Dodaj do ulubionych

uczę się być eks...

03.03.04, 20:25
Obserwuj wątek
    • osett Re: uczę się być eks... 03.03.04, 20:38
      Przepraszam za szybko wysłałam - niezbyt udany pierwszy raz wink)
      Witam Was. Zaraz dopiszę to co chciałabym powiedzieć - ale niestety dziecko się
      obudziło ... pozdrawiam
      • osett Re: uczę się być eks... 04.03.04, 11:18
        Jakoś nic niemogłam dopisać w nocy pomimo ze nie spałam... Z jednej strony
        potrzebuję Waszej pomocy, z drugiej trudno mi o tym pisać nie wpadając w
        histerię... O tym ze zostanę eks dowiedziałam sie "na własną prośbę" kiedy tpo
        schowałam dobre wychowanie, klasę i chyba też godnosć osobistą do kieszeni
        dorobiłąm klucz do firmowego mieszkania mojego męża, wsadziłam dziecko do
        samochodu i pojechałam ponad 300 kilometrów.
        Czyta sie o tym w gazetach - prezdłużajace sie na weekndy delegacje... Jakiś
        wiersz wpisany do notatnika męża obcą ręką... A przede wszystkim atmosfera.
        Strasznie mnie krytykował. Podkopał poczucie własnej wartości... Zaprzeczał ze
        kogoś ma. Po prostu kłamał w żywe oczy.
        Nie chciałam konfrontacji - do mieszkania weszłam w ciągu dnia. A tam dwa kubki
        z kawą na stole, świeczka w kształcie serca na stole, dwa reczniki. Miałam
        nawet pogrzebac w smietniku w poczukiwaniu prezerwatyw ale mnie zemdliło ze
        stresu...
        I tak to... Wyprowadziłam sie do mieszkania przyjaciółki, jetsem po pierwszej
        rozmowie, która niczego nie wniosła, M. wraca za tydzień - mmay sie spotkać.
        Chcę rozwodu. nie wiem jak to bedzie. Jest tyle rzeczy do zrobienia - a ja
        wpadłam w jakąs niemoc totalna. Poszłam do psychologa popłakałam sie i nie
        mogłam wykrztusić słowa. Wiecej tam nie pójdę. w piątek chcę powiedzieć
        rodzicom - ale będę musiała jeszcze dxwigać ich rozczarowanie i ropzacz na
        swoich barkach... Uginam sie pod tym wszystkim... boję sie o dziecko...
        Przeczytałam gdzieś że powinnam mieć świadka na to co zasatłąm w mieszkaniu tam
        i wnieść rozwód z orzekaniem o winie... Już sama nie wiem... Muszę znaleźć
        adwokata... musze wrócić a raczej znaleźć pracę... opiekunkę do dziecka... A
        siedze i płaczę. To jakaś paranoja. I jescze za nim tęsknie. Na telefonie
        musiałam napisać "nie dzwoń do niego", mam ochotę na niego krzyczeć i wymyślać-
        ale wiem w przebłyskach rozsadku ze to nic nie da i ze bez sensu. I że bym
        żalowała krzykó i żebrania i pytań dlaczego... Czy to się kiedyś skończy????
        trzymajcie za mnie kciuki. Bardzo potrzbuję świadomosci że ktoś stoi po moje
        stronie.... Acha - nasi przyjaciele wiedzieli - nawet ja poznali... NIKT mi nie
        powiedzial. to drugie świństwo które mnie spotkało.
        • baby111 Re: uczę się być eks... 04.03.04, 12:01
          witaj! rzeczywiście historia jak z filmu. ale jeste sbardzo dzielna. wszystko
          jest na pewno teraz przerażające,ale powolutku wszytsko się ułoży. moge Ci
          tylko poradzic, byś wpadała w histerie, płakała, jesli chcesz i krzyczała. mi
          to zawsze pomagało, a chowane negatywne uczucia zawsze ogromnie bolą. trzymam
          kciuki i myslami jestem z Toba. iwona.
        • novikaa Re: uczę się być eks... 04.03.04, 12:07
          Droga osett, trzymaj się, nie łam, to wszystko trywialne słowa, ale uwierz
          wszystko minie, potrzeba czasu, czasu i jeszcze raz czasu...Nie ma tego złego
          co by na dobre nie wyszło, to jedyne co przychodzi mi do głowy,ale to prawda.
          Przykro mi z powodu tego ,że dowiedziałaś się ostatnia, tak to niestey w życiu
          bywa. Co do kwestii prawnych, narazie zostaw je na później, najpierw postaraj
          się znaleźć spokój, wycisz się. Pozdrawiam
          • novikaa Re: uczę się być eks... 04.03.04, 12:26
            baby111 pisze o krzyczeniu , ja o wyciszeniusmile)) Po prostu zachowuj sie tak, by
            rzeczywiście nie trzymać złych emocji w sobie , a w jaki sposób je
            wyzwolisz...smile
        • serengetti Re: uczę się być eks... 04.03.04, 12:24
          Osett, nie bardzo wiem, co Ci napisać, bo nigdy nie byłam w takiej sytuacji,
          jak Ty. Ale widzę jedno – jesteś bardzo silną osobą. Potrafiłaś – nawet wbrew
          samej sobie – pojechać do tego mieszkania i spojrzeć prawdzie w oczy. To bardzo
          dużo świadczy o Twojej sile i determinacji. Dlatego wiem, że świetnie sobie
          poradzisz, jak tylko minie pierwszy szok. Powiem Ci, co ja bym na Twoim miejscu
          zrobiła. Po pierwsze wzięłabym się trochę w garść i zaczęła działać – działanie
          to najlepsze lekarstwo na depresję. Niektóre dziewczyny radzą Ci, byś się
          wypłakała - ja uważam, że na to będziesz miała czas później. Teraz zalecam
          działanie. Znalazłabym dobrego adwokata, wsadziła jego i którąś wierną
          przyjaciółkę w samochód i zawiozła ich wszystkich „na miejsce zbrodni” –
          właśnie w celu otrzymania świadków. Następnie wniosłabym o rozwód z orzekaniem
          o winie. I zaczęła organizować sobie na nowo życie. Jestem przekonana, że Twoja
          rodzina stanie po Twojej stronie. Nie wiem, dlaczego obawiasz się dezaprobaty z
          ich strony – przecież to nie Ty zawiniłaś, prawda? A jeżeli są szalenie
          konserwatywni i uważają, że rozwód to ostateczność, to trudno – Ty zostałaś do
          tej ostateczności doprowadzona, prawda? Z mężem staraj się jak najmniej
          rozmawiać. Po co rozdrapywać rany? To i tak niczego nie zmieni, prawda?
          Głowa do góry, dziewczyno – uda Ci się, zobaczysz. I przekonasz się po jakimś
          czasie, że bez męża jest Ci dużo lepiej, niż było z nim. To doświadczenie Cię
          wzmocni. I da siłę na nadchodzące lata. A ja trzymam za Ciebie kciuki - wiem,
          że sobie poradzisz.
          Katarzyna
        • chalsia Re: uczę się być eks... 04.03.04, 13:26
          Nie mam teraz czasu pisać, zrobię to wieczorem. Ale moja rada była by dokładnie
          na odwrót tego, co pisze Serengetti.
          JA WIEM jak się czujesz - też byłam ze dwa razy w mieszkaniu (wtedy jeszcze)
          męża - raz przed rozstaniem a raz po. Wynajęłam też detektywa - ale po
          rozstaniu, wcześniej nie potrafiłam tego zrobić.

          Pozdrawiam,
          Chalsia
        • chalsia Re: uczę się być eks... 04.03.04, 22:26
          Klasa - przyjdzie na nią czas za jakiś czas. A teraz - pieprzyć klasę. Masz
          uczucia i ich tłumienie przyniesie tylko olbrzymią szkodę. Nie teraz, ale za
          jakiś czas, łącznie z depresją albo schorzeniami somatycznymi. A na to tym
          bardziej nie możesz sobie pozwolić mając dziecko.

          Po kolei.

          Przede wszystkim przygotuj się do ewentualnego rozwodu. Adwokat nie jest Ci w
          tej chwili potrzebny. Pokseruj wszelkie potrzebne dokumenty świadczące o
          dochodach męża i waszym stanie posiadania (wyciągi z konta, PITy).
          Załóż sobie osobne konto bankowe i przelej tam sprawiedliwą część ze wspólnego
          konta.
          W ramach szukania dowodów zdrady - może masz dostęp do jego bilingów z komórki,
          maili - skseruj. Możesz teraz wynająć detektywa - niech go pośledzi tam gdzie
          mieszka służbowo, jest szansa na zdjęcia z panienką/panienkami (to jest dla
          sądu najlepszy obok świadków dowód). Jak już tu napisano - znajomi (zwłaszcza
          tacy) nie bedą zbyt chętni do bycia świadkami w sądzie. Ale może udało by Ci
          się co innego - namówić najprzychylniejszą Ci osobę (albo taką z największym
          poczuciem winy w stosunku do Ciebie z racji tej sytuacji) na złożenie
          oświadczenia na okoliczność romansu męża przed notariuszem. Sąd przyjmie taki
          dowód, a osoba taka nie bedzie stawiana w sytuacji bezpośredniej konfrontacji z
          Tobą i mężem w sądzie.

          Uzgodnij z mężem żeby juz od teraz płacił alimenty (dobrowolnie). Wylicz
          dokładnie ile kosztuje Cię utrzymanie dziecka (jedzenie, kosmetyki, pieluchy,
          lekarze, ubrania, ile będzie kosztowała opiekunka - połowę z tego, a raczej
          nawet 60%, powinien płacić mąż. Ponad to połowę/60% kosztów przypadających na
          dziecko z racji gazu, prądu, czynszu, wody, etc). Jeśłi nie będzie chciał - od
          razu wystąp do sądu o alimenty.

          Z zakładaniem sprawy rozwodowej się nie spiesz. To nigdy nie ucieknie. W tej
          chwili ważniejsze są inne rzeczy - praca, opiekunka a przede wszystkim TY sama.
          Najgorsze co możesz sobie zrobić to NIE PÓJŚĆ juz więcej do psychologa. Uwierz
          nam, to POMAGA (sama chodzę już ponad półtora roku). Sam fakt, że możesz się
          wypłakać, ponarzekać czy pozłościć otwarcie, jest ważny. I własnie psycholog
          jest osobą, przed którą NIE MUSISZ dbać o "klasę". Musisz przeżyć (i jakos dać
          im ujście) te wszystkie uczucia, które są w Tobie. To jest też bardzo ważne z
          punktu widzenia psychiki dziecka.

          Dopiero gdy odzyskasz trochę wewnetrznej równowagi bedzie pora na podejmowanie
          decyzji o rozwodzie czy składania sprawy w sądzie. Jest to tym wazniejsze, że
          rozwód z orzekaniem o winie to WOJNA. A do tego trzeba być w pełni sił i
          spokojną.

          A po za tym mnóstwo mądrych rzeczy napisał Ania Rosa.

          Trzymam za Ciebie kciuki i bardzo wspólczuję.
          Chalsia
          • k_zar Re: uczę się być eks... 09.03.04, 12:16
            Chalsia, czy mogę napisać na priva? Chcę z Tobą pogadać i się poradzić, bo
            widzę, że dużo wiesz i mądrze piszesz. Znasz to z autopsji czy jestes po prawie?
            Kasia
            • chalsia Re: uczę się być eks... 09.03.04, 13:22
              Tak.

              Swoją drogą podziwiam, że pytasz mnie na forum, czy możesz napisać na priva.
              Ja bym po prostu od razu napisała smile

              Pozdrawiam,
              Chalsia
    • ania_rosa Re: uczę się być eks... 04.03.04, 14:31
      A ja po lekturze Twojego listu pomyślałam, że nie jest wcale dobrze być taką
      dzielną i mądrą dziewczynką, kiedy zycie dało nam własnie po dupie. Twój mąz
      zachował się jak nieodpowiedzialny smarkacz, przyjaciele systematycznie Cię
      okłamywali- histeria i złość byłyby najbardziej uzasadnione, masz prawo czuć
      się oszukana i wystawiona. Klasa i godnośc to postawy, które bardzo się w życiu
      przydają, bo pozwalają zachowac szacunek do samej siebie. Ale gdzie w tym
      miejsce na Ciebie i Twoje emocje?
      Przez całe swoje dzieciństwo byłam najlepsza- w szkole, w rodzinie i wśród
      przyjaciół. Kiedy podejmowalam pierwsze durne decyzje i musiałam ponosić ich
      konsekwencje czułam się podwójnie upokorzona: bo było to bolesne, ale także
      dlatego, bo mi nie wyszlo, a przecież wszyscy zawsze widzieli, że wychodzi.
      Skoro inteligentna kobieta rozwodzi się z męzem tym samym przyznaje sie do
      błędu, który- jak sądziłam- jest także jej winą (bo wcześniej nie widziała, bo
      przymykała oczy, bo nie dośc walczyła, bo, bo, bo...). Bycie doskonałą, a w
      każdym razie dążenie do doskonalości jest nie tylko irytujące dla otoczenia (a
      przynajmniej dla tych, którym praca nad sobą nigdy nie spędzała snu z powiek),
      ale przede wszytskim ciązy jak kamień samemu zainteresowanemu. I co z tego, że
      tam pojechałaś? Że zobaczyłaś zycie w iluzji, na którą się w pewien sposób
      godziłaś (bo podejrzewam, że wyczuwałaś atmosferę kłamstwa)? NIC. Przyjaciólka
      mojej matki po 8 latach odkryła, że jej mąz ma regularną kochankę. Wczesniej
      domyslała się tego, ale wolała nie grzebać zbyt głeboko w temacie z obawy przed
      utratą klasy i przyznaniem się do życiowej porazki. Komuś, kto odbiera zyciowe
      zawody w kategoriach porażek (niestety i mnie to dotyczy) trudno oddzielić
      odpowiedzialnośc za bląd od rozpaczliwego poczucia winy. Tymczasem jedno i
      drugie w rozsądnych dawkach jest konieczne, aby ułożyc sobie priorytety na nowo
      i odbudować w sobie zaufanie do drugiego człowieka.
      Nie rozmawiałaś z mezem post factum- nie znasz więc jego relacji. Wysoce
      prawdopodobnym jest, że uslyszysz stek pierdół podszytych tchórzostwem. MOzliwe
      jednak, że powie Ci coś ważnego o Tobie samej. Nie lekcewazyłabym tej
      konfrontacji, bo mimo całego bólu, który będzie jej towarzyszył, może
      zaowocować czymś bardzo wartościowym, co jeszcze kiedyś w zyciu wykorzystasz. A
      tymczasem nie bądż taka dzielna i dorosła- skrzywdzono Cię, być może na część
      tej krzywdy pozwoliłaś, bo dałaś tchórzom alibi w postaci "jesteś taka
      wytrzymala i mądra, że wszystko zniesiesz". To ich nie usprawiedliwia, ale
      pokazuje, że nie warto tłumić w sobie krzyku, złości i krzywdy, bo większośc
      ludzi potrzebuje jasnych komunikatów.
      Ja swój rozwód przeszłam z klasą, choć- między Bogiem a prawdą- powinnam
      wyjasnić mojemu ex mezowi parę mitów, w które święcie wierzył. M.in to, że byl
      idealnym męzem. Nie zrobiłam tego, bo obecnie mi to zwisa, ale podejrzewam, że
      gdybym się na to zdecydowała to choć trochę by mi ulżyło. Czasem warto po
      prostu wykrzyczec swoje pretensje. Klasa jest wspaniałym określeniem we
      wspomnieniach dla wnucząt, ale w prawdziwym zyciu cholernie przeszkadza, bo
      wciska nas w gorset bycia zawsze w porządku.Jest czas na tę klasę, ale
      wczesniej jest czas na zwykłą wściekłość i ta kolejnośc jest uzasadniona. Życie
      rzadko bywa w porządku i niekiedy warto zamiast "czy mógłbys uprzejmie usunąc
      się z mojego życia i zachowac mnie w pamięci, jako dobrą zonę" powiedziec
      zwykłe "spierdalaj". Nie będzie to może grzeczniejsze, ale uczciwsze wobec nas
      samych i naszego zranienia.

      pozdrawiam
      Rosa
      • osett Re: uczę się być eks... 04.03.04, 17:04
        Dziewczyny , dzięki za odzew, biegłam po schodach żeby zobaczyć czy coś do mnie
        przyszło. Musze to na spokojnie przeczytać i uporzadkowac - a na razie mam
        wrazenie ze mój mózg jest wielkosci rodzynki i nie jestem w stanie myślećani na
        szcęście czuć - spróbuję pójść spać jak tylko córeczka pójdzie spać. Mam nawet
        jakis proszek na sen ale boję się wziać bo boję się ze mała się obudiz a ja nie
        usłyszę... Przynajmniej zaczęłam działać - znalazłam adwokata i umówiłam sie
        na przyszly czwartek. To będzie taka wstepan rozmowa.... informacyjna... Kończę
        bo strasznie, potwornie boli mnie głowa no i zaraz czas kolacji dziecka.
        Boję sięjutzrejszego dnia jak cholera, ale dobrze ze ten się juz kończy.
        Jeszcze raz dziekuję.
    • iwona3 Re: uczę się być eks... 04.03.04, 14:40
      Witaj, osett. Myślę, że cała masa dziewczyn będzie tutaj z Tobą, chociaż nie
      wszystkie napiszą. Bądź pewna, że wiele osób pomyśli o Tobie ciepło; wiele z
      nich rozumie, co się z Tobą dzieje. Ja też. Znam doskonale smak tzw. delegacji.
      Pamiętam, jak wszystko podchodziło mi do gardła, kiedy nadchodził week-edn.
      Siedziałam sama w domu, niezdolna do czegokolwiek, nie byłam w stanie nawet
      wyjść z kimkolwiek na spacer czy do knajpy, od razu zaczynałam ryczeć.
      Wiedziałam, co się dzieje i nic nie mogłam zrobić. Wszystko w środku wyło.
      Mi też nikt nie powiedział. Kiedyś („delegacja”, której nie dało się ukryć)
      zadzwoniłam do jego kolegi i nagrałam się na komórkę, nie oddzwonił. Po kilku
      dniach przy piwie kolega powiedział mi: „przepraszam, że nie oddzwoniłem, ale
      co ja ci miałem powiedzieć?” No właśnie, mógł mi po prostu powiedzieć prawdę,
      że mój pan 450 km stąd spędza czas przyjemnie z jakąś zdzirą.
      Należę do osób, które nie potrafią wybaczyć zdrady. Ale potrafiłam się z tego
      otrząsnąć i żyć na własny rachunek, dzisiaj to jest tylko epizod z przeszłości.
      Nasze rachunki są zamknięte, a z reszty rozliczy go kiedyś dziecko.
      To jest trauma, ból, szok, poczucie straty, które miną. Kilka, kilkanaście
      miesięcy; czas naprawdę leczy. Dobrze, że miałaś dokąd odejść (mieszkanie
      koleżanki). Gratuluję pomysłu z kluczem, na to trzeba mieć odwagę i trochę
      pary. Przykre, że zawiedli wasi znajomi. To tak, jakby być wystawionym do
      wiatru dwa razy. Dlatego uważaj, nie spiesz się z zakładaniem sprawy rozwodowej
      (jeżeli jesteś w 100% przekonana, że tego chcesz). Znam z autopsji przypadki,
      kiedy to wspólni, dobrzy znajomi zeznawali w sądzie na korzyść osoby winnej
      rozpadu małżeństwa, w dodatku kłamiąc. Daj sobie czas, weź głęboki oddech.
      Wszystko dokładnie przemyśl i zaplanuj, możliwie na spokojnie, zanim cokolwiek
      zrobisz. Chcesz go obarczyć winą – zbierz dowody i sprawdź, kto ewentualnie
      stanie po jego stronie.
      Dopóki nikt nie umarł, nie jest najgorzej. A co nas nie zabije, to nas wzmocni.
      Pozdrawiam


    • listek71 Re: uczę się być eks... 05.03.04, 12:50
      osett doskonale Cię rozumiem
      Czytając to co napisałaś wróciły moje wspomnienia. Tradycyjnie mąż i wyjazdowy
      charekter jego pracy. Wszystko takie podobne, nie będę o tym pisać szczegółowo
      było minęło. Nie ma natychmiastowego lekarstwa na taki ból, no przynajmniej ja
      go nie znalazłam. Ale wiem że:
      - z moimi znajomi i przyjaciółmi było tak samo, nawet nie chceli zeznawać w
      sądzie. Wtedy bolało, teraz pozwoliło mi to ponownie zdefiniować słowo
      przyjaźń.
      - bałam się o dziecko, o siebie. Kiepsko sobie radzę, ale wróciłam do pracy i
      jakoś idzie. Oczywiście raz lepiej raz gorzej ale mam też świadomość że staję
      się coraz silniejsza. Moje dziecko było malutkie, jego ojciec nie płaci, nie
      kontaktuje się ale przynajmniej jest obcym człowiekiem, nie widzę dziecięcej
      tęsknoty i łez.
      - zbliżyłam się do rodziny

      Trzymaj się cieplutko, wiem, że znajdziesz w sobie siłę i zawsze możesz napisać
      tutaj.
      buziaczki

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka