ewciakk
03.09.06, 01:10
Pani Moniko. Jestem mamą 10 miesięcznej Kingusi. Chciałbym opowiedzieć swoją historię karmienia piersią. Córeczka od początku nie miała żadnych problemów ze ssaniem piersi. Szło jej naprawde dobrze. W czwartej dobie po porodzie maiałam tzw. nawał pokarmu. Piersi były strasznie twarde i okropnie bolały. Wezwaliśmy położną środowiskową. Bardzo sympatyczna pani wszystko wyjaśniła, pokazała, uspokoiła. Następnego dnia rano piersi były takie twarde i nabrzmiałe, że malusia wówczas Kingusia nie mogła nic z nich wyciągnąć. Tu poraz pierwszy dostała mleczko modyfikowane. Dalej było już coraz lepiej. Na początku żeby złagodzić ból i "wyciągnąć" nieco sutki karmiłam malutką przez tzw. nakłdki silikonowe. Powoli szło nam coraz lepiej, aż do momentu kiedy dostałam krwotok (Kingusia miała wtedy 3 tygodnie; krwotok spowodowany był pozostawieniem części łożyska po porodzie). To było okropne. Mąż akurat w podróży. Ja sama z maleńkim dzieciątkiem. Wzięli mnie do szpitala ( Kingusią zaopiekowła się rodzina mieszkająca tuż obok). W szpitalu odciągałam pokarm ręcznie ( miałam laktator ale coś nie bardzo mi szło przez niego). W pierwszą noc w szpitalu odciągnęłam nawt sporo mleczka. Starczyło dla Niusi. Później stres zrobił swoje. Nagłe rozstanie z dzieciątkiem, zabieg i kilka innych czynników sprawiło, że pokarm zaczął zanikać. Tu znowu córeczka dostawała mleko modyfikowane. Wybłagałam przepustkę na niedzielę. Wróciłam do domu. Moje maleństwo chwilę wcześniej walczyło z zaparciem po mm. Wymęczone, po kilu dniach rozłąki przytuliłam. Płakać mi sie chcialło, moje maleńkie. Matczyna tensknota. Wróciłam do szpitala. Miałam zabieg, wszystko ok, jestem w domu( cały pobyt w szpitalu to długie, przepłakane 5 dni). Kinga pod moją przymusową nieobecność dostawała cały czas mleko m). Niestety, mimo usilnych starań nie udało mi się odbudować laktacji do tego stopnia żeby karmić nadal wyłącznie piersią. A Kingusia polubiła mm z butelki. Karmiłam córeczkę mieszanie. Pokarmu było nawet sporo do momentu kiedy Kingusia przestała budzić sie w nocy na karmienie. Miała wtedy ok. 3 miesiecy. Później karmiłam ją tylko kilka razy dziennie (ok 3-5 razy plus 2 razy mm w połunie i po kąpieli). Próbowałam nawet kilka razy nie podawać jej wieczorem butelki tylko pierś ale niestety raz sie udało a reszytę razy kończyło sie histerią dzieciątka. Więc wygrywała butelka. I tak było do ok. piątego miesiąca życia Kingusi. Potem kiedy chciałam ją nakarmić piersią córeczka wpadała w szał. Na początku chwilę possała potem sie prężyła napinała i tyle było. Później to już w ogóle nie chciała pirsi. I w tym wszystkim ja. Płakałam razem z nią. Moja córeczka mnie już nie potrzebuje, myślałam. Gdzie te trudne dni z odstawieniem piersi, o których pisały inne matki. One miały dosyć a ja chciałam, moje dziecko nie. Wygrała butelka. Sama nie wiedziałam co robić. Próbować dalej, nie wiedziałam. Właściwie biłam się z myślami. Smutno mi było na myśl o utracie tego wspaniałgo uczucia, tych naszych, tylko naszych intymnych chwil. Dotatkowo wypowiedzi bliskich, że po co sie męczyć i meczyć dziecko. Przecież jej nie zmusze. I przestałam karmić. Przeżyłam to bardziej niż mija córeczka a dziś tego żałuję.Żałuję, że nie posłuchałam swojej matczynej intuicji. Dlatego piszę do Pani. Trapią mnie wyrzuty sumienia. A dlaczego? zaraz napiszę. Córeczka jest pogodnym, wesołym budzącym sympatię dzieckiem. Ma teraz skończone 9 miesięcy. Świetnie się rozwija. Jest ciekawa świata. Je już prawie wszystko co powinno jeść dziecko w jej wieku. Martwi mnie tylko jedno. Kiedy chce ją przytulć córeczka napina się i wręcz mnie odpycha. Rzadko kładzie np. główkę na mojej klatce. Muszę jeszcze wspomieć że Kingusia od urodzenia nie miała kłopotów ze spaniem. Zawsze ładnie zasypiała nie trzeba było jej jakoś specjalnie usypiać. Teraz czasami ją ululam do snu. Boje się, że popełniłam gdzieś błąd. Może za szybko poddałam sie jeśli chodzi o karmienie i straciłam tą nipowrotną więź, która łączy matkę z dzieckiem, może przez to, że córeczka nie była absorbującym niemowlakiem zawsze ładnie spała w dzień i w nocy, za mało ją nosiłam i przytulałam. Sama już nie wiem. Może ona ma już taki temperament a może to ja próbuje nadrobić to czego mi brakowało w dziecinstwie. Chciałabym aby moja córeczka tuliła się do mnie jak inne dzieci do swoich mam. Nie mogę też powiedzieć, że ona nie robi tego wcale. Nie, nie. Ale wydaje mi się, że rzadko i tak jakby w pośpiechu. Chciałm panią zapytać czy cała ta historia mogła mieć wpływ na to. Pozdrawiam i mam nadzieję, że nie zanudziłam Pani, ale nie bardzo mam komu o tym powiedzieć. Pozdrawiam. Mama malutkiej Kingusi.