Mam tak, że wystarczy, że przejde przez posprzatany pokój i natychmiast robi
sie w nim bałagan- wcale niekoniecznie u siebie, u kogos też. Nie wiem jak to
sie dzieje- próbowałam sobie to wytłumaczyc naukowo, nie wyszło...W idealnie
posprzatanym miezkaniu porządek utrzymuje sie tylko wtedy, gdy mnie tam nie
ma. Jak to sie dzieje? Jak ludzie to robia, ze maja porządek? I wcale nie
sprzatają kilka razy dziennie? I ja wcale naprawdę nic specjalnie nie
przestawiam, ani nie rzucam- to sie jakoś samo dzieje. Prosze o logiczne
wytłumaczenie i rady