Dodaj do ulubionych

Śmierć współmałżonka

19.12.08, 01:08
Wiem wiem,mało świąteczny tematsmile
Tak się jednak zastanawiam...
Kłócimy się z tymi naszymi mężami,strzelamy fochy(większość z nassmile),nie odzywamy do nich...
I czasami podczas takich cichych godzin(dni bym nie wytrzymalasmile) zastanawiam się jaki to ma sens.Bo że nie warto marnować życia na kłótnie to wiem,ale jaki ma sens kłócenie się przez kilka godzin(u niektórych nawet kilka dni lub dłużej)?
Przecież któreś z nas kiedyś odejdzie...i czy nie będziemy żałować tych kłótni,tego straconego czasu???
P.S.Nie wiem co mnie naszło żeby to napisać,nie wiem czy wyjaśniłam dokładnie o co mi chodzi,ale chciałabym poznać Wasze zdanie na ten tematsmile
Obserwuj wątek
    • nangaparbat3 Re: Śmierć współmałżonka 19.12.08, 01:14
      Moja mama, ktorej udało sie rzeżyc w autentycznej miłosci 50 lat, powiedziala mi
      kiedyś, ze jesli sie z ojcem klócili, starała sie pogodzic przed pojściem spac.
      Tak zeby nie zasypiali skłóceni.
      No - gdzieś w Biblii jest powiedziane: Pamietaj, aby słońce nie zachodziło nad
      twoim gniewem.
      Uważam, ze masz absolutną rację.
      Ale to sie najczęściej wie dopiero jak sie kogos straci na zawsze.
      • lila1974 Re: Śmierć współmałżonka 19.12.08, 02:06
        Dokładnie to samo zdanie z przyświeca mnie - źródło również to
        samo smile
        Zatem bywa, że magluję go przez pół nocy, aby wyjasnić "tu i teraz"
        a potem móc się przytulić, spokojnie zasnąc i wstać w dobrym
        nastroju.
      • mallard Re: Śmierć współmałżonka 19.12.08, 14:11
        nangaparbat3 napisała:

        > gdzieś w Biblii jest powiedziane: Pamietaj, aby słońce nie
        > zachodziło nad twoim gniewem [...].

        List Św. Pawła do Efezjan, rozdz. 4, werset 26,
        wg Biblii Tysiąclecia:

        "Gniewajcie się, a nie grzeszcie: niech nad waszym gniewem nie
        zachodzi słońce!"

        Pozdrawiam smile
    • deodyma Re: Śmierć współmałżonka 19.12.08, 01:25
      tak naprawde to nikt z nas nie jest idealny, wiec sie klocimysmile ja sama
      bynajmniej nigdy sie nad tym nie zastanawialam i nie zastanawiam. co ma byc, to
      bedzie.
    • dorotakatarzyna Re: Śmierć współmałżonka 19.12.08, 01:28
      Wiem, o co chodzi, ostatnio często o tym myślałam... I to nie tylko w kontekście
      współmałżonka.
      W ciągu ostatniego miesiąca w okolicy - i to w promieniu mniej więcej kilometra
      od mojego domu, były cztery wypadki. W tym dwa śmiertelne. Młoda dziewczyna na
      skrzyżowaniu straciła przytomność, wpadła prosto pod tira... Facet po
      pięćdziesiątce chciał sobie skrócić drogę do przystanku, gdy przejeżdżałam obok
      pakowali go do karetki, znicze palą się do dziś... Chłopiec ze szkoły moich
      dzieci wysiadał z tramwaju, jakaś blondynka nie zatrzymała się i przejechała
      dzieciaka... No i zdarzenie sprzed kilku dni, tym razem w drugim końcu miasta -
      czterolatek wyrwał się babci, śmierć pod kołami ciężarówki...
      No i nachodzą mnie takie refleksje... Nigdy nie wiesz, kiedy widzisz kogoś
      ostatni raz... Nigdy nie wiesz, czy wychodząc z domu jeszcze do niego wrócisz...
      Nie warto się kłócić. Nie warto się gniewać. Trzeba cieszyć się życiem, dopóki
      trwa, bo drugiego mieć nie będziemy...
    • 18_lipcowa1 Re: Śmierć współmałżonka 19.12.08, 09:13
      nie jestem sama, ja ma wieczna schize na temat utraty bliskich, np.
      jak wiem ze jada autem w dluga trase to ledwo zyje ze strachu
      • esi1 Re: Śmierć współmałżonka 19.12.08, 19:17
        w pełni rozumiem - właśnie dzisiaj mój mąż po pracy pojechał do Warszawy,
        samochodem; dopóki nie dojedzie na miejsce i się odezwie, to ja tu osiwieję sad
    • dirgone Re: Śmierć współmałżonka 19.12.08, 09:13
      Jak poprzedniczki - kłócę się, ale przed snem muszę iść ze wszystkimi
      pogodzona. I nie chodzi tylko o lubego, ale o wszystkich znajomych, całą
      rodzinę. A kłócić się niestety uwielbiam, jestem choleryczką i strzelam potworne
      fochy, więc ten sen czasami przychodzi późno sad
      • kropkacom Re: Śmierć współmałżonka 19.12.08, 09:17
        Nie kumuluje w sobie złości. Szybko wybucham i jeszcze szybciej wszystko
        wyjaśniam. A męża by mi bardzo brakowało sad
        • ipola Re: Śmierć współmałżonka 19.12.08, 09:36
          W zeszłym roku koleżanka straciła męża, zginął w wypadku, zostawił ją i
          niespełna dwuletniego synka. To był dla mnie wstrząs. Dotarło do mnie jak wiele
          człowiek ma do stracenia i jaką jestem szczęściarą, że moje dzieci mają ojca, ja
          męża, bez względu na wszystkie problemy jakie mamy na co dzień.
          • miruka Re: Śmierć współmałżonka 19.12.08, 13:51
            ja w gniewie ani 5 minut nie potrafię i chodzi właśnie o ten czas
            stracony, przez co zawsze ja dążę do zgody, oj, chcialabym tak
            strzelić focha na kilka godzin ale nie potrafię
            • 18_lipcowa1 Re: Śmierć współmałżonka 19.12.08, 18:08
              ja nienawidze obrazania sie, nie odzywania
              moj ex tak mial, potrafil trzymac mnie tygodniami - jedna z wielu
              przyczyn jego rogow

              obecnie moj maz jest spokojny ale dazy do zgody od razu
              ja wybucham,dre sie,placze, ale po chwili mi przechodzi i tez sie
              godze
              nigdy nie trwalo to dluzej niz kilka godzin

              nie moglabym
    • osa551 Re: Śmierć współmałżonka 19.12.08, 13:56
      zawsze powtarzam mężowi, że mam nadzieję, że umrę pierwsza ...
    • lipsmacker Re: Śmierć współmałżonka 19.12.08, 17:23
      Wlasnie 2 tyg temu zmarl znajomy - 35 lat, zona, dwoch malych synow.
      Nie wiem czy byli zgodnym malzenstwem ale moge sobie wyobrazic co
      przezywali w ostatnich tygodniach jego zycia (zmarl na raka) i co
      teraz przezywaja. Zycie jest stanowczo za krotkie i a bardzo
      nieprzewidywalne, a ktos z tego forum ma sygnaturke traktujaca o
      tym: spieszmy sie kochac ludzi, tak szybko odchodza...
    • ma_dre Re: Śmierć współmałżonka 19.12.08, 18:37
      eeee, zebym tylko nie wywolala wilka z lasu, ale my juz lata cale nie klocimy
      sie w taki sposob, wogole jakos staramy sie nie klocic. JAk juz zdarzy mi sie
      cos wrzasnac to przychodzi chlopisko i mowi ze mi wybacza smile)) a z kolei jak on
      cos przeskrobie to ja zastraszajaco szybko dostaje okropnego zaniku pamieci!!!
      To juz nawet wkurzajace jest wink
    • babsee Re: Śmierć współmałżonka 19.12.08, 20:26
      Ja Cie rozumim.Mam tak samo.I czasem gdy sie poklocimy,jade gdzies
      autem i mysle"a jak bym zgniela,to on by sie zastanawial czy ja go
      kochalam?" i wysylam esmsa ze kocham.I w nosie mam kto mail racje.
      Zazwyczaj tam mysl,lub ze szkoda mi czasu,albo ze mnie wkurza
      maxmalnie ale nie wyobrażam sobie zycia bez niego-powoduje,ze godze
      sie bardzo szybko.
      • aetas Re: Śmierć współmałżonka 19.12.08, 21:31
        Mądry taki wątek i do przemyślenia, zgadzam się z autorką, chociaż
        czasem tak trudno przęłamać wzajemne urazy, nawet te chwilowe, u nas
        nie ma kłótni tylko cisza, może to nawet gorsze, bo słabsze
        perspektywy na przełamanie atmosfery... przez ostatnie dwalata,
        kiedy mąż zaczął chorować, a mnie przyszło nareszcie do głowy, że
        to, iż jesteśmy razem, nie jest wcale takie oczywiste, bo w każdej
        chwili któregos z nas może zabraknąć, szkoda czasu na obchodzenie
        się bokiem, bardziej sie pilnuję, żeby nawet w chwilach, kiedy coś
        mnie wścieka, uspokoić się i nie podkręcać, co jak wiecie łatwe nie
        jest... ze strachu o niego jakoś sie bardziej wyćwiczyłam w
        bagatelizowaniu sytuacji potencjalnie konfliktowych... zresztą
        najczęściej te, które bywały, wynikały z niedomówień i jakichś w
        gruncie rzeczy błahostek, które tak naprawde są bzdurą w stosunku do
        tego, że to naprawdę mój najlepszy przyjaciel i najbardziej pod
        każdym wzgledem zajebisty facet, jakiego znam, no ale wiecie jak to
        jest, jak baba sie podgrzeje z powodu jakiejś nawet bzdury, ciężko
        czasem spojrzeć na siebie jasnymi oczami... no ale staram się...
        • larua Re: Śmierć współmałżonka 19.12.08, 21:41
          Przezywalam ostatnio w malzenstwie bardzo trudne chwile. Bywalo i
          tak, ze mialam dosyc zycia,a malzonka w myslach to do piekla bym
          poslala... Sytuacja sie wyjasnila, zapalniki przestaly dzialac. I
          uswiadomilam sobie, ze nie potrafie bez tego faceta zyc, no nie moge
          normalnie i juz. Wiele jestem w stanie mu wybaczyc, bo i pewnie ja
          nie bylam bez winy. Taka sytuacja trwala troche, ponad miesiac.
          Teraz wiem, ze zakochalam sie w tym czlowieku po raz drugi.
          Wyjasnilismy sobie kilka spraw, nikt nie jest idealny. Kocham go,
          tesknie za nim i wybaczam slabosci. Jesli cos mnie zlosci, to
          zastanawiam sie, czy warto sie czepiac, klocic... Zycie jest takie
          krotkie, szkoda je marnowac na glupoty.
    • aetas Re: Śmierć współmałżonka 19.12.08, 21:42
      Semida, to jest w ogóle bardzo - wbrew pozorom - świąteczny temat, o
      pojednaniu się z najbliższą osobą i w ogóle o byciu jak najbliżej
      niej, mnie się na świąteczny temat bardzo nadaje smile
      • corka.bossa Re: Śmierć współmałżonka 19.12.08, 22:49
        Wypowiem się będąc"tą która wie co to znaczy" W sylwestra ciut przed dwunastą,będzie dziesięć lat jak zdecydowaliśmy się być razem.Prawda jest taka że kochaliśmy się jak wariaci-ale nie mogliśmy ze sobą wytrzymać!Rozchodziliśmy się nawet kilka razy.Ile razy mieliśmy ciche dni,i godziny nie potrafię policzyć!Jakby dodać wszystko, to może ze dwa lata smile Dopiero jak okazało się że jestem w ciąży po raz trzeci-wszystko ucichło.Potrafiliśmy rozumieć się bez słów,starczyły spojrzenia.Może to wydać się śmieszne,ale zasypialiśmy trzymając się za ręce..Pamiętam jak budziłam się w nocy i nie mogłam uwierzyć że to prawda,że naprawdę mam tego faceta obok..Wiedziałam że naprawdę go kocham..Wiem do tej pory...Wyszedł z domu tylko na dwie godziny,i nie wróci już nigdy..Od dziewięciu miesięcy kurczowa trzymam strzępek jego obecności w zapachu ubrań..Gdyby ktoś kiedyś powiedział mi że aż tak..nie uwierzyłabym.Nie traćcie czasu na kłótnie-nie wiadomo co będzie za chwilę..Śmierć przychodzi sama-pomimo że nikt jej nie zaprasza.Ja też zawsze myślałam że "takie"rzeczy zdarzają się tylko innym.Pomyślcie o tym przy wigilijnym stole,że ten pusty talerz wcale nie musi być dla zbłąkanego wędrowca.Ale też dla kogoś,kto odszedł-choć nikt się tego nie spodziewał.W wigilie, i każdego innego dnia.Ja zmarnowałam swoją szansę,ale Wy możecie jeszcze wszystko naprawić..

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka