Dodaj do ulubionych

Dziecko w małym mieście

17.07.09, 16:13
Odbyłam burzliwą rozmowę z koleżankami na temat szans, rozrywek i życia
codziennego w małych miastach (małe to dla mnie, powiedzmy, raczej Żyrardów,
Strzelno czy Nałęczów niż Olsztyn, żeby nie było wątpliwości). Jak się żyje z
dzieckiem w małym mieście? Gorzej niż w dużym? Lepiej? Ktoś może ma
porównanie? Czy łatwiej być matką? Czy trudniej? Czy faktycznie każy wszystko
wie o każdym i zagląda w okna czy to mit?
Obserwuj wątek
    • nangaparbat3 Re: Dziecko w małym mieście 17.07.09, 16:22
      Odwiedzilam wlasnie przyjaciołke w małym mieście. Pozazdrościlam jej. W małym
      mieście jest spokojniej, przyjaźniej, bezpieczniej. Czas plynie wolniej i ludzie
      maja czas sie z sobą zadawac. Dzieci nie są anonimowe.
      Ja w ogóle marzę o tym, by mieszkac kiedyś w miescie, gdzie szkoła jest przy ul.
      Szkolnej, kościoł przy Koscielnej, a stacja kolejowa przy Dworcowej.
      • bri Re: Dziecko w małym mieście 17.07.09, 16:24
        Kościół to jest przy Rynek Główny, Kościelna może najwyżej prowadzić
        do rynku wink
      • pan_i_wladca_mx Re: Dziecko w małym mieście 17.07.09, 16:27
        wybacz ale to brzmi jak wielkomiejskie pragnienia o domku w gluszysmile ktos kto
        nigdy nie mieszkal w malym miescie nie wiem, ze oprocz zalet sa i wady : 2
        sklepy na krzyz, po wszelkie wieksze/ubraniowe zkaupy jedzie sie do pobliskiego
        wiekszego miasta, brak anonimowsci oznacza tez obgadywanie, plotkarstwo, zbytnie
        interesowanie sie zyciem innych. dochodza do tego pokazowki jak koscielne
        uroczystosci gdzie nie biorac udzialu klub seniorow na osiedlu wyklnie cie od
        diablow.
        wolniej lecacy czas? alez tak, ale tez i nuda, sklepy i bary (?) zamykane o
        wiele wczesniej. brak rozrywek kulturalnych

        jednym slowem tylko ktos kto juz w takim miejscu spedzil czesc zycia wie o czym
        marzy, reszta sie tylko domysla
        • sir.vimes Re: Dziecko w małym mieście 17.07.09, 16:30
          2
          > sklepy na krzyz, po wszelkie wieksze/ubraniowe zkaupy jedzie sie do pobliskiego
          > wiekszego miasta,

          no akurat brak wielkich sklepów IMO nie jest wadą , szczególnie, ze nie są
          potrzebne codziennie tylko z rzadka.

          A np. w takim Łowiczu jest i galeria handlowa i empik więc w sumie bdb.
        • figrut Re: Dziecko w małym mieście 17.07.09, 16:39
          2
          > sklepy na krzyz, po wszelkie wieksze/ubraniowe zkaupy jedzie sie do pobliskiego
          > wiekszego miasta, brak anonimowsci oznacza tez obgadywanie, plotkarstwo, zbytni
          > e
          > interesowanie sie zyciem innych. dochodza do tego pokazowki jak koscielne
          > uroczystosci gdzie nie biorac udzialu klub seniorow na osiedlu wyklnie cie od
          > diablow.
          Przesadzasz. Mieszkam w małym mieście i pod tym względem akurat bardzo
          przejaskrawiasz. Nie chodzę do kościoła i nikogo to nie interesuje, mam wybór
          różnorakich sklepów (fakt, nie ekskluzywnych), dwa tanie markety, solidne
          zaplecze Orlika dla dzieciaków (ale placu zabaw w mojej części brak),
          plotkarstwo dotyczy raczej poszczególnych ulic, a więc nie wie wszystkiego całe
          miasteczko i nie zna się wszystkich ludzi. Miasteczko ma zaledwie 6000
          mieszkańców. Najbliższy basen 5 km.
        • zocha16 w pełni się zgadzam 17.07.09, 16:40
          mieszkałam część życia w małym, a teraz w dużym. Bez porównania - do
          małego bym już nie wróciła
          • marianna72 Re: w pełni się zgadzam 17.07.09, 17:10
            A ja przeprowadzilam sie z Warszawy do malego miasteczka i tez bym
            nie wrocila, chociaz do Warszawy mam sentyment
            • wiola_wd Re: w pełni się zgadzam 18.07.09, 02:33
              ja mieszkałam od zawsze w małym miasteczku, 2 lata temu przeprowadziliśmy się do
              Warszawy, niestety niedawno musieliśmy wrócić do naszego małego miasteczka.
              Wiemy już, że na pewno nie chcemy mieszkać w tym naszym małym miasteczku, mam
              nadzieję, że niedługo uda nam się wrócić do Warszawy albo przeprowadzić do
              większego miasta, tak, żeby były porządne, duże sklepy (w ogóle więcej sklepów,
              obecnie nie mogę kupić nawet normalnego chleba razowego - w całym miasteczku
              jest tylko taki barwiony karmelem i to nie zawsze, króluje okrągły a'la wiejski,
              świeże mięso i wędliny tylko we wtorki i piątki rano, ceny wysokie bo brak
              konkurencji), kino, place zabaw (basen akurat mamy tutaj fajny, 5 minut
              spacerkiem) i mniej obgadywania, więcej anonimowości.
              • wiola_wd Re: w pełni się zgadzam 18.07.09, 02:42
                a co do tematu wątku - moja córka, mimo, że jeszcze mała (3,5 roku) też wolała
                duże miasto - więcej dzieci, place zabaw, sale zabaw, w ogóle kontakt z ludźmi.
                Teraz po prostu się nudzi. Ma swoją piaskownicę, ogródek, huśtawkę ale
                towarzystwa do zabawy praktycznie wcale - wśród sąsiadów jest 3 dzieci w
                podobnym wieku ale każde jest na swoim podwórku. Czasem chodzimy na plac zabaw
                przy blokach (niecały kilometr) ale tam jest tylko huśtawka, karuzela,
                zjeżdżalnia i piaskownica - wszystko zardzewiałe, takie co najmniej 15-letnie,
                dzieci też mało ale zawsze to jakaś rozrywka dla córki.
        • sir.vimes klub seniorów kościółkowych 17.07.09, 16:42
          "dochodza do tego pokazowki jak koscielne
          uroczystosci gdzie nie biorac udzialu klub seniorow na osiedlu wyklnie cie od
          diablow. "

          Ależ takie kluby są wszędzie, w mojej kamienicy też. Tylko ja mam tak samo w d.
          co oni sądzą o moim nie chodzeniu na mszę jak oni co ja sądzę o tym, że nie
          poszli na manifę.

          Chyba cała zagadka w tym, że ludzie boją się opinii takich obserwatorów
          podwórkowych i sami się na w razie czego ograniczają czy przymuszają do
          ceremonii czy czynności wewnętrznie im obojętnych.
        • nangaparbat3 Re: Dziecko w małym mieście 17.07.09, 16:44
          Tak sie sklada, ze pół dzieciństwa i nastoletctwa spędzila w malej miejscowosci,
          a teraz często tam bywam. mała liczba sklepow jakos zupelnie mnie nie przeraża,
          ani problem wcześnie zamykanych barów.
          Oczywiscie - samochod staje sie koniecznoscia, ale teraz to chyba nie problem.
          zdecydowanie wolalabym raz w tygodniu jechac godzine do sklepu czy kina niż
          codziennie przez godzine stac w korkach do pracy.
          Z plotkami gorzej - ale jak co do czego przychodzim, moje ponadpolmilionowe
          miasto okazuje się grajdołem wink
      • sir.vimes Re: Dziecko w małym mieście 17.07.09, 16:35
        No, ja tez to trochę tak widzę. Chociaz mniemam, ze dużo trudniej jest być np.
        samotną matką albo nie daj bogini, lesbijką. Ale to nie jest kwestia lokalizacji
        bo z tego co słyszę w tak bliskich nam Czechach problemy w tym stylu nie występują.

        Osobiście jakbym miała robić ranking to by mi się ułożyło tak:

        centrum dużego miasta > wsi spokojna i wesoła w lesie i na odludziu (za
        Suwałkami czy coś;P) > małe miasto > centrum średniego miasta > średnie miasto >
        poza centrum wielkiego miasta > wieś typu "ściśniętego"

        Ciekawe czy to się potwierdza jakoś. Albo wręcz przeciwniesmile
        • dlania Re: Dziecko w małym mieście 17.07.09, 17:10
          Osobiście jakbym miała robić ranking to by mi się ułożyło tak:
          >
          > centrum dużego miasta > wsi spokojna i wesoła w lesie i na odludziu (za
          > Suwałkami czy coś;P) > małe miasto > centrum średniego miasta > śre
          > dnie miasto >
          > poza centrum wielkiego miasta > wieś typu "ściśniętego"
          >
          > Ciekawe czy to się potwierdza jakoś. Albo wręcz przeciwniesmile
          >

          Mnie sie ranking sir vimes podoba, z tym żecentrum dużego miasta przeniosłabym
          na przedostatnie miejsce. Aktualnie mieszkam w średnio-małym mieście - w wyboru,
          wyprowzdziłam sie z centrum dużego miasta właśnie. Wsi spokojna w planach, jak
          dzieci troche podrosną. wink Sklepów mi nie brakuje - nie rozumiem w ogóle tego
          argumentu.
      • falka32 Re: Dziecko w małym mieście 18.07.09, 00:29
        nangaparbat3 napisała:

        > Odwiedzilam wlasnie przyjaciołke w małym mieście. Pozazdrościlam jej. W małym
        > mieście jest spokojniej, przyjaźniej, bezpieczniej. Czas plynie wolniej i ludzi
        > e
        > maja czas sie z sobą zadawac. Dzieci nie są anonimowe.
        > Ja w ogóle marzę o tym, by mieszkac kiedyś w miescie, gdzie szkoła jest przy ul
        > .
        > Szkolnej, kościoł przy Koscielnej, a stacja kolejowa przy Dworcowej.

        Ja mieszkam w takim miejscu smile - kościół jest przy Kościelnej, co prawda szkoła
        też jest przy Kościelnej, ale i tak wszyscy wiedzą, gdzie jest smile
        Fajnie jest, ale trzeba uważać na to, co się robi. Zrobisz scenę sprzedawczyni w
        spożywczym, że wędlina była nieświeża i już pół miasta się do ciebie nie odzywa,
        na poczcie cię nie obsłużą a kierowca autobusu szkolnego na widok twojego
        nadbiegającego dziecka ruszy z piskiem a do spożywczego musisz jeździć parę
        kilometrów dalej smile
    • figrut Re: Dziecko w małym mieście 17.07.09, 16:32
      Nie mam porównania życie z dzieckiem w dużym mieście, czy małym miasteczku. Mam
      porównanie małe miasteczko, duża wieś nie rolnicza (nie mylić z PGR). W dużej
      wsi było mi o wiele łatwiej mimo braku własnego podwórka, ogrodu itp. Po za tym
      w dużej wsi nie ma tak wielkiego podziału na środowisko lepsze i gorsze, bo
      raczej większość próbuje równać się z innymi wzwyż (tak, wszyscy o wszystkich
      wiedzą). W miasteczku jest podział na środowiska "lepsze i gorsze" bardzo
      widoczny, po za tym ludzie bardziej zawistni i mają gdzieś cudze dzieci, więc
      nie puszczę ich np. samych na plac zabaw (którego i tak tu nie ma). Jeśli ktoś z
      tego bardziej przestępczego światka cię zaczepi, inni udają, że nie widzą. Na
      wsi odwrotnie, bo masa ludzi przeciwko jednej czarnej owcy. Na wsi jest zasada
      "wszystkie dzieci sąsiadów są jak by wspólne", więc mogę bez strachu o młodych
      wypuścić ich na plac zabaw, na działkę (bliziutko), do kolegów w bloku obok itp.
      Dostęp do rozrywek taki sam, czyli basen, kino itp. na dojazd samochodowy (mam
      około 7 minut drogi do większego miasta).
    • kropkacom Re: Dziecko w małym mieście 17.07.09, 16:33
      Zależy od miasta i dzielnicy. W dużym mieście mogłabym mieszkać tylko tam gdzie
      są parki i ogólnie dużo zieleni czyli nie w centrum. Ważne jest to zwłaszcza
      przy małych dzidziach bo przy większych liczą się już inne rzezy. W dużym
      mieście na pewno więcej komercyjnych rozrywek dla młodych i nie ma tu nad czym
      dyskutować.
      • sir.vimes Re: Dziecko w małym mieście 17.07.09, 16:37
        Z tym, ze do tych wielkomiejskich rozrywek z gorszych osiedli bywa tak samo
        daleko (czas dojazdu) jak ze wsi pod miastem.

        W dużym
        > mieście na pewno więcej komercyjnych rozrywek dla młodych i nie ma tu nad czym
        > dyskutować.
      • kropkacom Re: Dziecko w małym mieście 17.07.09, 16:39
        Mieszkałam na wsi, małym miasteczku, mieście wojewódzkim i teraz w drugim co do
        wielkości mieście w Czechach (dzielnica zielona, 20 min. od centrum). Ostatnia
        opcja jest zwłaszcza ze względu na dzieci najlepsza.
        • sir.vimes Re: Dziecko w małym mieście 17.07.09, 16:44
          > Mieszkałam na wsi, małym miasteczku, mieście wojewódzkim i teraz w drugim co do
          > wielkości mieście

          WOW, wiesz wszystkosmile Opowiadaj zatem o wadach i zaletach różnych opcji, bardzo,
          bardzo mnie to ciekawi.
          • kropkacom Re: Dziecko w małym mieście 17.07.09, 17:01
            Wieś cicha (nie zawsze), spokojna ale też poza spacerami nie ma co z dzieckiem
            robić. Żadnych placów zabaw, dzieci siedzą "skoszarowane" na swoich podwórkach.
            Często nie ma żłobka i przedszkola. Do lekarza daleko i przeważnie jest tylko
            jeden. ITD.

            Małe miasto to place zabaw (często w opłakanym stanie), trafiają się niewielkie
            sale zabaw dla dzieci po dachem, kino i nawet czasami teatr. Jest gdzie wyjść na
            lody. Imprez komercyjnych dla dzieci więcej. Są przedszkola i żłobki (chociaż
            tam gdzie mieszkałam był jeden), przychodnie.

            W mieście wojewódzkim mieszkałam w samym centrum i z tego powodu było kiepsko.
            Hałas i zawsze pełno ludzi.

            Najlepiej myślę mieszkać w dużym mieście ale gdzieś na opłotkach. Byle to nie
            była pustynia bloków. smile To miejsce gdzie mieszkam ma wszystkie zalety dużego
            miasta (wszędzie w miarę blisko, kilka szkół i przedszkoli, przychodnia pod
            ręką, sklepy, place zabaw) i ani jednej jego wady (dużo zieleni, spokój, nie ma
            takiej anonimowości).
            • sir.vimes Re: Dziecko w małym mieście 18.07.09, 12:06
              "Żadnych placów zabaw, dzieci siedzą "skoszarowane" na swoich podwórkach."

              Kropka, ale to chyba od ludzi zależy, nie od wielkości wsi czy miasta?


              > Najlepiej myślę mieszkać w dużym mieście ale gdzieś na opłotkach.

              Jeśli masz na myśli osobne miasteczko pod dużym miastem to może tak, ale odległe
              dzielnice to dla mnie chyba jedna z najgorszych opcji.
              Daleko wszędzie jakbyś mieszkała na wsi, a uroków tejże nie ma żadnych. Myślę tu
              o warszawskich dzielnicach, bo z innymi nie mam doświadczenia.
              • kropkacom Re: Dziecko w małym mieście 18.07.09, 12:23
                > Jeśli masz na myśli osobne miasteczko pod dużym miastem to może tak, ale odległ
                > e
                > dzielnice to dla mnie chyba jedna z najgorszych opcji.
                > Daleko wszędzie jakbyś mieszkała na wsi, a uroków tejże nie ma żadnych.

                Mam na myśli właśnie dzielnice dużego miasta. Widocznie ja dobrze trafiłam. Do
                ścisłego centrum mam 20 min. tramwajem (pod nosem mam wszystko czego mi na co
                dzień potrzeba) a urokliwa dzielnica bardzo (lasy, zalew, spokój).
                • sir.vimes Re: Dziecko w małym mieście 18.07.09, 12:28
                  Widocznie ja dobrze trafiłam. Do
                  ścisłego centrum mam 20 min. tramwajem (pod nosem mam wszystko czego mi na co
                  dzień potrzeba) a urokliwa dzielnica bardzo (lasy, zalew, spokój).
                  No to nie jest to tak odległa dzielnica jak sobie wyobrażałamsmile

                  Mam w odległej dzielnicy w Warszawie koleżankę - żeby ją odwiedzić muszę
                  rezerwować niemal cały dzień - jadę tam koło 2 h (a w zły dzień więcej niż 2,5
                  h). Do znajomej w mieście pod Warszawą (w Milanówku) - jadę koło 30 minut +
                  jakieś 7 na dojście do kolejki i 5 na dojście do jej domu. Może to specyfika
                  Warszawy, że te dalsze dzielnice mają takie tragiczne dojazdy. I komunikacją, i
                  samochodem.
                  • kropkacom Re: Dziecko w małym mieście 18.07.09, 12:33
                    Nie znam Warszawy. Zresztą Warszawę to raczej do Pragi należy porównywać a nie
                    do Brna. Tu komunikacja jest właśnie na tyle fajna że da się dojechać wszędzie w
                    miarę szybko.
                    • sir.vimes Re: Dziecko w małym mieście 18.07.09, 13:48
                      "Zresztą Warszawę to raczej do Pragi należy porównywać "

                      I wypada przy Pradze niesłychanie blado jesli chodzi o dojazdy.
    • przeciwcialo Re: Dziecko w małym mieście 17.07.09, 16:37
      Mnie duzo lepiej zyło sie z dziećmi w małym mieście niz w duzym.
    • babcia47 Re: Dziecko w małym mieście 17.07.09, 17:55
      mieszkam w nieduzym (ok 40 tys) miescie przygranicznym, do którego
      przeprowadziłam się w latach 70-tych z Poznania, w którym się
      wychowałam..szczerze mówiąc wtedy róznicy wielkiej nie odczułam, bo
      w Poznaniu ruch uliczny nie był jeszcze tak duzy za to w moim
      mieście spory, szczególnie w soboty kiedu to Niemcy mieli juz wolne
      i szli/jechali do nas takimi tłumami, a wczesnym popołudniem wracali
      do siebie, ze nie było jak wrócić ze szkoły koło granicy do której
      chodziłam (wtedy jeszcze tez w soboty)..moze to cpecyfika mojego
      miasta bo w okolicy duzy przemysł, sporo ludzi sie przewija w obie
      strony przez granicę, handel przygraniczny kwitnie na skalę bazarowa
      i wielkopowierznio-marketową..w sumie trudno powiedzieć, że jest to
      senne, sielskie, anielskie miasteczko. Jezeli sa ludzie, którzy
      innym "zaglądają do okien" to przewaznie są to ludzie starsi, wręcz
      starzy, którzy takie zainteresowania przywieźli tu zza buga jeszcze.
      W czasie gdy miałam małe dzieci kwitło zycie sasiedzko-podwórkowe,
      co bardzo ułatwiało wychowywanie dziecci..zawsze ktos ze znajomych
      był na tym podwórku lub siedział w oknie, zwracał uwagę na całą
      bawiąca sie czeredkę..chodziło sie razem do parku (czasem stadko
      szło pod opieką częsci mamuś, reszta miała czas na inne zajęcia
      domowe, na wycieczki, do siebie do domów w czasie słoty,
      organizowało sie wspólne imprezy dzieciowe..z tego co widzę obecnie
      jest tak jak w duzych miastach czyli najczęściej "każdy sobie",
      ludzie są zagonieni, zapracowani, mało mają czasu dla siebie i
      rodziny, czesto trudno im podtrzymac stosunki towarzyskie poza
      spotkaniami okolicznosciowymi. Ruch uliczny jest jak dla mnie
      porówny z duzymi miastami ale to również może byc związane ze
      specyfika mojego miasta..na szczęście miasto zadbało o rozwiązania
      komunikacyjne, jest duzo "świateł", bezkolizyjnych przejść, więc
      sporo dzieci samodzielnie tupta np. do szkoły od pierwszych klas,
      jednak tez duzo wiecej mam musi zapewnic swoim pociechom w tym
      opieke, szczególnie gdy mają do szkoły daleko lub mniej bezpieczną
      trasę, mniej dzieci bawiących się samodzielnie na podwóku widuje się
      też obecnie niż za czasów moich synów, nawet gdy sa to podwórka
      zamkniete lub na tyle kameralne, że każdy obcy z miejsca zostanie
      zauważony, są "na widoku", a pozatym są praktycznie oddalone od ulic
      na tyle, że dzieci są całkowicie bezpieczne..nie widze tez by dzieci
      odwiedzały sie i wspólnie bawiły w przydomowych ogródkach (mieszkam
      w dzielnicy willowej)
      • babcia47 Re: Dziecko w małym mieście 17.07.09, 18:07
        ps. jeżeli chodzi o zajęcia i "rozrywki" dla dzieci jest nieźle..moi
        chłopcy chodzili na basen, zajęcia z języków, mogli uprawiać sport,
        chodzili na zajęcia sztyk walki, młodszy udzielał sie w jednym z
        amatorskich teatrów, starszy nalezał do sekcji żeglarskiej, w ciągu
        roku sporo imprez kulturalnych w mieście i okolicy, z tego 2 na
        skalę krajową, 3 osrodki kulturalne oferują zajęcia dla dzieci i
        młodziezy..byle tylko chciały brac udział.. sporo róznistych
        koncertów sponsorowanych przez duzy przemysł i nie tylko, duzo
        wspólnych imprez z sasiadami zza miedzy, fajne tereny turystyczne u
        nas, w Niemczech i Czechach, szkoły co roku organizowały kilkudniowe
        wycieczki zagraniczne ( WB, Włochy, Hiszpania) chłopcy zwiedzili do
        matury przktycznie cała Europę..a starszy i wiekszość mórz, o
        rodzimych jeziorach nie wspominając
    • moofka Re: Dziecko w małym mieście 17.07.09, 18:09
      mieszkam w malym miescie i czesciej widze plusy
      a w planach mam jeszcze wieksza glusz pod lasem, niech mi tylko dzieciory troche
      podrosna
      moje male miasto ma zlobki, przedszkola i poki co zadnych problemow z
      przyjeciem, bo jak czytam na forum rowiesniczym miejsce w zlobku w miescie
      wojewodzkim graniczy z cudem
      sa sale zabaw i piekne nowe i bezpieczne ogolnodostepne place zabaw na swiezym
      powietrzu
      jest basen, lodowisko, moje dziecko juz jako przedszkolak chodzi na popoludniowe
      zajecia sportowe, a dla starszych dzieci wybor jest bardzo duzy, sa szkoly
      jezykowe, jest szkola muzyczna, 2 kina
      sa szkoly srednie o takim poziomie, ze bez problemu absolwenci dostaja sie na
      studia dzienne na uczelnie w calym kraju
      po domem mam przychodnie otwarta codziennie do 19
      i 10 minut do autostrady a4 smile
      korki w godzinie szczytu na rondzie jedynie
      takie gdzies piecio-dziesieciominutowe wink
      z praca chyba tez najgorzej nie jest, ale oczywiscie zadne to karyjery
      fakt, do najblizszego hipermarketu czy galerii handlowej z prawdziwego zdarzenia
      mam jakies 40 km, ale w sumie na codzien mi to niepotrzebne
      za to zeby znalezc sie w prawdziwym pieknym lesie wystarczy wyjechac za rogatki smile
      • kropkacom Re: Dziecko w małym mieście 17.07.09, 18:16
        To pozazdrościć moofka. W małym mieście w którym ja mieszkałam był przede
        wszystkim problem z pracą a to pociągało za sobą inne niekorzystne zjawiska.
      • sir.vimes Re: Dziecko w małym mieście 17.07.09, 19:13
        "a w planach mam jeszcze wieksza glusz pod lasem, niech mi tylko dzieciory troche
        podrosna "
        smile
        a ja raczej bym rozważała taką opcję mając maleństwa , bo duże dzieci to już w
        głuszy się nudzą raczej. Czasem żałuję, że nie spieniężyłam mieszkania póki małe
        było małe i nie pomieszkałam parę lat w totalnym lesie.
    • deodyma Re: Dziecko w małym mieście 17.07.09, 18:20
      urodzilam sie i wychowywalam wlasnie w Olsztynie.
      tam mieszkalam do 31 roku zycia.
      w listopadzie 2006 roku przeprowadzilam sie do malego miasteczka,
      ktore liczy sobie troche ponad 18 tys mieszkancow, bo tu od ponad 7
      lat pracuje moj maz. tu tez rok pozniej urodzilo sie nasze dziecko.
      jak tu sie zyje?
      przede wszystkim jest tu duzo spokojniej i bezpieczniej, niz bylo w
      Olsztynie.
      no i po godz 17 zycie tu jakby zamiera.
      pamietam, ze przez jakis czas nie moglam przyzwyczaic sie do tego
      miasta, bo za spokojnie tu dla mnie jakos bylo a teraz juz sie
      przyzwyczailam.
      a to, czy latwiej byc matka w malym czy duzym miescie, to juz chyba
      nie od wielkosci tego miasta zalezy?
      co do tego, czy tu sie wszyscy znaja, czy tez wszystko o sobie
      wiedza, to nieprawda.
      fakt, ze chodzac codziennie po miescie widzi sie non stop te same
      twarze, zapamietuje sie ludzi itd, ale to wszystkosmile
      mieszkamy na duzym osiedlu, znamy tu kilka osob na krzyz, z kilkoma
      sie nawet przyjaznimy, ale to wszystko.
      nic o nikim nie wiemy, nikt nic nie wie o nas.
      bynajmniej nie narzekamy, zyje sie nam tu calkiem dobrzesmile
      • sir.vimes Re: Dziecko w małym mieście 17.07.09, 22:46
        "a to, czy latwiej byc matka w malym czy duzym miescie, to juz chyba
        nie od wielkosci tego miasta zalezy? "

        Koleżanki z którymi rozmawiałam twierdzą, ze w dużym mieście wtrąci się do
        Twoich sposobów wychowania najwyżej babcia lub jakaś obca osoba typu "niech mu
        pani już kupi tego lizaka" a w małym mieście pół podwórza czy pół miasteczka
        będzie ci tłuc swoje sposoby do głowy.

        Ponadto podobno trzeba być wszelakie "nowości" typu chusty są szeroko komentowane.

        Itp.

        Ja uważam, że w każdym mieście można trafić na taka lokalność, która wtrąca się,
        zagląda sobie w okna i poucza. Nie tylko w małym. One twierdzą, że nie mam
        zupełnie racji. Że w dużym mieście mogę sobie być np. matką feministką z chustą,
        koncertem rockowym, zielonymi włosami i karmieniem dziecka eko-kaszą a w małym
        mieście to nie przejdzie.
        • z_lasu Bez przesady. 18.07.09, 11:03
          Koleżanki to z doświadczenia te opowieści biorą czy z wyobraźni?

          Mieszkam w leśnej osadzie, ale wszystko, łącznie z podstawowymi
          zakupami, załatwiam w najbliższym miasteczku (10 tys.), w którym
          chodziłam do podstawówki (wówczas jedynej), więc wszyscy się znamy.

          Nikt mojego życia w twarz mi nie komentuje, choć z pewnością odbiega
          ono od miejscowej normy. Jestem chyba jedyną w okolicy chustową mamą
          i jedyne komentarze jakie słyszę to: "Ooooo, takiemu to dobrze!".
          Moja najbliższa sąsiadka to prosta kobiecina, która swoje dzieci
          wychowuje tak, jak jej matka i ciotka, bo nie zna innych źródeł
          wiedzy na ten temat, ale nigdy (!) nie skomentowała mojego sposobu
          wychowywania, w przeciwieństwie do moich wykształconych
          wielkomiejskich znajomych, które uważają za stosowne co krok pouczać
          mnie i krytykować w tej materii.

          Nie spotkałam się nigdy z taka sytuacją, jaką opisała tu jedna z
          forumek, że jak obrażę panią ze spożywczego, to będę miała problem
          na poczcie.

          Plotki są wszędzie. Tyle, że teraz w małych środowiskach nie mają
          one już żadnego znaczenia, lokalny ostracyzm nie specjalnie wpływa
          na życie zainteresowanego, nikt już nikogo na taczkach nie wywozi.
          Psy szczekają, karawana idzie dalej. A mentalność też się zmienia i
          wiele rzeczy już nie gorszy i nawet nie dziwi. Ja zawsze mocno
          odstawałam od normy, ale jakoś nie komplikowało to mojego życia w
          lokalnej społeczności. Przyznam, że największe zgorszenie obyczajowe
          wywołało moje samodzielne zamieszkanie w wieku 18 lat. No, bo po co
          dziewczyna sama mieszka, zamiast z rodzicami? No, wiadomo po co! Ale
          to było prawie 20 lat temu.

          Jeśli chodzi o nie całkiem małe dzieci, to owszem, trochę mało dla
          nich rozrywek, ale za to większa szansa na samodzielność. W dużym
          mieście nie puścisz dziecka samego do sklepu. A w małym na pięć
          osób, które spotka po drodze cztery będą dziecko znały, a pani w
          sklepie na pewno go nie oszuka.
          • sir.vimes Re: Bez przesady. 18.07.09, 11:17
            > Plotki są wszędzie. Tyle, że teraz w małych środowiskach nie mają
            > one już żadnego znaczenia, lokalny ostracyzm nie specjalnie wpływa
            > na życie zainteresowanego, nikt już nikogo na taczkach nie wywozi.
            > Psy szczekają, karawana idzie dalej.

            No też mi się zdaje, ze na taczkach nie wywożą. Tzn. nie bardziej niż na osiedlu
            w dużym mieście.

            Na poprzednim osiedlu (wstrętne bloki na które już się żaliłam parę razy) ja
            znałam chyba z 10 osób (tzn. wiedziałam jak mają na imię, jak się pies wabi, co
            dziecko ma z polskiego, gdzie torebki kupują, na kawę poszłam ze dwa razy)
            reszty ludzi wcale albo tylko kojarzyłam, ze są np. z 3 piętra.

            Natomiast moja sąsiadka znała każdą sprzedawczynię, martwiła się co pan Mietek
            spod 33 powie o jej nowych kaflach, referowała mi życie rozwódki z drugiego
            bloku i ogólnie starała się wiedzieć wszystko o wszystkich. Po prostu są tacy
            ludzie wszędzie i tworzą sobie taki świat jaki lubią.

            A w małym na pięć
            > osób, które spotka po drodze cztery będą dziecko znały, a pani w
            > sklepie na pewno go nie oszuka.

            No, to jest ogromny plus. Chociaż - podejrzewam, że nasz kioskarz i pani z
            warzywniaka też by dziecka nie oszukali. Nie tylko dlatego, że kojarzą je z twarzysmile
          • maminka.best Re: Bez przesady. 18.07.09, 14:05
            plusy: wszędzie blisko, dużo ciszej niż w dużym mieście
            minusy: brak kina, teatru, komunikacji miejskiej, brak rozrywek dla
            dzieci-jedynie kurs tańca, nie ma karate, nie ma jogi, nie ma akrobatyki, nie ma
            nawet aerobiku..., nie ma basenu letniego-odkrytego, basen kryty jest, ale nie
            dostosowany do maleńkich dzieci, a szkoda, nie ma placów zabaw z prawdziwego
            zdarzenia, nie ma prywatnych żłobków ani przedszkoli, jest JEDEN sklep z modnymi
            ciuchami, reszta to rodem z targowiska, syf na ulicach i w parkach-nie ma Straży
            Miejskiej, i ogólnie to nędza w takim (nie)małym mieście ok. 20 tys. mieszkańców...
        • deodyma Re: Dziecko w małym mieście 18.07.09, 11:15

          > Koleżanki z którymi rozmawiałam twierdzą, ze w dużym mieście
          wtrąci się do
          > Twoich sposobów wychowania najwyżej babcia lub jakaś obca osoba
          typu "niech mu
          > pani już kupi tego lizaka" a w małym mieście pół podwórza czy pół
          miasteczka
          > będzie ci tłuc swoje sposoby do głowy.
          >


          e tam...
          nam jakos nikt sie nie wtraca do niczegosmile
    • asia_i_p Re: Dziecko w małym mieście 17.07.09, 20:04
      Moje małe miasto to Trzebnica.
      Mam porównanie z Wrocławiem, gdzie mieszkałam przez większość życia.
      Plusy: ciszej, lepsze powietrze, wszędzie bliżej, więc dwugodzinny spacer to
      półtorej godziny na placu zabaw, a nie 20 minut, organizowanie zajęć nie wymaga
      szczególnej logistyki, las o krok, łąki o krok, tanie warzywa, owoce, nabiał.
      Ogromne poczucie bezpieczeństwa - straż pożarna o jakieś 50 metrów od domu, z
      okien widać, dobry szpital w pobliżu, pogotowie szybko dojeżdża.
      Minusy: dzisiaj bolał mnie ząb, ciężko było znaleźć dentystę na już, wszędzie
      kolejka, drogie rzeczy dla dzieci, zwłaszcza ubrania, brak rozrywek na deszczowe
      dni (zamknięte place zabaw; muzeum jest, ale nie z tych atrakcyjnych dla
      dzieci). Tylko trzy przedszkola (dwa państwowe, jedno prywatne) nie sposób się
      dostać.
      Trudne do sprecyzowania: stosunki z ludźmi - na pewno jest bezpieczniej, ale z
      drugiej strony ludzie są smutniejsi, bardziej zamknięci, nieufni; życie
      kulturalne - jest mniej opcji, ale z drugiej strony bardzo aktywni
      organizatorzy, więc koleżanka praktycznie mnie wyciąga z domu, jak jest coś
      ciekawego. No i większość imprez tania lub darmowa (koncert Małgorzaty
      Walewskiej w kościele po mszy, wstęp wolny, na przykład).
      Jak na razie, bardzo sobie chwalę mieszkanie tutaj, ale nie ukrywam, że bez
      Wrocławia 20 km dalej, gdzie bez problemu można zrobić tanie zakupy odzieżowe,
      pójść do dobrej księgarni, kina lub teatru byłoby gorzej. Dla mnie małe
      miasteczko wymaga zaplecza w postaci dużego miasta w pobliżu.
      No i uczciwie trzeba przyznać, że 12-tysięczne miasteczko mające dobry szpital,
      dobre gimnazjum, niezłe liceum i dwie dobre biblioteki to nie jest najbardziej
      typowe małe miasteczko. Jak również populacja Trzebnicy ma sporą przymieszkę
      wrocławian z pochodzenia, często wolnych zawodów i nie jest typową populacją
      małego miasteczka.
      Choć nawet tu pewne schematy wciąż obowiązują i pewne problemy są typowe - to
      jest trochę, jakby czas się zatrzymał, w liceum zamiast tropić narkomanów
      wspieramy psychicznie nastolatki w ciąży, co chyba w większych miastach jest
      zjawiskiem rzadszym. No i totalnie lokalną specyfiką jest, chwała Bogu coraz
      rzadsze, wydawanie tych nastolatek przez ich rodziców za mąż za ojca dziecka,
      nawet jeśli ledwo go znają (nastolatki, nie rodzice). Zawsze to rozwódka z
      dzieckiem to lepiej niż panna z dzieckiem. Autentycznie, w pierwszych roku pracy
      pytałam na maturze dziewiętnastoletnią rozwódkę z dzieckiem. Sama świeżo
      upieczona mężatka, starsza od niej o całe 5 lat, czułam się kretyńsko - ja tu
      egzaminuję kobietę, a moje doświadczenie życiowe przy jej jest raczej maleńkie.
      • sir.vimes Re: Dziecko w małym mieście 17.07.09, 22:51
        Nie byłam , wrzuciłam w graficzne google. Bomba! Pięknie masz.

        > Moje małe miasto to Trzebnica.


        > Choć nawet tu pewne schematy wciąż obowiązują i pewne problemy są typowe - to
        > jest trochę, jakby czas się zatrzymał, w liceum zamiast tropić narkomanów
        > wspieramy psychicznie nastolatki w ciąży, co chyba w większych miastach jest
        > zjawiskiem rzadszym.
        No to IMO idealnie. Bo to jest prawdziwy problem i prawdziwe działanie w
        przeciwieństwie do trzaskania kamerek gdzie się da i traktowania dzieci jak
        podopiecznych w poprawczaku.

        W ogóle ten twój opis kojarzy mi się z serią kryminałów o grubym detektywie z
        kotami "Kot, który..." Dzieją się właśnie w pełnym uroku małym miasteczku i wg
        niektórych wizja miasteczka jest tam przelukrowana. BTW, od tego zaczęła się
        moja rozmowa z babkami i stąd ten wąteksmile
        • asia_i_p Re: Dziecko w małym mieście 18.07.09, 16:44
          Wiesz, to dobrze, że my je wspieramy, ale jeszcze lepiej byłoby, gdyby one
          wiedziały, jak w tę ciążę nie zajść - bo czasami jednak to nie jest wpadka z
          chłopakiem, tylko owoc ryzykownego seksu na dyskotece po pijaku. I nawet wtedy
          zdarzają się rodzice, którzy dążą do ślubu. Trochę mnie to przeraża.
          A jeszcze jedna odlukrowująca scenka - tym razem z Obornik Śląskich. Koleżanka
          mojej siostry, trzecia klasa liceum, wybrała się do ginekologa na pierwsze
          badanie, bo rozsądnie uznała, że już czas. Za parę godzin sąsiadka przydreptała
          do jej mamy: "No i kiedy Agusię za mąż wydajecie". Mama zrobiła wielkie oczy, a
          dla sąsiadki wynikanie było oczywiste: idzie do ginekologa, czyli w ciąży, czyli
          wychodzi za mąż.
          A te kryminały widziałam i nie kupowałam, jak mówisz, że fajne, to muszę poczytać.
    • zlotarybka_1 Re: Dziecko w małym mieście 18.07.09, 09:24
      dla mnie optymalnym rozwiązaniem jest wieś w pobliżu większego
      miasta. Kilka lat mieszkałam pod Warszawą, było bardzo ok. Kultura,
      rozrywka, zakupy na wyciągnięcie ręki, z drugiej strony las też na
      wyciągnięcie ręki.
      Teraz tak się poskładało, że mieszkamy blisko centrum Wawy, jest też
      w porządku, ale z dzieckiem wolałabym tę wieś, gdzie mieszkaliśmy
      wcześniej. Mam trochę dosyć tego samego parku, tych samych ludzi z
      tymi samymi wózkami. Wkurza mnie, że na porządny spacer do lasu
      trzeba jechać ok. godziny (jak nie ma korków). Kocham Warszawę, ale
      jest głośna i zakurzona. Mam nadzieję, że niedługo wyprowadzimy się
      gdzieś na przedmieścia, gdzie córka będzie mogła wdychać czystrze
      powietrze.
      • azile.oli Re: Dziecko w małym mieście 18.07.09, 11:29
        Powiem tak: wszystko ma swoje plusy i minusy . Ja mieszkam w średnio
        dużym mieście, za to wchodzącym w skład dużej aglomeracji, więc z
        rozrywkami, sklepami, zakupami nie ma problemu. Fakt, że mieszkam w
        dzielnicy tego miasta sprawia, że bardzo dużo ludzi się zna i dużo o
        sobie wie. Ja mam taki komfort, że stąd nie pochodzę, znam jedynie
        najbliższych sąsiadów, w podstawówce znałam jeszcze większość
        rodziców z klasy dzieci, teraz w gimnazjum znam może ze dwie osoby.
        Dlatego nawet jak są na mój temat plotki czy uwagi , to o nich nie
        wiem, bo nie mają możliwości do mnie dotrzeć.
        Pochodzę z miasta tej samej wielkości i tam w dzielnicy wszyscy się
        znali , szczerze mówiąc miało to moim zdaniem pewne plusy , jeśli
        chodzi np o bezpieczeństwo dzieci, bo nikt nie był anonimowy.
        Dodam, że też bardzo rzadko zdarzały się przypadki jakiegoś
        wandalizmu, bo sprawcę zawsze ktoś widział. Będąc na praktykach w
        mojej macierzystej szkole wyraźnie widziałam różnicę w zachowaniu
        dzieci, w porównaniu do takich praktyk w mieście wojewódzkim, gdzie
        studiowałam. W tym pierwszym uczniowie zachowywali się w miarę
        przyzwoicie, nauczeni doświadczeniem, że nauczyciel spotka matkę w
        sklepie, na spacerze czy na przystanku i zwyczajnie naskarży.
        Natomiast uczniowie anonimowi potrafili zachowywać się bezczelnie,
        czy wręcz chamsko.
        Ogólnie dla mnie odpadają skrajności- ani wieś, ani metropolia.
        Czyli muszę mieć możliwość zrobienia podstawowych zakupów o każdej
        porze bez wsiadania w samochód, ale jednak lepiej, gdy mogę dojechać
        do pracy nie stojąc godzinami w korkach. W czasie wychowywania
        dzieci też złoty środek - mam wybór między okoliczną piaskownicą, a
        salą zabaw w centrum handlowym.
    • triss_merigold6 Re: Dziecko w małym mieście 18.07.09, 11:43
      Z Żyrardowa to akurat dzieciaki dojeżdżają do Warszawy do gimnazjów
      i liceów więc średnio się liczy.
      Szczerze mówiąc to wolałabym odgryźć sobie głowę i zjeść niż
      mieszkać w małym miasteczku w którym od pokoleń każdy każdego zna.
      Kocham anonimowość stolicy (chociaż złudna jest, bo Warszawa to też
      grajdoł), wybór rozrywek, bliskość centrum handlowego, bliskość
      przedszkola i kasę. Ze swoją specjalizacją nigdzie nie zarobiłabym
      tyle co tutaj. Z drugiej strony dotrzymanie tempa kosztuje.
      • sir.vimes Re: Dziecko w małym mieście 18.07.09, 11:50
        Ze swoją specjalizacją nigdzie nie zarobiłabym
        tyle co tutaj.

        Sama piszesz, że można dojeżdżać.

        Zresztą, są takie zawody, na których można zarabiać i warszawie i w głuszy pod
        Żywcem (chociaż... czy pod Żywcem jest jakaś głusza?;P)

        Ale nie o to mi w ogóle chodzi tylko o samo życie w takim mieście - "poza pracowe".
        • triss_merigold6 Re: Dziecko w małym mieście 18.07.09, 11:58
          A po gwint mam tracić 1,5 godz na dojazd skoro teraz dotarcie do
          pracy zajmuje mi pół godziny z dojściem włącznie?

          Z pewnościa są takie zawody w których zarabia się bez względu na
          miejsce zamieszkania ale ja takiego nie mam i nie zamierzam mieć. Za
          duży wysiłek energetyczny.
          Życie pozapracowe mam głównie domowe, rodzinna nie jestem więc duża
          liczba krewnych w małej miejscowości tylko by mnie męczyła. Tak
          serio to w małych miejscowościach mi duszno, wakacyjnie kul ale na
          dłużej to duszno.
          • sir.vimes Re: Dziecko w małym mieście 18.07.09, 12:03
            > A po gwint mam tracić 1,5 godz na dojazd skoro teraz dotarcie do
            > pracy zajmuje mi pół godziny z dojściem włącznie?

            Triss, ale czy ja ci każę?
            • guderianka Re: Dziecko w małym mieście 18.07.09, 16:02
              mieszkałam w mieście 70tys

              I nie narzekałam na brak rozrywek głównie dlatego że miałam fajną
              paczkę znajomych-place zabaw, pikniki, dnie spędzane w stadninie
              koni, ogniska,wyjścia na basen, place zabaw

              Mieszkam teraz w mieście 500tys, paczki juz nie mam ale rozbudowała
              mi się rodzina.Prowadzę całkiem inny tryb życia, mam mniej czasu na
              rozrywkę niż kiedyś. Ale za to więcej kasy a to daje więcej
              możliwości. W moim mieście jest dużo swietnych miejsc w których
              można spędzać czas, sporo imprez, zabytków, ciekawych budowli,muzea
              itepe

              reasumując-wszystko zależy od grona, kasy i czasu a nie wielkości
              miejscowości w której sie mieszka wink
          • asia_i_p Re: Dziecko w małym mieście 18.07.09, 16:49
            Przypomniał mi się cytat z nagłówka jednego z rozdziałów repetytorium
            maturalnego (cytuję w tłumaczeniu): "Nie ma nic piękniejszego niż wielka,
            kochająca się, trzymająca się razem rodzina w innym mieście o pareset kilometrów
            od ciebie".
            Chociaż ja akurat wyrosłam w rodzinie dużej i utrzymującej żywe kontakty,
            przywykłam do tego i lubię.
    • franczii Re: Dziecko w małym mieście 18.07.09, 16:27
      W malym miescie nie chcialabym mieszkac. Wyroslam w miescie 40 tys. i byl to
      niestety grajdol pod wieloma wzgledami. Owszem, podstaowe potrzeby to miasto
      zaspokajalo ale nic poza tym. Wybor rozrywek i mozliwosc rozwijania uzdolnien i
      zainteresowan bardzo ograniczony. Jesli chodzi o edukacje to realizacja
      programu i nic wiecej, kiedy ja chodzilam do liceum byla tylko jedna klasa z
      rozszerzonym jezykiem obcym (nie tym wybranym przeze mnie), nie mialam pojecia,
      ze moi rowiesnicy z wiekszych miast mieli lekcje jezyka z native speakerami,
      jezdzili na obozy i kolonie jezykowe, na wymiany zagraniczne, mieli dostep do
      obcojezycznych bibliotek i kina, uczyli sie z nowoczesnie opracowanych metod, ja
      uczylam sie ze starego podrecznika bez kaset, takie minimum. Mialam start
      utrudniony , dostalam sie na moja wymarzona filologie ale pod pewnymi wzgledami
      bylam daleko za miejscowymi. Pierwszy raz z native speakerem rozmawialam na
      egzaminie wstepnymsmile pamietam jaki to byl dla mnie stres i blokada i upokorzenie.

      Najlepiej jest mi teraz, w srednio duzym miescie (120 tys.), w spokojnej i
      zielonej dzielnicy na obrzezu. wiem, ze dla niektorych to tez moze byc dziura,
      ale mnie w zupelnosci wystarcza, ma wszystkie potrzebne mi udogodnienia a
      jednoczesnie nie meczy jak metropolia. Jesli chodzi o dostep do oswiaty i zajec
      pozaszkolnych dla dzieci to jest tego tyle, ze powinno wystrczyc chyba ze moje
      dzieci beda mialy jakies super nietypowe zaintresowania lub super wybitne
      uzdolnienia, ktorych rozwijanie bedzie wymagac dojazdu do wiekszego miasta. Od
      scislego centrum miasta dzieli mnie tylko 4km i moge tam dojechac rowerem lub
      pojsc pieszo z wozkiem, przechodzac przez 2 duze parki, mam rzadki w naszych
      czasach luksus dojezdzac do pracy rowerem. Z tarasu mam widok na zielone
      wzgorza wlaczone do parku krajobrazowego, ktory zaczyna sie kilkaset metrow od
      domu. Mnostwo mlowniczych szlakow na piesze i rowerowe wycieczki, malownicza
      kreta drozka wsrod wzgorz i winnic wiedzie do historycznej czesci centrum
      miasta. W miescie mnostwo knajp, galerie, imprezy, kina i teatry a do La Scali
      tylko 50km. Nic wiecej mi nie trzeba.
    • umasumak Dizwią mnie argumenty w kwestii zakupów 18.07.09, 17:48
      Mieszkałam 32 lata w Krakowie, sześć lat temu przeprowadziłam się do małego
      miasteczka (10 tys) na Dolnym Śląsku. Co najbardziej mnie fascynuje? To, że
      dosłownie wszędzie mogę dojść na piechotę smile. Z zakupami też nie mam żadnych
      problemów, bo WSZYSTKO jest na miejscu. Nawet sobie nie wyobrażam, żeby
      dojeżdżać do Wrocławia czy Opola - to tylko strata czasu, nerwów i paliwa. Na
      dodatek zaopatrując się na miejscu, wspieram lokalny handel.
      Co do anonimowości jest ona nieco mniejsza, ale bez przesady, w dużym mieście są
      też środowiska, w których wszyscy się znają, a część ludzi plotkuje bardziej od
      innych. Tylko po co się tym przejmować? Nie odnotowałam też faktu, żeby ktoś
      mnie tu pouczał, a przynajmniej, żeby pouczał bardziej, niż w dużym mieście.
      Jedyny minus, który do tej pory odnotowałam, to brak naprawdę dobrej szkoły
      ponadgimnazjalnej, dlatego moja córka od września będzie się uczyć i mieszkać we
      Wrocławiu.
      • umasumak Dziwią :-) 18.07.09, 17:49

      • guderianka Re: Dizwią mnie argumenty w kwestii zakupów 18.07.09, 20:30
        Ale
        w większym mieście np.serek wiejski kosztuje 1,49
        a w małym mieście 2,25zł
        I tak jest również z cała resztą wink

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka