Tak mnie naszło

Mam dość pracy pod dyktando i poleceń durnej
szefowej. Rozgrywek biurowych, plot, czekania, aż ktoś na "górze"
łaskawie podejmie decyzję, przestojów w pracy, kiedy wyć mi się chce
z nudów i takich dni, kiedy nie wiem, w co mam ręce włożyć. Pracy
zespołowej, która u mnie wygląda w ten sposób, że dwie osoby zap...,
a pozostałe trzy leżą do góry wentylem. Pójść z tym do dyrekcji nie
można, bo przecież na koleżanki się nie donosi.
Ostatnio przez jakiś czas byłam w domu, musiałam odebrać godziny
nadliczbowe i było cudownie. Robiłam jakieś tam analizy, ustaliłam
sobie czas "pracy". Obiad się gotował za plecami, a ja siedziałam
przy komputerze.
Marzy mi się firma, mogłabym spokojnie pracować w domu. Wiem, że nie
rzucicie się na mnie z pomysłami, co mogłabym robić, tak sobie tylko
chciałam pogadać
Pozdrawiam, Monte