nie tylko mezem ale i
      ojcem. To, że sie wyprowadzil nie zwalnia go z obowiazkow wzgledem starszego
      dziecka. Rozumiem sarkazm w stwierdzeniu o sasiadach i pizzy, ale jest jego
      obowiazkiem zapewnic dziecku opieke, kiedy ty bedziesz w szpitalu.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka