Dodaj do ulubionych

jak byście zareagowały...

12.10.09, 13:00
...gdybyście się dowiedziały, że wasz niedługo - miejmy nadzieję -
były mąż pokazywał bez Waszej wiedzy i zgody dziecko psychologowi
próbując zapewne uzyskać "opinię" psychologa jakim to on jest super
tatą (szkoda, że przez okres ciąży nie było go w ogóle a potem przez
ponad 4 lata był mało ambitny i mało chętny do rozwijania kontaktów
z dzieckiem, a dopiero moje żądanie rozwodu spowodowało, że zaczął
się interesować dzieckiem i próbować uzyskać jak największą opiekę
nad dzieckiem)?
Obserwuj wątek
    • oliwija Re: jak byście zareagowały... 12.10.09, 13:01
      a ten tak zawany tatus ma równo pod sufitem?

      po ch... mu opinia psychologa?
      i po co mu dajesz dziecko niech sie z nim spotyka w twojejobecnosci
      • anete Re: jak byście zareagowały... 12.10.09, 13:16
        niestety tatuś wietrzy wszędzie spisek przeciwko niemu, nawet w
        momencie gdy mała jest chora i mówię mu, że nie może jej zabrać do
        swoich rodziców na weekend (uważa, że specjalnie dziecko
        przeziębiłam i że mu ograniczam kontakty)...Czeka mnie niezła
        batalia w sądzie
    • inbluesky Re: jak byście zareagowały... 12.10.09, 13:26
      Ja miewam najgorsze pomysły: może nie o jakość jego ojcostwa szło, tylko np.
      udowodnienie jaką złą matką ty byłaś? Swojego o to bym podejrzewała. A może to
      porządniejszy facet niż mój i chciał tylko sprawdzić jak wasze rozstanie wpływa
      na dziecko?

      Ja pewnie bym zapytała, co ta wizyta u psychologa miała na celu i skończyłoby
      się wielką awanturą...

      I absolutnie nie zgadzam się z opinią "po co dajesz mu dziecko", bo uważam, że
      przynajmniej masz wtedy chwilę dla siebie i do tego nie musisz się wkurzać
      patrząc na byłego.
      • oliwija Re: jak byście zareagowały... 12.10.09, 13:34
        wiesz ja dawalm młoda staremu i zawsze konczyło sie to w domu moczenim
        dołóżka bo stsry ja straszył. młoda w pewnym momencie zaczeła wymiotowac na
        sama myśl o spotakniu z kochjącym ja tatusiem
        • mamuska880 Re: jak byście zareagowały... 12.10.09, 14:45
          jak zdarzy sie jeszcze raz taka sytuacja to nie dawaj wiecej dziecka i idz do poradni i powiedz o tym niech przebadaja córke...mój syn tez sie kilka razy moczył po wizytach "tatusia" bo ten jemu naobiecywał i nie wywiązywał sie potem z tego.
          • oliwija Re: jak byście zareagowały... 12.10.09, 14:49
            ta moj ex tez opowiadal dziecku ze ja jestem zła ze do głupiego przedszkola
            ja zapisałam ze tam panie boja i krzycza na dziecko. a cholera ani razu
            przez 4 lata sie tam nie pokazał bo nie wiedzial gdzie chodzi. jego to nie
            interesowało.
            raz jak wszedł do kin shrek to chcial dziecko zabrac na ten film ja
            mówie ze dzieckp juz było i moze sie wybierzecie na inny. Wiecie co zrobił
            poszedł na tego shreka i potem sie darł na dziecko ze mu utrudniało
            ogladanie filmu. Dziecko sie po prostu nudziło bo juz to widziało.

            Najgorsze ze przy tym wszytskim byl tesciowa i powiedziala z ejej syn ma
            prawo wybrac taki filma jaki sie jemu podoba a nie małej.


            szok!!!!
            • mamuska880 Re: jak byście zareagowały... 12.10.09, 17:06
              tatus idealny mojego syna kiedyś naopowiadał jemu żeby do (cytuję) "faceta w sukience" nie chodził...i syn na religie dłuższy czas nie chodził... sad masz baaardzo "mądrą" teściową skoro tak ci powiedziała! moim synem tatuś sie nie interesuje ale do drugieso dziecka jeździ, odwiedza je i daje prezenty, ubrania itp. mojemu jeśli nie chce nie musi dawać NIC ale niech nie obiecuje jemu...kiedyś pojechałam po nim za to smile
              • oliwija Re: jak byście zareagowały... 12.10.09, 19:50
                mamuska880 napisała:

                > tatus idealny mojego syna kiedyś naopowiadał jemu żeby do
                (cytuję) "faceta w s
                > ukience" nie chodził...i syn na religie dłuższy czas nie chodził... sad


                a czy religia to taki wazny przedmiot?
                > masz ba
                > aardzo "mądrą" teściową skoro tak ci powiedziała!
                tak wiem wiedziałm to od dawna

                >moim synem tatuś sie nie inte
                > resuje ale do drugieso dziecka jeździ, odwiedza je i daje prezenty,
                ubrania itp


                moj ex nie interesuje sie ani pierwszym ani drugim dzieckiem wiec jest the
                best
                > . mojemu jeśli nie chce nie musi dawać NIC ale niech nie obiecuje
                jemu...kiedyś
                > pojechałam po nim za to smile
                a ja juz sobie odpuściłam
      • anete Re: jak byście zareagowały... 12.10.09, 13:38
        wychodzę z założenia, że nie chcę mu utrudniać kontaktów z
        dzieckiem, ale nie życzę sobie manipulowania dzieckiem za moimi
        plecami, a akurat nie uważam, zeby mój jeszcze mąż miał podstawy do
        tego by twierdzić, że zła matka ze mnie - zajmuję się na codzień
        dzieckiem, zaprowadzam do przedszkola i na dodatkowe zajęcia, czuwam
        nad rozwojem intelektualnym dziecka, czytam, rysuję z
        dzieckiem,zabieram dziecko na wycieczki i ciekawe zajęcia oraz na
        wystawy do muzeów, słowem robie to czego mój mąz nie robił przez
        wiele lat, jedyny jego pomysł spędzenia z dzieckiem czasu to zakupy,
        zoo, łazienki królewskie...
        Dziecko owszem tęskni za ojcem, ale z drugiej strony wie, że przez
        całe jej życie ja więcej czasu miałam dla niej niż ojciec
        • inbluesky Re: jak byście zareagowały... 13.10.09, 00:57
          Ja nie mówię, że on ma podstawy do posądzania cię o bycie złą matką. Ja mówię,
          że zdarzają się tacy przyjemni mężczyźni, co dla pognębienia byłej starają się
          udowodnić cuda na kiju, byle tylko dokopać.
    • chalsia Re: jak byście zareagowały... 12.10.09, 14:29
      on ma takie samo prawo pójść z dzieckiem do psychologa czy innego
      lekarza, jak i Ty. Rozumiem. że się go nei pytasz o zgodę na wizytę
      u specjalisty.

      Co bym zrobiła? Pisemnie powiadomiła, że na przyszłość chcę być
      powiadomiona o takim pomyśle by móc w tym uczestniczyć, a teraz
      życzę sobie kopię opinii tegoż psychologa na piśmie. Jesli nie ma
      na piśmie - to życzę sobie namiary na tegoż psychologa by pójśc i
      osobiście się dowiedziec o wnioskach nt. mojego dziecka.
      • anete Re: do chalsia 13.10.09, 10:14
        Chalsia, ale on nie poszedł do poradni tylko poprosił swoją znajomą
        panią psycholog - koleżankę (czyli o bezstronności można zpomnieć),
        jemu nie zalezy, żeby dowiedzieć się o to, czy dziecko się
        prawidłowo rozwija i czy rozwód nie wpływa negatywnie na dziecko,
        ale tylko o to by wykazać, że jest genialnym ojcem i nadaje się do
        opieki nad dzieckiem, a ja jestem be. On się ocknął dopiero przed
        rozwodem. jak byłam w ciązy zostawił mnie, potem pozwoliłam mu
        wrócić i przez 4 lata nie zajmował się nalezycie dzieckiem, wolał
        prace i komputer...dopiero przy rozwodzie mu rozum wrócił i nagle
        próbuje nadrobic stracone lata...jak jeszcze razem mieszkaliśmy to
        ja pewnych zachowań i wykonywania obowiązków od dziecka wymagałam, i
        jak poprosiłam kiedyś by wpłynał na dziecko to powiedział, że nie
        NIE BĘDZIE JEJ KAZAŁ NIC ROBIC BO NIE CHCE WYJŚC NA ZŁEGO OJCA,
        KTÓRY TYLKO WYMAGA OD DZIECKA.dla niego ojcostwo sprowadza się do
        bycia tatusiem pozwalającym na wszystko a nie tatusiem, który wymaga
        od dziecka i uczy je prawidłowych życiowych zachowań...
        a o wizytach wszystkich lekarskich zawiadamiam męża, takie zresztą
        wprowadziłam do porozumienia o wykonywnaiu władzy rodzicielkiej
        (którego mój mąż nie może jakimś dziwnym trafem podpisać od 3
        miesiecy i w ogóle nie usiadł ze mną, żeby je sporządzić tylko
        łaskawie wniósł dwie uwagi do sporządzonego przez ze mnie od a do
        zet) zapisy, że wszelkie konsultacje szeroko rozumiane jako
        lekarskie odbywaja się za wiedzą i zgoda obydwojga rodziców cerlem
        umozliwienia obydwojgu uczestnictwa w nich.
        • chalsia Re: do chalsia 13.10.09, 22:16
          > Chalsia, ale on nie poszedł do poradni tylko poprosił swoją znajomą
          > panią psycholog - koleżankę (czyli o bezstronności można zpomnieć),
          > jemu nie zalezy, żeby dowiedzieć się o to, czy dziecko się
          > prawidłowo rozwija i czy rozwód nie wpływa negatywnie na dziecko,
          > ale tylko o to by wykazać, że jest genialnym ojcem i nadaje się do
          > opieki nad dzieckiem, a ja jestem be.

          to nie ma znaczenia w tym sensie, że czy tak czy siak warto napisać mu, że
          życzysz sobie kopię opinii tegoż psychologa na piśmie. Jesli nie ma na piśmie -
          to życzysz sobie namiary na tegoż psychologa by pójśc i osobiście się dowiedziec
          o wnioskach nt. dziecka.
          Po prostu w ten sposób niejako dajesz mu do zrozumienia, że chodzenie do
          znajomej psycholog nie ma sensu.
          • nanai11 Re: do chalsia 13.10.09, 23:04
            To dobrze że poszedł do chociażby kolezanki psycholog. Napewno nie
            przesłuchwiała dziecka ostro (jestem psychologiem), po prostu obserwowała.
            Opinia takiego psychologa nie ma znaczenia. Uważam ze mysli po prostu o dziecku.
            Lepiej późno niz wcale. Dziecku należy sie ojciec. Tobie trochę rozsadku.
            • anete Re: do nanai11 14.10.09, 10:14
              Rozsądku mi nie brak, raczej brak go ojcu dziecka...do tej pory
              próbowałam się z ojcem dziecka dogadać, zazwyczaj jak zaczynam
              rozmowy telefoniczne (bo w inny sposób nie można się z nim
              porozumiec, wszelkie próby umówienia się z nim na spotkanie spełzają
              na niczym) dotyczące spraw związanych z dzieckiem to jak się
              zdenerwował, ze coś jest nie po jego mysli to rozłączał się
              telfonicznie (przedtem rzucając we mnie kilka niecenzuralnych słów)
              i nie można było się z nim ponownie skontaktowac, zamiast na
              spokojnie przedstawić mi swoje racje i potrzeby związane z
              wychowaniem dziecka....Zatem droga Nanai11 jeśli nie znasz do końca
              sytuacji i nie masz do czynienia z niestety ale chyba problemami
              psychologicznymi mego jeszcze męża to bądź łaskawa nie dawac mi rad
              typu - WIĘCEJ ROZSĄDKU....
    • zlotabrama Re: jak byście zareagowały... 13.10.09, 23:25
      anete napisała:

      > ...gdybyście się dowiedziały, że wasz niedługo - miejmy nadzieję -
      > były mąż pokazywał bez Waszej wiedzy i zgody dziecko psychologowi
      > próbując zapewne uzyskać "opinię" psychologa jakim to on jest
      super
      > tatą (szkoda, że przez okres ciąży nie było go w ogóle a potem
      przez
      > ponad 4 lata był mało ambitny i mało chętny do rozwijania
      kontaktów
      > z dzieckiem, a dopiero moje żądanie rozwodu spowodowało, że zaczął
      > się interesować dzieckiem i próbować uzyskać jak największą opiekę
      > nad dzieckiem)?


      Poprosiłabym o wyjaśnienia, ustaliła granice co wolno, a czego nie
      wolno, ustaliła zasady których się trzymamy, teraz kiedy nasze życie
      się zmieniło. I miał zaufanie i wiarę w to, że bedziemy ich uczciwie
      przestrzegać. Prawa rodzicielkie w większości są te same i możemy
      mieć tylko zaufanie, ze były partner zachowuje się wobec nas
      uczciwie. W praktyce różnie bywa, niestety.

      Powiedziałabym też o swoich uczuciach i o tym, jak bardzo mnie takie
      zachowanie wkurza i złości.

      Zareagowałabym prawdziwie na dany moment. Zapewne zbyt emocjonalniesmile

      No cóż trzymam kciuki, bo te wszystkie ustalenia sę trudne zawsze po
      rozwodzie, tym bardziej im bardziej się oddalamy od siebie i im
      bardziej układamy sobie zycie z kimś innym.
    • braktalentu Re: jak byście zareagowały... 15.10.09, 15:56
      Gdybym miała coś do ukrycia, to pewnie zareagowałabym nerwowo. Jako zupełnie
      przeciętna matka, co najwyżej zdziwiłabym się, że konsultacja odbyła się bez
      mojej wiedzy. Przecież Ci psycholog dziecka nie ugryzie.
      • anete Re: jak byście zareagowały... 16.10.09, 10:24
        do ukrycia nic nie mam, a konsultacją psychologiczną tego co zrobił
        mój mąż nie mozna nazwać....

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka