azile.oli
02.04.09, 12:39
Posądzicie mnie o nadprodukcję wątków, ale muszę się wygadać. Chodzi
o moją mamę. Jest to w gruncie rzeczy dobra osoba, ale niestety,
potrafi wyprowadzić mnie z równowagi. Pech chciał, że złamałam nogę,
gips już zdjęty, a za miesiąc idziemy na wesele. Ćwiczę tę nogę, ale
bywa różnie. Wczoraj telefon od mamusi, odebrał mąż, bo ja
sprzątałam w sąsiednim pokoju i musiałam, niestety, dokuśtykać. Więc
matka płacz nade mną, bo wesele. Mówię jej, że trudno, najwyżej nie
będę tańczyć i tyle. No, ale dla niej problem, bo brat męża wydaje
córkę za mąż i tenże brat z żoną chodzą na kurs tańca. Pomijam fakt,
że ich sprawa, ale nawet gdybym tej nogi nie miała złamanej, to
przecież bym na ten kurs nie poleciała, bo im to do głowy wpadło.
(Nawiasem mówiąc, mąż jest z bratem skłócony, oni są nam winni
pieniądze, a ciągle wydają na duperele, ale mniejsza z tym).
Ale dla mojej matki problem, bo ja gorsza będę.
Dzisiaj ponownie telefon i niestety, powiedziałam mamie kilka słów
prawdy. A zaczęło się od tego, że czeka mnie wizyta u dentysty,
matka ostatnim razem poleciła mi pewną panią stomatolog teraz pyta,
czy pójdę. Ja, że owszem , wybieram się, ale nie teraz (noga). Na to
mama, czy pamiętam nazwisko tej pani, ja, że pamiętam, no to ona ,
żebym jej powiedziała. Normalnie, jak małe dziecko. Więc wrzasnęłam
do słuchawki to nazwisko i powiedziałam, żeby przestała mnie uważać
za debila. Przy okazji przypomniałam jej, że jak mi poleciła pewne
ziółka to sprawdzała, czy je mam prosząc o ich zaparzenie, gdy była
z wizytą. Ostatnio twierdziła, że nie potrafi uzupełnić konta w
telefonie i musi mnie odwiedzić. Kurczę, ona jeszcze pracuje, jest
pielęgniarką, obsługuje system, a bajki mi wciska. Jakby chciała
wpaść na ploty, to bym powiedziała, kiedy mi pasuje i koniec. A tak,
to ona wymyśla powód, ja jestem jej niezbędna, mówi, że wpadnie na
15 minut, po czym spóźnia się godzinę. Powiedziałam jej to
wszystko , a ona oczywiście ryk w słuchawce. I oczywiście zaraz, że
żałuje, że mieszka w naszym mieszkaniu ( kupiliśmy je, bo mieszkała
w domu po teściach, który wymagał remontu, a spadkobierców wielu,
roboty miała mnóstwo i ciągle mi płakała). O mało mi się nie
wyrwało, że mogła się zastanowić, zanim zaczęła codzienne płaczliwe
telefony, że przez ten dom się wykończy.
No i teraz nie wiem, przepraszać ją za ten ochrzan, czy też jej się
należał?