jarka2
26.05.04, 09:56
Jesteśmy małżeństwem z 5-letnim stażem. Mamy 3.5 letniego synka.
Ustabilizowaną sytuacje finansową, zawodową. Małżeństwo jakich wiele - były
kłótnie, nieporozumienia, ale generalnie było dobrze....
Scenariusz banalny - koleżanka z pracy, mąż 2 miesiące temu oznajmi mi, że
jest nią zauroczony, jednocześnie zarzeka się, że do niczego nie doszło,
mimo,że ona mu się zadeklarowała. Podejmujemy decyzję, że ratujemy nasze
małżeństwo. Ale ja byłam nieufna, nie wierzyłam w zapewnienia męża, że nie ma
tamtej sprawy. Przez przyapdek odkryłam, że wieczorami z domu kontaktował się
z nią przez Gadu Gadu. Zacisnęłam zęby.
Był seks stulecia, plany na najbliższe wakacje, majowy wypad nad morze.
Wykańczanie domu, do którego mieliśmy się w te wakacje wprowadzić.
Były też spięcia, wiadomo.
Potem zauważyłam,że w jego komórce doszedł jej domowy numer telefonu. ...
A informacje przy jej profilu w GG nader znaczące.
Tydzień temu wróciłam z tygodniowej konferencji, by jeszcze tego samego dnia,
wieczorem, gdy nasz syn już zasnął usłyszęć: nie chcę z Tobą juz być. Chcę
się rozwieść.
Szok. Kompletny. Wszechogarniający. To był piątek wieczór.
W sobotę poprosiłam go by się wyprowadził. To jest moje panieńskie mieszkanie
i skoro nie chce ze mną być, to proszę, by nam wszystkim ułatwił rozstanie.
Wyszedł na 45 minut, wrócił i oznajmił, że nie ma dokąd się wyprowadzić.
Rodzice go nie chcą, tłumacząc się, że nie nie będą się wtrącać w nie swoje
sprawy.
I tak mieszkamy razem już drugi tydzień. Przed dzieckiem udajemy,że wszystko
jest w porządku. Ja nie zaczynam żadnych rozmów o rozwodzie, choć byłam u
znajomego adwokata. Jestem strzępkiem nerwów. Żyję w zasadzie z rozpędu. I
cały czas się łudzę, że skora nadal z nami mieszka, to może jednak się
waha...
Kiedy czasem wieczorem rozmawiamy o synku, o tym jak to wszystko
zorganizować, by było to jak najmniejszym szokiem dla niego, widzę, jak
męzowi trzęsie się broda i z trudem powstrzymuje się od płaczu. Ale na
następny dzień znów jest hardy, silny, bezwzględny. Znów tak doskonale
gra....
Boje się strasznie. Jak dam sobie radę sama z dzieckiem, które jest strasznie
za ojcem. Dla niego to będzie tragedia. Prawdziwa. Bo do tej pory my byliś my
dla niego całym światem. A teraz ten świat rozpada się na kawałki.
Boję się samotności. Samotnych wiecxzorów. Weekendów. wakacji... Już teraz
wydaje mi się, że wszędzie są same szczęsliwe rodziny.... Nie chce juz
jeżdzić do naszego domu, które juz naszym nigdy nie będzie. Na moją prośbę
zostały tam wstrzymane wszelkie prace, tym bardziej, że by je kontynuowac
trzeba by wziąć kredyt....
Wszystko się kończy....
Czy dam radę? Tak bardzo się boję....