atowlasnieja
22.06.09, 12:16
Od razu powiem, że jedno dziecko (naprawdę spokojne) w zupełności mi
wystarcza i zdecydowałam się że córka (niecałe 2lata) pozostanie
jedynaczką (mąż też jest za tym bo w końcu dotarło do niego że nie
jestem stworzona do zajmowania się dziećmi).
Siostrze trafiły się dwie bardzo rozbrykane sztuki... są ałodkie ale
wg mnie tak na 5 minut i tylko pod okiem siostry bo inaczej to bym
udusiła te przekorne istoty.
Wczoraj dzieciaki bawiły się razem ścigając małą suczkę naszej
ciotki. W końcu psiak zrezygnował z ucieczki a moja córa z zachwytem
zaczęła ją głaskać.
Mąż do mnie mówi "Popatrz jak jej brakuje psa, musimy jej
kupić."
Siostra się oburzyła "P S A? Popatrzcie jak jej brakuje
dzieci! Jak lgnie do moich! Lepiej byście pomyśleli o tym!!!"
Ja "Niestety JA ledwo sobie z nią daje rade a co dopiero z
dwójką"
Siostra "Z nią? A co ty byś zrobiła jakby ci się trafiły
takie jak moje? Wam odbiło, że wam się psa zachciewa! Pozatym z
dwójką dzieci jest już łatwiej masz doświadczenia, sprzęty..."
I powiedzcie mi gdzie tu logika: wiedząc że dzieci potrafią być
złośliwe jak małe diabełki tasmańskie radzi mi sobie dorobić kolejne
do kompletu mimo że ja nie mam nerwów nawet na aniołka?
Podbudowała mnie jedynie moja mama która głośno wyraziła szalenie
niepolityczną opinię że liczba potomstwa to osobista sprawa.