patssi
02.05.09, 22:35
Mam bliską koleżankę,która zajmuje się synkiem (prawie 3 lata).Jest
z nim w domu,chodzą na spacery,gotuje mu,sprząta - ogólnie
standardowo.To bardzo fajna
dziewczyna,uśmiechnięta,wykształcona,zadbana,zawsze gotowa do
pomocy.Jej decyzja pokierowana jest raczej wyborem i miłością do
syna niż przesłankami o niszy na rynku pracy.Cała trójka jest
szczęśliwa,moją dla siebie sporo czasu,widać jak bardzo się nim
cieszą.Żyją normalnie,na oko niczego im nie brakuje.
Tak się złożyło że mamy kilku wspólnych znajomych i ile razy bym ich
nie spotkała to głośno i szczerze wszyscy jej wspóczują,że życia nie
ma,do ludzi nie wychodzi,pogrążyła się i takie tam...nie wiem już
nawet jak reagować,bo oni wiedzą swoje i tyle...brak mi czasem
słów,a nawet czuję niesmak.
Dlaczego ludzie ulegają streotypom i spychają "kury domowe"na drugi
plan?
Dlaczego matka siedząca w domu z dzieckiem/dziećmi jest gorsza od
tej pracującej na cały etat?
A.ostatnio powiedziała mi,że dawno nikt jej nie zaprosił nawet na
kawę.Dziwne to.Boją się że się zarażą chorobą "kury domowej"?
Dlaczego ludzie nie szanują czyichś decyzji ot tak,tylko szukają w
nich zawsze jakichś porażek,błędów i zawahań?
Czy Wasze koleżanki zajmujące się dziećmi w domu tracą w Waszych
oczach na wartości?
Moja,nie.