baobao
22.10.14, 09:46
Córka ma 2 i pół miesiąca. Kiedy miała około 2 tygodni zaczęły się problemy z brzuszkiem - wzdęcia, bóle, niepokój, pojawiła się większa ilość śluzu w kupkach. Problem zaczął narastać i kupki stały się nie tylko pełne śluzu, ale także strzelające (na kilkadziesiąt centymetrów), pieniste, niekiedy całkiem wodniste - wsiąkające całkowicie w pieluchę. Zgodnie z zaleceniami i neonatologa i pediatry miałam rozpocząć dietę eliminacyjną. Faktycznie córka robiła coraz brzydsze kupki, a nawet w okolicy 6 tygodnia nabawiła się kaszki na buzi, nie zaczerwienionej, widocznej tylko pod światło, którą ma cały czas. Rozpoczęłam dietę, dość restrykcyjną, która jednak po dwóch tygodniach nie zmieniła niczego na lepsze. Wręcz przeciwnie. Dziecko zaczęło być niespokojne w ciągu dnia, cierpiało na wzdęcia, domagało się piersi co 2-2,5 godziny i miało problem ze zrobieniem kupki, a kiedy pomagałam jej delikatnie czopkiem glicerynowym, najczęściej kupka była zielona. Zauważałam niekiedy nitki krwi, a kupki były na przemian - zielone, pełne śluzu, pieniste lub zielone, wodniste, bardzo kwaśne i strzelające, a zazwyczaj i takie i takie podczas jednego wypróżnienia.
Waga urodzeniowa małej - 3810, wczoraj, w wieku 10 tygodni 6200, więc przybiera na wadze i rozwija się ładnie.
W nocy je i śpi od początku pięknie, nic jej nie boli. Jedynie w ciągu dnia niekiedy boli ją brzuch, nie może zrobić kupki, a kiedy jej pomogę - jest taka jak wyżej. W niektóre dni nie muszę pomagać, a kupa w pieluszce jest żółta, kwaśna i nadal bardzo luźna. Bywają jednak dni, kiedy mała bez pomocy w postaci "odkupkania" czopkiem marudzi non-stop i płacze przy piersi, wije się, odwraca głowę i nie chce w ogóle ssać. Są też dni, kiedy ssie całą dobę pięknie i bez problemu.
Na diecie eliminacyjnej byłam przez 2 tygodnie i nie widziałam specjalnej różnicy, ale teraz nie jestem pewna czy przypadkiem nie było jednak odrobinę lepiej.
Wczoraj udało mi się dostać do gastroenterologa ze skierowaniem - pierwsza wizyta. Wywiadu p. doktor specjalnie nie przeprowadziła. Starałam się powiedzieć jak najwięcej, ale o wielu sprawach oczywiście nie pamiętałam. Lekarka niewiele powiedziała, kazała odstawić dziecko od piersi zupełnie i przejść na Nutramigen 1. Na pytanie co dolega małej odpowiedziała, że to uczulenie na laktoalbuminę (??? czy to stały składnik mojego mleka czy tylko przechodzi do pokarmu z mleka zwierzęcego???). Nie powiedziała jednak ani słowa o wygaszaniu laktacji, ani o tym co dalej.
Jestem przerażona. Syna karmiłam piersią bez problemów przez 1,5 roku. Córkę też chcę karmić co najmniej tak długo. Nie wyobrażam sobie przejścia na karmienie sztuczne i nie chcę tego robić, a jednocześnie boję się o dziecko. Wykupiłam na razie 3 puszki Nutramigenu. Dziś rano próbowałam podać małej, wypiła 20 ml i dałam jej pierś. Patrzę na tę butelkę i nie wiem co robić...