mischell
04.03.04, 23:40
od wczoraj chodzę przygnębiona..jest mi potwornie smutno...
zaczne od tego ze 5 mies. temu urodziłam cudowną córeczke... ojciec dziecka
od samego początku wypierał sie jego...mineło 5 mies. a ten nawet nie widział
jej ani razu, nie interesował sie mną jak byłam w ciąży nie zapytał czy
wszystko ok czy dziecko prawidłowo sie rozwija kompletnie nic...będąc w ciązy
poznałam cudownego chłopaka...myślałam ze juz nigdy nie będę szczęśliwa...ze
moja córeczka nie bedzie miała do kogo powiedzieć Tato
jak urodziła sie Zuzanka załozyłam sprawę o ustalenie ojcostwa i alimenty,
sprawe bede miała za 2 tyg.
po jakimś czasie przyszło pismo od sądu które napisał mu adwokat...
z niego mogę wywnioskowac ze nie bedzie łatwo...w pismie napisane było ze nie
informowałam go o przebiegu ciązy, ze nie chce miec pozbawionych praw ale nie
moze płacic almientów bo nie chce ponieść uszczerbu na własnym
utrzymaniu...tylko nie zapyta sie czy mam na mleko dla dziecka i na
pieluchy...a on sie martwi o swoj uszczerbek...sam proponował mi jednorazową
kwote pieniędzy zebym tylko nie wnosiła sprawy do sadu ale jak juz wniosłam
to napisał ze ja żadałam pieniędzy...
do tego wszystkiego moj chłopak został zwolniony wczoraj z pracy...
nie mam pojęcia jak teraz damy sobie rade...ja mam retę rodzinną dopoki będę
sie uczyć, niecałe 500zł a on dostanie zasiłek w kwocie 360zł...nie mam
pojęcia...
jestem taka rozżalona, smutna...i wkurzona na "tatusia" ze nie interesuje
jego los własnego dziecka...
wiem ze pieniądze na mleko i pieluchy muszą zawsze sie znaleść, bo to
pierwsza potrzeba...
ja mogę chodzic głodna...