Dodaj do ulubionych

od sfrustrowanego ojca

26.07.12, 01:23
Wiele spraw mnie frustruje w moim małżeństwie, ale dwie mnie szczególnie dobiły ostatnio. Nie wiem, czy są na to dobre rady, ale ciekaw jestem waszych opinii.
1) Moja jedyne dziecko, ośmioletnia córka, którą b. kocham, ma problem związany z otyłością. W zeszłym roku w lipcu przy wzroście 127 cm. ważyła 40,4 kg. Potem waga wzrosła w ciągu 3 miesięcy do nawet ponad 42. Zaczęła chodzić do dietetyczki w listopadzie. Żona początkowo starała się przestrzegać diety, ale - jak to u niej bywa - stawała się coraz mniej konsekwentna i "odpuszczała", serwując czasem, kiedy mnie nie było, niezdrowe posiłki ("bo tata nie pozwala"). Mimo to udało się zbić wagę do 40,3 kg. (przy wzroście 132 cm.), co już uznałem za sukces. Dwa i pół tygodnia temu żona wysłała ją do teściów na działkę. Nalegałem, żeby pogadała ze swoją matką w sprawie przestrzegania diety, wcisnąłem wagę, żeby na bieżąco kontrolować. No i spełniły się moje najgorsze obawy: żyło się wesoło, rozkosznie, zapewne z dużą ilością słodyczy i późnymi kolacjami. Dziś dopiero ją zważono. Efekt - 3 kg. ekstra (waży 43 kg.) Dodam, że jest to recydywa, bo w zeszłym roku dziecko przytyło z 37 na 40 właśnie w trzech tyg. lipca. u teściów. Dobijające jest to, że żona niespecjalnie się tym przejmuje: dziecko jest szczęśliwe, nie che wracać do domu (no nie chce, bo tam może robić to co chce).
2) Wakacje - mieliśmy jechać w trójkę na dwutygodniowe wczasy all inclusive. Cały rok pracuje usilnie nad książką (przymus zawodowy), frustruje się, że nie mogę poświęcać dziecku tyle czasu, co kiedyś i że jedzie na tak długo do teściów (żona: bo co ty jej w tym czasie zaoferujesz w mieście?). I oszczędzałem cały rok, dorabiając kosztem podstawowych obowiązków zawodowych i marząc o tych dwóch tygodniach. Dodam też, że faktycznie utrzymuję rodzina, bo choć żona zarabia jakieś 75% tego co ja, to nie dokłada się do podstawowych wydatków (czynsz, kredyt, rachunki, zakupy). Przepuszcza siano, sam nie wiem na co. I kiedy pojawia się temat wspólnych wakacji, oświadcza: nie mam kasy. Nie ma nawet 500 zł., żeby się dołożyć. I że ona może jechać na działkę (o zgrozo) do rodziców. Wielkodusznie mówi, że mogę pojechać sam z córką, ale jednocześnie informuje, że dziecko nie chce jechać ze mną samym (a wiem, że żali się, że tata jej nie postawi). Dodam, że b. podobnie było w zeszłym roku, kiedy to sfinansowałem wczasy w Egipcie w 85%.
Czuje się dobity. Że nie mam na nic wpływu. Że dziecko jest zmanipulowane i ustawione przeciwko mnie, że nie ciągnie do mnie, bo stawiam granice. Za moimi plecami, a czasem przy mnie, wygaduje piramidalne bzdury na mój temat (że tata skąpi kasy, że tata ma jakąś babę na boku, itd.). Niektórych tekstów się wypiera i mowi, że to żarty. Śpi z dzieckiem w jednym łóżku (córka nie chce się przenieść do swojego pokoju, w którym ja śpię!) Na co dzień bywa miła, ale to wszystko jest b. powierzchowne i nieszczere. Wkurzam się, bo nie zasługuję na taki image: nawet żony kryminalistów chyba czasem lepiej mówią dzieciom o ich ojcach.
Od razu dodam, że wszelkie poważne rozmowy, w których zwracam uwagę, że robi coś źle (a naprawdę ignoruję wiele rzeczy) zbywa tekstem: "nie podoba ci się, to się rozwiedź". A wie, że ponieważ b. kocham dziecko, to tego raczej nie zrobię. A gdybym zrobił, to z dzieckiem pojechałaby pewno mieszkać do teściów, 150 km. stąd. I pewno będzie jeszcze gorzej.
Ta szamotanina mnie męczy. Czy to jeszcze ma sens? Sorry za tak długi post, ale musiałem się wygadać. Jestem ciekaw, czy istnieją podobne przypadki.
Obserwuj wątek
    • egon26 Re: od sfrustrowanego ojca 26.07.12, 11:17
      Są i gorsze przypadki. Choć lepsze pewnie też są. W każdym związku są też lepsze i gorsze chwile. Może po to są te lepsze by chcieć przeżyć te gorsze nie rozstając się. Tak mi się wydaje.
      Jeśli nie rzucacie jeszcze do siebie zastawą stołową to może nie jest jeszcze tak źle wink
      Jak się zlecą dziewczyny z emamy to powiedzą ci: *porozmawiaj z nią*wink Też możesz to zrobić choć takie rozmowy tak naprawdę potrafią być bardzo trudne i wkurzające bo jeśli mówi się coś po raz któryś i nic z tego nie wynika to jeszcze bardziej cię to zdołuje.
      Rozwód sam w sobie jest zły, kosztowny i beznadziejny- mówię ci to jako dziecko z rozbitej rodziny i znajomy kilku dzieciatych rozwodników. Dlatego nie brałbym go pod uwagę. Jeśli ogólnie u was jest źle to na początek radziłbym ci poprawić to co złe miedzy wami a potem już wspólnie powalczyć o dietę dziecka, wakacje itd. Powinniście się zbliżyć do siebie, choć to na pewno bardzo trudne. Postaraj się użyć tego wdzięku którym ją uwiodłeś kiedyś ;D Kobiety podobno potrzebują tego uwodzenia, pomyśl czego jej brakuje do szczęścia z tobą i spróbuj to zmienić. Wiem że pewnie ogólnie jesteś na nią wkurzony i zastanawiasz się czemu ty musisz to zmieniać. Nie musisz ale jeśli chcesz żyć szczęśliwie z żoną i dzieckiem to ktoś to powinien zrobić, a ty jesteś pod ręką wiec tobie radzewink Wydaje mi się też że ważne byś sobie zrobił dobry plan, bo jeśli będziesz próbował nie skutecznie zaczniesz się bardzo zrażać. Może też powinieneś pomyśleć że dziecku u teściowej owszem przytyje parę kilo ale wy w tym czasie macie czas dla siebie i możecie razem gdzieś wyskoczyć, kochać się w kuchni, jadalni itd. wink A jak między wami będzie lepiej to i łatwiej wytłumaczysz żonie że grube dzieci mają trudniej w życiu w szczególności dziewczyny. I łatwiej razem będziecie z tym walczyć... nawet z teściową wink A co do wakacji by być z dzieckiem, to jeśli z tym jest problem. To lepiej weź kilka dni urlopu albo ciągiem albo 1 co jakiś czas i weź gdzieś dziecko na cały dzień z tatą. Na basen, na plaże (jak mieszkasz nad morzem) w góry (jak mieszkasz w górach). Do bajkolandów lub tego typu placów zabaw. Ale baw się tam z dzieckiem. Dziecko naprawdę to bardzo doceni.
      Pozdrawiam
      • frisky2 Re: od sfrustrowanego ojca 08.08.12, 16:49
        Posłuchaj Egona. Naprawdę dobrze ci tu doradza. Musisz najpierw na nowo zawalczyc o żone, "uwiesc" ja, zafascynowac itp. Wtedy zaczniecie znow nadawac na tych samych falach. Wówczas inne kwestie (dieta dziecka, jakies aluzje) uloza sie same, bo bedziecie dazyc do tego samego celu. Oczywiscie moze nie bedzie juz tej mlodzienczej fascynacji, ale nie o to tez chodzi. Teraz milosc musi byc bardziej dojrzala.

        I tez mysle, ze moze lepiej dziecku poswiecac kazda wolna chwile, nawet kosztem wakacji w Egipcie, niz przez caly rok siedziec w pracy, bo dziecko w tym czasie nie ma ojca.

        Trzymaj sie.
        • wymiatator1 Re: od sfrustrowanego ojca 09.05.13, 09:41
          "Musisz najpierw na nowo zawalczyc o żone, "uwiesc" ja, zafascynowac itp. Wtedy zaczniecie znow nadawac na tych samych falach. Wówczas inne kwestie (dieta dziecka, jakies aluzje) uloza sie same, bo bedziecie dazyc do tego samego celu" -
          stanowczo powinnaś ograniczyć "M jak miłość".
    • zajac_marcowy Re: od sfrustrowanego ojca 05.08.12, 10:25
      Współczuję sytuacji z żoną, nawet nie wiem, jak doradzić.

      Ale odnośnie dziecka - ja byłam pulchnym dzieciakiem i coś Ci poradzę - jeśli możesz/możecie to angażujcie córkę w sport. Chodźcie razem na basen, organizujcie wycieczki rowerowe połączone ze zdrowym piknikiem, chodźcie po lasach, pograjcie w badmintona, kup rolki. Naprawdę tym można zachęcić dziecko do zdrowego trybu życia o wiele bardziej niż zakazami dotyczącymi jedzenia. Dziecko czuje się wtedy biedne, smutne, bo nic nie może. A tak ma same "marchewki" - spędza czas z rodzicami, jest na świeżym powietrzu, jest aktywne. Moi rodzice tak robili i jestem im za to bardzo wdzięczna.
      • aqua48 Re: od sfrustrowanego ojca 07.08.12, 12:50
        Może zamiast wyjazdów wakacyjnych "all inclusiv" zafunduj dziecku za te pieniądze jakiś fajny obóz sportowy na którym spali nadmiar tłuszczyku, zachęci się do regularnego uprawiania sportu w czasie roku szkolnego i spędzi czas poza domem?
        A wy z żoną w tym czasie pojedźcie na działkę ?
    • camel_3d Re: od sfrustrowanego ojca 09.08.12, 11:37
      widzisz..problem jest w 2 rzeczach...

      jhedna to taka, ze kobiety wychowujac dzeici, maja gdzies zdanie meza..bo one wszytsko wiedza najlepiej.. oczywiscie nie wszystkie, ale no..duza wiekszsc...

      drugi problem w tym, ze ty byc moze od poczatku za malo przykladales sie do wychowanie corki... zaslaniajac sie praca. i zamias wyjsc z nia pobiegac , na rower, na basen, do kina..byle gdzie..kiedy byla mala..pracowales..zeby utrzymac rodzine..Swoja droga nie wierze, ze n nie mozna w weekend wygospodarowac kilku godzin na wspolne szalenstwa...

      kolejnym problemem jest to, ze wielu ludzi uwaza, ze otyle dziecko to nie jest problem, bo przeciez mama i rodzice ja kochaja... no i dopoki dziekco jest male ..tak, potem dorasta i problem sie pojawia, kiedy zauwaza, ze kolezanki sa szczuple..pojawiaja sie kompleksy, frustracje..itd....

      wedlug mnie... powinienes olac nadmiar gdozin w pracy i dodatkowe zajecia i nawet jadac na dzialke do tesiow po prostu spedzic z dzieckiem duzo czasu na ruchu... niestety do do odztywaiania to nic nie zrobic.. bo wjydziesz jak na ja ostatniego chama..kiedy powiedzialem, ze jak chca dziadkowie to moga soabie codziennie na obiad ciasto jesc..i lody.. plus na kolacje grill (2 tygodnie)... i dopoki ja odpowiadam za dziekco, zeby sie zaryczalo na smierc..na obiad bedzie normalny obiad... a na kolecje..coz..juz niech zje cos z grilla.. trudno... tylko ze roznica u mnie jest taka, ze ja sam wychwuje dziecko..i moge sam decydowac... a potylosc u dzieci to wedlug mnie cos okropnego..
      • eliszka25 Re: od sfrustrowanego ojca 23.08.12, 15:29
        moim zdaniem macie z zona dziwny uklad. kazdy zarabia na siebie? rodzina jest chyba wspolna, prawda? ja rozumiem, ze zonka lubi sobie zaszalec, no ale chyba przynajmniej jakas wspolna pula co miesiac powinna byc, a nie kazdy sobie rzepke skrobie, a jak na cos nie starcza, to wina taty, bo nie daje kasy. nie bardzo rozumiem uklady w malzenstwie, ze kady ma swoja kase i ja daje na to ty na tamto. dlatego zmiany zaczelabym wlasnie od tego, bo z tego, co piszesz zona ciagle dokopuje ci w kwestii pieniedzy. niech beda wspolne, a zona np. niech zostawia sobie iles tam na wlasne wydatki i tyle.

        poza tym tez uwazam, ze egon dobrze pisze. jak miedzy wami bedzie lepiej, to i inne sprawy latwiej bedzie poukladac, bo teraz pewnie wiele rzeczy zona robi po prostu na przekor tobie. zeby tobie dokopac.

        co do otylosci corki, to zgadzam sie z toba, to jest problem. moze w tej chwili dziecko tego nie zauwaza, ale wkrotce zauwazy. szczegolnie, ze to dziewczynka. poza tym nie chodzi przeciez tylko o kanony piekna, ale o zdrowie. dieta jest wazna, ale zdecydowanie latwiej jest dziecko do czegos namowic niz mu czegos zakazywac. dlatego tez polecam usportowienie malej. mam w rodzinie podobny problem, bo syn mojego meza ma problemy z nadwaga. ostatnio byl u nas na wakacjach przez 3 tygodnie. my z mezem nie jestesmy moze super sportowcami, ale ruszmy sie duzo, a wolne chwile spedzamy na wycieczkach po gorach, rowerowych, biegamy itd. syn meza w domu glownie siedzi przed tv lub komputerem, a zjesc lubi duzo i najlepiej same smakolyki, co po nim niestety bardzo widac. u nas zaczal sie wiecej ruszac. do tego namowilismy go do biegania i w ciagu tych trzech tygodni schudl 4 kg, a wazyl 75 kg - ma 14 lat. byl z siebie niesamowicie dumny i mam nadzieje, ze bedzie biegal nadal. nie potrzebna byla zadna dieta, choc zwracalismy uwage, zeby sie nie obzeral i nie pochlanial ton slodyczy, ale to wszystko. wystarczyl ruch i niewielkie ograniczenia jedzeniowe.

        dlatego tobie tez polecam zamiast siedziec w pracy w kazdej wolnej chwili i ciulac na wakacje w drogim hotelu, lepiej spedzaj z corka wiecej czasu na codzien. sprobuj zachecic ja do wspolnych wycieczek rowerowych, biegania, spacerow czy czegokolwiek, byleby w ruchu. mozliwosci jest mnostwo.
    • matijas77 Re: od sfrustrowanego ojca 25.10.12, 01:21
      A dla mnie wcześniejsze rady są słabe. "Rozpal żonę", "uwiedź ją", itd. W takiej sytuacji to chyba nie ma o czym mówić, wygląda na to, że to nie ten moment. Już lepiej się rozwieść i dostaniesz określony sposób widywania się z córką, może spędzisz z nią więcej czasu niż teraz? A uwolnisz się od bardzo cię męczącej sytuacji.
    • ma_dre Re: od sfrustrowanego ojca 23.11.12, 16:48
      Wyglada na to ze dales sie sprowadzic do roli wyrobnika nie wiedziec kiedy. Sytuacja, gdy zona pracuje i nie doklada sie do domowego budzetu jest dla mnie niedopuszczalna, zreszta gdyby to byl facet to podobnie. Rodzina jest wspolna, to wspolne cele, plany na przyszlosc... Czy wy macie jakies plany? Na co ona wydaje te swoje pieniadze? Na bierzce przyjemnosci? A ty ja utrzymujesz? Przeciez to absurd! Ja bym zaczela od ustalenia wspolnego budzetu. To ze zarabia mniej nie znaczy ze mniej konsumuje, no ale laskawie mozesz naliczyc jej sume do wspolnej skarbonki proporcjonalnie do zarobkow.

      No i wymagaj szacunku do siebie! To ze ona jako jedyne rozwiazanie proponuje rozwod, todobre wyjscie do tego zeby pokazac, ze musi sie z taka ewentualnoscia liczyc! Przestan placic za wszystko, zostaw ja bez kasy. Zobaczysz, zmieknie.
    • amj6 Re: od sfrustrowanego ojca 12.12.12, 08:24
      dziecko zapisz 2x w tygodniu na męczące zajęcia sportowe - ale pozwól jej wziąć udział w decyzji co to będzie (może być pływanie, tenis, karate, konie, a może tańce?) - ale musi to polubić więc nie narzucaj swojego zdania, w weekend weź żonę i córkę na basen
      dziecko wyrzuć ze swojej sypialni - nie kładź się nigdy w pokoju dziecka - a jak żona chce spać z dzieckiem to powiedz że nie ma sprawy - niech idzie do pokoju dziecka
      co do finansowania różnych rzeczy to chyba tak to właśnie jest jak życie niby wspólne a kasa osobna? przecież powinniście swoje zarobki przelewać na wspólne konto, jak żona nieodpowiedzialna to je blokować i udzielać na "życie" co tydzień jakąś kwotę, a przez cały rok razem odkładać na wakacje. żona to może dostać kieszonkowe na jakieś swoje duperele - ale nie w wysokości całej swojej pensji uncertain takie rzeczy należało ustalić tuż po ślubie a nie 8 lat później obudzić się z ręką w nocniku...
      dziecku przestań ciągle mówić że jest grube i podstawiać wagę pod nos - jeśli już Cię nie znienawidziło to zrobi to wkrótce, ma tylko 8 lat! jest głupie i nie rozumie że chcesz dla niej dobrze
      zamiast diety dziecku jest potrzebne po prostu zdrowe odżywianie, regularne posiłki i dużo ruchu! ale na to trzeba mieć czas - nie możesz stawiać wymagań skoro nie masz czasu tego pilnować.
      30 min przed każdym posiłkiem daj jej do wypicia dużą szklankę wody (jeśli nie lubi to sok z wodą w stosunku 1:2) i niech dużo pije ogólnie każdego dnia (ale nie słodkich rzeczy - jednak jeśli samej wody nie lubi to coś do niej dolej - cytryny lub właśnie soku z kartonu - ale dużo więcej musi być wody)
      jak jest ciepło trzeba wziąć córkę na rower - na lody, tak - na lody! ale te lody muszą być jakieś 30 min jazdy rowerem od domu. trzeba wziąć rolki i jeździć z córką jak masz wolne. kupować dużo owoców zamiast słodyczy, soki rozcieńczać bardzo wodą.
      i nie możesz 8-letniemu dziecku zabronić jedzenie słodyczy - to się po prostu nie sprawdzi, nie będzie jadło przez tydzień w domu a potem pojedzie do teściów i słodycze będą dla niej taką atrakcją że będzie je jadło na śniadanie obiad i kolację...
      wymyśl coś - kup skakankę i powiedz córce że słodycze - nie ma sprawy - przed zjedzeniem kostki czekolady - 30 podskoków na skakance, albo 10 minut na rowerku (coś na możliwości 8-letniego dziecka), pokaż dziecku że Ty też tego przestrzegasz - poskacz trochę i zjedz kawałek czekolady (nawet jeśli nie lubisz) aby pokazać dziecku zasadę
      niestety do takich rzeczy musisz przekonać żonę - bez niej to przegrana bitwa, jednak dieta i reżim, ciągłe ważenie itp nie ma sensu - dziecko jest za małe aby to zrozumieć
      • amj6 Re: od sfrustrowanego ojca 12.12.12, 08:35
        i może kup dziecku kinecta - i graj z nią i żoną
      • elisabe Re: od sfrustrowanego ojca 24.08.13, 00:40
        > dziecku przestań ciągle mówić że jest grube i podstawiać wagę pod nos - jeśli j
        > uż Cię nie znienawidziło to zrobi to wkrótce, ma tylko 8 lat! jest głupie i nie
        > rozumie że chcesz dla niej dobrze
        > zamiast diety dziecku jest potrzebne po prostu zdrowe odżywianie, regularne pos
        > iłki i dużo ruchu! ale na to trzeba mieć czas - nie możesz stawiać wymagań skor
        > o nie masz czasu tego pilnować.
        > 30 min przed każdym posiłkiem daj jej do wypicia dużą szklankę wody (jeśli nie
        > lubi to sok z wodą w stosunku 1:2) i niech dużo pije ogólnie każdego dnia (ale
        > nie słodkich rzeczy - jednak jeśli samej wody nie lubi to coś do niej dolej - c
        > ytryny lub właśnie soku z kartonu - ale dużo więcej musi być wody)
        > jak jest ciepło trzeba wziąć córkę na rower - na lody, tak - na lody! ale te lo
        > dy muszą być jakieś 30 min jazdy rowerem od domu. trzeba wziąć rolki i jeździć
        > z córką jak masz wolne. kupować dużo owoców zamiast słodyczy, soki rozcieńczać
        > bardzo wodą.

        Niech autor przeczyta to 3 x i zapamieta.
        Jesli ojciec krytykuje wyglad 8-letniej corki, to ona co najmniej 30lat moze leczyc sie z kompleksow. Mow dziecku,jaka jestes sliczna, schudłaś, chodźna rolki, pograjmy w pilke.
        Zamiast zabraniac jedzenia slodyczy bo jest gruba,mow zeby nie jadlabo zeby jej sie zpsuja itd.
        Poza tym,niech w domu nie bedzie slodyczy,nie bedzie pokus.
    • minasz Re: od sfrustrowanego ojca 18.12.12, 20:31
      pojedz z koleznka do tego egiptu
      i nie daj sie robic na kasie - moja zona by cie tak wyrobiła ze musiałbys brac jeszcze prace zlecone a potem obrabiac całe mieszkanie i w miedzy czasie bawic sie z dzieckiem
      hehehe
      • verdana Re: od sfrustrowanego ojca 21.12.12, 18:44
        A ja podejrzewam, ze córka moze naprawdę nie cieć z Tobą nidzie jechać. Bo wyłania się obraz ojca, ktory czassu dla dziecka nie ma z jednym wyjątkiem - pilnowania figury. Bardziej widzisz tusze, nż córkę - ona juz wie, że jest tak gruba, ze nawet ojciec tego nie akceptuje. To fatalne dla jej samooceny i przyszłego poczucia, ze moze byc atrakcyjna. Wciaskanie wagi na wakacje oznacza, zę najwazniejsze jest, aby chudła, inaczej jej nie akceptujesz.
        Musisz zmienic podejście do odchudzania córki - to nie moze byc tak, że jest to najwazniejsze zadanie wychowawcze. Córka musi być sama zmotywowana, musi sie eruszać, musi uprawiać sport i nie moze absolutnie widzieć, że ojciec ocenia ja przede wszystkim po tym, ile waży.
    • deszcz.ryb Re: od sfrustrowanego ojca 21.12.12, 19:53
      Stawiasz ją na wadze, oceniasz, porównujesz, pilnujesz jej diety i ty się dziwisz, że ona nigdzie nie chce z tobą jechać? Zwariowałeś? Kto normalny sprawdza dzieciaka, czy jadł coś niedozwolonego u dziadków, ważąc go? Za parę lat to ona nie będzie chciała z tobą w ogóle rozmawiać, opamiętaj się! Dziecko pewnie nie chce z tobą jechać na wakacje, bo świetnie zdaje sobie sprawę z tego, że to będzie ciągła męczarnia, twoje wypominanie, sprawdzanie wagi, odmawianie jej słodyczy.

      Aż mnie zatrzęsło jak to przeczytałam. uncertain Jeżeli już tak bardzo chcesz ją odchudzić, to nie powinieneś ordynować diety jej, cała rodzina powinna zmienić nawyki żywnościowe i ruchowe. A i wtedy musisz liczyć się z tym, że może nie będzie idealnie szczupła.
      • nchyb Re: od sfrustrowanego ojca 22.12.12, 15:43
        w całości popieram zdanie deszcz.ryb i verdany.

        Owszem, waga dziecka jest ważna dla jego zdrowia. Ale dla jej psychiki zdecydowanie wazniejsza jest bezwarunkowa miłość ojca, niż jego ciągłe czepianie się wagi. Przy okazji - czy ty sam odżywiasz się w pełni zdrowo i uprawiasz sport? Moze znajdziesz coś, co możesz z córką robić wspólnie, co będzie zdrowe dla was? Basen, narty, spacery, łyżwy. Znajdź coś, co córka lubi i polub robić to z nią. I ciesz się wtedy ze wspólnie spędzonego czasu - nawet gdy córka za dużo zje...
        • nchyb Re: od sfrustrowanego ojca 22.12.12, 15:53
          za szybko się wysłało i nie skończyłam.

          Ale kompletnie nie rozumiem, ze córka śpi z żoną, a ty sam. Szykujesz się z żoną do rozwodu? Jesteście w separacji i z braku mieszkania mieszkacie razem? Bo inaczej tego nie rozumiem.

          Może pora pogadać z córką jak kochający tatuś - skoro na brak kasy nie narzekasz, to zabrać ją do sklepu i kupić wymarzoną pościel, lampkę nocną itp? I wyekspediować do jej pokoju. Bo to już nie niemowlak, który potrzebuje matki w nocy, tylko w sumie spora dziewczynka (nie chodzi o wagę, a wiek), która powinna rozumieć, ze rodzice spędzają noc u siebie, a dzieci u siebie...
      • d.d.00 Re: od sfrustrowanego ojca 29.08.13, 21:54
        święte słowa!
        Nie patrz na córkę przez pryzmat wagi, ona się po prostu będzie Ciebie bała. Będziesz jej się źle kojarzył.
    • lonely.stoner Re: od sfrustrowanego ojca 16.01.13, 14:03
      Ja na twoim miejscu bym sie wyprowadzila z domu. I przestala dokladac do rachunkow. A na wakacje pojechalabym sama.
      Szczerze mowiac nic lepiej nie bedzie. Bedzie tylko gorzej.
      Przede wszystkim moim zdaniem powinienes zaczac siebie samego szanowac = miedzy innymi skonczyc z utrzymywaniem samodzielnie calego domu, dla odmiany to ty nie miej pieniedzy i sie przestan dokaldac do czegokolwiek. Zobaczysz- ze dla zony ( i niestety nastawianej corki) jestes tylko wielka skarbonka.
      Spisz w pokoju sowjego dziecka????????? dla mnie to swietny powod zeby sie wyprowadzic i zaczac wreszcie normalnie zyc.
    • nick4comments Re: od sfrustrowanego ojca 11.02.13, 22:24
      Ty jej nie wysyłaj na działkę, ani do dziadków, tylko wyślij na jakiś obóz, najlepiej harcerski, żeglarski, kajakowy, no ogólnie tam gdzie dużo ruchu i mało czasu na podjadanie z nudów. Ale z tym ważeniem jej i wypominaniem wagi to uważaj. Dziewczynki są wrażliwe na tym punkcie, a już w okresie dojrzewania to jeszcze bardziej. W ten sposób zrazisz ją do siebie.
    • harczyn Re: od sfrustrowanego ojca 15.02.13, 11:12
      chyba troche przesadzasz, no ale to już z żoną musisz się dogadać jak ona nie przestrzega tego to jestes na marnej pozycji
    • olewka100procent Re: od sfrustrowanego ojca 16.02.13, 18:19
      tobie chodzi o nadwagę córki czy sfinansowanie wczasów, bo odnoszę wrażenie, że o to drugie ...
    • eilian Re: od sfrustrowanego ojca 25.03.13, 18:14
      Jak będziesz tak latał za tym dzieckiem z wagą i pilnował co zjadła, to niedługo w ogóle nie będzie chciała z Tobą przebywać. Robisz jej krzywdę.
      Układ finansowy też macie dziwny, co to znaczy "nie dokłada się"? Ja się jest w małżeństwie to chyba kasa jest wspólna, no chyba, że macie rozdzielność majątkową. Jak by mi tak mąż wyliczał za co i ile on zapłacił to też bym ukrywała przed nim wydatki.
      Mam wrażenie, że brak w Waszym związku bliskości, że jesteście jakby współlokatorami, brak uczucia, jest tylko zimna kalkulacja.
    • arathlo Re: od sfrustrowanego ojca 26.05.13, 16:58
      Z tego co opisałeś wynika, że to ty masz rację. W większości. Nie do końca rozumiem o co chodzi z tymi wakacjami, bo mnie się wydaje, że jeśli żona nie ma to mąż organizuje wspólne wakacje, ale to już Wasza sprawa jakie są układy finansowe. Z drugiej strony rzeczywiście chyba warto by było porozmawiać o podziale, o jakimś udziale procentowym albo też wrzucać wszystko do "jednego worka" i płacić co potrzeba i żyć a np jakiś procent od tej kwoty odkładać na wakacje czy inne wydatki większe. Ale się nie wtrącam bo mnie póki co mąż utrzymuje. i na szczęście na wakacje zabiera i mnie i dzieci wink
      Natomiast co do otyłości...kurcze miałam i mam podobny problem jak córka. Zawsze miałam tendecje do tycia i miałam nadwagę. Mama zawsze dbała o to, żebym nie jadła za dużo a ja miałam wielki apetyt, nie tylko na słodycze ale w ogóle na wszystko, dwa obiady i te sprawy. Nienawidziłam jej za to, że tak mnie pilnuje, denerwowało mnie to i kłóciłyśmy się bardzo (o to i nie tylko, ale ogólnie). Dzieci rzeczywiście mają swój punkt widzenia. Rodzice moi byli rozwiedzeni i uwielbiałam jeździć do ojca, który pozwalał "na wszystko". Za co mama była urażona i zazdrosna. Tak samo jak nie lubiłam jeździć do dziadków którzy wymagali ode mnie jakichś prac, pomocy w domu i sklepie (mówię o całym życiu a nie tylko jak miałam 6 czy 8 lat, ale jako nastolatka chcieli, żebym grabiła trawę czy pomogła malować okna drewniane, odkurzać, wytrzeć kurz), drudzy dziadkowie nie mieli żadnych wymagań a jeszcze dokładali jedzonka ile chciałam. Mój wybór był oczywisty, tzn. preferencje których dziadków wolałam...a moja mama miała szał, że znowu teściowie (tak! kochani teściowie, niczym u Ciebie tongue_out) utuczyli mnie przez weekend czy kilka dni. Jaki jest finał tej historii? Od mamy uciekłam szybko, w wieku lat 19 suspicious ogólnie się nie dogadywałyśmy. A przy tym ja poznałam faceta, zakochałam się i poślubiłam go. Od wyprowadzki od mamy waga rosła. 3 ciąże pozostawiły ślad 30 kilo, więc jak wyszłam z domu nie-chuda, ale w normie, tak teraz ważę ponad 100 kilo. Nie umiem jeść. Tzn. nie umiem PRAWIDŁOWO jeść. Spuszczona ze smyczy folgowałam sobie i efekt jest. Czy z tego powodu, że nikt mnie nie nęka o obżarstwo jestem szczęśliwsza? Nie specjalnie, bo wyglądam jak słonik i wcale to mnie nie cieszy, a jednocześnie nie radzę sobie z odchudzaniem.
      Po co Ci ta historia? Chciałabym żebyś zobaczył perspektywę dziecka. Ale też to, że Twoje pilnowanie niekoniecznie musi przynieść efekt. Chyba, że za 20 lat Ci córka podziękuje...dlatego moja rada jest taka- dietetyk to jedno, psycholog to drugie. Żeby Cię dziecko nie znienawidziło (a tak z tego co mówisz...albo już tak jest...albo na dobrej drdzoe...). I przede wszystkim- dziecko się musi nauczyć panować nad sobą i swoim jedzeniem, nie tylko poprzez upominanie. Bo prędzej czy później będzie brak kontroli i i tak przytyje. Jak nie u teściów, to na koloniach...dlatego bym pogadała z psychologiem o tym, jak też z dzieckiem rozmawiać żeby rozumiało po co to wszystko. Żonie możesz opisać moją historię wink Nieszczęśliwie odchudzającej się 26latki wink naprawde mam z tym duży problem. I nie chciałabym do ego dopuścić u moich dzieci. Też mnie szlag trafia jak babcie przywożą słodycze czy bułeczki (tak! co ciekawe! moja też! jedno dziecko mam chude, drugie chyba niestety we mnie...i za tym chudym lata z łyżkami, a o tym drugim jest mowa, że za dużo je, że trzeba pilnować, że będzie gruba...ale odmówić nie umie...). Które potem leżą...aż JA ich nie zjem, by uchronić dzieci przed nadwagą tongue_out chore wink
      Myślę, że musicie poważnie porozmawiać o tym co jest dla was ważne w związku, o zdrowiu Waszego dziecka, Waszych relacjach...o tym...czy w ogóle się kochacie???? Bo tak jak o żonie czytam...jakoś nie widzę tej miłości niestety sad a dziecko...samo przecież nie wymyśla tych "tekstów" więc ktoś mu mówi albo podsłuchało. Tak naprawdę...to wydaje mi się...że wszystkim Wam przydałby się psycholog, tak rodzinnie a nie każdemu z osobna. Tylko coś czuję...że żona się nie ucieszy z takiej propozycji.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka