Witam. Jestem w związku z super facetem. Mamy syna, nie mamy ślubu.Mój facet
był w rodzinie zastępczej u swojej babci. Ojciec i matka byli pozbawieni praw
rodzicielskich. Mieszkał z babcią. Gdy się poznaliśmy przeprowadził sie do
mnie, czyli własciwie do moich rodziców

Ale zameldowany jest do tej pory u babci. Moi rodzice nie godzą się na jego
meldunek. Ostatnio okazało sie że po jego wyprowadzce babcia nie płaciła
czynszu i ma ogromne jak dla nas zadłużenie (25-30tyś).
Rozmawialiśmy z nią, ale ona wychodzi z założenia że ma I grupe inwalidzką,
orzeczenie o niepełnosprawności i ona płacic nadal nie będzie bo i tak nie
moga jej zmienic mieszkania na gorsze.
Byliśmy u darmowego prawnika w pcpr i rozkłada ręce. Faktycznie babci nic nie
zrobią bo ma niskie dochodzy, nie mogą ją eksmitować do gorszego mieszkania,
przy jej stanie zdrowia, ale ten dług chyba bedzie musiał spłacic mój chłopak,
bo jest tam zameldowany.
Naszym wspólnym marzeniem było swoje gniazdko, mielismy brac kredyt na
mieszkanie, ale teraz wszystko runęło.
Na razie ZBM nic nie pisze, nie domaga sie od niego spłaty długu, ale może to
zrobic w każdej chwili.
Nie weźniemy kredytu na swoje mieszkanie bo jak by ZBM kazał spłacać mu
zadłużenie babci to jesteśmy ugotowani.
Nie wiem co robic. Rozmawiał ze swoja matką czyli córka tej babci, ona ma
pieniądze, bo siedzi juz bardzo długo zagranicą ale powiedziała że ja to nie
interesuje.
Jak tak można?
Najgorsze jest to że ja zaczynam sie zastanawiac jaką mam z nim przyszłość?
Ciągła niepewnośc, ciągle kątem u moich rodziców...
Moim największym marzeniem, moim celem w zyciu jest mieć własny kąt a będąc z
moim chłopakiem przekreślam wszystko...
Z drugiej strony, kocham go i nie potrafie tak poprostu odwrócić sie i
odejsc... mamy dziecko, kochamy sie... ale ja ciagle popadam w doła, płacze,
wydaje mi sie ze zwariuje.
Błagam, doradźcie coś.
Dziekuje i pozdrawiam.