Dodaj do ulubionych

chcę mieć dziecko sama...

10.02.04, 20:21
czy któraś z Was ma dziecko sama, bo chciała mieć sama, nie chciała się
wiązać z żadnym facetem ale chciała miec dziecko no i ma? jesli tak to proszę
maila na privawink pozdrawiam
Obserwuj wątek
    • iwona3 Re: chcę mieć dziecko sama... 11.02.04, 15:04
      Przepraszam, ale jesteś nienormalna. Dziecko potrzebuje obojga rodziców,
      odbieranie mu ojca już na tym etapie jest po prostu sadystyczne i chore.
      Zamiast dziecka porponuję psychologa albo chomika.
      • coppola1 do Iwony3 !!! 11.02.04, 15:30
        a jakie Ty masz prawo żeby mówić kto jest normalny a kto nie!?
        To jest forum właśnie dla mam samodzielnych. Nie będziemy tutaj roztrząsać czy
        dziecko potrzebuje obojga rodziców czy nie!
        • sojanka Re: do Iwony3 !!! 11.02.04, 21:18
          Podobnie jak Iwona3 uważam, że tak postawiona sprawa jest.. hm.. jak by to
          delikatnie powiedzieć lekko skrzywiona.
          Dziecko potrzebuje obojga rodziców.
          Co innego zostać samodzielną mamą w wyniku zdarzeń, co innego planować to z
          premedytacją.

          Wierze, że będziesz sie świetnie zjamować swoim dzieckiem. ale czy nauczysz go
          prawidłowych relacji rodzinnych, czy będzie umiało stworzyć rodzinę?
          Jeżeli wszyscy będziemy tak podchodzć do dzieci - chcę sama i sobie zrobie, za
          pokolenie lub dwa świat przerodzi się w pustynię samotnych ludzi nie mających
          wzorców rodzinnych, nie umiejacych tworzyć rodzin, kochać, iść na kompromisy,
          negocjować itp.
          • beataewa Re: do Iwony3 !!! 12.02.04, 01:26
            To wszystko nie jest takie proste!
            Sama jestem kimś w rodzaju matki "samotej z wyboru" - wiedziałam, że mój
            partner seksualny w żaden sposób nie będzie ze mną ani nie będzie uczestniczył
            w wychowaniu dziecka, a mimo wszystko zaszłam z nim w ciążę. Może nie do końca
            świadomie, ale myślę,że moja podświadomość zaplanowała i zrealizowała to
            właśnie tak. No i w końcu nawet nie brałam pod uwagę aborcji bynajmniej nie z
            przyczyn ideologicznych, tylko dlatego, że bardzo chciałam tego dziecka.
            Uważałam, że samotne macierzyństwo to coś, co może się zawsze zdarzyć, ale na
            co nie należy się świadomie z założenia decydować. Ale ukryte pragnienie
            musiało być jednak bardzo mocne...
            Słowem - pewnie nie powinno się świadomie decydować na samotne macierzyństwo,
            ale to się jednak zdarza. Tak jak nie powinno się w ogóle samotnie wychowywać
            dziecka, a też się zdarza wink.
            Chyba czasem tak po prostu jest, że chcemy czegoś (tu: kogoś) tak bardzo, że
            cały rozsądek idzie w krzaki i nie ma na to rady.
            Beata mama Zuzi
          • coppola1 Re: do Iwony3 !!! 12.02.04, 08:39
            chodziło mi tylko o to, że nikt nie ma prawa komukolwiek mówić że jest
            nienormalny, a to, o czym myśli - że jest chore!
        • iwona3 Re: do Iwony3 !!! 12.02.04, 13:42
          Wiesz, coppola? Tak się składa, że ciągle się tu roztrząsa, jak bardzo dziecku
          potrzebni są oboje rodzice. Wiele dziewczyn walczy o normalne kontakty ojców z
          ich dziećmi po rozstaniach (rozwodach), wkładając w to ogromny wysiłek. Nikt
          przy zdrowych zmysłach nie będzie z góry zakładał, że jego dziecko urodzi się
          jako pół-sierota. Czasami w życiu tak wychodzi, ale chyba wiele z nas wolałoby
          mieć pełne rodziny.
          Jeżeli ktoś ma takie ogromne pragnienia, to niech zainwestuje na początek w
          rybki lub chomika i w ten sposób realizuje się uczuciowo. Też wymagają miłości
          i opieki.
          Ciekawe, co taka mama powie swojemu dziecku, kiedy to zapyta o tatę?
          • odalie jak to właściwie jest? 12.02.04, 14:23
            Ja tak trochę zahaczę o wątek Liesel, ponieważ jego lektura wzbudziła we mnie
            dawne wspomnienia...

            .................

            > Tak się składa, że ciągle się tu roztrząsa, jak bardzo dziecku
            > potrzebni są oboje rodzice.

            Zgadzam się z tym, że dziecku potrzebnie są rodzice i tego nie mam zamiaru
            negować (tak na wszelki wypadek piszę na samym wstępie).

            > Wiele dziewczyn walczy o normalne kontakty ojców z
            > ich dziećmi po rozstaniach (rozwodach), wkładając w to ogromny wysiłek. Nikt
            > przy zdrowych zmysłach nie będzie z góry zakładał, że jego dziecko urodzi się
            > jako pół-sierota.

            Gdy zaczęło się psuć między mną a moim poprzednim facetem, gdy wreszcie
            zaczęłam przeglądać na oczka, gdy dotarło do mnie, jak bardzo do siebie nie
            przystajemy, no i gdy ex wykręcił mi kilka bardzo niefajnych numerów... na
            wypadek wpadki miałam następujący plan awaryjny: dziecko urodzić, nie bawić się
            w szukanie obrotnego pana ginekologa, zerwać kontakty z exem i odciąć się od
            niego, nawet finasowo, byle mieć święty spokój. Oczywiście, zaraz mi powiecie,
            dziewczyny, że taka postawa to typowe dla niedoświadczonej siksy, nie majacej o
            macierzyństwie, psychice dziecka ani trudach wychowania pojęcia. Może i racja.

            Ale co poradzić w przypadkach, gdy ojciec dziecka okazuje się naprawdę rasowym
            bydlakiem, kłamcą i kanalią? albo nawet kryminalistą? Czy naprawdę trzeba na
            siłę, kosztem stresów i upokorzeń, wmuszać w faceta odpowiedzialność za
            dziecko? Znam taki przypadek, dziewczyna zaszła w ciążę, facet okzał się
            pijaczkiem i złodziejem, dziewczyna już od jakiegoś czasu nabierała podejrzeń,
            ostetcznie znalazła niezbite dowody. Nie powiedziała mu o ciąży, nawet nie
            próbowała ściągać alimentów. Zerwała z nim wszelkie kontakty. Nie uważam, żeby
            było to zachowanie nieodpowiedzialne albo świadczące o zaburzeniach
            psychicznych. Dziewczyna i jej synek mieli czyste konto, ona otoczyła dziecko
            miłością i bezpieczeństwem, no i ostatcznie, po kilku latach znalazła fajnego
            człowieka, założyli rodzinę, są razem od jakichś 15 lat, mają wspólne dziecko,
            ale i to pierwsze czuje się tam w pełni akceptowane. Nie ma zbytecznych
            komplikacji, jakimi byłyby chyba jednak kontakty z zapijaczonym kryminalistą -
            ojca biologicznego nie ma i już, jest przybrany kochany tato. Wiem, że to ma
            drugą stronę, że zapewne syn zapragnie poznać biologicznego ojca, nie jestem w
            stu procentach przekonana, czy to tak całkowicie słuszne - na moje pojęcie
            dziewczyna postąpiła dobrze.

            Ten powyższy przykład jest drastyczny. A co poradzić na malutkich bydlaczków
            pokroju (sorriii, Liesel) tego, na jakiego zdaje się wyglądać ex partner
            Liesel. Czy dziecku potrzebny jest taki ojciec? Czy nie lepiej mieć czyste
            konto? a wzorzec męski dostarczyć w osobie wuja, przyjaciela, dziadka...?
            (Chodzi mi głównie o sytuacje, gdy maluszek jest jeszcze nienarodzony, albo
            zbyt mały, aby naawiązać kontakt emocjonalny z ojcem przed rozstaniem.)

            Stąd - abstrahując nieco od postu założycielki wątku - według mnie, mogą się
            zdarzyć jednak takie sytuacje, gdy decyzja o odcięciu się od ojca, założenie z
            góry, że go nie będzie, jest właśnie oznaką odpowiedzialności i dojrzałości.
            Może się mylę. Z mojego punktu widzenia, nie ma czegoś takiego jak "lepszy zły
            ojciec niż żaden". Od niektórych, jednak myślę, trzeba uciekać, chociaż jak
            powiedziałam, pewnie się mylę.
    • pysia-2 Re: chcę mieć dziecko sama... 12.02.04, 10:05
      Zlinczowalyscie dziewczyne na dzien dobry. A ja ja rozumiem. Swego czasu tez
      nie chcialam sie z nikim wiazac (a wlasciwie chcialam, ale nie mialam widokoow
      na normalnego partnera), I bardzo chcialam miec dziecko. I bylam gotowa zajsc w
      ciaze z premedytacja, zeby samotnie wychowac moje dziecko i dac mu to wszystko,
      co bede mogla mu dac.
      Na szczescie poznalam swojego meza i razem wychowujemy naszego synka. I teraz
      juz wiem, ze to, co chcialam dac swojemu dziecku, to za malo. Bo ono naprawde
      potrzebuje ojca. I matka tez potrzebuje partnera wspoolwychowujacego. Ale wiem
      to dopiero teraz, kiedy na wlasnej skoorze doswiadczam codziennych trudoow (i
      radosci) posiadania dziecka. Wtedy idealizowalam i wydawalo mi, ze wystarczy,
      zeby matka kochala i dawala z siebie wszystko. No, wlasciwie to tak moze byc.
      Mozna wychowac dziecko w pojedynke i wyprowadzic go na normalnego czlowieka.
      Wymaga to wiele poswiecenia i wysilku... Ale po co? Skoro mozna mu tez zapewnic
      optymalne warunki rozwoju w normalnej, pelnej rodzinie? Pod warunkiem ze jest
      normalna.
    • agaban12 Re: chcę mieć dziecko sama... 12.02.04, 10:33
      Witam. Często zaglądam na to forum ale tylko jako bierny czytelnik. Ale Twój
      post bardzo mnie zainteresował. Co prawda jestem mamą samodzielną ale jest to
      raczej splot niesprzyjających okoliczności aniżeli premedytacja. Znam jednak
      osobę, która bardzo pragnęła dziecka i nie chciała się wiązać z jego ojcem. Tak
      też się stało. Pani ta zaszła w ciażę i urodziła wspaniałego, zdrowego syna. Z
      wszystkimi trudami macierzyństwa od początku radzi sobie sama. Chłopak jest już
      w wieku gimnazjalnym i jest jednym z najfajniejszych i najmądrzejszych dzieci
      jakie znam. Oczywiście nie zawsze było i jest różowo ale zarówno mama jak i jej
      syn są szczęśliwi. Ona jest tylko dla niego a on tylko dla niej - i nie jest
      to "ślepa" miłość matki do dziecka - chłopiec jest wychowywany rozsądnie i "z
      głową". Jest niezwykle wrażliwy ale zna swoją wartość i zawsze ma swoje zdanie.
      Wbrew pozorom nie jest typem maminsynka uwiązanego do maminej spódnicy. I tak
      sobie myślę, ze nikt nie ma prawa oceniać tego ze chcesz urodzić dziecko tytlko
      dla siebie. Może to egoistyczne ale przecież każdy z nas jest egoistą i myśli o
      sobie. Zastanów się jednak czy dasz sobie z tym wszystkim radę - i nie myślę tu
      wcale o stronie materialnej całego "przedsięwzięcia" (bo jak rozumiem jeżeli
      zdecydujesz się na samodzielne macierzyństwo z wyboru, nie będziesz chciala
      także pomocy finansowej od ojca dziecka), samodzielność czasami równa się
      samotność. Pomyśl czy będziesz miała wsparcie rodziny, przyjaciół? Czy bedziesz
      sie miała komu "wypłakać w mankiet" kiedy przyjdą cięższe dni. Jak patrzę na tę
      moją znajomą to tak sobie myślę, ze jednak warto zaryzykować ale .... ona jest
      wyjatkowo silną i upartą kobietą i wiem, ze zawsze da sobie radę.
      Pozdrawiam serdecznie.
      Agnieszka mama Ani
      • szwedka_kredka Re: chcę mieć dziecko sama... 21.02.04, 00:19
        agaban12 napisała:

        "Ona jest tylko dla niego a on tylko dla niej"

        to nie jest normalne moim zdaniem. Dzieci nie są "dla nas".
        Dla mnie to skrajny egoizm matki.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka