reina13
13.01.15, 15:13
Dziewczyny, właśnie wyszłam ze szpitala z naszym 3-miesięcznym synkiem. Powód: początki zapalenia oskrzeli - w sumie to nieistotne. Najważniejsze, że w czasie tych kilku dni niesamowicie doceniłam kp. Początki karmienia były różne: nawał, gorączka; potem "cyrki" przy piersi czyli prężenie, problemy z bąkami, kupami, itd. Czasami dziecię nie jadło pół dnia, więc się zamartwiałam, czasami ulwało niemal litrami :) Jak płakał przy jedzeniu to się pytano "co zjadłam?" (brrr...), dawano rady przejścia na mm lub ociągania i karmienia butelką... bez komentarza. Ale nastawienie po takich "radach" miałam różne... No i trafiliśmy do szpitala a tu błogosławiłam własne cyce :) w szpitalu jak to w szpitalu: zabiegi, pobieranie krwi, kroplówki, ciągle badania, wybudzanie dopiero co zaśniętego :) dziecka. Na szczęście wszystko ratował CYC :) no i jaka wygoda. W pokoju ze mną była mama z 1,5 miesięczną dziewczynką na mm... i te nocne wędrówki na wyparzanie butelek, dziecko czeka, płacze. Oczywiście to nie tak, że czuję się lepsza od niej, absolutnie. Żal mi jej było bardzo, bo w szpitalu w którym rodziła (nota bene w moim rodzinnym mieście) nikt jej z kp nie pomógł, podawano jej dziecko już nakarmione mm... No i nie walczyła, chociaż pokarm - jak twierdziła - był. Dużo ostatnio wątków mam, które myślą nad przejściem na mm, zastanówcie się sto razy czy warto i czy tym sposobem sobie nie utrudnicie życia zamiast ułatwić. Amen :)