Dodaj do ulubionych

Dobre, ale......Mąż malkontent?

01.06.09, 11:45
Jak reagujecie? Olewacie?

Dziewczyny, mój mąż NIGDY nie chwali moich poczynań kulinarnych.
Gotuję, piekę, wypiekam naprawdę bardzo dobrze.
I u nas wygląda to tak. Zrobiłam sernik londyński. Pyszny.
Oryginalny. Rozpływający się w ustach. Pięknie udekorowałam
truskawkami. Ukroiłam mężowi. Jemy. Niebo w gębie. Mąż mówi:
delikatny ten sernik ale jakiś taki mało wyrazisty. Po czym w
niedzielę zjada pół sernika.
Albo inna sytuacja: piekę chleby. Dobre chleby na zakwasie. I też
narzeka, że raz za mało ziaren, raz za dużo. A ostatnio go zęby po
tym „moim” chlebie bolą.
To nie jest tak, że ja się przechwalam, że dobrze gotuję. Naprawdę
robię smacznie i estetycznie.
Innym osobom bardzo smakuje.
I powiem Wam szczerze, że jest mi przykro, kiedy On tak ciągle
ZAWSZE, znajduje jakieś „ale”. Rozmawiałam z nim nt temat. Twierdzi,
ze po to mi to mówi, żebym następnym razem nie popełniła tego samego
błędu....
Powiedzcie, jak reagować? Olać? Tylko wiecie, tak mi trochę
przykro......
Obserwuj wątek
    • aluc Re: Dobre, ale......Mąż malkontent? 01.06.09, 11:50
      no cóż, stary ma identyczne reakcje, ale nie nazwałabym tego
      malkontenctwem oraz wcale mi to nie przeszkadza, po prostu taki mało
      wylewny sposób reagowania na rzeczywistość

      co więcej - po iluśtam latach razem spędzonych, bardziej wylewne
      zachwyty w wykonaniu innych osób budzą we mnie podejrzenia, że są
      fałszywe wink
      • magda123lena Re: Dobre, ale......Mąż malkontent? 01.06.09, 11:57
        aluc napisała:

        > no cóż, stary ma identyczne reakcje, ale nie nazwałabym tego
        > malkontenctwem oraz wcale mi to nie przeszkadza, po prostu taki
        mało
        > wylewny sposób reagowania na rzeczywistość

        tak, może to jest dobre określenie.
        Tylko w jakim celu mówi, że rozpływa się w ustach, ale.... No i nie
        rozumiem, jak poźniej może zjeść połowę blaszki tego czegoś "mało
        wyrazistego"??
        >
        • aluc Re: Dobre, ale......Mąż malkontent? 01.06.09, 12:00
          bo jest perfekcjonistą realistą wink
          • magda123lena Re: Dobre, ale......Mąż malkontent? 01.06.09, 12:06
            aluc napisała:

            > bo jest perfekcjonistą realistą wink

            Hihih
    • kamilactk Re: Dobre, ale......Mąż malkontent? 01.06.09, 11:52
      Jezuuuu po ukrojeniu serniczka i takim komentarzu mój miałby ten nóż
      co najmniej na gardle wink Jak jego uwagi maja ustrzec cie od
      następnych błedów to może niech on zacznie bezbłędnie gotować?
      Mój M dobrze wiedział że nie umiem gotowac, jak coś robiłam to i tak
      się zachwycał że i tak mi się chciało, wcinał nieposolone ziemniaki
      i nawet nie pisnął smile a jak kiedyś zamarudził to nie było obiadu
      przez następnych kilka dni i tyle. Człowiek jest tylko człowiekiem
      jeśli robisz coś dobrze to niech cie chwali a jeśli nawet coś się
      nie uda to i tak powinien docenić ze ci się chciało bo to nie on
      przy garach stoi.
    • xxe-lka Re: Dobre, ale......Mąż malkontent? 01.06.09, 11:53
      A może tak nie nadskakiwać?wink
      Nie wiem - ja gotuję i piekę dla przyjemności własnej głównie i
      dlatego dobrze mi do wychodzi. Jak chwalą te moje poczynania rożne
      osoby to mi miło, jak nic to jakoś mi to serca nie łamie
      Jeśli starasz się tak specjalnie dla niego a on w ten sposób to
      traktuje to zdecydowanie bym przystopowała i podawała przez tydzień
      mrożoną pizzę i inne tego typu specjały a uwagi niech pisze do
      producenta wink
      • magda123lena Re: Dobre, ale......Mąż malkontent? 01.06.09, 11:54
        Nie, nie staram się specjalnie dla niego.
        Gotuję bo lubię. Sama zjadam z przyjemnością.

        A wkurza mnie na maxa to jego "ale"!!
        • elske Re: Dobre, ale......Mąż malkontent? 01.06.09, 12:01
          Dawno temu spotykalam sie z chlopakiem.Tez zawsze wszystko bylo super,ale... no
          wlasnie ,zawsze jakies "ale "bylo. Pamietam jak na Waletynki u pieklam dla niego
          piernik z konfiturami,polukrowałam. Bardzo dobry byl,ale : i tutaj krotki wykad
          na temat,ze pieik powinien kilka dni leżeć ,zeby byl dobry. Walentynek mi sie
          odechcialo.

          Za to mojemu mezowi zawsze wszystko smakujewink
    • sir.vimes Zadaj sobie pytanie 01.06.09, 11:58
      dla kogo i dlaczego gotujesz, pieczesz, szykujesz.

      Jeśli dla męża - to jak widać nie warto.

      Jeśli dla siebie, dla przyjemności, dla całej rodziny - to nie słuchaj uwag męża
      tylko ciesz się swoją rozrywką i smakiem swoich dzieł.

      A mężowi bym powiedziała - nie znasz się, tak to właśnie ma smakować, jest
      idealne. I tyle.

      Według mnie niektórzy ludzie po prostu a takimi joy killerami, którzy zawsze
      muszą skrytykować, skomentować, "doradzić" - trzeba być na to głuchym po prostu.
      Albo tępić;P
      • magda123lena Re: Zadaj sobie pytanie 01.06.09, 12:02
        sir.vimes napisała:

        > dla kogo i dlaczego gotujesz, pieczesz, szykujesz.
        >
        > Jeśli dla męża - to jak widać nie warto.
        >
        > Jeśli dla siebie, dla przyjemności, dla całej rodziny - to nie
        słuchaj uwag męż
        > a
        > tylko ciesz się swoją rozrywką i smakiem swoich dzieł.

        Gotuję dla siebie. Bo lubię.
        >
        > A mężowi bym powiedziała - nie znasz się, tak to właśnie ma
        smakować, jest
        > idealne. I tyle.
        Tak właśnie zrobię! Dzięki za podpowiedź.
        >
        > Według mnie niektórzy ludzie po prostu a takimi joy killerami,
        którzy zawsze
        > muszą skrytykować, skomentować, "doradzić" - trzeba być na to
        głuchym po prostu
        > .
        > Albo tępić;P
        Chyba lepiej już być głuchym. Tępię już 10 lat i zero efektu sad
        • sir.vimes Re: Zadaj sobie pytanie 01.06.09, 12:19
          "Chyba lepiej już być głuchym. Tępię już 10 lat i zero efektu sad "

          Ja mam taką osobę w rodzinie. Co się jej nie podaruje - brak radości, "ładne,
          ale... " , ktoś coś ugotuje "dobre, ale.." itp itd. Ostatnio z siostrą
          kupowałyśmy jakieś drobiazgi dla wszystkich w charakterze "pamiątek z wycieczki"
          - miodki pitne, regionalne konfitury, syropy, różne takie. I siostra mówi - a
          dla X kupimy najtańsze bo i tak się przecież nie ucieszy.

          Opowiedz mężowi, może zrozumie ;PP
    • black-cat Re: Dobre, ale......Mąż malkontent? 01.06.09, 14:22
      Jak gotujesz dla siebie to nie podstawiaj mu pod nos i nie pytaj czy
      smakuje. Jak skomentuje nie pytany, odpowiedz, że tobie smakuje i
      zrobiłaś to dla siebie, jak go zęby bolą albo zupa za słona niech
      nie je. Ciebie nie bolą. Jeżeli uważa, że można zrobic to lepiej,
      proszę bardzo. Chętnie spróbujesz co on ma do zaoferowania.
    • lacitadelle z punktu widzenia tej, która zawsze ma jakieś ale 01.06.09, 14:26
      uśmiałam się, czytając ten wątek, bo w naszym związku to często ja jestem tą
      osobą, która zawsze ma jakieś "ale", najczęściej po tym, jak mąż posprząta,
      mówię: super posprzątałeś, uśmiecham się, rozglądam, a potem mówię: o, a tu to
      można by było jeszcze kurz zetrzeć taką miotełką, wiesz... wink

      Staram się z tym walczyć, myślę, że sporo się poprawiłam, ale niestety, czasem
      powiem coś, zanim pomyślę. Taka już przypadłość charakteru - wiem, że zła i nie
      usprawiedliwiam. Z mojego punktu widzenia to faktycznie wygląda tak, że mówię to
      z jak najlepszymi intencjami, dokładnie żeby mężowi pomóc w niepopełnianiu
      podobnych błędów w przyszłości smile A moją wymarzoną reakcją byłby po prostu
      uśmiech, zawsze tłumaczę mężowi, żeby się tym przypadkiem nie przejmował (jak
      jemu się coś takiego przydarzy, to ja się nie przejmuję, tylko właśnie na niego
      fukam, że jak się nie podoba, to łaski bez, ale mamy inne charaktery).

      W każdym razie widzę problem i się staram, często nawet z sukcesami, żeby jak
      najwięcej było sytuacji, gdy wyrażam zachwyt i podziw bez zastrzeżeń, a czasem
      nie mogę wytrzymać i jednak w możliwie łagodny sposób coś powiem (np. kiedy
      zapomni w ogóle posolić jakieś danie, ale zdarzyło się już jeść nieposolone).

      Jeżeli u Ciebie to już 10 lat i nie widać żadnej zmiany, to widać mąż żadnego
      problemu nie dostrzega. Ja bym w takiej sytuacji zrobiła coś bardziej
      spektakularnego, żeby nim jednak jakoś potrząsnąć, np. przestała na jakiś czas
      mu gotować (skoro Ci nie smakuje to, co zrobię). Po Twoich postach można sądzić,
      że jesteś z rodzaju raczej łagodnych, co będą cierpieć w milczeniu, ale postaraj
      się to przezwyciężyć, jeżeli faktycznie zależy Ci na zmianach. Druga opcja to
      pogodzenie się z faktem, że mąż już taki jest i faktycznie nie ma na myśli nic
      złego (ja nie mam) oraz cieszenie się swoimi osiągnięciami kulinarnymi bez
      względu na jego opinię. Podejrzewam, że teraz to wygląda tak, że Ty się starasz,
      on narzeka, więc starasz się jeszcze bardziej, więc on widzi, że jego narzekania
      przynoszą pożądany skutek i dalej wynajduje choćby minimalne mankamenty - BEZ
      SENSU smile
    • 18_lipcowa1 ze tez chce Ci sie tak starac 01.06.09, 15:09
      ja byl olala
      z reszta ja ogolnie mam male zapedy do dogadzania, zwlaszcza
      kulinarnego

      ale przynajmniej rozczarowana nie chodze
      • myelegans Re: ze tez chce Ci sie tak starac 01.06.09, 15:26
        NIe, to nie jest w porzadku. O ile werbalnie mozemy nie docenic, czy
        zauwazyc codziennych, zwyklych, rutynowych wysilkow, to specjalne
        wysilki nalezy docenic. To po prostu milo, nawet, a moze szczegolnie
        po 10 latach malzenstwa, stosuje sie to, nie tylko do wysilkow
        kulinarnych, ale tez komplementow bardziej osobistych wink. Nie
        powinien krytykowac, lepiej nic nie mowic, albo pochwalic jak cos
        smakuje.
        Taka brutalna szczerosc jest raniaca, zwlaszcza jezeli Ty sie
        starasz i chcesz byc doceniona, nic w tym zlego.

        Wiesz, co ja mysle, ze to czesto wynika tez z kompleksow, gdzies tam
        w srodku go gryzie, i chce sie biedactwo dowartosciowac, a najlepiej
        to robic krytykujac i umniejszac wysilki innych.

        Ja bym mu powiedziala co czuje.

        • mallard Re: ze tez chce Ci sie tak starac 01.06.09, 16:08
          myelegans napisała:

          > Wiesz, co ja mysle, ze to czesto wynika tez z kompleksow, gdzies
          > tam w srodku go gryzie, i chce sie biedactwo dowartosciowac, a
          > najlepiej to robic krytykujac i umniejszac wysilki innych.

          O! To jest strzał w dychę! To jest powód, dla którego takie różne
          dupki - malkontenty w każdej sprawie muszą znaleźć jakieś "ale". To
          trzeba tępić, słusznie któraś koleżanka foremka napisała!
    • fajka7 Re: Dobre, ale......Mąż malkontent? 01.06.09, 16:55
      No wyglada na typowego joy- killera rzeczywiscie.
      Typ osoby, ktorej nikt nie jest w stanie zadowolic.
      Zawsze bedzie ALE.
      Z jakiegos powodu takie ma nastawienie do zycia. Albo do
      wszystkiego, albo obral sobie kilka dziedzin.
      Dlaczego tak trudno komus po prostu przyznac, ze ktos inny zrobil
      cos bardzo dobrze, wrecz doskonale? Dlaczego ciagnac zawsze kogos w
      dol, zeby sie przypadkiem za bardzo nie cieszyl? I to akurat w
      dziedzinie, w ktorej jak najbardziej swietnie sobie radzi? Dlaczego
      ktos uzurpuje sobie prawo do pouczania specjalisty w tej dziedzinie
      i daje sobie prawo do bycia akurat ta wlasciwa osoba, ktora dopiero
      wskaze gdzie jest doskonalosc?
      Bo ma potrzebe sie w ten sposob wywyzszyc ucierajac komus nosa?
      Nie znam odpowiedzi na te pytania, ale wydaje mi sie, ze takich
      ludzi, ktorzy na mniejsza lub wieksza skale uprawiaja taki styl jest
      cala masa. Tu akurat sprawa wydaje sie z pozoru trywialna, bo niby
      chodzi tylko o gotowanie, ale zgadzam sie z kims, kto wczesniej
      napisal, ze to i tak nie jest w porzadku i przyczyna moze tkwic
      gdzies glebiej niz faktycznie w rzeczywistych wadach tych potraw.
      Wkladasz do gotowania cale serce, wiec dosc prosto Cie na tym tle
      zranic.
      Ja tam bym z facetem nie gadala wiecej o tym, a skupila sie na tym,
      zeby to dla mnie przestalo byc problemem i przestalo byc mi przykro
      po prostu. Nauczyc sie olewac czyli. Bo mi sie wydaje, ze to jest
      troche podswiadome z jego strony i dopoki dziala, czyli jest
      reakcja, to mechanizm sam sie uwalnia, bo widzi potrzebe.
      Mozna to sprobowac potraktowac jakos lzej, czyli "a tam jedz, nie
      gadaj tyle, faktycznie sie nie postaralam, bo i tak sie zawsze
      przyczepisz"
      Bo tez zgadzam sie ze stwierdzeniem, ze moze byc tak, ze sama sie
      troche do tego przyczyniasz za bardzo sie starajac wlasnie. Jakby za
      bardzo Ci zalezalo na jego opinii i jakbys byla skupiona wlasnie na
      tym, zeby meza zadowolic. A tu po prostu wystarczy uwierzyc, ze
      Twoja praca w kuchni ma wysoka wartosc sama w sobie, Ty to wiesz, on
      sie nie zna lub tylko gada, ale to nie narusza Twojej wysokiej
      samooceny smile Bo na razie narusza i kolko sie kreci.
    • lolinka2 Re: Dobre, ale......Mąż malkontent? 01.06.09, 17:38
      ujjj, nóż od serniczka poszedłby w ruch....

      Zresztą - u nas było podobnie. W narzeczeńskich czasach - zrobiłam
      szarlotkę: pierwsza się nie udała, trudno (zjadłyśmy z
      przyjaciółkami), zrobiłam drugą - I-DE-AL-NĄ. Zawiozłam, a chłop:
      Ojjjeeeejjjj, bez zakalca. A moja mama robi zawsze taką dobrą z
      zakalcem.

      Zeżarł. I to było pierwsze i ostatnie ciasto mojego wyrobu jakie
      zjadł. A dodatkowo - co ułożyło się samo, ale wygląda na złośliwość
      losu - teraz to małż gotuje, a ja wybrzydzam... hehehe.
    • kol.3 Re: Chlop rozwydrzony ma maksa 01.06.09, 18:50

      Kobieta się stara a on ją jeszcze bacikiem za jej trud.
      Jeśli mąż stwierdzi, że coś jest nie tak, zaproponowałabym, że na
      drugi raz on gotuje, piecze, niech pokaże jak powinno być zrobione,
      żeby było smaczne i takie jak trzeba.
      Zupa nie smakuje- zabrać talerz i wylać do zlewu.
      Sernik nie pasuje, zabrać i wyrzucić do wiadra.
      Wychowałabym faceta w trymiga.
      Kobieto szanuj się !

    • kol.3 Re: Chlop rozwydrzony ma maksa 01.06.09, 18:56

      Kobieta się stara a on ją jeszcze bacikiem za jej trud.
      Jeśli mąż stwierdzi, że coś jest nie tak, zaproponowałabym, że na
      drugi raz on gotuje, piecze, niech pokaże jak powinno być zrobione,
      żeby było smaczne i takie jak trzeba.Albo inna możlwiość:
      Zupa nie smakuje- zabrać talerz i wylać do zlewu.
      Sernik nie pasuje, zabrać i wyrzucić do wiadra.
      Wychowałabym faceta w trymiga.
      Kobieto szanuj się !

    • kali_pso A co to ten londyński sernik?:)P 01.06.09, 19:02

      Może rzucisz przepisem?winkP
      • fajka7 Re: A co to ten londyński sernik?:)P 01.06.09, 20:11
        Masz - mnie nie przekonuje, szczegolnie ryzykowna babrowa z
        pieczeniem w wodzie:
        mojewypieki.blox.pl/2007/04/Sernik-londynski.html
        • toniesamowite Re: A co to ten londyński sernik?:)P 01.06.09, 22:45
          on wie,ze to co mowi sprawia Ci przykrosc (sama z nim rozmawialas na
          ten temat),skoro wiec dalej wtraca swoje trzy grosze to robi to z
          premedytacja-bo chyba az tak tepy nie jest? na Twoim miejscu tez
          postaralabym sie,zeby to on przy takich okazjach zaczal sie czuc
          malo komfortowo.Sernik malo wyrazisty? -masz racje,po co sie
          bedziesz meczyl?(i zabieram mu talerz sprze nosa).Chleb mojego
          wpieku szkodzi mu na zabki?- rzucam mu na stol dwa zlote i wysylam
          do Biedronki po zwyczajny krojony chlebik tylko dla niego.
          Jak widzisz,dotad Twoje metody byly nieskuteczne,a choc masz
          swiadomosc,ze jestes dobra kucharka to i tak jeog uwagi Cie bola-
          wiec zacznij odbijac pileczke-skutecznie,az sie panu znudzi i
          zateskni za spokojem i Twoja kuchnia.
          Ps..ja ostatnio robilam na domowa impreze salatke z tunczyka-moj
          sprobowal nieproszony i stwierdzil,ze za malo popieprzone-
          powiedzialam mu: sam sie p....przsmile i nie jedz jak ci nie pasujewink
          • fajka7 Re: A co to ten londyński sernik?:)P 01.06.09, 22:57
            "ja ostatnio robilam na domowa impreze salatke z tunczyka-moj
            sprobowal nieproszony i stwierdzil,ze za malo popieprzone-
            powiedzialam mu: sam sie p....prz i nie jedz jak ci nie pasuje"

            Co bylo dalej? Powiedzial cos albo zrobil?
            • toniesamowite Re: A co to ten londyński sernik?:)P 01.06.09, 23:16
              pytasz -co bylo dalej- spodziewajac sie dalej krwawej jatki?wink))
              nic nie bylo, impreza sie odbyla co bylo zrobione do jedzenia
              zostalo zjedzone,a ja mam taki zwyczaj ucinania komentarzy,ktore mi
              nie pasuja,badz z ktorymi sie nie zgadzamsmile
              • fajka7 Re: A co to ten londyński sernik?:)P 01.06.09, 23:43
                Nie o to chodzi. Myslalam, ze mozesz mi bardziej szczegolowo
                powiedziec jaka byla reakcja Twojego meza/partnera na takie wlasnie
                uciecie tematu. Nie wiem jaka - przeprosil, speszyl sie, wkurzyl-
                cokolwiek.
                Moj na przyklad w obliczu kontry zaczyna sie wycofywac i odkrecac
                zapewniajac o mojej wspanialosci i wszystkiego czego sie tkne wink
          • lora78_pl Re: A co to ten londyński sernik?:)P 01.06.09, 23:03
            Mój też tak reaguje- straszne sie rozwodzi na temat ciast zwłaszcza,
            nawet dzisiaj go ucięłam- nie komentuj i nie wnikaj tylko jedz! No
            strasznie, ale to strasznie nie lubię gdy on zaczyna przyglądać się
            ciastu, a z czego a jak to- już w zalążku duszę rozmowę i mówię-
            tylko jedz! Chora byłam swego czasu na te jego komentarze, kiedy
            niby pyszne, ale... Jakoś sie uodporniłam i piekę- nie przestałam.
            Najbardziej wkurzające było to, że w domu ciasta nie trącał,
            bynajmniej niechętnie a jak jedziemy w gości z ciastem, to wcina, aż
            innym ledwo wystarcza- ??? nie rozumiem i nie próbuję tego pojąć.
            pozdrawiam (magdalena również)
            • magda123lena Re: Pomieszały mi się miasta ;) 01.06.09, 23:32
              sernik był nowojorski a nie londy\yński.
              Podaję przepis ze strony moje wypieki:
              Składniki na spód i boki:

              * 250 g ciasteczek digestive
              * 125 g rozpuszczonego masła

              Składniki na masę serową:

              * 750 g kremowego sera (najlepiej śmietankowy, trzykrotnie mielony bądź
              Philadelphia)
              * 3 duże jaja
              * 220 g cukru pudru
              * 180 g gęstej kwaśnej śmietany
              * 2 łyżeczki startej skórki z cytryny
              * 60 ml soku z cytryny

              Formę tortownicę o średnicy 22 cm wyłożyć folią aluminową (koniecznie).
              Ciasteczka pokruszyć lub rozdrobnić mikserem, wymieszać z roztopionym masłem,
              wyłożyć spód i boki tortownicy. Schłodzić w lodówce przez około pół godziny.

              Nastawić piekarnik na 170°C. Wszystkie składniki masy dokładnie zmiksować,
              miksturę wylać na schłodzony spód (masa jest bardzo, bardzo rzadka). Od góry
              przykryć folią aluminiową, by był jasny i się nie spalił. Piec
              dopóki sernik się nie zetnie, sprawdzić patyczkiem. Należy być cierpliwym, bo
              trwa to bardzo długo - ja piekłam 1 godzinę 45 minut!
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka