fajka7 Re: denerwuja mnie rodzice, ktorzy 12.03.09, 21:22 A mnie tylko jedni rodzice denerwuja - Twoi. Bo wychowali taka wscibska, pyskata zolze pchajaca sie, gdzie jej nikt o zdanie nie pyta Dziwna jestes, jakas taka nieszczesliwa. Odpowiedz Link Zgłoś
kali_pso Re: denerwuja mnie rodzice, ktorzy 12.03.09, 21:31 > - ktorzy w takim systemie jak powyzej twierdza, ze oprocz jednego > dziecka chca tez miec drugie Mnie dziwi to, że Ciebie z kolei to dziwiP Jeśli komuś dziecko tak naprawdę wychowują dziadkowie czy nianie, potrafi spędzać czas bez obciążeń emocjonalnych z dala od dziecka w weekend, wakacje itp., nie doznaje cierpien młodego Wertera na samą myśl o kilkugodzinnej czy kilkudniowej rozłące, dziecko jest mało problematyczne, to generalnie dlaczego ma niechcieć drugiego?P Mogłabyś to wytłumaczyć? Odpowiedz Link Zgłoś
alesio23 Re: denerwuja mnie rodzice, ktorzy 12.03.09, 21:43 ja wyjeżdżam na wakację sama z mężem, wyjeżdżamy też razem w trójkę. Zabawy w piaskownicy też mnie nudzą. I co z tego? Odpowiedz Link Zgłoś
kali_pso Re: denerwuja mnie rodzice, ktorzy 12.03.09, 21:46 ja wyjeżdżam na wakację sama z mężem, wyjeżdżamy też razem w trójkę Jeśli to pytanie do mnie- to nic w tym złego, to jest zwyczajne zachowanie zdrowej równowagi, o które chodzi chyba autorce wątku. Odpowiedz Link Zgłoś
alesio23 Re: denerwuja mnie rodzice, ktorzy 12.03.09, 21:44 Wyjeżdżamy na wakacje z mężem sami i z mała też, ale potem. A w piaskownicy bawić się nie lubię. I co? Odpowiedz Link Zgłoś
alesio23 Re: denerwuja mnie rodzice, ktorzy 12.03.09, 21:47 zdublowałam się. Mózg mi wysiada Odpowiedz Link Zgłoś
alesio23 Re: denerwuja mnie rodzice, ktorzy 12.03.09, 21:50 A poza tym cholerka nie macie z dziecinstwa żadnych wspomnień z wakacji z dziadkami? Ja wyjeżdżałam z nimi co roku. Najpierw jeździliśmy w góry, potem za granicę i zwiedziłam z nimi pół Europy. I dlaczego teraz moje dziecko miałoby z nimi nie jeździć? Sami chca ją zabierać, ja im tego nie proponowałam. Odpowiedz Link Zgłoś
wilma1970 Re: denerwuja mnie rodzice, ktorzy 12.03.09, 21:52 A ja nie po to natrzaskałam tyle dzieci, żeby się nimi teraz zajmować! Odpowiedz Link Zgłoś
alesio23 Re: denerwuja mnie rodzice, ktorzy 12.03.09, 21:56 Acha i jeszcze jedno. Jak od czasu do czasu chcemy wyjść z małżonkiem do kina czy na kolację to też z małą ktoś zostaje. Ona to lubi, bo jest ze mną ciśgle w domu, to dla niej też urozmaicenie. Odpowiedz Link Zgłoś
kali_pso Re: denerwuja mnie rodzice, ktorzy 12.03.09, 22:10 Ojej, zaraz napiszesz, że jak wychodzisz do sklepu to też ją z kimś zostawiaszp No pod wrażeniem jestem Twojej odpowiedzialności..ale zdaje się, że nie chwytasz sedna sprawy- tutaj nie chodzi o zdrowe relacje w rodzinie, czyli spędzamy czas z dzieckiem, ale dla własnego dobra psychicznego czasami musimy pobyć sami, tylko o sytuacje kiedy rodzice na siłę udowadniają sobie i otoczeniu, że dziecko w ich życiu niczego nie jest w stanie zmienić, bo przeciez świat istnieje po to, aby się nim zaopiekować i im ulżyć w niedoli bycia rodzicem. Odpowiedz Link Zgłoś
mathiola ale mi długie wyszło 12.03.09, 22:15 Wiesz co, mam mieszane uczucia. Chciałabym ci przytaknąć, ale chciałabym też cię skrytykować.Nie wiem od czego zacząć Może zacznę od tego, że ostatnie 3 lata były dla mnie bardzo, ale to bardzo ciężkie. Ciąża bliźniacza, zagrożona, 5 tygodni w szpitalu, z czego 2 na patologii, a 3 na oddziale noworodkowym z wcześniakami. Było co było, ale nie było lekko. Ja twarda jestem i to bardzo, ale jak sobie teraz wspomnę, to słowo daję, nie wiem, skąd brałam siły. Po powrocie do domu borykanie się z bliźniakami wcześniakami - czyli nie dość że bliźniaki, to jeszcze cały sztab lekarzy specjalistów, wizyty kontrolne, badania, rehabilitacje.... i ja z tym wszystkim sama, bo męża mam dochodzącego, bardzo dużo pracuje. Mam na miejscu rodzinę, ale tak jestem skonstruowana, że nie lubię ich obciążać. Jakoś to wszystko ciągnęłam, nawet zaskakująco dobrze dla postronnych. W tym wszystkim był jeszcze starszak - 4-latek wtedy, którym musiałam zająć się na tyle, żeby nie odczuł bardzo rewolucji jaką mu niechcący zafundowaliśmy Dla swoich dzieci zrobiłabym wszystko. Przestałam pracować, żeby z nimi być, żeby je wychowywać, żeby zapewnić im dom, opiekę, żeby widzieć ich pierwszy krok i żeby nauczyć ich korzystania z nocnika, pierwszych literek, kolorów, miłości..... i takie tam. Ale im bardziej są samodzielne, tym częściej nie ma mnie w domu. Muszę odreagować tą orkę, jaką przeszłam. Na szczęście mam obok siebie wspaniałego człowieka, który mi to umożliwia, mam też dziadków, którzy zajmują się moimi dziećmi z troską i bez wstrętów. A ja zaczynam żyć. I tak - jak najbardziej zostawiam swoje dzieci na weekend, żeby pobyć sama ze sobą (znaczy się z koleżankami). I upijamy się i szalejemy! Ja tego potrzebuję, bo dałam z siebie tyle, że przestałam być sobą. Dzieci są wypieszczone, wykochane, ale ja nadal potrzebuje być sobą. Natomiast mam niedaleko od siebie przykład dziecka opuszczonego: obydwoje rodzice pracują, ale pracują bo chcą, bo kariera, bo pieniądze...... i ten biedny dzieciak jest ciągle sam. Wraca do domu i szwęda się po podwórku, rozpalając np. ognisko i wrzucając doń co się da. Rodzice wracają późnym wieczorem, nie ma kto z nim odrobić lekcji, nie ma kto mu objaśniać świata, nie ma kto go kochać..... bo nie ma czasu. Dlatego tak sobie myślę, że w jeden worek wrzuciłaś zbyt dużo. Złoty środek potrzebny. Rodzic ma być człowiekiem, ale musi tez pamiętać, że ponosi odpowiedzialność za życie które powołał na świat. Uffff....... To tyle Odpowiedz Link Zgłoś
alesio23 Re: ale mi długie wyszło 12.03.09, 22:31 Rodzic ma być człowiekiem, ale musi tez pamiętać, że ponosi > odpowiedzialność za życie które powołał na świat. Fajnie to ujęłaś, choć ja napisałabym tak: Rodzić musi pamiętać, że ponosi odpowiedzialność za życie które powołał na świat, ale ma też być człowiekiem. Odpowiedz Link Zgłoś
niuska77 Re: ale mi długie wyszło 12.03.09, 22:57 mathiola napisała: > Wiesz co, mam mieszane uczucia.... Piekny post. Nie wiem jednak czy przesledzilas cala dyskusje. Ja tez czasem odreagowuje ale jak piszesz - dla mojego dziecka zrobilabym wszystko. Kocham dziecko jak nikogo na swiecie (a ogolnie dzieci nie lubie ) Widze jak rosnie, jak jest madre i daje tyle radosci, ze szok - w zyciu bym nie uwierzyla (zreszta nie wierzylam). Ja pisze o sytuacji z drugiej czesci Twojej wypowiedzi. O skrajnosci. Dzieci nie sa 'wykochane i wypieszczone' i wlasciwie nie wiem 'czym' sa w zyciu takich ludzi. Jesli ktos chce robic kariere - super - tacy tez musza byc na swiecie (tylko po co przy tym dziecko). Jesli juz koniecznie chca dziecko i moga zapewnic dziecku najlepsza opiekunke na swiecie - super (moze nic sie nie rozsypie w emocjach jesli sie to wszystko dobrze zaplanuje) ale czemu te pare minut, w ktorych moga pobyc z wlasnym dzieckiem ich denerwuje (bo dzieciak marudzi, cos tam od nich chce a oni chcieliby miec spokoj po pracy)... No i przypuszczono atak krytyki - bo zwyczajnie nie podoba mi sie takie podejscie. Z punktu widzenia dziecka najwazniejsza jest milosc (a nie odpowiednia pielegnacja czy zasobnosc portfela rodzicow lub ich tytuly naukowe). Milosci nie dostarczy sie na odleglosc ani za pomoca opiekunow czy dziadkow - TEJ milosci > rodzicielskiej. I wlasnie o tej odpowiedzialnosci mialo byc a wg mnie ilosc czasu, spedzanego z dzieckiem ma niebagatelne znaczenie. Odpowiedz Link Zgłoś
mathiola Re: ale mi długie wyszło 12.03.09, 23:16 oczywiście nie prześledziłam Ale generalnie zgadzam się z tym, że mając dziecko trzeba mieć świadomość, że... ma się dziecko. Niektórzy jakoś tego nie kumają. dziecko, jak dziecko, babcia nakarmi, niania zabawi.... Z tym się nie zgadzam również. Dziecko to obowiązki. Odpowiedz Link Zgłoś
id.kulka Re: ale mi długie wyszło 13.03.09, 08:28 niuska77 napisała: > Ja pisze o sytuacji z drugiej czesci Twojej wypowiedzi. O > skrajnosci. Dzieci nie sa 'wykochane i wypieszczone' i wlasciwie nie > wiem 'czym' sa w zyciu takich ludzi. Tylko widzisz.. z Twojej pierwszej wypowiedzi nijak nie wychodzi ta skrajność. Wychodzi krytyka ludzi, którzy nie lubią chodzić do piaskownicy, nie przebierają nóżkami z radości na myśl o nauce nocnikowania dziecka i chcą wyjechać bez niego na wakacje. Zatem nie dziw się, że spotkałaś się z taką, a nie inną reakcją Odpowiedz Link Zgłoś
brittas Re: ale mi długie wyszło 13.03.09, 11:40 w takim razie chyba nie potrafisz czytac ze zrozumieniem. w moim mniemaniu pierwszy post wyraził to dośc jasno... Odpowiedz Link Zgłoś
e.mama.s narzekanie -Polaków sport narodowy 13.03.09, 00:15 nie mam czasu przeczytać wszystkich wypowiedzi. W odpowiedzi na twoją. Każdy człowiek ma inną potrzebę wolności, ten kto ma dużą, tak właśnie się zachowuje, pojawienie się dziecka ogranicza ich i mimo, że bardzo kochają dziecko czegoś im brakuje. Dlatego nie wszyscy wytzymaliby np 9 lat na wychowawczym, jak moja znajoma siedząc z dzieckiem w domu. Ja niestety należe do tej grupy. Inna sprawa lenistwo... A co ma powiedzieć przedszkolanka, która caly dzień ma grupe 3-4 latkow a po pracy własne - można się przekręcić od nadmiaru słodyczy. Odpowiedz Link Zgłoś
cafe_tee narzekanie,plotkowanie,wscibstwo- sport narodowy 13.03.09, 09:24 Do narzekania -dodam to co na górze. Mnie bardziej denerwują "matki-polki-kwoki" - a właściwie kokochy. Które siedzą godzinami na ławeczkach pod blokiem, w parku, na placu zabaw - i oceniają, wystawiają opinie, plotkują - przepraszam - one nazywają to "wymiana zdań". Zatem, siedzą te kwoki na tych ławkach i - pierdzielą takie farmazony - jak założycielka wątku - bo innych problemów nie mają. Zamiast cieszyć się, że dziecko jest zdrowe, ma nóżki i rączki - mówi pierwsze "be", albo składa literki, mówi wierszyki, że jeszcze nikogo nie zbluzgało, albo już to zrobiło - siedzi taka kwoka/kokocha i wydaje opinie - ze zły i denerwujący rodzic to taki - który podrzuca dziecko, nie jeździ z nim na wczasy,a zła matka to taka która nie karmi piersią itp duperszmity. Skąd się biorą takie dywagacje na forach? Z nudów? z chęci dowartościowania się? z kompleksów? z nieszczęśliwego życia? Ja chciałabym tylu rzeczy jeszcze się nauczyć, zobaczyć, poznać, doświadczyć, tylu rzeczy jeszcze w życiu zasmakować - że nie w głowie mi zakładać wątki - "jak mnie denerwuje coś tam". A taka kwoka co.... siedzi w domu lub na tej ławeczce i patrzy. Patrzy oczami. Patrzy i w głowie jej się nudzi - więc, po powrocie do domu - kiedy dziecię legnie - zamiast wejść na forum i podzielić się PRZYDATNYM doświadczeniem życiowym - opowiada farmazony, jak stara baba ze wsi Kruszewniki Małe, albo inne Kacze Doły. Ten wątek to rodzaj wiejskich plotów. Siedzieć i pisać jacy to inni rodzice źli - a jaka ja wspaniała kokocha. W myśl starego przysłowia: - "cudze pod lasem, a swojego pod nosem się nie widzi." p.s Jest też odmiana dla kokoszek religijno-plotkujących -krzyżem w kościele leżących : -A dlaczego widzisz drzazgę w oku brata swego, a belki w oku własnym nie dostrzegasz? Odpowiedz Link Zgłoś
wimperga brawo cafe_tee i mathiola 13.03.09, 09:31 napisałabym coś więcej ale i tak zbyt dużo czasu poświęcam forum - kosztem i dzieci i pracy zawodowej. Odpowiedz Link Zgłoś
gaskama Amen! 13.03.09, 10:05 Bardo trafne i cenne uwagi. Czy możesz się częściej udzielać na forum??? Piszę serio, to nie ironia. Odpowiedz Link Zgłoś
mondovi Re: denerwuja mnie rodzice, ktorzy 13.03.09, 09:03 Mam 30 lat i 2,5 letniego syna. Nastoletnią matką nie byłam zatem. Jestem w domu z synem, jego tata pracuje do wieczora, w mieście, w którym mieszkamy nie mamy żadnej rodziny, więc całymi dniami to ja się nim zajmuję. I wiesz co? w zeszłe wakacje wyjechaliśmy sami na 4 dni... I wiesz co? świat się nie zawalił, a dla mnie to był jak łyk świeżego powietrza. Po dwóch latach móc myśleć w liczbie pojedynczej... Ale teraz uważaj, bo ... ZNOWU TO ZROBIĘ i co więcej, są chwile, w których nie mogę się tego doczekać. Odpowiedz Link Zgłoś
aurinko Re: denerwuja mnie rodzice, ktorzy 13.03.09, 09:27 A mnie denerwują osoby, które nie potrafią uszanować decyzji, potrzeb i sposobu na życie innych ludzi. Odpowiedz Link Zgłoś
sloooneczko Re: denerwuja mnie rodzice, ktorzy 13.03.09, 09:48 Też nie popieram takich zachowan, ale trudno mówic aby mnie denerwowali. Oczywiście wyłączam sytuacje kiedy trzeba zostawic z kims dziecko, bo nie ma innego wyjścia i już. Ba, nawet usłyszałam kiedys od pewnej mamusi, że ja nienormalna jestem, że zamierzam zostac w domu z dzieckiem, a nie oddaję go do żłobka w wieku 6 miesięcy, bo na aspołeczne dziecko mi wyrośnie, któremu trudno się będzie w życiu wśród ludzi odnaleźc. Odpowiedz Link Zgłoś
alesio23 Re: denerwuja mnie rodzice, ktorzy 13.03.09, 10:10 Ale dlaczego jest przyzwolenie społeczne(?) na zostawianie z kimś dziecka TYLKO wtedy kiedy TZREBA gdzieś wyjść, coś załatwić. Nie wiem jak to jest u was, ale moi znajomi czy rodzina czasami poprostu chcą zostać z Młodą i pytają sie czy nie chcemy sobie wyjśc do kina czy cos. Odpowiedz Link Zgłoś
sloooneczko Re: denerwuja mnie rodzice, ktorzy 13.03.09, 10:35 alesio, może źle się wyraziłam.Jesli musisz, czy zwyczajnie babcia, ciocia chciałyby posiedziec z maluchem, a Wy pójdziecie sobie do kina- ok i nic w tym złego.Nie rozumiem jednak jak rodzice pozbywają się ( i tak to trzeba nazwac ) dziecka i balują ile wlezie.Nie umiałabym planowac wakacji bez malucha-byłoby przykro ją zostawic, jest częścią naszej rodziny. Odpowiedz Link Zgłoś
muszelka_83 Re: denerwuja mnie rodzice, ktorzy 13.03.09, 10:55 raz w miesiacu wychodzimy bez dziecka, raz w roku na tydzień wyjeżdżamy bez dziecka - nie widze w tym nic złego - jesteśmy nie tylko rodzicami, ale też małżeństwem ale w sytuacji kiedy ktoś baluje non stop i tylko kombinuje jakby tu się dziecka pozbyć z domu no to coś nie halo jest Odpowiedz Link Zgłoś
elske Re: denerwuja mnie rodzice, ktorzy 13.03.09, 11:29 Kazdy inaczej odebral to ,co napisala niuska77.Jedna nie widzi nic zlego w tym ze od czasu do czasu zotawi u dziadkow dziecko na weekend,a dla innej jest rzecza normalna ze pojedzie na wakacje tylko z mezem.W punktach,ktore napisala niuska,kazda znalazla cos,co pasuje do jej sposobu wychowania dziecka. Ja po przeczytaniu pierwszego postu wyobrazilam sobie jakas powiedzmy pania Basie,ktora majac 1 dziecko:w kazdy weekend zostawia je u dziadkow,bo musi od dziecka odpoczac,w kazde wakacje wyjezdza tylko z mezem bo musza odpoczac.Kiedy po pracy wracaja do domu,dziecko ich denerwuje,bo oni chca odpoczac,a tutaj dziecko czegos chce i marudzi. Tutaj juz byl watek o dzieciach,ktore rodzone sa dla dziadkow,bo mama nie ma czasu na wychowanie swojego dziecka czesto juz nastepna ciaze planuje,bo fajny jest model rodziny 2+2. I taka pani Basia ma wiele wspolnego z taka mama z tamtego watku.Roznica tylko taka,ze tutaj dziecko na noc u rodzicow zostaje,a tam rodzice dziecko w weekend odwiedzali (jak mieli czas oczywiscie). Odpowiedz Link Zgłoś
sir.vimes A mnie denerwują ludzie 13.03.09, 12:11 nazywający weekendowe nocowanie dziecka u babci czy cioci "upychaniem gdzie popadnie". Dom ukochanej babci to "gdzie popadnie"? Odpowiedz Link Zgłoś
liwilla1 Re: wlasnie 14.03.09, 07:24 vimes, mnie dodatkowo wkrewiaja ostro babska, co to innych oceniaja podlug swoich nieskazitelnych obyczajow. nie kazdy rodzi sie idealnym rodzicem, nie kazdy potrafi bawic sie z dzieckiem i rozumiem, gdy po prostu tego nie lubi. swiat bylby piekny, gdyby wszyscy z gory wiedzieli, do czego maja powolanie, a do czego nie. Odpowiedz Link Zgłoś
niuska77 kokocha tez czlowiek i prawa swoje ma :) 13.03.09, 12:39 Nadal zastanawiajacy jest dla mnie poziom agresji niektorych wypowiedzi i bezposrednie ataki na mnie jako na matke-polke-kwoke (czy jakos tak). co do wycieczek personalnych i przyklejania mi roznych etykietek - niektore z Pan przejawiaja zachowania 'moherowych beretow', gdzie sloweczko krytyki ojca Rydzyka konczy sie napadami oblednego szalu. Niestety - kwoka - tez czlowiek i prawo do swojego zdania ma czy sie to komus podoba czy nie. Niezaleznie od ilosci halasu - nikt nie przekonal mnie jeszcze, ze moznaby na sprawe NOTORYCZNEGO unikania kontaktu z wlasnym dzieckiem jakos przychylnie spojrzec. Po raz kolejny powtorze, ze dopieszczenie wlasnego ego uwazam za rownie istotne - poniewaz pozwala to na zachowanie rownowagi i zdrowia psychicznego ALE bezustanne organizowanie swiata wylacznie na swoje potrzeby, w sytuacji gdy jest sie rodzicem nie uzyskuje mojego poparcia. Rozumiem tez, ze nie wszystkie Panie ktore zabraly glos w dyskusji byly w stanie przesledzic tresc wszystkich wypowiedzi bo zrobilo sie tego sporo i nawet ja sama moglam cos przeoczyc - stad 'dezapropata' - wyrazona na rozne sposoby. I tak jak nie szanuje takiej postawy rodzicow (i w glowie mi sie pewne rzeczy nie zmiescily) tak SZANUJE wasze prawo do wlasnego zdania w temacie - choc jak wspomnialam > agresji nie rozumiem. Tymczasem jako matka-kokocha wracam do kurnika, podopieszczac moje piskle ukochane i zadbac o moje gniazdko poniewaz poswiecilam temu watkowi sporo z wczorajszego dnia - tytulem 'rozerwania sie' i oderwania glowy od wszystkiego co mnie na co dzien otacza i dzisiejszy dzien bylby juz przesada. Na tym ko ko ko koncze i pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
cafe_tee "kokocha tez czlowiek i prawa swoje ma " 13.03.09, 14:45 W pełni Cię popieram. Miast siedzieć tutaj lub na ławeczce pod blokiem, wścibiać nos w nieswoje sprawy, plotkować i obgadywać życie innych, wtrącać się również w nieswoje sprawy - zajmij się czymś pożytecznym Każda kokocha ma swoją grzędę, kurnik i pisklaki. I to jak je wychowuje - to jest jej PRYWATNA sprawa. Dopóki dziecku nie dzieje się krzywda. A krzywda dzieje się wtedy, kiedy dziecko jest bite, głodne, brudne, maltretowane lub zostawione, gdzieś na ulicy, samo w mieszkaniu- na pastwę losu. Wtedy, kiedy dziecię jest pod opieką dziadków, którzy je rozpieszczają do granic możliwości lub pod opieką opiekunki, która umili mu czas - wtedy nie dzieje mu się krzywda. A to, kto, gdzie, kiedy, z kim i dlaczego - to jest nie Twoja, a każdego człowieka prywatna sprawa (że się powtórzę)i święte prawo do intymności. Nie Tobie oceniać. p.s. "kokocha tez czlowiek i prawa swoje ma " - zapamiętaj to, co napisałaś Każdy człowiek ma prawo - do życia, jakie mu odpowiada. Prawo do prywatności. Prawo do postępowania tak, jak uważa za stosowne. Odpowiedz Link Zgłoś
niuska77 Re: "kokocha tez czlowiek i prawa swoje ma " 13.03.09, 17:02 cafe_tee napisała: Dopóki dziecku nie dzieje się krzywda. A krzywda dzieje się wtedy, kiedy dziecko jest bite, głodne, brudne, maltretowane lub zostawione, gdzieś na ulicy, samo w mieszkaniu- na pastwę losu. > Wtedy, kiedy dziecię jest pod opieką dziadków, którzy je rozpieszczają do granic możliwości lub pod opieką opiekunki, która umili mu czas - wtedy nie dzieje mu się krzywda. To jesli naprawde wierzysz w to co napisalas - to ja wiecej pytan nie mam... Parafrazujac dziecko, ktore jest: - bite - glodne - brudne - maltretowane - zostawione samo na ulicy - zostawione na pastwe losu to dziecko krzywdzone. No to cool - wiecej krzywd nie pamietam i moje Mile Panie - jesli tylko niniejsze punkty NIE maja miejsca to jest juz przeslanka, ze dziecko krzywdzone NIE JEST i jest mu dobrze. To bardzo upraszcza sprawe I tu znowu na to ne wpadlam! Gdyby rodzic-alkoholik (dla przykladu) mogl uprawiac swoje prywatne sprawy w sposob jaki sobie upodobal, nie baczac zupelnie na nic bo nie wypada tego oceniac innym - no patrz jaki piekny bylby swiat To przeciez prywatna sprawa ile ktos pije (a spytaj alkoholika czy jego zdaniem jest alkoholikiem). Na Twoj argument, ze nie mozna tego przyrownac (np. pogoni za pieniedzmi, kariera czy rozrywkami do alkoholizmu) - odpowiem, ze przeciez wiadomo, ze sa rozne rodzaje alkoholizmu Niektorzy tak tylko troszke popijaja, inni ciut mocniej - przeciez nie wolno tego sprowadzac do wspolnego mianownika! takie troszke sie nie liczy prawda? I faktycznie dziecko takiego nalogowca (obojetnie jaki bylby to nalog) wychowywane tylko przez kochajacych go ponad wszystko dziadkow ma udane zycie. A na dzien matki do przedszkola przyjdzie babcia bo co to dziecku za roznica A inne dzieciaki nigdy go nie zapytaja co jest grane.... Co mu za roznica kto okazuje mu milosc i troske - wazne, ze ktos taki jest na swiecie.... taaak... Odpowiedz Link Zgłoś
cafe_tee Re: "kokocha tez czlowiek i prawa swoje ma " 14.03.09, 00:53 Nie demonizuj pewnych rzeczy. To co napisałam - jest przykładem. W sensu stricto tego znaczenia. A Ty sprowadziłaś wszystko do tragedii na miarę Titanica. Nie rozumiem - porównania z alkoholizmem? chyba zamotałaś się troszkę? chciałaś poplotkować znowu? Alkoholizm bowiem jest ciężką chorobą, nie ma odmian ani rodzajów, jak powszechnie się uważa - i nie jego miejsce w tym wątku? A jeśli już wspomniałaś przy okazji o dziadkach - to sądzę, że lepiej dziecku będzie u dziadków niż u chlających rodziców? którzy nawet nie pamiętają, kiedy spłodzili owe dziecię i czy w ogóle je posiadają. Poza tym - jeżeli dziecko chowa się u dziadków - którzy mu zapewniają opiekę, pożywienie, wychowanie, miłość, radosne święta itp., to nie Tobie, znowu wścibiać tam noska albo liczyć butelki u rodziców. Jeżeli ktoś wybiera taką drogę a nie inną - jeżeli ktoś postanawia "tak" przeżyć własne życie -to nie Tobie i mnie to oceniać. Mogę się z tym nie godzić, może mi się to nie podobać - ale to nie moje życie, pieniądze i butelki. Każdy ma swoje życie i podąża drogą jaką sobie obrał. Jedni robią sobie silikonowe biusty i czują się z tym dobrze, drudzy sprzedają swoje ciało za ciężkie pieniądze, a inni chlają do oporu i zapijają się na śmierć (znowu przykład -> pierwszy lepszy ) A przykład z krzywdą - powtarzam - to tylko przykład. Ot, rzucony pierwszy z brzegu, bez starannego doboru słów i wyrażeń .Nie staraj się dopatrywać w nim drugiego dnia - jak domorosły psycholog, bo Ci to nie wychodzi. Nigdzie nie napisałam, że w "coś " wierzę, i nie zarzekałam się na Boga - zatem nie wkładaj w moje słowa - swoich słów lub nie siej dywagacji typu : > "To jesli naprawde wierzysz w to co napisalas - to ja wiecej pytan > nie mam." Życie jest okrutne, podłe i nikczemne. Nie idziemy przez nie trzymając się za rękę, z twarzami skierowanymi w zachód słońca , a obok nie biegnie jednorożec. Nic nie jest czarne ani białe. Nic nie jest proste ani jasne. Nie można wystawiać ocen, na podstawie własnych prymitywnych obserwacji, gdyż nie jesteśmy świadomi jakie głupoty i błędy przyjdzie nam popełniać w przyszłości. A nie wierzę, że znajdzie się choćby jedna osoba, która w życiu swym marnym nie popełniła żadnego błędu - o którym wstydzi się mówić, albo wstydzi się go nawet wspominać, lub ma to w nosie - ale ma jakiś tam mały grzeszek na sumieniu. Tacy jesteśmy. Niedoskonali. Całe życie uczymy się na błędach, jak nie swoich to na cudzych. A jak ogólnie wiadomo - najgłośniej krzyczą ci, którzy maja ich najwięcej na swoim koncie. Tak jakby chcieli własne sprawki pomniejszyć - cudze wytykając.Możesz zaprzeczać Kiedy już przebrnęłyśmy przez wszystkie katastrofy świata, włącznie z alkoholizmem, biciem, ciemnogrodem, zafascynowaniem niestworzonymi historyjkami, tanimi sensacjami i spiskowymi teoriami w połączeniu z naturalną zdolnością do plotkowania ( ) Pozwól, że się powtórzę - jak babcia Stasia, co ją Alzheimer odwiedził: - nie Tobie oceniać. pozdrawiam bardzo serdecznie - idę przytulić się do mojego niewścibskiego męża. Odpowiedz Link Zgłoś
niuska77 Re: "kokocha tez czlowiek i prawa swoje ma " 14.03.09, 10:26 Dla Twojej wiadomosci dziecko musi: - zostac zarejestrowane - otrzymac okreslona ilosc szczepien - otrzymac conajmniej podstawowa edukacje To obowiazek Ustawowy i niezalezny od tego jak bardzo rodzice czy opiekunowie chca zachowac owa PRYWATNOSC, ktorej tak bronisz (bo inaczej ktos zapuka do Twoich drzwi). Nie wspomninajac o poszanowaniu godnosci czlowieka, ktora to zapisana jest w konstytucji (ale fakt: konstytucja nie wspomina czy godnosc malego czlowieka mialaby stac ponad godnoscia duzego - stad mozliwy punkt dla Ciebie Nie wspomina takze ani slowa o milosci i trosce rodzicielskiej). Nie chce mi sie zatem rozpisywac dlaczego nasze zycie nie jest tak do konca prywatna sprawa oraz, ze oceniac i wyrazac opinie (nawet potepienie) moze kazdy a dzieki niektorym wscibskim wsiowym babom okazalo sie pare razy, ze odkryto pewne patologie rodzinne o ktorych glosno w mediach (i nawet powszechne oburzenie wzbudzily). Zatem NIE demonizujac - nie zestwiam tych sytuacji jako takich. Chcialam Ci zobrazowac jedynie, ze dla dziecka nie ma znaczenia z jakiego powodu nie ma rodzica przy nim - grunt, ze nie ma. I nawet jesli rodzice zgineli w wypadku - dziecku tez nie zyje sie latwo u boku najkochanszych dziadkow. Na koniec: to ze maz zdradza zone wcale przeciez nie oznacza, ze jej nie kocha - tylko dlaczego nie jest fajnie? A Ty wierz w co chcesz w okowach swojej prywatnosci. W niniejszej materii wyrazilam juz zdanie. Amen Odpowiedz Link Zgłoś
niuska77 I na koniec 14.03.09, 12:51 Alez jestem niekonsekwentna... ile moze byc tych koncow? W przyszlosci pamietaj, ze jak ktos z Twojego otoczenia (znajomi, maz, dzieci) dopuszcza sie karygodnych zaniedban (tudziez innych niezbyt chwalebnych wystepkow) - to ich prywatna droga i boze bron tam nochal wtykac. Jesli dziecie Twe popadnie w jakikolwiek nalog - ani sie waz ingerowac bo pogwalcisz swoje wlasne swiete zasady !!! Uprzedz grono pedagogiczne, ze opiniowanie Twojej pociechy jest surowo wzbronione bo kazdy kreuje sie samodzielnie i jest to wylacznie jego prywatna sprawa. Niech kazdy robi to co lubi To jednak zachod i jednorozec... Bajecznie... Ja rowniez pozdrawiam Ciebie serdecznie i niech Ci ziemia lekka bedzie Odpowiedz Link Zgłoś
frogger.1 Re: denerwuja mnie rodzice, ktorzy 14.03.09, 01:42 moim zdaniem skoro ci to przeszkadza to najwidoczniej masz niewlasciwych znajomych.generalnie cala twoja wypowiedz brzmi glupio i prowokacyjnie.jesli chodzilo ci o wywolanie dyskusji,to efekt murowany jak widac,ale po co?dla tych sikow do nocnika?jak juz wzniecac pozary to z rozmachem i dymem Odpowiedz Link Zgłoś
liwilla1 Re: denerwuja mnie rodzice, ktorzy 14.03.09, 07:14 a mnie nie denerwuja. mnie smiesza. i standardowo wspUlczuje ich dzieciĄ. Odpowiedz Link Zgłoś
feniks_z_popiolu Denerwuja mnie rodzice, którzy... 14.03.09, 07:35 ...mając kilkuletnie dzieci zachowują się tak: - jakby zjedli wszystkie rozumy - jakby mieli jedyny niezawodny patent na kształtowanie człowieka - jakby mieli przebogate, wszechstronne doświadczenie życiowe Amen Odpowiedz Link Zgłoś
asia_i_p Re: denerwuja mnie rodzice, ktorzy 14.03.09, 09:34 Może okres niemowlęcy i przedszkolny jest dla nich trudny? Może są lepsi w kontaktach z już mówiącymi dziećmi, w chodzeniu z dzieckiem do muzeum a nie na plac zabaw i do teatru a nie na rytmikę? Nie twierdzę, że to dobrze, bo mogą stracić kontakt z dzieckiem i później już go nie znaleźć (zwłaszcza jeśli rzeczywiście upychają dziecko w k a ż d y weekend, a nie na przykład raz w miesiącu, i wyjeżdżają bez dziecka zawsze, a nie raz w roku), ale też niekoniecznie oznacza to, że są psychopatami. Odpowiedz Link Zgłoś
franczii Re: denerwuja mnie rodzice, ktorzy 14.03.09, 10:22 Mnie nie denerwuja tacy rodzice, ale nie miesci mi sie w glowie opisane postepowanie. I nie rozumiem obrony tego postepowania w wypowiedziach niektorych mam. Nie widze nic zlego w tym, ze od czasu do czasu spedzi sie weekend lub wieczor bez dzieci jesli jest taka mozliwosc. ale nie wyobrazam sobie nagminnego pozbywania sie dziecka i spedzania kazdej wolnej chwili osobno. Sama jestem z tego gatunku, ze caly czas z dziecmi po czesci z braku rodziny na miejscu po czesci z niecheci do zostawiania dzieci komus innemu. Pewnie gdybym babcia byla pod reka to troche inaczej by to wygladalo ale generalnie jestem zdania, ze jakoscia wszystkiego sie nie nadrobi i zgadzam sie z kims, kto napisal, ze bez odpowiedniej ilosci o jakosci w ogole nie moze byc mowy. I nie rozumiem tez dlaczego spedzanie czasu z dzieckiem musi byc kojarzone od razu z wysiadywaniem przy blokowej piaskownicy. Przeciez czas mozna spedzic tak, zeby kazdy mial jakas frajde. Sama przyznaje sie do tego, ze zabawy w domu nie sa moja specjalnoscia, jesli mam byc szczera to nudzi mnie ukladanie klockow, puzli i zmuszam sie do tego a w duchu pragne wbic sie w fotel i poczytac. Tak samo chodzenie na plac zabaw w parku do moich ulubionych zajec nie nalezy ale czasem chodze bo czego sie nie robi, zeby sprawic radosc ukochanej osobie a po drugie jest to najczesciej wyjscie awaryjne kiedy z reguly z wlasnego lenistwa lub braku inwencji nie mam niczego ciekawszego do zaproponowania. Odpowiedz Link Zgłoś