Dodaj do ulubionych

pozbawienie praw rodzicielskich

23.02.11, 11:10
ojciec mojej córki zamienił nas na młodą laskę bez zobowiązań kiedy mała miała 2 miesiące. Od tego czasu (córka ma teraz 11 miesięcy) właściwie się nią nie iteresuje- przyjeżdża tylko jak już bardzo namolnie go o to proszę, a wizyta wygląda tak, że weźmie mała na kilka minut na ręce po czym pije kawę, ogląda tv i po godzinie wychodzi. Jakiś czas temu powiedziałam mu, że nie mam zamiaru prosić go, żeby spotkał się ze swoim dzieckiem i że ma się określić czy chce się spotykać z nią regularnie czy w ogóle. On oczywiście oburzony stwierdził, że oczywiście, że regularnie, co dwa tygodnie na cały dzień. Od tej rozmowy minęły jakieś dwa miesiące a on w tym czasie pojawił się dwa razy i wizyty te wyglądały dokładnie tak jak poprzednie. Na ostatniej obiecał jednak, że nadchodzący weekend spędzi z córką. Zadzwoniłam wczoraj, żeby to potwierdzić i usłyszałam, że mu się popier...oliło i że niestety nieaktualne, a poza tym on wyjeżdża teraz zagranicę na trzy miesiące ale właściwie nie wie czy w ogóle wróci... Ja już mam dość tych jego gierek i chciałabym pozbawić go praw rodzicielskich i zapomnieć o nim raz na zawsze. Nie wiem tylko, czy mam na to szanse? Co musiałabym zrobić żeby mi się to udało? Dodam jeszcze, że on uznał córkę dobrowolnie oraz daje mi pieniądze na nią. W przypadku gdyby udało mi się pozbawić go praw mam zamiar zrezygnować z jego pomocy, ponieważ jestem w stanie sama utrzymać córkę i jak wspomniałam chcę o tym panu zapomnieć raz na zawsze. Możecie podzielić się jakimiś radami, sugestiami, może własnymi doświadczeniami?
Obserwuj wątek
    • oliwija Re: pozbawienie praw rodzicielskich 23.02.11, 11:29
      hmmmmmmm poki co nie masz szans na to aby pozbawili go praw. daj mu szanse wyjechac.... wtedy będzie łatwiej.
      Wmiedzy czasie zapisuj ile trwaja wizyty co robi itd.. to pomoże na pewno
      • zawszeolga111 Re: pozbawienie praw rodzicielskich 06.03.11, 04:16
        przykro mi,to,ze ojciec nieregularnie odwiedza corke,nie jest zadnym powodem aby odebrac mu prawa rodzicielskie szkoda czasu i fatygi.placi na nia pieniadze,czyli spelnia podstawowy warunek,rzadko ale ja odwiedza zreszta nawet gdyby tego nie robil nie jest to podstawa do odebrania mu praw do dziecka.musi byc jakis razacy argument,cpa ,bije itp.
        • oliwija Re: pozbawienie praw rodzicielskich 06.03.11, 07:18
          zawszeolga111 napisała:

          > przykro mi,to,ze ojciec nieregularnie odwiedza corke,nie jest zadnym powodem ab
          > y odebrac mu prawa rodzicielskie szkoda czasu i fatygi.placi na nia pieniadze,c
          > zyli spelnia podstawowy warunek,rzadko ale ja odwiedza zreszta nawet gdyby tego
          > nie robil nie jest to podstawa do odebrania mu praw do dziecka.musi byc jakis
          > razacy argument,cpa ,bije itp.


          ale jesli to nieodwiedzanie stanie sie norma... nie bedzie jej widywał kilka lat do tego dołaczy sie niepalcenie alimentów to bedzie to przeslana do odebrania a na pewno do ograniczenia praw
          • zawszeolga111 Re: pozbawienie praw rodzicielskich 06.03.11, 17:07
            w takich przypadkach sad bardzo zadko odbiera albo ogranicza prawa.to sa bardzo powazne sprawy,i nie podejmuje sie decyzji od tak,ojcu,ktory nie krzywdzi dziecka w sposob np.taki jak napisalam wczesniej nie odbiera sie praw,bo mama tak chce.
            ze stronu sadu,to wyglada inaczej,ojciec jest w miare ok czyli w razie jakiegos nie szczescia,smierci matki jest prawnym opiekunem. zabezpieczeniem dziecka.
            nie odwiedzanie nie placenie alimentow,co w tym przypadku nie wystepuje ,nie jest wystarczajacym powodem do odebrania praw.
            • wrzesniowamama07 Re: pozbawienie praw rodzicielskich 06.03.11, 17:13
              Pozbawienie praw niewątpliwie wymaga poważniejszych podstaw niż nawet niepłacenie alimentów. Do ograniczenia wystarczy przesłanka, że rodzice nie zamieszkują razem - patrz link, który zamieściłam wcześniej, z wykładnią Biura Rzecznika Praw Dziecka. Orzeczenie o ograniczeniu władzy rodzicielskiej może zapaść nawet w stosunku do współmałżonka, jeśli np. wyjeżdża na dłużej za granicę.
              • zawszeolga111 Re: pozbawienie praw rodzicielskich 06.03.11, 17:17
                chetnie zaprosila bym cie na kilka takich spraw w sadzie,zobaczysz ,ze to sie nie sprawdza w praktyce.
                • wrzesniowamama07 Re: pozbawienie praw rodzicielskich 06.03.11, 17:23
                  Wiem, bo mało kto sobie zdaje sprawę z takich możliwości (zainteresowani) a prawnicy, cóż - ich biznes się kręci. Może gdyby to był automat, to nagle by się okazało, że sądy rodzinne wcale nie są tak obciążone pracą? No i adwokatom by ubyło...
    • altz Re: pozbawienie praw rodzicielskich 06.03.11, 07:10
      Ale po co chcesz mu odebrać prawa rodzicielskie?
      Czy to coś zmieni? I tak będzie ojcem dziecka.
      Chyba, że wiesz, że nie jest ojcem dziecka, to zmienia postać rzeczy.
      • aliccja85 Re: pozbawienie praw rodzicielskich 06.03.11, 09:32
        Po to ze teraz ojciec stanowi o dziecku. Matka nie moze wyjechac za granice itp. Wazniejsze kwestie tez wg prawa musza byc wspolnie podejmowane.
        • wrzesniowamama07 Re: pozbawienie praw rodzicielskich 06.03.11, 10:09
          Takie sprawy można załatwić od ręki, wnosząc o ograniczenie władzy rodzicielskiej - podaję przydatny link

          www.brpo.gov.pl/index.php?md=1018
          Przesłanką wystarczającą jest niezamieszkiwanie rodziców razem, wówczas władzę rodzicielską sprawuje de facto jeden rodzic. Możliwe do przeprowadzenia nawet bez rozwodu! W takiej sytuacji jak wyżej opisana to bułka z masłem.
          • altz Re: pozbawienie praw rodzicielskich 06.03.11, 10:15
            A czy trzeba tak to załatwiać?
            Nie można kulturalniej, choćby w postaci pełnomocnictwa wystawionego na żonę?
            Ja się na to patrzę praktycznie, co się stanie, jeśli żona zginie w wypadku, czy dostanie wylewu?
            • wrzesniowamama07 Re: pozbawienie praw rodzicielskich 06.03.11, 10:31
              Ograniczenie ani pozbawienie nigdy nie jest "na zawsze". Nawet pozbawiony praw rodzic, jeśli istnieją przesłanki może wrócić do pełni praw.

              Ograniczenie jest dobrym rozwiązaniem, gdy nie idzie się dogadać "kulturalnie". Ojciec mojego dziecka, mimo że mieszkamy 300 km od siebie ma pełnię praw, bo nie ma problemu z porozumieniem.
              • aliccja85 Re: pozbawienie praw rodzicielskich 06.03.11, 11:16
                Wiesz, tylko niektorzy tatusiowie "robia na zlosc" i bardzo lubia utrudniac zycie mamie
                • wrzesniowamama07 Re: pozbawienie praw rodzicielskich 06.03.11, 11:25
                  I po to wymyślono instytucję ograniczenia władzy rodzicielskiej do której wystarczającą przesłanką jest niezamieszkiwanie rodziców razem. Polecam lekturę, do której wkleiłam linka. W przypadku rozwodów, w których nie ma ugody i opieki naprzemiennej to de facto powinno być domyślne rozwiązanie. A w każdym innym przypadku można złożyć wniosek do sądu i nie wiąże się to z udowodnieniem, że tata jest paskudnym potworem. Nie mieszkamy razem, trudności w komunikacji - to wystarczające argumenty.
                  • aliccja85 Re: pozbawienie praw rodzicielskich 06.03.11, 11:36
                    Tak tylko po lekturze dalej zastanawia mnie fakt-czy po ograniczeniu praw matka ma prawo decydowania o np wakacjach za granica bez pozwolenia ojca bo byl ost taki watek
                    • aliccja85 Re: pozbawienie praw rodzicielskich 06.03.11, 11:40
                      Dokladniej zapytam-nie wyjazdu w celu zamieszkania a wyjazdu na okres np 2tyg z rodzina
                      • wrzesniowamama07 Re: pozbawienie praw rodzicielskich 06.03.11, 17:04
                        Sąd ograniczając władzę rodzicielską wymienia w orzeczeniu, jakie uprawnienia są wyłączną domeną rodzica sprawującego faktyczną opiekę, a jakie są wspólne (jakieś wspólne być muszą, bo inaczej by było pozbawienie władzy rodzicielskiej). Sądy często zastrzegają np. że wybór przedszkola jest sprawą jednego rodzica, ale już wybór szkoły - wspólny. Wyrobienie paszportu - decyzja wspólna, wyjazd wakacyjny - decyzja jednego rodzica, wyjazd za granicę na stałe - musi być zgoda drugiego rodzica.

                        Dużo zależy od tego, jak sąd ocenia podczas rozprawy zdolność stron do porozumienia się w sprawach dziecka.

                        Ten konkretny przypadek nie powinien być problemem, tzn. sądy w standarcie przyznają prawo rodzicowi sprawującemu ciągłą opiekę na zagraniczne wyjazdy wypoczynkowe. Do wspólnej decyzji pozostawiają albo dłuższy pobyt (np. 3miesięczny), który mógłby rzutować na relacje dziecka z drugim rodzicem.
                  • altz Re: pozbawienie praw rodzicielskich 06.03.11, 12:06
                    Nie wiem, czy się dostatecznie zastanowiłaś nad ograniczeniem władzy rodzicielskiej.
                    Przecież to jest trauma dla dziecka, bo rodzic poczuje się wyrzucony na margines, jak jakaś patologia, co na pewno zemści się na dziecku.
                    Tak samo ograniczenie kontaktów rodzicowi, przekłada się automatycznie na ściągalność alimentów i inne czynności na rzecz dziecka. Takie są fakty, statystyka nie kłamie.
                    Ja bym się mocno zastanawiał nad ograniczeniem praw, bo to nie jest dobre rozwiązanie dla dziecka, chociaż wydaje się wygodne dla sprawującego opiekę rodzica.
                    Wyłączam ewidentne patologie, ale nawet gdybym miał żonę pijaczkę i narkomankę, to bym wstawioną nie wpuścił do domu do dziecka i nie wydał dziecka matce, mocno bym się zastanawiał nawet wtedy nad wyautowaniem takiej matki, bo to nie jest dobre dla takiego rodzica i dla dziecka również.
                    • aliccja85 Re: pozbawienie praw rodzicielskich 06.03.11, 12:37
                      EEE?? Gdzie tu trauma?? Przeciez tato i tak olewa dziecko?? Alimenty i tak musi placic bo nawet nie posiadajac praw ma taki obowiazek. Statystyka jest taka ze jesli tatusiowi ograniczy sie wladze rodz. to sam przestaje najczesciej placic a to blad i do komornika go pozniej FA i koniec uzerania a jemu dlugi rosna
                    • he_xe Re: pozbawienie praw rodzicielskich 06.03.11, 13:31
                      altz napisał:

                      > Nie wiem, czy się dostatecznie zastanowiłaś nad ograniczeniem władzy rodziciels
                      > kiej.
                      > Przecież to jest trauma dla dziecka, bo rodzic poczuje się wyrzucony na margine
                      > s, jak jakaś patologia, co na pewno zemści się na dziecku.

                      Przepraszam , ale nie widzę związku. Moje dziecko wychowuje się bez ojca bo on nie chce uczestniczyć w jej życiu. Zerowy kontakt również ze mną. Spotkamy się w sądzie aby wyegzekwować alimenty, wpis do aktu urodzenia itp. Pozbawiając go praw ułatwiam sobie życie, bo nie wyobrażam sobie wydzwaniać do niego skoro gdy jeszcze chciałam albo nie odbierał telefonów, albo wyłączał albo przełączał na asystentkę. Do żony nie zamierzam dzwonić wink
                      > Tak samo ograniczenie kontaktów rodzicowi, przekłada się automatycznie na ściąg
                      > alność alimentów i inne czynności na rzecz dziecka. Takie są fakty, statystyka
                      > nie kłamie.
                      Od tego będzie komornik a jest z czego ściągać
                      > Ja bym się mocno zastanawiał nad ograniczeniem praw, bo to nie jest dobre rozwi
                      > ązanie dla dziecka,
                      Wyjaśnisz? serio nie kumam jak w moim przypadku może to źle wpłynąć na dziecko. Wydaje mi się że gorzej będzie gdybym na siłę zmuszała go do kontaktów z dzieckiem. Poniżające nie tylko dla mnie ale i dla dziecka. Nie da się gada zmusić do pokochania dziecka
                    • wrzesniowamama07 Re: pozbawienie praw rodzicielskich 06.03.11, 16:56
                      Ty niewątpliwie masz traumę wink

                      Ograniczenie (a nawet pozbawienie) praw nie ma nic do alimentów. Nie wiem, skąd masz wiedzę o statystykach ściąganlności vs. statusu władzy rodzicielskiej, z tego co wiem takich się w ogóle nie prowadzi.

                      Dziecko w ogóle nie musi wiedzieć o tym, że jeden z rodziców ma ograniczoną władzę, bo to nie dotyczy również kontaktów. Ograniczenie władzy to uznanie stanu faktycznego, że ten z rodziców który faktycznie sprawuje opiekę, ma prawo podejmować ważne dla dziecka decyzje. W dodatku sąd orzekając ograniczenie, enumeratywnie wymienia kwestie, które nie podlegają decyzji obojga rodziców.


                      A że skojarzenie jest z patologią, cóż - zasługa wielu adwokatów, którzy na wejściu mówią, że nie ma podstaw by ograniczyć władzę (np. przy rozwodzie). A po co? Bo przecież jak już tatuś usra (za przeproszeniem) życie mamusi albo vice versa, to delikwentka zgłosi się ponownie do adwokata, kolejna sprawa, kolejna kasa... A to jest do załatwienia od ręki zaraz przy rozwodzie. Co więcej, znam przypadki gdy małżeństwo (on w Anglii, ona z dziećmi w Polsce, zero patologii) sądownie załatwili ograniczenie mu władzy rodzicielskiej, bo bywają przypadki, gdy do podjęcia decyzji urzędowej np. potrzebna jest zgoda obojga rodziców.
                      • altz Re: pozbawienie praw rodzicielskich 06.03.11, 17:59
                        > Ty niewątpliwie masz traumę wink
                        Mam, fakt. Ale co w tym śmiesznego?

                        Nie chcę mi się wszystkim odpowiadać to samo, bo widzę, że klepiecie podobnie bez zastanowienia. Ale cóż, młodość jest bardziej emocjonalna, niż rozumna.

                        > Dziecko w ogóle nie musi wiedzieć o tym, że jeden z rodziców ma ograniczoną wła
                        > dzę, bo to nie dotyczy również kontaktów.
                        Naprawdę wierzysz w to, że dziecko nie wie, kto podejmuje decyzję? big_grin
                        Nawet w rodzinie pełnej, dziecko doskonale sobie zdaje z tego sprawę.

                        > tatuś usra (za przeproszeniem)
                        Symptomatyczne. Jeśli się stosuje jeżyk agresji, to się to przekłada negatywnie na współistnienie rodziców w wychowaniu dziecka.
                        Cokolwiek zrobicie złego, to się to skrupi na dziecku. Nie ma innej możliwości.
                        A jeśli ktoś sobie nie radzi ze sobą i swoją złością, to powinien się leczyć. Tak by było najlepiej dla wszystkich, dla dzieci i rodziców.

                        > A że skojarzenie jest z patologią, cóż - zasługa wielu adwokatów
                        Jest to patologia, bo rodzice nie potrafią się porozumieć.
                        Rzadko kiedy wynika to ze wspólnego wyboru. Nazwę powinno się zmienić, choćby na "udzielenie pełnomocnictwa do decyzji o dziecku" albo podobnie ale bez negatywnego kontekstu.

                        > Ograniczenie (a nawet pozbawienie) praw nie ma nic do alimentów.
                        Ma, są statystyki. Polskich nie widziałem, może faktycznie nie ma takich, ale inne widziałem, zacytuję choćby amerykańskie. Mniejszy udział w życiu dziecka, to zawsze strata na kontaktach i bardzo często trauma dla dzieci.

                        90.2% ojców z opieką naprzemienną płaci wszelkie należne wsparcie
                        79.1% ojców z prawem do wizyt płaci wszelkie należne wsparcie
                        44.5% bez prawa do wizyt płaci wszelkie należne wsparcie
                        37.9% ojców ma zabronione jakiekolwiek wizyty
                        66.0% wszelkiego wsparcia nie zapłaconego przez ojców nie opiekunów wynika z niezdolności do zapłaty
                        (Spis Ludności 1988 „Utrzymanie Dziecka, a Alimenty: 1989”, Raport Amerykańskiego Głównego Biura Rachunkowości” 1992)

                        Wyniki innych ciekawych badań:
                        ====================

                        Dzieci z rodzin, w których nie było ojca:
                        • 5 razy bardziej prawdopodobnie popełnią samobójstwo
                        • 32 razy prawdopodobniej uciekną z domu
                        • 20 razy prawdopodobniej będą cierpieć na zaburzenia behawioralne
                        • 14 razy prawdopodobniej popełnią gwałt
                        • 9 razy prawdopodobniej przerwą naukę w szkole
                        • 10 razy prawdopodobniej będą nadużywać substancji chemicznych
                        • 20 razy prawdopodobniej skończą w więzieniu.

                        50% matek nie dostrzega znaczenia stałego kontaktu ojca z jego dziećmi.
                        (Judith S. Wallerstein, Joan B. Kelly „Surviving the Breakup: How Children and Parents Cope With Divorce” 1996)

                        40% matek przyznało, że ograniczało wizyty ojca, aby ukarać byłego małżonka.
                        (Sanford Braver i wsp. „Frequency of Visitation…” American Journal of Orthopsychiatry 1991)

                        85% młodzieży siedzącej w więzieniach dorastało w rodzinach, w których nie było ojca
                        Georgia & Texas Departament Karny, 1992

                        W trakcie badania 700 nieletnich, badacze stwierdzili, że „porównując do rodzin z obojgiem biologicznych rodziców żyjących w domu, nieletni z niepełnych rodzin wcześniej wkraczają w pełne życie seksualne.”
                        (Carol W. Metzler i wsp., „The Social Context for RIsky Sexual Behavior Among Adolescents”, Journal of Behavioral Medicine 1994)

                        W 1988 badanie dzieci przedszkolnych leczonych w szpitalach Nowego Orleanu jako pacjenci psychiatryczni w ciągu 34 miesięcy ujawniło, że blisko 80% z nich pochodzi z rodzin, w których nie ma ojca.
                        (Jack Block i wsp. „Parental Functioning and the Home Environment in Families of Divorce”, Journal of the American Academy of Child and Adolescent Psychiatry, 1988)

                        Tylko 13% młodocianych przestępców pochodzi z rodzin, w których biologiczni rodzice są małżeństwem. 33% ma rodziców, którzy są po rozwodzie lub w separacji, a 44% ma rodziców, którzy nigdy nie byli małżeństwem.
                        (Wisconsin Dept. of Health and Social Services, April 1994).
                        • wrzesniowamama07 Re: pozbawienie praw rodzicielskich 06.03.11, 18:44
                          To ja bym jeszcze poprosiła o dane, ilu ojców z opieką naprzemienną mieszka powyżej 500 km od miejsca zamieszkania matki. Mogą być te dane z USA, proszę uprzejmie wink Bo to, co wzbudza mój uśmiech mimowolny, to Twoja opieka naprzemienna 800 km od miejsca zamieszkania byłej żony...

                          Zaznaczam, że z ojcem mojego dziecka pozostaję w kontaktach idealnych wręcz. Ma pełnię praw rodzicielskich, dziecko kilka razy w roku (mieszkamy w zupełnie innych miastach) jest u niego w domu, on przyjeżdża co drugi weekend, płaci regularnie alimenty bez wyroku sądowego. Dziecko go kocha, bo je tego nauczyłam, mimo że rozstaliśmy się (a raczej obwieścił mi, że się ze mną rozstaje) jak byłam w 8 miesiącu ciąży. Też uważam, że obecność ojca w życiu dziecka jest bardzo ważna, i zrobiłam wszystko, by była ona jak na nasze warunki jak najbardziej intensywna. Jedyne co mogłabym jeszcze zrobić, to przeprowadzka bliżej jego miejsca zamieszkania - ale tego raczej nie zrobię, chyba że zajdą ważne przyczyny.

                          Ze zdania o usraniu wyrwałeś ten kawałek, który Ci pasował, również symptomatyczne. Bo z tego co napisałam, wyraźnie wynika, że usrywają się wzajemnie dwie strony.
                          • altz Re: pozbawienie praw rodzicielskich 06.03.11, 19:28
                            > proszę uprzejmie wink
                            Nie wiem, czemu sobie drwisz z ludzkich problemów.

                            > jmie wink Bo to, co wzbudza mój uśmiech mimowolny, to Twoja opieka naprzemienna 8
                            > 00 km od miejsca zamieszkania byłej żony...
                            Sądu jakoś nie śmieszył, skoro tak zadecydował.
                            Żona też się nie oburzała i była zdecydowana na taką formę.
                            A to że się teraz nie potrafimy jeszcze porozumieć do końca, to boli, ale nie przyczyną nie jest wybrany typ opieki, bo oboje do tego dążymy.
                            Będzie żona obłożnie chora, to ja się zajmę dziećmi.
                            Już pisałem, że można się zajmować co pół roku z pożytkiem dla dzieci.
                            Niestety, nie jest to przyjęte w Polsce, a nadal pięknie funkcjonują jakieś muzealne metody.

                            > Zaznaczam, że z ojcem mojego dziecka pozostaję w kontaktach idealnych wręcz.
                            Chwali się! Tylko przyklasnąć. Może dzięki temu da się zminimalizować szkody.

                            > Ze zdania o usraniu wyrwałeś ten kawałek, który Ci pasował
                            Pasował mi jako przykład agresji. Agresja jest tutaj na forach bardzo powszechna, myślę, że w rodzinach również.
                            Nie jest ważne który z rodziców tak się odzywa o drugim, to się przenosi na dziecko, nie ma siły, żeby było inaczej. Dziecko doskonale wyczuwa emocje, nawet nie trzeba kląć.
                            • wrzesniowamama07 Re: pozbawienie praw rodzicielskich 06.03.11, 19:53
                              "usrywanie" nie odnosi się do rodzica (a już na pewno nie do ojca mojego dziecka). To opis modelu stosunków międzyrodzicielskich, o których czytam na tym fo (m.in. na tym wątku). Jeśli tatuś jest praktycznie nieobecny w życiu dziecka, ale ma władzę i korzysta z niej żeby robić wbrew - trudno to nazwać inaczej (moim zdaniem).

                              opieka naprzemienna, co do której mam zdanie ambiwalentne, tzn. jako modelowe rozwiązanie mi się podoba, ale z praktyką jest gorzej (patrz Twój przypadek), może być realizowana w USA, na które się powołujesz, wtedy gdy rodzice przed rozwodem przedstawią sądowi plan wychowawczy wraz z dość szczegółowym opisem, w jaki sposób tę opiekę będą realizować. Sama deklaracja nie wystarczy, ani dobre chęci, ani zapowiedź że rodzice będą się starać do niej dążyć. Albo rybka, albo pipka.
                              • altz Re: pozbawienie praw rodzicielskich 06.03.11, 20:27
                                > "usrywanie" nie odnosi się do rodzica (a już na pewno nie do ojca mojego dzieck
                                > a). To opis modelu stosunków międzyrodzicielskich, o których czytam na tym fo (
                                > m.in. na tym wątku). Jeśli tatuś jest praktycznie nieobecny w życiu dziecka, al
                                > e ma władzę i korzysta z niej żeby robić wbrew - trudno to nazwać inaczej (moim
                                > zdaniem).
                                Mów, co chcesz, ale "usrywanie", "tatuś", "olewanie", to są wulgaryzmy. Jaki język, takie relacje, taki wpływ na dzieci. Nie obchodzi mnie, w jakim kontekście to było użyte, bo i tak to są emocje, nad którymi powinno się pracować.
                                A osoby, które robią na złość na pewno nie znajdą u mnie poklasku. Zastanawiam się tylko, dlaczego tak się zachowują i to powinno być główną częścią dyskusji.
                                Może dlatego, że ktoś im zabrał ich własność? (żonę?) Może dlatego, że ktoś robi im stale na złość? Może dlatego, że nie chcą ponosić kosztów? Może nie wiedzieli, jakie są koszty opieki? Nie wiem, a chciałbym wiedzieć. A co się dzieje na forum? Podsycanie emocji bez spojrzenia na problem.

                                > opieka naprzemienna, co do której mam zdanie ambiwalentne, tzn. jako modelowe r
                                > ozwiązanie mi się podoba, ale z praktyką jest gorzej (patrz Twój przypadek), (...) gdy
                                > rodzice przed rozwodem przedstawią sądowi plan wychowawczy wraz z dość
                                > szczegółowym opisem, w jaki sposób tę opiekę będą realizować.
                                Tu się zgadzam. Wiem, że jako kraj jesteśmy daleko za troglodytami.
                                Psycholog rozmawia 30 minut z dzieckiem i już wszystko wie, może by lepiej zatrudnić jasnowidza? Znana mi poradnia psychologiczna uznaje dzieci za upośledzone, chociaż są tylko zaniedbane. Narysowanie dziupli oznacza agresję seksualną rysującego i dorośli ludzie w to wierzą bez jakichkolwiek badań! Nawet ktoś w RODK stwierdził nerwicę seksualną u noworodka i nie zapadł się pod ziemię po tej opinii. Ciemnota i zacofanie.
                                Uczymy się za wolno. Taki poziom instytucji nie jest niczym usprawiedliwiony, bo przecież mamy mnóstwo osób wykształconych na szczycie.
                                Model amerykański nie jest tym, o czym marzę, ale jak widzę naszą degrengoladę, to chyba bym wolał taki.
                                • wrzesniowamama07 Re: pozbawienie praw rodzicielskich 06.03.11, 20:47
                                  altz napisał:


                                  > Mów, co chcesz, ale "usrywanie", "tatuś", "olewanie", to są wulgaryzmy. Jaki ję
                                  > zyk, takie relacje, taki wpływ na dzieci. Nie obchodzi mnie, w jakim kontekście
                                  > to było użyte, bo i tak to są emocje, nad którymi powinno się pracować.

                                  Dzięki za cenne wskazówki wink używam nagminnie wulgaryzmów, ale nie wiedziałam że na listę muszę też wciągnąć "tatusia" wink no i coś powinnam zrobić, bo moje dziecko też klnie kilka razy dziennie, rzucając grubym "tatusiowym" słowem wink

                                  wiesz co, altz? Trochę dystansu by Ci się przydało... zasrywanie i olewanie może nie są słowami rodem z literatury pięknej, ale dość wiernie oddają rzeczywistość (niekiedy).
                                  • miaowi Re: pozbawienie praw rodzicielskich 06.03.11, 21:00
                                    Jak czytam takie sruty jak to co ALTZ wypisuje, to jestem za wciągnięciem słowa "tatuś" na listę wulgaryzmów.
                                    • altz Re: pozbawienie praw rodzicielskich 06.03.11, 21:03
                                      > Jak czytam takie sruty jak to co ALTZ wypisuje, to jestem za wciągnięciem słowa
                                      > "tatuś" na listę wulgaryzmów.

                                      Nie masz nic do gadania. Jest używane jak wulgaryzm, więc jest wulgaryzmem i wciąganie czy niewciąganie przez Ciebie nic nie zmieni.
                                      • miaowi Re: pozbawienie praw rodzicielskich 06.03.11, 21:10
                                        Pisz pan doktorat z lingwistyki!
                                  • altz Re: pozbawienie praw rodzicielskich 06.03.11, 21:01
                                    > wiesz co, altz? Trochę dystansu by Ci się przydało... zasrywanie i olewa
                                    > nie może nie są słowami rodem z literatury pięknej, ale dość wiernie oddają rze
                                    > czywistość (niekiedy).
                                    Fakt, nie jest to literatura piękna. Przed wojną nawet szewcy tak się nie wyrażali.
                                    Może za późno się urodziłem? indifferent
                            • wrzesniowamama07 Re: pozbawienie praw rodzicielskich 06.03.11, 21:32
                              Jeśli coś budzi mój mimowolny uśmiech (możesz nazwać to drwiną, choć nie drwię) to fantasmagorie, nie problemy. Bo ja nawet rozumiem konieczność/chęć ucieczki na drugi koniec kraju przed byłą żoną. Znam takie toksyny. Ale fantasmagorią jest dla mnie w tej sytuacji mówienie o opiece naprzemiennej chociażby. Tudzież snucie wizji, że jak ex się obłożnie rozchoruje, albo ulegnie wypadkowi, to będziesz się dziećmi zajmował... To oczywiście zawsze jest możliwe, ale nie powinno być zakładane, bo może Twoja ex nie wyświadczy Ci przysługi i będzie się cieszyć dobrym zdrowiem? I co wtedy z opieką nad dziećmi?

                              Żeby była jasność - raz jeszcze: nie osądzam i nie potępiam. Ale jak się wybiera dla siebie bezpieczny dystans od ex-żony, z którą zostawiłeś dzieci, to warto byłoby mieć bardziej realistyczne podejście do własnego miejsca w życiu swoich dzieci... Mówię z perpektywy matki, która jest z dzieckiem i zrobiła dużo, żeby ojciec się w dziecko angażował nie tylko poprzez alimenty.
                  • zawszeolga111 Re: pozbawienie praw rodzicielskich 06.03.11, 17:12

                    wrzesniowamama07 napisała:

                    > I po to wymyślono instytucję ograniczenia władzy rodzicielskiej do której wysta
                    > rczającą przesłanką jest niezamieszkiwanie rodziców razem. Polecam lekturę, do
                    > której wkleiłam linka. W przypadku rozwodów, w których nie ma ugody i opieki na
                    > przemiennej to de facto powinno być domyślne rozwiązanie. A w każdym innym przy
                    > padku można złożyć wniosek do sądu i nie wiąże się to z udowodnieniem, że tata
                    > jest paskudnym potworem. Nie mieszkamy razem, trudności w komunikacji - to wyst
                    > arczające argumenty.


                    w praktyce wyglada to inaczej,gdyby tak bylo latwo co drugi rodzic nie mial by praw do swojego dziecka.
                    • wrzesniowamama07 Re: pozbawienie praw rodzicielskich 06.03.11, 17:15
                      A o tym, dlaczego wygląda to inaczej napisałam wyżej smile interes korporacyjny... Nie co drugi rodzic nie miałby praw do dziecka, bo nie o odebraniu władzy piszę, tylko o jej ograniczeniu...

                      • sawkah Re: wrzesnowamama07 07.03.11, 00:02
                        z Twoich wypowiedzi wnioskuję, że musiałaś zabiegać o kontakty ojca z dzieckiem- możesz powiedzieć ile czasu musiało minąć, żeby przestały one być wymuszone? Ja do tej pory proszę, czasem wręcz błagam, żeby tatuś wreszcie odwiedził córkę, ale on wiecznie "nie ma czasu"... A jak już się pojawi, to wizyty wyglądają tak, jak napisałam w pytaniu. Chciałabym, żeby córka miała z nim kontakt, ale mam powoli dość tej walki z wiatrakami. I wkurza mnie to, szczerze mówiąc. Dlatego m.in. myślałam o odebraniu mu praw- bo skoro nie potrzebuje dziecka, to może znajdzie się ktoś inny, kto pokocha je tak, jak na to zasługuje, a on nie będzie mógł się wtedy wtrącić...
                        • zawszeolga111 Re: wrzesnowamama07 07.03.11, 00:10
                          przestan tak na sile namawiac go do tych kontaktow z corka,to nie ma sensu,dziecko bedzie starsze sytuacja sie unormuje,czesto to dzieci chca widywac tych nieobecnych w ich zyciu ojcow,praw rodzicielskich mu nie zabierzesz tak jak pisalam wczesniej,wiec szkoda zdrowia i czasu.
                          jednak jedno nie wyklucza drugiego,znajdziesz faceta,ktory pokocha twoje dziecko jak swoje zobaczysz,opisala bym ci swoja historie ,ale to nie ten temat,da sie naprawde sie da,bez odbierania praw itp.
                          • tsunami05 zawszeolgo11 07.03.11, 12:03
                            Kilkuletni brak kontaktu z dzieckiem nie jest podstawą do ograniczenia praw?
                            Moje dziecko ma 5 lat, ojciec ostatnio widział je (bo mu je przywiozłam na widzenie 100 km) 3,5 roku temu. Jak przestałam przywozić, zerwał się kontakt. Wyszłam za mąż. Dziecko nie ma pojęcia, że mój obecny mąż nie jest jego tatą. Zamierzam wyjaśnić, ale boję się pytania o "prawdziwego tatę".

                            Prawdziwy ojciec zerwał kontakt, nie wie nawet w jakim mieście dziecko mieszka, nie wie czy chodzi do przedszkola. Jedynym "kontaktem" jest comiesięczna wpłata 400 zł na moje konto ewentualnie sms z przeprosinami, że tak późno w tym miesiącu. Nie pyta o zdrowie, o nic.
                            W dokumentach o przyjęcie do przedszkola wpisuję dane swoje i mojego męża bo nie mam skąd wziąć pieczątki z zakładu "ojca". Jakoś działa. Boję się wymiany paszportu na mniej niemowlęcy, bo tu już nie zadziała.
                            Chcę ograniczyć - a najlepiej pozbawić - prawa rodzicielskie właśnie dlatego, że po mojej śmierci moje dziecko mogłoby opuścić dom - brata, "tatę", swój pokój i trafić do sublokatorskiego pokoju swojego prawdziwego ojca, który jest dla niego obcym człowiekiem.
                            Nie mogę w to uwierzyć, by sąd tak dalece miał gdzieś psychikę dziecka.
                            • zawszeolga111 Re: zawszeolgo11 07.03.11, 12:12
                              sad kieruje sie dobrem dziecka,widzisz takie rzeczy jak pokoj nie sa najwazniejsze w zyciu,psychika psychika ,ale chodzi o byt dziecka.rodzice to rodzice jesli tobie sie cos stanie opieka z automatu przechodzi na ojca,masz pewnosc ,ze nie trafi do domu dziecka,no chyba ,ze tatus to jakas totalna kanalia ,nigdy nie masz pewnosci,ze jakas ciocia czy babcia dostanie opieke ,a wtedy co czeka twoje dziecko ?
                              • tsunami05 Re: zawszeolgo11 07.03.11, 12:31
                                Moje dziecko mieszka z tata. Nie biologicznym, ale spelniajacym te funkcje w 100%. Utzymujacym go takze, bo wiadomo ze 400 zl to jakies 20-30% kosztow utrzymania pieciolatka.
                                Czy po mojej smierci mialoby stracic jednoczesnie i mame, i tate? Bo okaze sie, ze biologiczny, ktory go nie zna, nie ma warunkow (pisalam, ze w wieku prawie 40 lat zyje w wynajetym pokoju w studenckim mieszkaniu, w jednym pokoju z kolega) jest bardziej wlasciwy, bo ma podobne geny?
                                Pokój był obrazową figurą, wiadomo ze nie o 4 ściany chodzi.
                              • tsunami05 i jeszcze 07.03.11, 12:33
                                dlaczego opieki nie miałby dostać mój mąż? Czyli mężczyzna pełniący w jej życiu rolę taty? Mężczyzna, do którego tak się zwraca?
                                • zawszeolga111 Re: i jeszcze 10.03.11, 22:15
                                  tsunami05 napisała:

                                  > dlaczego opieki nie miałby dostać mój mąż? Czyli mężczyzna pełniący w jej życiu
                                  > rolę taty? Mężczyzna, do którego tak się zwraca?

                                  bo oficjalnie nie ma do dziecka praw,
                                  • tsunami05 Re: i jeszcze 11.03.11, 12:04
                                    Aby rozpocząć procedurę adopcyjną konieczne jest, by ojciec biologiczny praw nie miał, prawda?
                                    A jeśli jedynym sposobem "wypełniania obowiązków rodzicielskich" jest przesyłanie pieniędzy (bo się boi, że alimenty będzie miał zasądzone, zapisane "w papierach", więc płaci), to wolałabym jednak, by dla dobra dziecka formalnie i oficjalnie ojcem był ten, który wychowuje.
                                    I jeśli "rażącym niedopełnianiem obowiązków" nie jest nieinteresowanie się losem dziecka przez 5 lat, a tylko picie i bicie, to wydaje mi się to nie w porządku.
                                    Aha - i odebranie praw nie ma być zemstą, ojciec dziecka mnie nie zostawił - to ja nie zdecydowałam się na związek, który miałoby scementować jedynie dziecko.
                                    Kierując się stereotypami sąd może skrzywdzić wiele dzieci.
                                    • zawszeolga111 Re: i jeszcze 11.03.11, 12:29

                                      prawda.
                                      ludzie jednak potrafia czasami sie dogadac znam przypadek,gdzie ojciec nie interesowal sie dzieckiem wogole,matka wyszla ponownie za maz ,dla dziecka tata byl ten drugi maz,zaproponowali tausiowi biologicznemu aby zrzekl sie praw na rzecz tego drugiego,wystapia o zwolnienie go z obowiazku alimentacyjnego,facet sie zgodzil.
                                      na wszystko sa sposoby tylko trzeba rozmawiac,a nie walczyc ze soba.
                                      • tsunami05 Re: i jeszcze 11.03.11, 12:44
                                        Ależ ja nie zamierzam walczyć.
                                        Po prostu raz już odbyła się rozmowa - dokładnie trzy lata temu, po jego półrocznym milczeniu i niewidywaniu dziecka.
                                        Przedyskutowałam sprawę z mężem, on zdecydował się na adopcję (długo to trwało, całe godziny, dni, tygodnie rozterek i rozmów). Zaproponowałam biologicznemu ojcu zrzeczenie się praw (nie za karę wcale) lub też zainteresowanie się dzieckiem: wskazanie dni i godzin kontaktów, poprosiłam by mi tylko powiedział jak sobie to wyobraża, jak będzie po dziecko przyjeżdżał (100km), czy jest w stanie sobie to zorganizować (fotelik, samochód itd.), czy da radę tego samego dnia odwieźć i takie detale.
                                        Jedyne co miał do zaproponowania to to, bym ja mu dziecko przywoziła a on się trochę z nim pobawi, jak ja będę w pracy w niedzielę akurat w jego miejscowości (bywałam ze dwa razy w miesiącu). Taka wycieczka - jak do zoo. Po czym poprosił bym nie występowała do sądu o uregulowanie kontaktów, bo on "nie ma czasu", musi pracować. (ja miałam wtedy dwa etaty i jakoś miałam czas na dziecko). Płakał też bym mu "nie odbierała dziecka". I nie występowała o alimenty, bo nie dostanie kredytu. Praw się nie chciał zrzec rzecz jasna.
                                        Mijają trzy lata od tej rozmowy - żadnego kontaktu. Szczerze mówiąc nie mam ochoty inicjować kolejnej. A sprawy w sądzie nie traktuję jak wojny. Po prostu jestem coraz starsza i ciążą mi pewne zaległe sprawy. Zbieram się, marudzę, co jakiś czas od nowa formułuję wniosek, czytam to forum.
                                        • zawszeolga111 Re: i jeszcze 11.03.11, 15:51
                                          brak kontaktu,to nie argument,i sama mowisz ,ze potrzebne sa dowody na te jego inne problemy,dowody tak,ale lepsi beda swiadkowie.
                                          • virtual_moth Re: i jeszcze 11.03.11, 18:32
                                            zawszeolga111 napisała:

                                            > brak kontaktu,to nie argument,i sama mowisz ,ze potrzebne sa dowody na te jego
                                            > inne problemy,dowody tak,ale lepsi beda swiadkowie.

                                            Całkowity brak kontaktu przez kilka lat to jest argument i to poważny. Zalezy od sądu co postanowi, ale szanse są.
                                    • virtual_moth Re: i jeszcze 11.03.11, 12:44
                                      Akurat brak kontaktu przez kilka lat z dzieckiem JEST podstawą do odebrania władzy rodzicielskiej. Jest to traktowane przez sądy wlasnie jako RAŻĄCE niedopełnienie obowiązków. Przy czym musi byc to calkowity brak kontaktu.
                                      W sądzie nie argumentowałabym tym, ze chce znalezc/mam nowego tatusia dla dziecka, to strzał w stopę, chyba ze sąd sam zapyta czy masz partnera i jak dziecko go traktuje. Nie przyznawaj sie jednak, ze dziecko nie wie kto jest jego bioojcem... To duzy błąd wychowawczy i sąd na pewno sie do tego przyczepi. Sama radzę uswiadom dziecko jak najszybciej, potem bedzie coraz trudniej.
                                      Spokojnie mozesz isc do sądu i masz duze szanse na odebranie bioojcu władzy. Jesli jest slad w papierach o trybie jego zycia (trawka, alkohol) to tez to dorzuc, ale nie zawracaj głowy, jesli nie masz dowodów.
                              • he_xe Re: zawszeolgo11 07.03.11, 12:33
                                zawszeolga111 napisała:

                                > no chyba ,ze tatus to jakas totalna kanalia ,nigdy nie
                                > masz pewnosci,ze jakas ciocia czy babcia dostanie opieke ,a wtedy co czeka twoj
                                > e dziecko ?
                                Tatuś mojego dziecka jest wykształconym, dobrze zarabiającym i cenionym człowiekiem, ale prawdziwą kanalią i dnem moralnym. Chyba bym z grobu wstała gdyby ktoś taki miał dostać opiekę nad moim dzieckiem, którego nigdy nie widział i nie chce znać, a zapłaci jak będzie wyrok. Teraz - bujajcie się baby.
                                • tsunami05 Re: zawszeolgo11 07.03.11, 12:51
                                  Mój nie jest kanalią. Pije tyle co każdy imprezowy student, pali tyle samo trawy - ma tylko te 20 lat więcej co student...
                                  Jest hmmm alterglobalistą smile Pieniądze mu nie są potrzebne do życia, mieszkanie również, za to lubi imprezy, koncerty i trawkę. Dziecko zamieszkałoby ze studentami, w oparach gandzi w weekendy siedziałoby samo, bo przecież trzeba spotkać się z "załogą".
                                  I musiałoby opuścić dom, w którym ma wszystko, przenieść się do innego miasta, rozstać z "tatą" i rodzeństwem. Bo sąd w trosce o jego dobro uznał, że "rodzina to rodzina". Niepojęte. Ja chyba jednak spróbuję uzasadnić swój wniosek - zwłaszcza, że wielu facetów z automatu ma po rozwodzie ograniczane prawa i opieka przyznana jest matce, nawet jeśli kontaktują się z dzieckiem, znają jego miejsce pobytu, wiedzą jak w ogóle wygląda.
                                  Ojciec mojego dziecka nie poznałby go nawet zapewne, bo już nie chodzi w śpioszkach smile
                        • wrzesniowamama07 Re: wrzesnowamama07 07.03.11, 08:06
                          Hm. Moim wkładem w kontakty ojca z dzieckiem było to, że swoją dumę wsadziłam głęboko do kieszeni, i przyjęłam za dobrą monetę zapewnienie, że chce być dobrym ojcem, mimo naszego rozstania. Był ze mną w szpitalu (nie przy porodzie, bo miałam cc), dał nazwisko - choć miałam wątpliwości. Jak dziecko się urodziło, przeprowadziłam nas bliżej ojca - dopóki mogłam, ze względów zawodowych. Tata bez wymówki, że daleko przychodził raz, dwa razy w tygodniu, kąpał, przewijał, parę razy został z dzieckiem na noc - ja na ogół wychodziłam z domu (przyjemne z pożytecznym), i nauczył się być tatą, o co mi chodziło. Teraz też, jak widzę że coś mu wichruje harmonogram przyjazdów to delikatnie przypominam, że dziecko czeka.
                          Ale nie wiem, co bym zrobiła gdybym musiała znosić takie akcje jak Ty. To jednak inna sytuacja.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka