Gość: gość
IP: *.range86-166.btcentralplus.com
09.01.14, 18:06
Chciałam napisać coś, co zdecydowanie nie jest zgodne z poglądami większości tego forum. Po to, żeby udowodnić że nie zawsze jest tak samo i nie każdy przypadek jest taki sam. Na tym forum, jak również wśród znanych mi położnych i części znajomych matek panuje przekonanie, że smoczek dla maleńkiego dziecka to samo zło i jedyne, do czego prowadzi to trudności z karmieniem piersią, bo maluch przyzwyczaja się do "złego ssania". Święcie wierzyłam w ten pogląd i przez pierwsze 2 tygodnie życia mojej córeczki chroniłam ją przed smoczkiem jak przed największym złem. Te dwa tygodnie to była istna masakra. Mała ciągle chciała być przy piersi, tylko to ją uspokajało, jadła co godzinę albo i mniej. Przystawiałam ją na każde żądanie (nie uspokajało ją bujanie czy kładzenie na skórze, musiała być pierś), jadła tyle, że większość się ulewała, potem już się to uspokoiło, szybko przestawała jeść ale zasypiała przy piersi. Noce wspominam jako koszmar, mała rozpłakana, niespokojna, po każdym odłożeniu do kołyski płacz i wierzganie. Ja wyczerpana, zasypiałam na stojąco i modliłam się o pół godzinki snu. Zaczęłam nawet zastanawiać się nad mm, bo zwyczajnie myślałam że nie dam rady fizycznie. Pomoc ze strony męża na nic się zdała bo jedyne czego córeczka chciała to -ssać. Nie miałam problemów z przystawianiem małej, karmienie było wygodne i bezbolesne, mała dobrze przybierała, ale nadal unikałam smoczka, bo zewsząd słyszałam, że co najmniej miesiąc trzeba się z nim wstrzymać. Któregoś dnia (mała miała 2 tygodnie) moja mama, która od początku dziwiła się tej nowej modzie na unikanie smoczka zwyczajnie go kupiła i przyniosła mi do domu, mówiąc, że nie może już patrzeć na mój stan fizyczny i psychiczny. Co za ulga!!! Po nakarmieniu i odłożeniu małej do kołyski daję jej smoka, ona zadowolona ssie, często przez sen, ja wreszcie zaczęłam jakoś funkcjonować jak człowiek, bo też mogę się przespać między karmieniami. Zbawienie. I wcale nie wpłynęło to na umiejętność ssania piersi, mała jak ładnie jadła tak je, smoczek ssie inaczej ale najwyraźniej potrafi te dwie czynności odróżnić.Ma teraz miesiąc i obie jesteśmy zadowolone, a smoczek jest naszym najlepszym przyjacielem.
Dlatego, drogie mamy , nie dajcie się tak jak ja sterroryzować wmawianiem jaki smoczek jest zły i ile szkody przynosi niemowlakowi. Jak widać czasem przynosi więcej pożytku niż szkody, w moim przypadku był wręcz ratunkiem. Żałuję, że dałam sobie wmówić że moje dziecko nie będzie umiało jeść jak tylko włożę mu smoczek do buzi, przez to dwa tygodnie obie miałyśmy wyjęte z życiorysu. Tyle nerwów i zdrowia mogłyśmy sobie oszczędzić. Pozdrawiam wszystkie mamy i życzę więcej dystansu do rad z internetu niż ja miałam ;)