właściwie to jestem wsciekła!!!! niby wokoł duzo przyjaciół, rodzina, ale
wszyscy patrza mi na ręce, co robie, jak robie i dlaczego tak powoli.
oczywiście jeśli dziecko płacze to winna jest mama

zawsze byłam
samodzielna, potrafiłam sobie poradzic w każdej sytuacji,ale aby zająć sie
takim małym dzieckiem nie wystarczy jedna para rąk. wszyscy wokół to wiedza i
tylko patrzą, kiedy wybuchnę. nie chodzi mi o to, by ktos mnie wyreczał, ale
dlaczego mam byc tak traktowana.dlaczego na każdym kroku musze cos udowadniać
przeciez nie biore udziału w żadnym teleturnieju. właściwie to nie wiem nawet
jak to nazwać.patrza z politowaniem, żalem, ale z drugiej strony jakby
chcieli powiedziećz; masz sama to, co chciałaś! i jeszcze do tego muszę
znosic humory byłego. kiedyś go kochałam bardzo,ale teraz coraz częściej
widze, że to duże dziecko. oczywiście muszę uważać co mówię, by go nie
urazić, bo się obrazi i nie przyjdzie następnym razem. gdy proszę go o
załatwienie czegoś( a zdarza sie to barzdo rzadko), to albo najnormalniej w
świecie zapomina, albo dzwoni mi mówi, ze nie wie, jak. i wtedy ja jak baba-
czołg wolę zająć sie wszystkim sama, bo sa to rzeczy związane z dzieckiem i
nie można ich zaniedbać. dlaczego ten swiat jest tak ułozony, że facet może
sobie po prostu odejść? moze znudzic mu się rola męża i taty i postanawia
pobawić się w cos innego. dlaczego oni nie potrafią myslec o innych.
oczywiście nie chce tymi słowami nikogo urazić i nie chcę generalizowac,a le
czytają posty dziewczyn dochodze do wniosku,ze dużo zła jest wokół nas.
czasem czyje sie jak trędowata. czy samotne matki to inny gatunek? czemu
niektórzy żałuja naszych dzieci, ze takie biedne, bo bez tatusia? czemu
mamusia im zafundowała taka niepełna rodzinkę? a czemu nikt nie spyta,
dlaczego tatus odszedł, spakował się, wyprowadził, robi na złość, kłamie,
oszukuje i uważa,ze ma do tego prawo, bo się zakochał, bo zmienił zdanie i
nie chce mamy i dziecka??? coraz częsciej dochodze do wniosku,ze tak juz jest
i juz! i moje głośne pytania pozostaną bez odpowiedzi.aha! jeszcze jedno.
ostatnio usłyszalam od kogos, zemój były mnie nie chce, bo się za mało
starłam o niego, a on był przyzwyczajony, ze się wokól niego skacze. paranoja!
czyli ostatecznie to wszytsko moja wina.
pozdrawiam wszystkiem mamay i nikomu nie życze takich mysli w sobotni poranek!
iwona.