Synek(4miesiace)cala noc miał kaszel,lekki katarek a rano doszła do
tego wysoka temperatura(39.2).Od urodzenia leczymy i szczepimy go w
Enel-medzie,przez te 4 miesiące wydalismy tam na wizyty,badania i
szczepienia przeszlo juz 4000zł. Dzisiaj pojechałam tam do
pediatry,aby lekarz zbadał malucha i ku mojemu zaskoczeniu
usłyszałam ze moj pediatra niemozenas przyjac,poniewaz wizyte trzeba
zarezerwowac kilka dni wczesniej(no tak,wróżką jestem i miałam
wiedziec ze synek zachoruje!) zapytałam wiec gdzie mam sie udac bo
dzieciak okropnie był rozpalony a tu usłyszalam "prosze gdzies
indziej poszukac dostepnego lekarza" normalnie az mnie nerwy
poniosły!! Taka bylam wsciekła ze gdyby nie mąż to dalej bym im
sypała piorunkami

oczywiscie wyciagnełam Synka karte i juz do
nich za Chiny nie pojade! Ok,gdyby było mało,podjechalismy na
pogotowie a tam miła pani w okularach oswiadczyła ze akurat pediatra
dzieciecy u nich nie przyjmuje-durne?!? a dwa pietra wyzej jest
oddział dzieciecy(kolezanka jest tam połozna) to ciekawe kto leczy
te dzieciaki-ginekolog?! Zadzwoniłam i dopiero kolezanka załatwila
mi wizyte w domu u pediatry jej dzieci. Dziecko dostalo antybiotyk i
teraz juz brak sladu po goraczce i kaszelku,spi spokojnie(oby tak
dalej).Tak sie zastanawiam. A co gdyby dziecko potrzebowało
natychmiastowej pomocy? czy ta nasza sluzba zdrowia wszedzie
(publicznie i prywatnie) jest taka chetna do pomocy? Rozumiem
dorosły,poczeka ale takie malenstwo nie.Czy tez miałyscie takie
sytuacje ze swoimi dziecmi? Szukam teraz nowego pediatry,najlepiej
na Targowku-moze polecicie jakas dobra doktor?? Dziekuje z gory!!!