ollena
31.12.13, 00:53
Od dwóch tygodni mąż przynosi z pracy (od koleżanek-matek, ciotek złota rada, a jakże) z każdej strony płynące rewelacje. Żeby zacząć dokarmiać koniecznie. To samo sąsiadki i panie w autobusach, jak słyszą, że je co dwie godziny:) Znamienne, że mnie jakoś to nie przeszkadza, że co chwilę pobudka, a wszystkich innych martwi, że głodny. No przecież nie głodny, bo je co chwilę. Poradźcie, jak im wszystkim racjonalnie wytłumaczyć, że wszystko gra (przybiera dobrze!) i że dzieci tak mają (bo mleko się trawi w mig)?
Powiedziałam, że się nie złamię i trochę dziwi mnie ta nachalna propaganda...