Zainspirowana oczywiście tatuażami

Tego bym sobie nie dała zrobi,natomiast mam kolczyk w języku,nosie,i po kilka dziurek w uszach.
Lubię je,podobają mi się,nie mam zamiaru rezygnowa.
Idę teraz na studia(pedagogika)i ciut się boję,że nie będę traktowana poważnie(chociaż ich nie wyjmę-niby dlaczego,skoro mi się to podoba?).Wybieram się też do pracy(prawie zaklepana praca"biurowa").
Zastanawiam się jak się ludzie do mnie odniosą.
Poza tym nie raz i nie dwa słyszałam,że:"Co to za matka musi byc,so taka zakolczykowana".No sorry,ja taka"zakolczykowana"mogę by lepszą matką niż kobieta która kolczyków nawet w uszach nie posiada.I tak tym ludziom odpowiadam,co zazwyczaj zatyka.
Proboszcza jednak nie zatkało,i powiedział że na chrzciny mojej córki mam wyją kolczyka z nosa,bo inaczej chrztu nie będzie.
Na ten dzień wybrałam kolczyk najokazalszy z mojej całej kolekcji.Przy ludziach bał się chyba cokolwiek mrukną.
Nie łudzę się,że w przyszłości będzie mi łatwo zdoby szacunek,skoro"tak wyglądam",ale nie wyjmę ich.Chcę,aby ludzie zrozumieli,że nie wygląd świadczy o człowieku,ale czyny,zachowanie itp.
A Wy co o tym sądzicie?
Taką wykolczykowaną"panienkę"skreśliłybyście z góry??
P.S.Niezależnie od Waszych odpowiedzi,kolczyków nie wyciągnę-po prostu jestem ciekawa