Dodaj do ulubionych

Problemy z mezem - dlugie

23.06.09, 22:57
Pisze, zeby sie wyzalic a moze proszac o ocene, bo nie wiem czy to ja popadam
w paranoje czy naprawde cos jest nie tak.
Mieszkamy z mezem w Anglii, w lutym urodzilo nam sie drugie dziecko wiec
wkrotce bo narodzeniu coreczki pojechalam z obojgiem dzieci do Polski, gdzie
mieszka moja mama, aby mi pomogla przy dzieciach (maz pracuje praktycznie caly
dzien, wraca do domu ok. 21szej). Maz w miedzyczasie dzwonil, wiec wszystko
bylo w miare ok, tylko coraz trudniej bylo go zastac na gadu gadu, bo bardzo
czesto wieczorami chodzil do naszych wspolnych znajomych (malzenstwa). W maju
polecialam z mlodszym dzieckiem do meza na 10 dni, steskniona, maz przywital
nas na lotnisku kwiatami i ogolnie bylo bardzo milo. Koszmar rozpoczal sie
nastepnego dnia. Siedzac przy jego komputerze przypadkiem odkrylam, ze
prowadzi sex-chat z dawna znajoma ze studiow, nie doczytalam wszystkiego bo az
mi sie ciemno zrobilo przed oczami ale wydaje mi sie, ze wynikalo z tego, ze
sie tez sobie pokazywali na Skypie itd. Wkurzylam sie strasznie i wyszlam z
domu, maz akurat wracal z pracy i pytal, co mi jest, na co ja powiedzialam, ze
ide sie przejsc. Wrocilam, a on zgrywa glupa i pyta, czy ja sie zloszcze o to,
ze on tak dlugo pracuje, przeciez wiem, ze on musi pracowac itd., itp. Wiec ja
mu na to, ze on dobrze wie o co jestem zla. On zgrywal glupa wiec w koncu
powiedzialam, ze chodzi o ten sex chat. Okazalo sie, ze on w miedzyczasie
usunal archiwum wiec nie moglam sie odwolac do konkretow i probowal sie
wyprzec, jakoby w tresci rozmow bylo cos zdroznego, w koncu przyparty do muru
przyznal sie, ze mu wyslala jakies swoje nagie zdjecia, wyslal jej przy mnie
smsa, ze zrywa z nia kontakty itp., odbylismy szczera rozmowe i mialam
nadzieje, ze retszta dni bedzie jakos lepiej spedzona, ze postara sie mi
niejako zrekompensowac ten niemily poczatek, zmazac wine czy jakkolwiek to
okreslic. Pierwszego wolnego dnia bylismy na plazy sami, tzn. maz, ja i
coreczka, maz lezy zmeczony na kocu i prawie sie nie odzywa, ja probouje cos
zagaic, bawie sie z Mala, po godzinie pobytu maz stwierdza, ze jest glodny,
meczy go slonce i ze wracamy. Nastepnego dnia znowu wyprawa na plaze, tym
razem oprocz nas sa 2 znajome z dziecmi. Moj maz to gwiazda: biega, tanczy,
popisuje sie, gada z kolezanka jak najety, ida razem po lody, potem razem
wracaja z plazy, ja oczywiscie zajmuje sie dzieckiem. Siedzimy na plazy ponad
3h i maz nawet nie pisnie o nadmiarze slonca czy zmeczeniu. W miedzyczasie
mamy tzw. romantyczny malzenski spacer, na ktory wysyla nas rzeczona kolezanka
mowiac, ze ona sie w miedzyczasie zajmie naszym dzieckiem. Ja ide ze srednia
ochota widzac, ze zostalo to zainicjowane z zewnatrz, a nie przez meza, a on w
ogole bez entuzjazmu. Pozostale dni - maz od rana do wieczora w pracy,
dodzwonic sie do niego nie mozna bo ciagle wisi na telefonie, pierwszego dnia
po pracy stwierdzil, ze wpadnie jak zwykle na kawke do znajomych i wrocil po
22giej, a rano szedl na 9ta robic jakies nadgodziny, mimo ze normalnie chodzi
na 11sta, w soboty tez szedl na fuche, wiec w zasadzie zostaly nam 2
niedziele, ktore tez spedzalismy czesciowo razem a czesciowo osobno. Wiekszosc
czasu siedzialam wiec sama z dzieckiem w domu i spotykalam sie ze znajomymi z
dziecmi, ale caly czas meczylo mnie co robi i do kogo akurat wydzwania i po
co. Te znajome obie sa mezatkami i na pewno nic fizycznego ich nie laczy, ale
bolalo mnie, ze zamiast spedzac czas z nami woli isc/dzwonic/smsowac z nimi.
A, zapomnialam dodac, ze w niedziele zaczynalo sie smsowanie, maz dostaje
smsa, maz odpisuje, dostaje, odpisuje, i tak doslownie co 5 minut lub
czesciej, gdy chcialam cos zagadac to akurat ogladal film i prosil, zeby nie
przeszkadzac, ale robil regularne przerwy by odebrac smsy i odpisac na nie.
Bylam tak chora i umeczona ta cala sytuacja ze nie moglam sie doczekac powrotu
do PL, kazda proba rozmowy z mezem konczyla sie stwierdzeniem, ze sie czepiam
i ze ciagle narzekam i mam jakies fochy, ze przesadzam. Czulam sie kompletnie
zignorowana i przesunieta na plan dalszy, najwazniejsi znajomi, smsy itp.
Teraz jestem juz w Polsce i okazuje sie, ze maz nie poszedl w ta sobote na
fuche bo sie nie oplacalo (a gdy ja tam bylam, prosilam, zeby nie szedl,
zebysmy mieli chociaz 1 dzien wiecej dla siebie - twierdzil, ze dramatycznie
potrzebuje kasy i musi isc). Dobija mnie ta cala sytuacja, nie wiem co robic.
Mam wrocic do meza do Anglii we wrzesniu z dziecmi ale szczerze mowiac po tym
horrorze nie mam na to ochoty, on nie widzi problemu lub udaje, ze go nie
widzi. On twierdzi, ze przeciez wyeliminowal zachowania, ktore mi sie nie
podobaly (po moich awanturach), ze przeciez tylko raz poszedl wieczorem do
znajomych, ze co do reszty to przesadzam a smsy to taka zabawa (do mnie
dziewczyny tez pisaly, to fakt, ale ja nie odpisywalam co 2 minuty i nie
spalam z telefonem przy uchu!). Wczesniej gdy mieszkalismy razem w Anglii tez
mielismy znajomych ale wiekszosc czasu spedzalismy razem, czasem sie do kogos
szlo, czasem ktos do nas, ale nie bylo tej telefonicznej paranoi i czulam, ze
moge z mezem pogadac, czulam jakies zainteresowanie, bylo zycie w tym zwiazku.
Teraz mam wrazenie, ze nawet gdy on fizycznie jest w domu, co sie nieczesto
zdarza, to tak naprawde jest gdzie indziej. Najgorsze jest to, ze wszelkie
proby komunikacji spelzly na niczym, wrocilam smutna i rozczarowana, teraz
czekam na przylot meza do PL za 2 tygodnie ale wyczekuje go bardziej z obawa
niz z radoscia. Ja po prostu nie wiem co sie dzieje, napiszcie prosze co o tym
myslicie jesli dobrneliscie az tu, jak ja sie powinnam zachowac, co robic
Obserwuj wątek
    • majenkir Re: 23.06.09, 23:19
      mirelka07 napisała:
      > wkrotce bo narodzeniu coreczki pojechalam z obojgiem dzieci do
      Polski, gdzie mieszka moja mama, aby mi pomogla przy dzieciach

      ???
      Po to zakladalas rodzine, zeby potem z mama mieszkac??

      Cala ta sytuacja wyglada jak poczatek konca, niestety....
      • delfina77 Re: 23.06.09, 23:36
        Mama miala mi pomoc w czasie pierwszych najtrudniejszych miesiecy - masz dwojke
        dzieci z niespelna dwuletnia roznica wieku?
        • lidia341 Re: 23.06.09, 23:39
          delfina ja mam dwójkę i przy drugim dziecku mama najmniej mi pomogła. I nigdy w
          życiu nie zrobiłabym tego co Ty,. Powinnyście sami sie z tym zmierzyć. Przecież
          o drugim dziecku wspólnie zdecydowaliście? No chyba że to wpadka. A jeżeli
          wiedziałaś że będzie Ci ciężko to po co było ci to drugie teraz? Było odczekać
          aż to pierwsze na tyle podrośnie by było bardziej samodzielne. Ja tak zrobiłam,
          a dodam że mieszkałam z rodzicami.
          • mirelka07 Re: 23.06.09, 23:44
            Kurde, mieszaja mi sie nicki. Mi akurat mama pomogla, gdyby maz mial inne
            godziny pracy to pewnie nie wyjechalabym, w koncu to tylko kwestia 3 miesiecy.
            Dodam, ze pierwsze dziecko urodzilam w Polsce a potem dojechalam do meza i nie
            bylo takich historii jak teraz
        • wieczna-gosia Re: 24.06.09, 07:30
          ja mialam- zadnych mam!
          • joanna35 Re: 24.06.09, 07:57
            wieczna-gosia napisała:

            > ja mialam- zadnych mam!
            Tak samo. W dodatku drugie dziecko urodziło sie od razu z ogromnymi
            problemami, a mąż nie potrafił sobie poradzić z sytuacją i wybywał
            na całe dnie, tzn. przygotowywał się do awansu.
        • majenkir Re: 24.06.09, 13:13
          delfina77 napisała:
          miesiecy - masz dwojke
          > dzieci z niespelna dwuletnia roznica wieku?

          Tak, mam (22 miesiace dokladnie), dlatego mnie to zdziwilo.
          Tez mieszkamy za granica, sami, bez zadnej rodziny.
          Ale w dobie pampersow i sloiczkow nie widze nic strasznie trudnego
          w chowaniu dwojki dzieci....
    • aniasa1 Re: Problemy z mezem - dlugie 23.06.09, 23:21
      Hm. Ja mysle, (wnioskuje po Twoim opisie) ze to koniec waszego malzenstwa. No bo
      jak zyc z Panem SMS-EM? NIe tęsknił za Tobą, i chyba nie ucieszyl Twoim
      ptzyjazdem. No chyba ze to Ty pojechalas z nastawieniem ze bedzie szalał z
      radosci na Twoj widok i skakal do nieba a tak nie bylo.
      Z tego co piszesz wnioskuje ze zbyt wiele czasu nie poswiecil tez dziecku.
      Polecialas z tym maluszkiem ktorego widzial tylko po urodzeniu, o On go olał?
      Dobrze to rozumiem? Dla mnie taki koles juz byłby skreślony. Takie zachowanie
      wskazuje tylko na jedno: On z kims sie spotyka. Sadzę ze powinnas z nim szczerze
      porozmawiac teraz i ustalic jakies granice. Takie malzenstwo, to nie małżeństwo.
      Po co sie oszukiwac. Dzieciaki tez szybko to odczują. Tylko nie daj sie mamic
      kolejne miesiące bo stracisz poczucie wlasnej godnosci i nabawisz sie wrzodow.
      Przepraszam ale dla nie to zwykly cham.
      • mirelka07 Re: Problemy z mezem - dlugie 23.06.09, 23:47
        Tez mam powazne watpliwosci co do tego zwiazku teraz ale przeciez tyle lat bylo
        dobrze a tu nagle 3 miesiace i takie cos, nie poznaje go. Najgorsze, ze tam
        nawet nie bylo jak pogadac bo ciagle w biegu i ciagle ci znajomi wokol, mysle,
        ze przyjazd do PL powinien cos wyjasnic a co do tych wrzodow to chyba juz mi sie
        robiasad
      • wieczna-gosia Re: Problemy z mezem - dlugie 24.06.09, 07:31
        a kiedy on mial sie do tego dziecka przywiazac?
    • ada828 Re: Problemy z mezem - dlugie 23.06.09, 23:55
      Pewni gdy drugie się urodziło był przejęty tak ja Ty, a tu nagle wolne
      kawalerskie życie i cała energia poszła w smsy.
      • mirelka07 Re: Problemy z mezem - dlugie 23.06.09, 23:56
        Czyli co, wracac za 2 tygodnie???
        • czar_bajry Re: Problemy z mezem - dlugie 24.06.09, 00:10
          Schizy łapiesz siedząc u mamy, sama piszesz że jak mieszkaliście razem to było ok.
          Pakuj walizki bierz dzieciaki i wracaj do męża
          Mam trójkę dzieci i nie potrafię sobie wyobrazić abym miała zamieszkać z moją
          mamą nawet na trzy mieś. żeby mi przy dzieciach pomogła a męża samego zostawić,
          dzieci tak samo jego jak i moje a większość ojców pracuje zawodowo i nie
          przeszkadza im to w uczestnictwie w wychowaniu dzieci.
          • ciekawakobieta24 Re: .. 24.06.09, 07:35
            Mysle ze gdybys była cały czas przy mezu to taka sytuacja by
            niezaistniała.Facetowi sie nudziło po pracy i wciagnal sie z kims w
            smsowanie.W sumie tez sie dziwie ze zostawiłas na tak długo meza-(ja
            raz pojechalam z dzieciakiem do kolezanki na tydzien ale wrocilam po
            3 dniach bo Tesknilam okropnie)ale tez rozumiem ze ciezko jest samej
            z dwojka dzieci.Mysle ze powinnas bardzo szczerze porozmawiac z
            mezem i oczywiscie znowu zamieszkajcie razem!Przeciez i tak nie
            bedziesz pracowala a z dzieciakami jakos dasz sobie rade-powodzenia
            zycze smile
    • wieczna-gosia Re: Problemy z mezem - dlugie 24.06.09, 07:28
      baty w walizy i do meza. Pracuje caly dzien i ci nie pomoze- trudno. Poza tym
      pomoze ci po 21 albo w weekend. Znajdz sobie kolezanki, podrzucajcie sobie
      dzieci. W UK tez sa zlobki. NA PEWNO nic nie zdzialasz metoda awantur i
      siedzenia u mamy. Byc moze zwiazek wam sie rozwali i tak. Ale byc moze maz sobie
      przypomni co to jest rodzina.
      • wieczna-gosia Re: Problemy z mezem - dlugie 24.06.09, 08:09
        acha napisze cos jeszcze. Wyujezdzanie do mamy zeby pomogla przy dzieciach jest
        po pierwsze zbrodnia na ojcu i jako takie powinno byc karane. ty dziecko nosisz
        w brzuchu 9 miesiecy. On nie- potrzeba czasu i zajec zwiazanych z dzieckiem zeby
        wiez sie wytworzyla. Zupelnie czym innym jest jak rozstajacie sie kiedy dziecko
        jes juz wieksze. Mame ewentualnie mozna zaprosic do siebie i to nie kazda mame smile

        Po drugie- posiadanie dwojki, trojki itd. dzieci wymaga zmieny organizacji.
        Zatrudnienie mamy do pomocy jest tylko odwlekaniem tego co i tak sie stac musi-
        czyli zostaniesz w koncu sama z tymi dziecmi, wszystko ci sie sypnie, zaplaczesz
        sie wytrzesz lzy i zaczniesz kombinowac jak to poukladac. Jak czlowiek
        zmotywowane (czyt. zdesperowany) to i od meza pomoc wyegzekwuje i sam sobie dni
        pouklada optymalnie. Przy dwojce dzieci mialam wiecej czasu niz przy jednym a
        uczylam sie wtedy do matury smile Wciagnelam meza, wciagnelam kolezanki- przy
        okazji byl swietny test przyjazni, a moje dzieci mialy rok z hakiem roznicy.
        Kazda kobieta musi przejsc przez trzesienie ziemi zwane dzieckiem- albo razem z
        mezem jak jej sie swiadomszy trafi- albo tego meza musi wciagnac z desperacji.
        Wczesniej czy pozniej- co za roznica.
      • m.i.n.e.s Re: Problemy z mezem - dlugie 24.06.09, 08:14
        Ja mu sie troche nie dziwie. Zona wyjechala, zabrala dzieci, on
        wraca do pustego domu, wiec szukal kontaktu z ludzmi.
        Po co wam bylo to drugie dziecko skoro z gory zalozylas, ze
        potrzebujesz pomocy? Tylko po to zeby dzieci razem sie bawily?

        • phantomka Re: Problemy z mezem - dlugie 24.06.09, 08:43
          Zgadzam sie, ze wyjazd nie byl dobrym pomyslem. Maz musi
          wspoluczestniczyc w zyciu rodziny. Powinien widziec i te dobre
          chwile i te ciezkie, bo tylko wtedy jest w stanie cie zrozumiec i
          wlaczyc sie w wychowanie dzieci.
          Natomiast nie zgadzam sie z tym, ze jestes jedyna osoba
          odpowiedzialna za ta sytuacje. Co innego wyjazd, co innego
          ignorowanie zony i brylowanie w towarzystwie kobiet. Za to mooj
          facet mialby juz sporego minusa, ktorego latwo by nie odrobil.
          Ciekawe, ile z was tak lekko podeszloby do tematu, gdybyscie
          znalazly na kompie meza sex rozmowy, gole zdjecie kolezanki,
          ewidentne flirty z kolezankami. Duza macie tolerancje. Dla mnie to
          troche za duzo, zeby tlumaczyc to poczuciem stanu kawalerskiego. W
          koncu w jego swiadomosci powinien pozostac fakt, ze ma zone i dwojke
          dzieci.
          • mirelka07 Re: Problemy z mezem - dlugie 24.06.09, 10:00
            No wlasnie o to mi tez chodzi. Ja sie nie bawie i nie szaleje, choc tez mialam w
            miedzyczasie zaproszenie od kolegi - dosc niejednoznaczne. Ale kocham meza i
            zdrada jest dla mnie nie do pomyslenia, poki co. A on przez te 3 miesiace jakby
            sie odmienil, ja rozumiem, ze rozlaka to dla malzenstwa nic dobrego ale chyba
            powinno sie miec jakies zaufanie do tej drugiej osoby. Piszecie, ze zadna
            roznica z dwojka dzieci samej od poczatku czy pozniej, a jednak roznica jest.
            Teraz oboje sa starsi i bez problemu sobie z nimi radze, wczesniej starsze mialo
            napady histerii i zazdrosci i bylo naprawde ciezko. Ciezko mi wrocic i
            zachowytwac sie jak gdyby nigdy nic bo oczekuje skruchy od meza, jakiegos
            uswiadomienia sobie, ze obecna sytuacja normalna nie jest, a to poki co widze
            tylko ja
    • super-mikunia Re: Problemy z mezem - dlugie 24.06.09, 09:17
      Po 1-e nie puściłabym mu zabawiania się z koleżanką, to obrzydliwe i
      ewidentna zdrada. Już wtedy bym się spakowała do mamusi a nie
      czekała jeszcze 2 miesięcy...OK z 2 dzieci nie jest tak łatwo się
      spakować i wyjechać, ale do momentu kiedy bym tego nie robiła/coś by
      niezaskoczyło w małżonku - straszne represje smile
      Po 2-ie jakby dla mojego męża telefon był ważniejszy niż ja to
      telefon wylądowałby w toalecie - ale ja dziecinna jestem wink
      Trochę podkręciłam to wszystko, ale chodzi mi oto, że żadne takie
      zachowanie nie uszłoby mu płazem...
      Niewątpliwie przechodzicie kryzys i musisz uświadomić to mężowi!
      • mirelka07 Re: Problemy z mezem - dlugie 24.06.09, 10:02
        Chyba tak zrobie z tym telefonem, ja po prostu bylam zbyt zaskoczona ta cala
        sytuacja i oczekiwalam, ze jakas zmiana nastapi w nim samoczynnie, ale skoro to
        nie zadzialalo to chyba musze zadzialac aktywniej
    • zlotarybka_1 Re: Problemy z mezem - dlugie 24.06.09, 09:41
      być może bardziej odniosę się do wpisów moich poprzedniczek niż do
      Twojego. Po przeczytaniu wątku nasunęły mi się następujące wnioski:
      1. zgodzę się z tym, że lepiej było po urodzeniu dziecka zostać z
      mężem. Od początku powinien wiedzieć czym "pachnie" opieka nad
      noworodkiem, w taki sposób dałaś mu urlop, który się mu nie należał.
      2. absolutnie nie zgadzam się z tym, że w związku z pkt.1 winę za
      zaistniałą sytuację ponosisz Ty. Nie zgadzam się, że męża trzeba
      pilnować, bo jak nie to ma prawo znaleźć sobie inną rozrywkę. Nie
      zgadzam się, że skoro zostawiłaś go samego to nie ma się co dziwić,
      że szukał innych wrażeń. Nie tylko się z tym nie zgadzam, ale krew
      mnie zalewa jak coś takiego czytam. Przecież mąż to nie Twoje
      dziecko, żebyś go musiała pilnować, kontrolować, być przy nim cały
      czas, żeby głupoty nie zrobił.
      Jest dorosły i skoro Cię oszukuje (sorry, ale sex chat to już jak
      dla mnie zdrada), skoro brak mu czasu dla rodziny, skoro nie
      interesuje go świeżo narodzone dziecko to z nim coś jest nie tak a
      nie z Tobą. I nie daj sobie wmówić, że to Twoja wina, bo go "nie
      upilnowałaś".
      A co do Waszego związku - cóż, nie wygląda to najlepiej, nie jest
      jednak beznadziejnie. Uważam, że jak przyjedzie musisz zdobyć się na
      prawdziwie szczerą rozmowę, ustalić zasady. To można jeszcze
      uratować.
    • 18_lipcowa1 Zdziwiona? 24.06.09, 11:17
      No bo ja wcale.
      Jak sie zaklada rodzine, ma sie dzieci i meza to sie mezem siedzi a
      nie z mamusia.
      Nie da sie?
      Da sie.
      Mieszkam w UK i mam dzieciatych znajomych. Nawet z 3 dzieci. Do nich
      czasem mamusia przyjedzie ale ogolnie ludzie radza sobie sami.
      A jak jada do mamusi na wakacje to jada z mezem.

      Naprawde dziwie sie gdzie szukasz przyczyny, szukaj jej sobie i
      swoich decyzjach, Twoj pierwszy i ostatni nie jest tylko slabo sie
      chlopina zakamuflowal.
      • mirelka07 Re: Zdziwiona? 24.06.09, 11:20
        Ale czy moj wyjazd go usprawiedliwia? Czy gdybym go nie mogla 'pilnowac' z
        innego powodu, np. choroby, pobytu w szpitalu itp. to tez by byla moja wina?
        Moglam zostac, jasne, ale nie wiedzialam, ze nie moge mu zaufac, moze i dobrze,
        ze sie okazalo co sie okazalo bo widac, ze jest sporo do dopracowania w zwiazku.
        Ja nie uwazam, ze to wylacznie moja wina
        • marzeka1 Re: Zdziwiona? 24.06.09, 11:27
          To nie jest wyłącznie twoja wina, ale BŁĄD zrobiłaś, że na tak długo wyjechałaś
          z dziećmi do mamy, fundując mu nowe, kawalerskie życie. Rodzina powinna trzymać
          się razem i tyle. Nie widzisz różnicy między- wyjeżdżam do mamusi, a mąz zostaje
          sam, bo zachorowałam i jestem w szpitalu???
        • 18_lipcowa1 Re: Zdziwiona? 24.06.09, 11:28


          > Ale czy moj wyjazd go usprawiedliwia? Czy gdybym go nie
          mogla 'pilnowac' z
          > innego powodu, np. choroby, pobytu w szpitalu itp. to tez by byla
          moja wina?

          Po czesci usprawiedliwia. Co z Ciebie za kobita ze nie wiesz ze
          faceta sie samego na dlugo nie zostawia i nie jedzie do mamusi.
          Mysle, ze choroba, szpital czy jakas inna podobna niedyspozycja to
          co innego. Facet ma wtedy o czym myslec i ogolnie co robic.
          Ty, po prostu wylaczylas meza z rodziny, z obowiazkow meza i ojca i
          zwinelas sie do mamusi. Po co?
          Niechze wraca o 21. Trudno.
          Wiesz co jakby mnie maz zostawil sama, za granica, bez zadnych
          obowiazkow to tez nie wiem co by mi do lba strzelilo. Wolnosc i nuda
          robia swoje.


          > Moglam zostac, jasne, ale nie wiedzialam, ze nie moge mu zaufac,
          moze i dobrze,
          > ze sie okazalo co sie okazalo bo widac, ze jest sporo do
          dopracowania w zwiazku


          No tak- jeden plus Twojego wyjazdu.


          > Ja nie uwazam, ze to wylacznie moja wina


          A ja tak.
          Ale zwiewanie do mamusi jest nagminne wiec pierwsza i ostatnia nie
          jestes.
          Nadal jestes w Polsce?
          To pakuj manatki bo zaraz bedzie kolejne watki tworzyc jak to maz
          znalazl sobie inna pania na obczyznie.
          Serio mowie.
          • mirelka07 Re: Zdziwiona? 24.06.09, 11:37
            Wiesz, szczerze mowiac jesli tak by mialo byc to bym mu podziekowala. Zwiazek -
            tak, ale z zaufaniem i miloscia z obu stron. Jesli ma to wygladac tak, ze ja go
            ciagle pilnuje i kontroluje bo on sam sie nie umie/nie chce przypilnowac to
            predzej czy pozniej okazja sie i tak stworzy. A przyjechac-przyjade, co nie
            zmienia faktu, ze problem jest i uwazam, ze go moj wyjazd nie usprawiedliwia
            • marzeka1 Re: Zdziwiona? 24.06.09, 11:41
              "uwazam, ze go moj wyjazd nie usprawiedliwia "- no nie usprawiedliwia, ale
              wywołał zupełnie niepotrzebny kryzys. Macie 2 dzieci, jesteście rodziną i po
              prostu jak chcesz mieć sensowny związek, to macie być razem, on ma być także
              ojcem dla dzieci i mężem dla ciebie.
            • 18_lipcowa1 Re: Zdziwiona? 24.06.09, 11:43
              A przyjechac-przyjade, co nie
              > zmienia faktu, ze problem jest i uwazam, ze go moj wyjazd nie
              usprawiedliwia



              No to nie uwazaj, twoja sprawa w sumie.
              Ale niczego nie zmienia ze i tak - postapilas idiotycznie.
        • wieczna-gosia Re: Zdziwiona? 24.06.09, 17:07
          ja tez tak nie uwazam. Ale nie uwazam ze wylacznie jego.
    • dag_dag Re: Problemy z mezem - dlugie 24.06.09, 11:41
      Decyzja o drugim dziecku, mała różnica wieku, pomoc mamy, wyjazd bez męża, i tak
      dalej... Ja nie widzę w tym niczego złego, ani żadnego problemu. Według mnie
      kłopotem jest to, że masz dupka za męża. Ot i wszystko.
    • ulkapolla Re: Problemy z mezem - dlugie 24.06.09, 11:42
      Normalnie nie mogę czytać tych wyluzowanych mamusiek wmawiających
      Ci, że to wszystko przez Ciebie. Nie daj sobie wmówić winy!!! To
      chyba była wspólna decyzja, że wyjeżdżasz do mamy? Mąż próbował Cię
      za wszelką cenę zatrzymać?
      Sex chaty, wymiana nagich zdjęć? To jest chore i w żadnej sytuacji
      nie powinno mieć miejsca. Poczuł się chłop jak kawaler, motylki w
      brzuchu itd. W tej chwili pewnie uważa, że lepiej mu bez Ciebie i
      dzieci, rodzina go ogranicza i podcina mu skrzydła.
      Bez poważnej rozmowy się nie obejdzie. Moim zdaniem powinnaś
      postawić sprawę na ostrzu noża, ma znaleźć czas na rozmowę i koniec.
      To małżeństwo jeszcze jest do uratowania o ile mąż się opamięta.
      Teoretycznie większe szanse macie, jeżeli będziecie razem ale to
      zależy od stopnia upojenia wolnością Twojego męża.
      Generalnie wpółczuję. Ludzie często się rozstają na dłużej ale nie
      każdy od razu zdradza. I pamiętaj, nie możesz czuć się winna - to
      dorosły człowiek i sam ponosi odpowiedzialność za swoje zachowanie.
    • lacitadelle Re: Problemy z mezem - dlugie 24.06.09, 13:11
      Twój wyjazd nie jest usprawiedliwieniem, ale prawdopodobnie główną przyczyną
      zdecydowanie nagannego zachowania męża (o ile przed wyjazdem było między Wami
      super, tak jak to opsiujesz).

      Jakiś rok temu, po urodzenia syna, też byłam piekielnie zmęczona, nie dawałam
      sobie rady i zdecydowałam wspólnie z mężem, że wyjadę do domu rodzinnego, ale na
      dwa tygodnie, a mąż przyjedzie nas odwiedzić na 3 dni w środku tych 2 tygodni.
      Było mi z tym bardzo ciężko, a mąż codziennie dopomagał się o zdjęcia syna.

      Tak jak pisały dziewczyny, dziecko jest dwojga osób i obie powinny czuć się za
      nie tak samo odpowiedzialne, uczestniczyć w jego życiu, żeby móc je poznać,
      przywiązać się, naprawdę pokochać. Wyjeżdżając po pomoc do mamy, też w jakiś
      sposób dajesz do zrozumienia, że mąż w nowej sytuacji się nie sprawdza, nie
      wystarcza wam, nie potrafi Ci pomóc, nie jesteście w stanie funkcjonować jako
      rodzina. Z mojego punktu widzenia takie rozłąki nigdy nie działają dobrze na
      rodzinę i zdecydowałabym się na taki tylko w ostatecznej ostateczności.

      Gdybym zastała taką sytuację jak Ty po przyjeździe do mężą, to jak najszybciej
      zorganizowałabym powrót od mamy, poważną rozmowę i próbę ratowania związku -
      jeżeli Ci na nim zależy i potrafisz mu takie zachowanie wybaczyć. Bo przyjazd do
      męża, Twoje odkrycia, a potem powrót do kraju - to już dla mnie jest jawne
      przyzwolenie na takie zachowanie/rezygnacja ze związku.
      • mirelka07 Re: Problemy z mezem - dlugie 24.06.09, 13:38
        No nie twierdze, ze bylo super, ale bylo w miare normalnie, zdecydowanie nie to
        co teraz. Wrocilam do Polski bo i tak musialabym przyjechac po drugie dziecko
        gdybym miala zjechac na stale do meza, maz ma nas odwiedzic za 2,5 tygodnia i
        tak naprawde caly ten czas mysle co mam robic. Przeszlam od mysli o zostaniu na
        stale w PL i separacji z mezem do mysli wyjazdu do niego teraz zaraz i proby
        naprawy zwiazku, ale tak naprawde dopoki nie ma tej powaznej rozmowy, tylko sie
        miotam. Nie umiem sie z nim dogadac, nie umiem do konca wybaczyc, nie mam juz
        takiego zaufania jak przedtem, nawet gdybym zostala przy nim i obserwowala jego
        kazdy krok. Mam wrazenie, ze on to wszystko bagatelizuje i jest mi ciezko
        • lacitadelle Re: Problemy z mezem - dlugie 24.06.09, 13:59
          Rozumiem, że jest Ci bardzo ciężko, ale wiesz, brak decyzji to też jakaś decyzja
          - tak jak napisałam, wracając do polski i nic nie robiąc, ślesz mężowi
          komunikat: nie zależy mi na naszym związku i przymykam oczy na takie Twoje
          wybryki. 2,5 tygodnia to dla mnie szmat czasu, szczególnie w tej sytuacji, a
          przecież jak już przyjedzie, będziecie mieszkać w domu Twojej mamy - to chyba
          nie jest dobre miejsce na poważne rozmowy i on to chętnie wykorzysta jako pretekst.

          Musisz zdecydować, czy Ci na nim zależy na tyle, że będziesz walczyć o
          odbudowanie tego związku. Oczywiście bez gwarancji sukcesu (bo z jego zachowania
          raczej trudno wywnioskować, że jemu zależy), choć są pary, które żyją po
          zdradzie, niektóre nawet w jakiś sposób umocnione, znam taką 1 (słownie: jedną).
          Jeżeli kochasz go wystarczająco mocno, to wracaj, a jeżeli nie - poczekaj, aż
          przyjedzie i powiedz, że chcesz separacji.
        • myelegans Re: Problemy z mezem - dlugie 24.06.09, 14:03
          Tu nie rozmowy potrzeba tylko terapii i duzo pracy nad zwiazkiem. Za
          daleko to wszystko zabrnelo, nawet jak dojdziecie do porozumienia i
          bedziecie zyli jak rodzina gdziekolwiek, to czy wszystko bedzie w
          porzadku i wyczyszczone miedzy Wami? czy beda Cie duchy po nocy
          straszyc? Odzyskasz nagle zaufanie, maz nagle zainteresuje sie
          nawiazywaniem wiezi z mlodszym potomstwem, czy bedzie to zabawa w
          policjantow i zlodziei?

          Jezeli chcesz cos z tym zrobic to rob teraz, ale na ustalonych
          zasadach, samo sie to nie naprawi.
    • tinki1 Re: Problemy z mezem - dlugie 24.06.09, 14:22
      Pakuj sie i wyjezdzaj do meza! Pomysl aby mama pomogla bez sensu.Ja
      ma roznice 2,5 roku miedzy dziecmi i jakos sobie radze.Sa pampersy,
      sloiczki, poradzisz sobie.A maz pomoze jak wroci z pracy albo w
      wwkend. Rodzina powinna byc razem a wtedy wszystko wroci do normy..
      o ile nie jest juz za pozno...

      powodzenia i milosci
    • roula Re: Problemy z mezem - dlugie 24.06.09, 16:27
      A moim zdaniem nic go nie usprawiedliwia.Ja podobnie po urodzeniu
      drugiego dziecka wybylam na 3 miesiace do mamy.I nic sie nie stalo
      mielismy staly kontakt a po powrocie bylo normalnie,nie jak u ciebie.Z
      tym,ze maz w ogole nie prowadzi specjalnie aktywnego zycia
      towarzyskiego.Ja bym na twoim miejscu nie wracala .Jak mu zalezy to
      niech sie o was troche postara
      • ruda_kasia Re: Problemy z mezem - dlugie 24.06.09, 17:04
        A ja widzę głęboką patologię w jechaniu po pomoc do mamusi, jak się samemu
        zostało mamą. Na szczęście mam dwójkę dzieci, więc nikt mi nie zarzuci, że nie
        wiem, jak to jest ciężko mieć dwójkę. Dodam że odkąd pamiętam pracuję na więcej
        niż etacie. I błogo wspominam macierzyński po urodzeniu drugiej córki. Sama w
        domu z dziećmi, żyć, nie umierać, kasa na koncie, żadnej babci w pobliżu... ech.
        • zlotarybka_1 Re: Problemy z mezem - dlugie 24.06.09, 17:12
          o boszszszeee... patologia, bo do mamy pojechała.
          Czego to jeszcze ludzie nie wymyślą.
          • dag_dag Re: Problemy z mezem - dlugie 24.06.09, 17:45
            Moim zdaniem to ona powinna jeszcze męża przeprosić big_grin
            • zlotarybka_1 Re: Problemy z mezem - dlugie 24.06.09, 18:34
              a jak... tylko tak porządnie przeprosić, flaszkę kupić i na kolana.
    • mateoeasy Re: Problemy z mezem - dlugie 24.06.09, 21:32
      dla mnie to tez dziwna sprawa z tym wyjazdem,dlaczego nie chcialas
      by maz ci pomogl w wychowaniu bobaska?miedzy moimi dziecmi jest 13
      miesiecy roznicy.mam jeszcze o 4 lata starsza corke. obylo sie bez
      matki.wracaj do meza,wtedy on poczuje ze ma rodzine i siadzie na
      dupie.teraz to poczul wolnosc i brak rodziny tez sobie
      rekompensuje,bo co ma robic,sexu brak,dzieci nie ma,chata pusta jak
      wraca do domu.. zastanow sie czy warto to poswiecic
    • mirelka07 Re: Problemy z mezem - dlugie 25.06.09, 08:12
      Dziekuje za wszystkie odpowiedzi.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka