Dodaj do ulubionych

Jak zorganizować wizyty Tatusia

01.06.04, 09:23
Mam pytanie jak w tytule. Jak sobie to wszystko poukładałyście. Dodam tylko
że moje dzieciaki są malutkie 2 i pół roczku ma kamilka i 7 miesięcy ma
Mateuszek.Mój prawie ex przychodzi codziennie i tak dobrze się czuje w domu
że wczoraj mu się zdardrzyło zasnąć w czasie zabawy z małą. (tak jak za
dobrych małżeńskich czasów). Chyba muszę z nim o tym porozmawiać, ale z
drugiej strony może tak jest lepiej że się czuje dobrze.Może Kamilce będzie
łatwiej do tego wszystkiego się przyzwyczaić. Pozdrawiam.Podwójna mamusia.
Obserwuj wątek
    • chalsia Re: Jak zorganizować wizyty Tatusia 01.06.04, 10:52
      Nie, to nie jest dobrze, bo dziecko tym bardziej nie rozumie różnicy
      między "przedtem" a "teraz".
      Niech przychodzi kilka razy w tygodniu (w określone dni jest lepiej - bo dzieci
      potrzebują regularności)- ale nie codziennie.
      I dla własnego "ja" postaw sprawę jasno - to nie jest juz jego dom, więc niech
      czas poświęca dzieciom a drzemie sobie nie w Twoim domu.

      Pozdrawiam,
      Chalsia
      • edzieckokarenina Re: Jak zorganizować wizyty Tatusia 01.06.04, 11:38
        chalsia napisała:

        > Nie, to nie jest dobrze, bo dziecko tym bardziej nie rozumie różnicy
        > między "przedtem" a "teraz".
        > Niech przychodzi kilka razy w tygodniu (w określone dni jest lepiej - bo
        dzieci
        >
        > potrzebują regularności)- ale nie codziennie.

        > I dla własnego "ja" postaw sprawę jasno - to nie jest juz jego dom, więc
        niech
        > czas poświęca dzieciom a drzemie sobie nie w Twoim domu.
        >
        > Pozdrawiam,
        > Chalsia
        ****** zgadzam się z chalsią i ciepło Cię pozdrawiam-masz pewnie urwanie głowy
        z dwoma maluchamiwink
        • tata_malolata Re: Jak zorganizować wizyty Tatusia 01.06.04, 12:48
          A ja pozwolę się niezgodzić.

          To że Ty i on nie umiecie być razem - to niedobrze. Ale może inaczej się nie
          da. Trudno.

          Ale to że Ty rozwiedziesz się z meżem nie znaczy że następuje "rozwód" między
          dziećmi i tatą.

          Postawa - "mój dom, nie wpuszczę go, wyznaczę dni itd." to delikatnie rzecz
          biorąc patrzenie przez pryzmat EGO. A może dzieci tego potrzebują ? A może im
          jest dobrze ?

          Zresztą w miarę upływu czasu, gdy dzieci będą rosnąć może więcej czasu spędzać
          będą poza domem, przecież mogą też mieskać trochę u Taty.

          Tym bardziej, że ten tata okazuje się całkiem niezły. Taki o jakim marzą
          niektóre kobiety pisujące tu na Forum. Te dziewczyny, które nie mogą liczyć nie
          tylko na pomoc w wychowaniu ale nawet na regularne kontakty ojca z dziecmi !

          To, że on chce codziennie być z dziećmi to nienormalne? Ja też chcę być na
          codzień ze swym synem. Bo to po prostu jest normalne i naturalne. Tak samo
          naturalne jak to, że gdy bedzie miał powiedzmy 13 czy 15 lat będzie wolał iść
          grać w piłkę z kolegami.

          No a na koniec powiem Ci - zazdroszczę Twojemu mężowi jeśli będziesz potrafiła
          to rozumieć. Zazdroszczę Twoim dzieciom, że ich mama będzie rozsądnie i
          przyjaźnie traktować tatę, bo to nie on (chociaż także)najbardziej ale właśnie
          one potrzebują Twojej akceptacji dla naturalnego traktowania i relacji z tatą.
          I to nie jest żadne oszukiwanie dzieci. To po prostu jest tak, że pewnych
          rzeczy dzieciom się nie mówi i nie pokazuje. Niech mają "nieskalany" obraz
          swych rodziców. Obojga - bo sama pewnie wiesz, że człowiek tego potrzebuje.

          ------

          P.S. Co do "ułożenia" spotkań. Pisałem już kiedyś odpowiedź na to pytanie na
          Forum. Jak ja - jako ojciec wpuszczany na "widzenia" bym to widział, jak
          wyobrażałbym sobie jakąś "najdelikatniejszą" formę.



          • omama Re: Jak zorganizować wizyty Tatusia 01.06.04, 12:59
            To ja sobie pozwolę na niezgodę z tobą.
            Skoro następuje rozwód, to każde z rozwiedzionych ma prawo do ułożenia sobie
            życia BEZ eksa. Spędzanie większości wolnego czasu razem - co tak naprawdę
            sugerujesz - uniemożliwia i odnalezienie się w roli pojedyńczego rodzica i
            nawiązanie nowego związku. Dlatego nie ma to sensu. Nie może być tak, że jedno
            z rozwiedzionych staje się zakładnikiem drugiego. I dlatego moim zdaniem są
            niezbędne granice. Ten dom jest mój, ty jesteś w nim gościem. Zapraszam cię na
            x godzin w konkretne dni. Co do częstości i długości wizyt, można negocjować.
            CO do nieistnienia granic - nie.
            • jayin Re: Jak zorganizować wizyty Tatusia 01.06.04, 13:11
              omama napisała:

              > To ja sobie pozwolę na niezgodę z tobą.
              > Skoro następuje rozwód, to każde z rozwiedzionych ma prawo do ułożenia sobie
              > życia BEZ eksa. Spędzanie większości wolnego czasu razem - co tak naprawdę
              > sugerujesz - uniemożliwia i odnalezienie się w roli pojedyńczego rodzica i
              > nawiązanie nowego związku. Dlatego nie ma to sensu. Nie może być tak, że
              jedno
              > z rozwiedzionych staje się zakładnikiem drugiego. I dlatego moim zdaniem są
              > niezbędne granice. Ten dom jest mój, ty jesteś w nim gościem. Zapraszam cię
              na
              > x godzin w konkretne dni. Co do częstości i długości wizyt, można negocjować.
              > CO do nieistnienia granic - nie.

              OK. Rozumiem twoje podejście osobiste do tego. Logiczne. I najlepsze z
              możliwych. Dla ciebie samej.

              Ale gdzie w tym wszystkim są dzieci?...

              pozdr.

              Joanna
              • chalsia Re: Jak zorganizować wizyty Tatusia 01.06.04, 13:23
                Albo rybka albo akwarium.
                LUB
                Nie da się zjeść ciastko i mieć ciastko.

                Niestety, jak wszystkim wiadomo, rozwód/rozstanie rodziców wprowadza
                nieodwracalną zmianę układu, czego ofiarami zawsze w takiej sytuacji są dzieci,
                bo nie da się utrzymać takiego kontaktu z rodzicem niemieszkającym z dziecmi
                jak to było przed rozstaniem. Takie jest życie. Dzieci cierpią rykoszetem. I
                tego nie da się zmienić.

                MAg już na ten temat tony postów napisała.

                A i jeszcze jedno - jest duże prawdopodobieństwo, że mężczyzna za jakiś czas
                zwiąże się z inną kobietą i siłą rzeczy przestanie spędzać tyloe czasu z
                dziećmi, ile teraz. I dzieci to zauważą i jest prawdopodobieństwo, że powiążą
                ten fakt z istnieniem partnerki ojca. A będą wtedy starsze niż teraz. I po co
                to komu? Nie lepiej teraz, w ramach rozstawiania się ustalić wspólnie jakieś
                kontakty, które przez długi czas nie ulegną zmianie, bez względu na zmiany
                układów życiowych mamy albo taty???

                Pozdrawiam,
                Chalsia
              • omama Re: Jak zorganizować wizyty Tatusia 01.06.04, 14:21
                Joanno,
                Chalsia napisała już właściwie wszystko. Ja mogę dodać jeszcze tylko jedno:
                sytuacja rozwiedzionych rodziców jest zmienna. Nie da się - pomijając jakieś
                absolutne wyjątki - utrzymać na długi dystans harmonii między rozwiedzionymi
                rodzicami w tak bliskim układzie. Będą napięcia i wrogość. Gdzie dzieci będą
                wtedy? Po jakimś czasie jedno - lub oboje - rodzice zaczną widzieć, jak mało
                mają z życia. Że brakuje im kogoś bliskiego, partnera. Zacznie się poczucie
                straty, gorycz. Gdzie wtedy będą dzieci?
            • tata_malolata Re: Jak zorganizować wizyty Tatusia 02.06.04, 10:14
              omama napisała:
              > każde z rozwiedzionych ma prawo do ułożenia sobie
              > życia BEZ eksa.
              ----------------------
              Może i bez. Ale nie kosztem.

              Zasada nie może brzmieć: JA nie chcę go widzieć, JA teraz zaczynam nowe życie,
              JA nie mogę być skrępowana, więc trudno niech cierpi on, trudno dzieci będą
              miały "reglamentowanego" tatusia...
              Za dużo tu tego "JA".

              To ,że było się z kimś ileś lat powoduje, że powstały pewne uzależnienia i
              zobowiązania. A tym bardziej, gdy są dzieci. Nie da się "uwolnić" ot tak.

              Życie nie jest takie łatwe. Może gdy się jest 14-letnią dziewczynką mozna
              powiedzieć: "nigdy się juz do ciebie nie odezwę", gdy się jest dorosłą osobą
              trzeba już rozumieć trochę więcej.







              • omama Re: Jak zorganizować wizyty Tatusia 02.06.04, 11:07
                Ty Tato nie zrozumiałeś tego, co napisałam, prawda?
                Jeżeli chce się spędzać cały czas razem nie bierze się rozwodu. Jeżeli bierze
                się rozwód, nie można spędzać całego czasu razem, bo buduje się również swoje
                indywidualne (albo wspólne z nowym partnerem) życie.
                Nie pisałam - wbrew temu, co sugerujesz - że nalezy "nigdy się nie odzywać do
                eksa". Ale pomiędzy taką wersją, a wersją "masz swoje klucze do mojego domu i
                możesz tu zawsze przyjść" jest jeszcze ocean pośrednich możliwości.

                O ile pamiętam z twoich postów, twoja eks chciała z tobą rozwodu, ty nie byłeś
                zwolennikiem takiego rozwiązania, chcaiłeś rodzinę ratować. Rozumiem więc twoje
                nastawienie. Ale - dla dobra dyskusji - odwróć proszę sytuację. Wyobraź sobie,
                że to ty rozwodu chciałeś. Że sąd przyznał opiekę nad dziećmi tobie. I że po
                całej tej traumie twoja eks, której - przypominam - nie kochasz, a raczej i nie
                lubisz chce kluczy do twojego domu i możliwości nieograniczonego wpadania.
                Pewien jesteś, że dalej uważałbyś swoje rozwiązanie (klucze plus wolność) za
                właściwe dla wszystkich?
                • tata_malolata Re: Jak zorganizować wizyty Tatusia 03.06.04, 11:26
                  omama napisała:

                  > Ty Tato nie zrozumiałeś tego, co napisałam, prawda?
                  ---------------
                  Zrozumiałem


                  > Jeżeli bierze się rozwód, nie można spędzać całego czasu razem,
                  ---------------
                  Nie można. Ale też nie można mysleć, że nic nie było. Jeśli było się z kimś i
                  ma się z nim dzieci to powstały pewne więzi i zobowiązania na wiele, wiele lat.
                  Rozwód nie zwalnia z odpowiedzialności i konieczności "współpracy" z tym drugim.
                  A "współpraca" oznacza widywanie się, rozmawianie, ustalanie wspólne pewnych
                  spraw dotyczących spędzania czasu, wychowania, zajęć, edukacji itp.


                  > odwróć proszę sytuację. Wyobraź sobie, że to ty rozwodu chciałeś.
                  -----------------
                  Nie wyobrażam sobie.


                  > Że sąd przyznał opiekę nad dziećmi tobie.
                  -----------------
                  Science fiction


                  > I że po całej tej traumie...
                  -------------------
                  Traumie? Zabawne jest czytanie na tym forum po raz n-ty tego słowa. Pomijając
                  rzeczywiście dramatyczne historie ze zdradą czy alkoholem zauważam, że często
                  najpoważniejszymi problemami są np.:
                  - nieodwinięte rękawy od koszuli wrzucoenj do prania
                  - sprzeczka o wysokość rachunku telefonicznego
                  - kąśliwe uwagi męża o najbliższej przyjaciółce
                  - nieopuszczona deska klozetowa
                  - wyjście męża na "kosza"
                  - niezauważenie nowej fryzury
                  - tysiąc podobnych "traumatycznych" doznań przeżywanych przez kobietę w
                  małżeństwie
                  Sorry za sarkazm. Ale już poważniej pisząc - naprawdę my męzczyźni nie
                  rozumiemy, że TO są POWAŻNE problemy (ja dziś to już rozumiem, dziś zrobiłbym
                  wszystko by nie popełnić takich błędów, ale mądry Polak po szkodzie..).



                  > twoja eks, której - przypominam - nie kochasz, a raczej i nie lubisz chce
                  > kluczy do twojego domu i możliwości nieograniczonego wpadania.
                  > Pewien jesteś, że dalej uważałbyś swoje rozwiązanie (klucze plus wolność) za
                  > właściwe dla wszystkich?
                  --------------------
                  Mama mojego syna jest dla mnie istotą "świętą" ...


                  • omama Re: Jak zorganizować wizyty Tatusia 03.06.04, 13:33
                    No nie, my jednak mamy problem komunikacyjny. (Ciekawe, czy to nie twoja
                    niezdolność do słuchania racji drugiej strony była przyczyną twojego rozwodu, a
                    nie rozrzucone kapcie, bez urazy).
                    Jeszcze raz uprzejmie informuję.
                    Ja wątpię w celowość pozostawienia eksowi kluczy i pełnego dostępu do domu. Ty
                    mnie w odpowiedzi strofujesz, że "> Rozwód nie zwalnia z odpowiedzialności i
                    konieczności "współpracy" z tym drugim.A "współpraca" oznacza widywanie się,
                    rozmawianie, ustalanie wspólne pewnych spraw dotyczących spędzania czasu,
                    wychowania, zajęć, edukacji itp.
                    Nie widzę związku między twierdzeniem moim i twoim.
                    Współpraca, dzielenie czasu dziecka i omawianie istotnych kwestii to
                    oczywistość w przypadku względnie przyzwoitego zachowania obojga eks.
                    Pozwalanie eksowi na zachowanie po rozwodzie kontroli nad życiem rozwiedzionego
                    to z reguły poważny błąd, który skrupi się na łagodnym eksie a w przyszłości i
                    na dzieciach, co we właściwy sobie precyzyjny sposób opisała Chalasia.
                    Chcesz, to polemizuj z tym twierdzeniem, a nie z tym, co - twoim zdaniem -
                    kobiety uważają za przyczynę wystarczającą do wniesienia o rozwód.
                    • tata_malolata Re: Jak zorganizować wizyty Tatusia 03.06.04, 15:45
                      omama napisała:
                      > No nie, my jednak mamy problem komunikacyjny.
                      -------------------------
                      Aha!


                      > Ciekawe, czy to nie twoja niezdolność do słuchania racji drugiej strony
                      > była przyczyną twojego rozwodu...
                      -------------------------
                      O! Jak to miło komus przyszpilić! Czyż nie?



                      > ...rozrzucone kapcie...
                      -------------------------
                      Primo - nie lubię "kapci".
                      Secundo - nic o żadnych kapciach nie pisałem, więc może to ktoś inny nie czyta
                      zbyt dokładnie i stąd problem komunikacyjny?
                      Tertio: Dobra, wiem, że kapcie były sensu largo. smile


                      >Współpraca, dzielenie czasu dziecka i omawianie istotnych kwestii to
                      > oczywistość .
                      ----------------------
                      No i tu się zgadzamy. Ja dodaję jedynie: współpraca wymaga kompromisów, czasem
                      rezygnacji z czegoś (a więc np. z "niewidzenia go"), czasem ustąpienia, czasem
                      pokory, czasem wyrzeczeń.



                      > co - twoim zdaniem - kobiety uważają za przyczynę
                      > wystarczającą do wniesienia o rozwód...
                      ---------------------
                      Zapomniałem do mojej sarkastyczno-humorystyczno-niezbytpoważnej listy dodać
                      jeszcze cytat z pozwu rozwodowego, który dostał mój kolega:
                      "mąż oczekiwał codziennego pożycia seksualnego" .
                      smile




          • ann_mart Re: Jak zorganizować wizyty Tatusia 01.06.04, 14:11
            Wiesz co, tatomałolata, mam dość wycierania sobie gęby dobrem dziecka i jego
            potrzebami. Czy szanowny tatuś, o którym pisze autorka wątku, myślał o
            potrzebach dzieci jak sobie fundował kochankę? Jak się "odkochiwał"? Jak się
            wyprowadzał? Nie sądzę. Więc teraz może sobie darować takie argumenty.
            Wyprowadził się i to już nie jest jego dom. Przychodzi na prawach gościa.
            A patkof musi wypośrodkować pomiędzy potrzebami i chęciami dzieci a własnymi.
            Tatuś już się zajął swoim życiem, ona też musi mieć czas na zajęcie się swoim.
            Ona też się w tym wszytkim liczy I ustalając spotkania musi wziąć pod uwagę
            także i to, że dzieci mają prawo widywać się z także z nią i to częściej niż
            przy kąpieli czy porannym ubieraniu.
            Nie tworzą już rodziny - są rodzicami, są związani dziećmi, ale pełną rodziną
            nie są. Spacery we czwórkę się już raczej skończyły.
            Musi też wziąć pod uwagę dzieci, ich potrzeby i oczekiwania.
            Poza tym takie ustalenia nie są raz na zawsze, można je zmieniać w miarę upływu
            czasu i zmiany sytuacji.

            A sądzę, że w tym przypadku codzienne wizyty u dzieci są o tyle niewskazane, że
            facet pewnie sobie kogoś znajdzie. Może będzie miał drugie dziecko. Czy wówczas
            kossztem nowej rodziny będzie przychodził codziennie? Wątpię.
            Więc lepiej per saldo dla dzieci mieć go teraz rzadziej i się nie rozczarować
            (a częstotliwośc spotkań można zwiększyć) niż mieć go na codzień a potem nie
            mieć w ogóle.

            I wiesz co, emocjonalnych potrzeb tatusia patkof może w ogóle nie brać pod
            uwagę. Musi natomiast uwzględnić jego rozkład zajęć.
            • tata_malolata Re: Jak zorganizować wizyty Tatusia 02.06.04, 10:40
              ann_mart napisała:
              > mam dość wycierania sobie gęby dobrem dziecka
              -------------------
              Dość brutalnie to ujmujesz. Dziwne.


              > Czy szanowny tatuś, o którym pisze autorka wątku, myślał o
              > potrzebach dzieci jak sobie fundował kochankę? (...)
              --------------------
              Czy uważasz, że karą za zdradę powinno być odebranie prawa do opieki,
              ograniczenie kontaktów lub pozbawienie praw rodzicielskich?
              A może pójść dalej? Dodatkowo eksmisja z domu, wywłaszczenie z majątku,
              zasądzenie odszkodowania w postaci np. dożywotniej renty itp.?
              Suuuuper!



              > A patkof musi wypośrodkować pomiędzy potrzebami i chęciami dzieci a własnymi.
              > Tatuś już się zajął swoim życiem, ona też musi mieć czas na zajęcie się
              swoim.
              ------------------
              Ale mimo swych grzechów chce zrobić coś dobrego dla dzieci (a sama patkof
              przyznaje, że nie najgorzej potrafi i chce) - może warto mu pozwolić?


              > Ona też się w tym wszytkim liczy I ustalając spotkania musi wziąć pod uwagę
              > także i to, że dzieci mają prawo widywać się z także z nią i to częściej niż
              > przy kąpieli czy porannym ubieraniu.
              ------------------
              Też się liczy. Dobrze ujmujesz to używając "TEŻ". Jej mąż także "też",
              dzieci "też". Każdy. Ale by coś "brać" trzeba czasem "dać". Ustąpić,
              zrezygnować, pogodzić się.


              > Musi też wziąć pod uwagę dzieci, ich potrzeby i oczekiwania.
              ---------------------
              No i widzę, że nie tylko ja sobie coś tam wycieram smile



              > Poza tym takie ustalenia nie są raz na zawsze, można je zmieniać w miarę
              upływu czasu i zmiany sytuacji.
              ------------------
              Ależ tak! Choćby to o czym pisałem - gdy dzieci dorastają coraz więcej chcą
              swobody i mniej czasu spędzać ze "starymi"



              > A sądzę, że w tym przypadku codzienne wizyty u dzieci są o tyle niewskazane,
              że facet pewnie sobie kogoś znajdzie. Może będzie miał drugie dziecko. Czy
              wówczas kossztem nowej rodziny będzie przychodził codziennie? Wątpię.
              ---------------------
              A może będzie się starał? A może da radę?



              > I wiesz co, emocjonalnych potrzeb tatusia patkof może w ogóle nie brać pod
              > uwagę.
              ------------------
              Odwet?



              • chalsia Re: Jak zorganizować wizyty Tatusia 02.06.04, 22:54
                > > A sądzę, że w tym przypadku codzienne wizyty u dzieci są o tyle niewskazan
                > e,
                > że facet pewnie sobie kogoś znajdzie. Może będzie miał drugie dziecko. Czy
                > wówczas kossztem nowej rodziny będzie przychodził codziennie? Wątpię.
                > ---------------------

                Tata_małolata w odpowiedzi napisał
                > A może będzie się starał? A może da radę?

                Buahahaha. Fantasta jesteś. Kazdy prawnik Ci to powie i kazda z "macoch"/next
                na forum macochy.
                Dawno się tak nie uchichrałam.

                Pozdrawiam,
                Chalsia
    • ann_mart Re: Jak zorganizować wizyty Tatusia 01.06.04, 14:19
      Poukładałam to tak:
      2 x w tygodniu, po racy do kąpieli + raz na dwa tygodnie weekend bez nocowania
      poza domem, w tygodniu gdy weekend przypada mnie 3 x w tygodniu popołudnie (ale
      nie w piątek).
      W ten sposób zawsze wiem, kiedy będę wolna, mogę wyjechać z młodym na weekend.
      I nie muszę oglądać męża (choć on właśnie robi podchody by go oglądać, ale o
      tym w innym wątku było).
      O nieprzyjściu ma mnie informować wczesniej, o spóźnieniu też. Umówiliśmy się
      także,że z okazji imienin, urodzin dziecka będzie jakiś dzień ekstra dla niego.
      Co do świąt, może dlatego, że daleko do nich, jeszcze nić nie uzgadnialiśmy.
      Pozdrawiam
      Anka
      • limon_ka Re: Jak zorganizować wizyty Tatusia 01.06.04, 15:14
        Wiem, że każdy przypadek jest inny, ale ja mogę opowiedzieć doświadczenia już 2-
        letnie. Moje dzieci miały 1 rok i 3 latka. Najpierw były wizyty od 16 do 19
        codziennie + chwile kiedy akurat dzieci nie miały ochoty bawić się z którymś z
        rodziców więc nagle zostawali nieodzywający się rodzice (czyli ja - zrozpaczona
        i od - wolny). A więc on czytał gazety, zasypiał na kanapie, a o 19 wstawał i
        szedł. Żadnej regularności - np. 5 dni w tygodniu, a później 5 dni ciszy (po co
        informować wcześniej skoro nie umawialiśmy się na żadne terminy). Robiłam to
        wtedy w imię "dobra dzieci" - dziś wiem, że min. tym przyzwyczaiłam go do tego,
        że wszystkie prawa są dla niego, bo on nie mieszka z dziećmi. Po dwóch latach
        jeśli chce przywozi dzieci z przedszkola codziennie, i ma dwa popołudnia w
        tygodniu i co drugi weekend. Tylko i tak jest to tak niepewne, bo teraz może,
        później nie może, bo dzieci nie chcą...
        Strasznie dużo niewiadomych trzeba połączyć: mnie, jego + nowa rodzinę, moje
        dzieci...
        I jednego te dwa lata mnie nauczyły: co z tego, że się coś zaplanuje, jak i tak
        później wszystko sie wywraca bo ktoś nie może, albo nie chce ( i paradoksalnie
        w tej chwili są to niestety dzieci, które chyba głośniej potrafią
        zamanifestować swoje prawdziwe pragnienia: nie i już, następnym razem)
    • patcof Re: Jak zorganizować wizyty Tatusia 02.06.04, 23:23
      Cześć
      Właśnie niedawno wyszedł Tatuś.Położył Malutką do spania i chwilkę
      rozmawialiśmy. Dzięki Waszym radom ustaliłam pewne zasady. Być może za mało,
      ale na razie wydaje mi się że tak będzie lepiej. Nie chcę wyrzywać swojej
      złości na niego wykorzystując dzieci. One są z nim naprawdę bardzo związane i
      nie mam do jego tatusiowania nic do zarzucenia.

      Jak rozmawiam z nim o przyszłości to zapewnia że dzieciaki są jego całym życiem
      i że nigdy ich nie zawiedzie. Ja naprawdę chcę w to wierzyć, dlatego pozwolę na
      to żeby każdą wolną chwilę spędzali razem. Przy okazji ja mam więcej czasu dla
      siebie. Dodam, że tatuś pracuje w systemie zmianowym więc dzieciaki tak
      naprawdę nawet nie odczuwają że to są wizyty a nie że tatuś z nami nie
      mieszka.Tatuś zawsze dużo pracował do tego kochanka i czasu dla dzieci było
      niewiele. Teraz gdy z nami nie mieszka jakoś tym czasem lepiej zarządza i mimo
      iż w sumie ma kawwałek do nas stara się i więcej czasu ma dla nich.

      Pozdrawiam i przesyłam buziaki. Pati
      • cheddar Re: Jak zorganizować wizyty Tatusia 02.06.04, 23:49
        Myślę, że dla zaspokojenia wzmiankowanych potrzeb dziecka dobrze jest nie
        zachowywać się tak jakby nic się nie stało. To jest takie przeciąganie agonii i
        dzieci kiedyś będą musiały jednak stawić czoła prawdzie, że rodzice nie są
        razem. Teraz, gdy są małe, lepiej oswoją się z sytuacją "rozdzielności", niż
        gdy wejdą w wiek lepszego rozumienia rzeczy i wtedy po raz drugi poczują się
        porzucone. Wtedy, gdy już własnym rozumkiem będą w stanie pojąć, co to znaczy,
        że rodzice nie są razem, przeżyją to ponownie i wtedy naprawdę boleśnie. Jeżeli
        już teraz przyzwyczai się je do myśli, że mama i tata nie są razem, na pewno
        będzie im w przyszłości z tym łatwiej (jeżeli można użyć tutaj tego słowa).
        I naprawdę uczucia nawet najlepszego taty mogą być brane tylko do pewnego
        momentu. Ważniejsze jest to, aby dziecko ten szok, który ma przeżyć, przeżyło
        raz i jak najmniej boleśnie. Przeciąganie sytuacji może doprowadzić do ich
        rozczarowania, do pytań "dlaczego do cholery nie możecie być razem skoro
        wszystko jest OK?"
        • chalsia Re: Jak zorganizować wizyty Tatusia 03.06.04, 00:07
          absolutnie zagdzam się z Cheddar.

          Chalsia
          • patcof Re: Jak zorganizować wizyty Tatusia 03.06.04, 00:24
            To nie jest tak, że kamilka nie wie, że nie jesteśmy razem. Staraliśmy się jej
            wytłumaczyć, że nie możemy mieszkać razem żeby się nie denerwować. Wie, że
            tatuś teraz mieszka gdzieś indziej i przyjeżdźa do niej w każdej wolnej chwili.
            Tylko jak wychodzi to mówimy że idzie do pracy, bo zawsze tak mówiliśmy i nie
            ma płaczu i zgrzytania zębów.
            P.
        • tata_malolata Re: Jak zorganizować wizyty Tatusia 03.06.04, 11:09
          cheddar napisała:
          > ...to jest takie przeciąganie agonii ...
          -------------------
          Czyżby "eutanazja" była lepsza?

          > Ważniejsze jest to, aby dziecko ten szok, który ma przeżyć, przeżyło
          > raz i jak najmniej boleśnie.
          -------------------
          Ja nie rozumiem jak można traktować dziecko w ten sposób. Jak można wogóle
          dopuszczać myśl o tym, że dziecko można poddać jakiemukolwiek szokowi!!!!
          Ale cóż - każdy jest kowalem własnego losu i decyduje jak wychowywać własne
          dzieci. Osobiście uważam, że dzieciom pewnych rzeczy się nie mówi, nie wszystko
          muszą wiedzieć, trzeba je ochronić jak najdłużej przed wiedzą jak "niewesołe"
          jest czasami życie. Niech mają pewną nieświadomość problemów życia dorosłego bo
          dzieki temu będą miały weselsze dzieciństwo, marzenia...

          W tej dyskusji jestem bliżej Pati, gdy mówi ona o stopniowym układaniu pewnych
          relacji i traktowaniu ich by były w miarę naturalne i łagodne.



          P.S. Myślę poza tym że czasem, gdy opadną złe emocje, gdy ludzie zrozumieją co
          było błedem, że da się wiele wybaczyć, niewykluczony jest jeszcze "powrót".


          • mamaniuni Re: Jak zorganizować wizyty Tatusia 03.06.04, 22:31
            Wiesz tato małolata czytam czasem Twoje posty i czegoś nie rozumiem. W swoich
            wypowiedziach jesteś bardziej papieski od Papieża.
            Jak taki ideał jak Ty mógł nie stanąć na wysokości zadania. Jak to się stało,
            że Twoja żona nie chciała być z Tobą. Przecież wszystko wiesz najlepiej.
            A może to tak, że uważasz, że Twoja żona powinna znieść wszystko dla dobra
            rodziny.(wyświechtany frazes)
            Może tego nie wiesz, ale dzieci są mądrzejsze niż nam się wydaje. Widzą fałsz i
            obłudę. Zachowywanie pozorów uspokaja tylko rodziców, którzy mają nieczyste
            sumienia.
            Możesz się oburzać, ale mój (mam nadzieję wkrótce były) mąż pochodzi z takiej
            rodziny. Emocjonalny kaleka.
            To, że jego rodzice niby zachowywali pozory i udawali małżeństwo wyrządziło mu
            wielką krzywdę. Nie rozumie czym jest małżeństwo. Wydaje mu się, że to ludzie,
            którzy mają wspólne dziecko i razem mieszkają.

            Czy to nie jest czasem tak, że nie potrafisz sobie ułożyć życia i koniecznie
            chcesz w jak największym stopniu kontrolować swoją żonę?

            Wiem, że wywołam tym pytaniem burzę i odsądzisz mnie jako pierwszy od czci i
            wiary, ale i tak to zrobię.
            Pytanie:
            Co jest lepsze dla dziecka:
            1. Rozstanie gdy dziecko jest malutkie i może nie pamiętać ojca? Nowa rodzina
            bez biologicznego ojca (z nowym tatą lub tylko z mamą), ale zapewniajaca
            stabilizację emocjonalną, dająca dziecku dom bez awantur, spokojny sen i miłość?
            Czy utrzymywanie kontaktów z ojcem w takiej sytuacji jest korzystne dla dziecka
            czy nie?
            • cheddar Re: Jak zorganizować wizyty Tatusia 03.06.04, 22:41
              Otóż to.
              Tato-małolata jeżeli pytasz mnie o zdanie w kwesti eutanazji w ogóle, to
              odpowiadam tak.

              A jeżeli chodzi o sytuację to przytoczę Ci scenkę, którą ja ostatnio przeżyłam
              i która wstrząsnęła (i trzęsie, cholera) mną okrutnie.
              Otóż podczas ostatniej wizyty tatusia u nas (tatuś dojeżdza i nocuje), które
              niestety przebiegają w sposób zbyt dalece rodzinny (po prostu nie umiem
              powiedzieć "przyjechałeś w odwiedziny do dzieciaka to się nią sam zajmuj),
              nasza mała, dwuletnia córeczka, będąc na rękach u ojca, złapała jedną rączką za
              szyję jego, drugą za stojącą obok mnie i zaczęła nas do siebie przyciągać,
              jakby chciała, żebyśmy się pocałowali, przytulili. Serce mi się ścisnęło, bo
              jest to tak dalece niemożliwe, a ona, w tym swoim dwuletnim rozumku taka
              mądrutka.
              A jest to efekt li i jedynie tego, że właśnie podczas wizyt tatusia pozwalałam
              mu się traktować lekko zbyt przyjacielsko. Przytulał mnie, całował. Nie
              chciałam robić scen, uważałam, że taka miła atmosfera. On jednak się nie
              zmienił od czasu kiedy go zostawiłam i ponownie daje odczuć jakim jest draniem.
              Dlatego już nie umiem go traktować "czule". A mała tego nie rozumie, mała
              potrzebuje widoku naszej miłości. I dopóki jej od niej nieodzwyczaimy, dopóty
              będzie cierpiała za każdym razem, gdy wyczuje nasz nagły chłód. Ja wiem, że to
              jest trudne do przeprowadzenia.
              Z przeproszeniem świętojebliwy (bo tu zgadzam się z przedmówczynią w kwestii
              papieża) tata-małolata mnie spali na stosie, ale tę akcję porównam do depilacji
              nóg. Raz a dobrze. Po włosku to ból okrutny, a do tego nie ma końca.
              • tata_malolata Re: Jak zorganizować wizyty Tatusia 04.06.04, 10:37
                cheddar napisała:
                > Otóż to. Tato-małolata jeżeli pytasz mnie o zdanie w kwesti eutanazji w
                > ogóle, to odpowiadam tak.
                > Z przeproszeniem świętojebliwy (bo tu zgadzam się z przedmówczynią w kwestii
                > papieża) tata-małolata mnie spali na stosie, ale tę akcję porównam do
                > depilacji nóg. Raz a dobrze. Po włosku to ból okrutny, a do tego nie ma końca.
                -------------------
                To jesteś królewno z innej bajki.
                Baw się dobrze.
                • cheddar Re: Jak zorganizować wizyty Tatusia 04.06.04, 23:49
                  Nosz kurna, nieźle się bawię! Za każdym razem, gdy widzę, że moje dziecko
                  cierpi.

                  Matko Tereso, jak ja się kurcze tej Twojej babie nie dziwię w kwestii
                  przyjemności spotkań z Tobą.

                  Komentarz "baw się dobrze" źle mi się kojarzy, z takim jednym, co mi to zbyt
                  często mówił, zostawiając moje dziecko samo. Naprawdę, brawa za elokwencję i
                  wyczucie. Opiszę Ci, gdy następny raz będę się dobrze bawić, widząc jak moje
                  dziecko cierpi, pragnąc tego, co niemożliwe.

            • tata_malolata Re: Jak zorganizować wizyty Tatusia 04.06.04, 10:33
              mamaniuni napisała:
              > Jak taki ideał jak Ty ...
              --------------------
              Nie ideał - ja nie czuję się niewinny, wiem, że czegoś nie zauważałem lub nie
              chciałem zauważać, wiem, że bagatelizowałem, wiem, że się w końcu złościłem,
              powiedziałem wiele niemądrych słów. W tym nie chciałem ustąpić, w tamtym jej
              nakrzyczałem... Do dziś nie wiem, "co by było gdyby było" i "gdybym wiedział to
              co wiem". Czy potrafiłbym - wiedząc do czego może dojść - zrobić COŚ?
              Zresztą "spowiadałem" się już trochę kiedyś na tym forum. Ale jak sobie życzysz
              mogę powtórzyć.


              > Zachowywanie pozorów uspokaja tylko rodziców, którzy mają nieczyste
              > sumienia.Możesz się oburzać, ale mój (mam nadzieję wkrótce były)
              > mąż pochodzi z takiej rodziny. Emocjonalny kaleka.
              > To, że jego rodzice niby zachowywali pozory i udawali małżeństwo wyrządziło mu
              > wielką krzywdę. Nie rozumie czym jest małżeństwo.
              --------------------
              Oczywiście - ON jest kaleki, ON nie rozumie. Dobrze, gdy tak łatwo przychodzi i
              wytłumaczenie i samousprawiedliwienie. Jednak gdy źle się dzieje w małżeństwie
              bywa, że nie tylko jedna strona jest winna...


              > Czy to nie jest czasem tak, że nie potrafisz sobie ułożyć życia
              ----------------------
              Dziwne było to, że wszystko było "ułożone" - kilkanaście lat razem, emocje,
              miłość, skończyliśmy studia i mieliśmy niezłą pracę, udało się mieć własny kąt,
              wyremontowaliśmy, pobraliśmy się, zamieszkaliśmy razem, urodził się nasz syn.
              Aż tu nagle trach! Dla mnie nagle - w niej chyba to narastało (tak to dziś
              dostrzegam). Znudzenie, zniecierpliwienie. Czym? Monotonią obowiązków,
              ograniczeniem swobód, brakiem czasu, spadkiem stopy życiowej (poza tym, że była
              nas już trójka, akurat zaczęła się dekoninktura i trochę mniej grosza było na
              przyjemności). Tak - nie było juz tak "różowo".


              > ...i koniecznie chcesz w jak największym stopniu kontrolować swoją żonę?
              --------------------
              Ciekawa jest "obsesja" - zarówno kobiet jak i mężczyzn (bo znam przecież opinie
              wielu moich kolegów, którzy czują się jak "na smyczy")- na punkcie
              kontrolowania, ograniczania. A przecież decydując się na mażeństwo i dzieci,
              decydujemy się na to, że CZASEM TRZEBA będzie zrezygnować z rzeczy błahych jak
              wyjśce na piłkę, czasem trzeba zrezygnować ze zobowiazań towarzyskich, czasem
              powiedzieć trudno i odłożyć plany zawodowe.



              > Co jest lepsze dla dziecka:
              > 1. Rozstanie gdy dziecko jest malutkie i może nie pamiętać ojca?
              ----------------------------
              A może powierzenie opieki ojcu gdy jest malutkie i może nie pamiętać matki?
              Wiesz - prowokuję specjalnie - bo złości mnie ZAWSZE przekonanie kobiet o ich
              nadrzędności w procesie wychowania dziecka i przekonanie o przydatności (a nie
              konieczności) ojca w tymże procesie.
              Ale do rzeczy - dopuki nie mamy do czynienie z alkoholikiem, zboczeńcem,
              brutalem, sadystą etc. nie widzę powodu by ktokolwiek miał prawo do "wymazania"
              tatusia dziecku.


              > Czy utrzymywanie kontaktów z ojcem w takiej sytuacji jest korzystne
              > dla dziecka czy nie?
              -----------------------------
              Dziecko potrzebuje miłości i samo potrzebuje kochać. Potrzebuje kochać swą mamę
              i swego tatę - jacy by oni nie byli. Czy mama jest piękna czy nie - dla
              dziecka zawsze będzie najładniejsza. Czy ojciec jest mądry czy nie - będzie dla
              dziecka najmądrzejszy. czy bedzie go widział co kilka dni czy co tydzień -
              trudno. To źle, że nie jest jak powinno być. Ale zawsze to coś co daje dziecku
              poczucie, że ma "własnego tatusia".











              • pelaga Re: Jak zorganizować wizyty Tatusia 04.06.04, 11:07
                tata_malolata napisał:

                > Ale do rzeczy - dopóki nie mamy do czynienie z alkoholikiem, zboczeńcem,
                > brutalem, sadystą etc. nie widzę powodu by ktokolwiek miał prawo
                > do "wymazania" tatusia dziecku.

                A sam "tatus" ma do tego prawo????????????

                > czy bedzie go widział co kilka dni czy co tydzień -
                > trudno.

                Acha trudno... Powiedz to moejmu dziecku sad(( TRUDNO!!!
                A slyszales kiedys o tym, ze nie w kazdym przypadku nieregularne wizyty sa
                lepsze niz ich zupelny brak???


                I tu potwierdza sie, ze wiekszosc mezczyzn nie ma zielonego pojecia o uczuciach
                dziecka, stad (moje przynajmniej) przekonanie, ze matki spelniaja jednak
                wazniejsza role w procesie wychowania dziecka.
                • tata_malolata Re: Jak zorganizować wizyty Tatusia 04.06.04, 15:19
                  pelaga napisała:
                  > tata malolata napisał: .... by ktokolwiek miał prawo do "wymazania" tatusia
                  dziecku....
                  > pelaga napisała: A sam "tatus" ma do tego prawo ????????????
                  ----------------------
                  Uważam, że nie ma prawa nawet sam się wymazać.
                  W tej kwestii jestem dogmatyczny. Masz dziecko - masz OBOWIĄZEK. Masz wyrzec
                  się tego lub tamtego bo teraz już nie zyjesz na własne konto.
                  Ale to tylko moje subiektywne - będące w głebokim poważaniu niektórych - zdanie.



                  pelaga napisała:
                  > tata_malolata napisał: czy bedzie go widział co kilka dni czy co tydzień -
                  trudno.
                  > pelaga napisała: Acha trudno... Powiedz to moejmu dziecku sad(( TRUDNO!!!
                  -------------------------------
                  No masz! Wyciągasz fragment mojej wypowiedzi i robisz ze mnie niewiadomoco.
                  Cały ciąg logiczny brzmiał: "Czy bedzie go widział co kilka dni czy co tydzień -
                  trudno. To źle, że nie jest jak powinno być."
                  Gdy piszę, że "nie jest jak powinno być" mam na myśli to, że :
                  1) po pierwsze najlepiejby było gdyby rodzina była nie rozbita - by był dom,
                  tata, mama
                  2) jeśli to się nie uda - niechby chociaż rodzice byli NA CODZIEŃ dla dziecka.
                  3) a gdy i to jest niemożliwe - niechaj ten tata będzie jak najwięcej, jak
                  najbliżej - nie dla własnej przyjemności ojca a dla poczucia namiastki
                  normalności dla dzieci.

                  Słowo TRUDNO - jest słowem określającym pewną bezsilność wobec postaw dla mnie
                  niezrozumiałych (np. u niektórych kobiet - izolacja dzieci od ojców, u
                  niektórych mężczyzn - brak odpowiedzialności rodzicielskiej), na które nie ma
                  sposobu. Żadna argumentacja, żadna siła, żaden sąd nie zmusi nikogo do bycia
                  dobrym, mądrym, kochającym, wyrozumiałym, ugodowym - jak kto nie chce...



                  > tu potwierdza sie, ze wiekszosc mezczyzn nie ma zielonego pojecia o uczuciach
                  > dziecka, stad (moje przynajmniej) przekonanie, ze matki spelniaja jednak
                  > wazniejsza role w procesie wychowania dziecka.
                  ----------------------------
                  Jeśli na podstawie słowa NAWET i wybiórczego czytania mojej wypowiedzi, bądź
                  jej niezrozumienia dochodzisz to tak GENERELNEGO wniosku to chyba raczej mamy
                  do czynienia z emocjami.











                  • kkokos zabawa logiczna 04.06.04, 16:07
                    wyobraźmy to sobie tak:
                    normą jest to, że dziecko po rozwodzie zostaje z ojcem. matki mają prawo do
                    odwiedzin, niektóre żyją sobie radośnie i o dziecku z czasem zapominają,
                    niektóre sumiennie codziennie od 17 do 19 przychodzą do swego byłego małżonka i
                    bawią się z dzieckiem, czasem się męcząc i zasypiając na kanapie. Jak na to
                    reaguje przeciętny mężczyzna? Ano zaczyna się burzyć i mówi, że rozstanie to
                    rozstanie i on ma dosyć ciągłej obecności kobiety, która go jakiś czas temu
                    zdradziła z najlepszym kumplem/opuściła/oszukała i okradła z jego kawalerskiego
                    dorobku/nawyzywała od najgorszych/potraktowała jak szmatę itd. Wczuj się w jego
                    rolę przez sekundę, tato-małolata, i pomyśl, czy naprawdę facet jest zbyt
                    wymagający??
                    Mam wrażenie, tato-małolata, że czujesz się facetem z misją. Twoją misją jest
                    oświecenie wszystkich kobiet - rozbitych, przerażonych, nieszczęśliwych,
                    nieumiejących poradzić sobie z nowymi warunkami tak materialnie, jak
                    psychicznie, złamanych, z poczuciem bezradności wobec świata, z gigantycznie
                    zaniżoną samooceną - że ich głównym (by nie rzec podstawowym) problemem jest po
                    rozstaniu WALKA O SAMOPOCZUCIE OJCA W ROLI OJCA.
                    Nie, to nie jest ich (nasz) główny problem. To w ogóle nie jest nasz problem!!
                    Pozwól nam zająć się swoim życiem, w którym miejsce dziecka będzie na pewno
                    ważniejsze niż w życiu ich ojca (tak, tak, są wyjątki, nie o tym mówimy). Twoje
                    światłe rady być może przydadzą się (niektórym, oczywiście!) macochom, tak
                    szczęśliwym z powodu nieutrzymywaniu przez ich mężów kontaktu z dziećmi z
                    pierwszego małżeństwa.
                    Jesteś zwyczajnie przemądrzały i tyle...
              • vialle Re: Jak zorganizować wizyty Tatusia 14.07.04, 16:31
                czytam te Twoje posty tato-malolata i strasz nie sie denerwuje. Nie wiem czy to
                Ty mnie tak irytujesz czy dostaje czerwonej mgly przed oczami przez przerazliwe
                podobienstwo niektorych Twoich sadow do sadow wydawanych przez ojca mojego
                synka. Morze komunalow bez pokrycia w dzialaniu w jego wypadku. Nie umiem w tej
                chwili ocenic Twoich wypowiedzi bez emocji, wiec ich nie oceniam ani nie
                odnosze sie do nich wprost. Napisze tylko pewna rzecz - rozstalismy sie z ojcem
                mojego syna z mojej woli, nie bede z czlowiekiem ktorego nie kocham (teraz juz
                nawet nie szanuje). On caly czas oplata jaki to syn jest najwazniejszy na
                swiecie. Ale nie przeszkadza mu to jednoczenie nienawidzic (to jego slowa)
                mojego nowego partnera, ktory naszego syna otacza wielkim cieplem, nie
                przeszkadza mu to atakowac go w obecnosci dziecka (z synem na rekach) oraz
                robic co w jego mocy aby zaklocic miedzy nimi relacje. I wpychac sie nadal w
                moje zycie, w ktorym nie ma dla niego miejsca, ignorujac zmiane jaka zaszla,
                moje decyzje i ich konsekwencje. Usuniecie sie ojca na rozsadny dystans jest
                konieczne aby powstal czas i przestrzen dla nowej, tworzacej sie rodziny.
                Tatusiowie powinni byc na tyle dojrzali i odpowiedzialni aby umiec zrozumiec co
                jest lepsze dla ich dziecka - to ze bedzie zylo w pelnej kochajacej sie i jego
                rodzinie z innym "tata" (nie nazywanym tata bo to moze byc zarezerwowane)
                zachowujnac kontakt z biologicznym ojcem (nikt mu tego kontaktu nie odbiera,
                chce tylko zmniejszenia jego intensywnosci i zwiekszenia dysatansu) - czy ze
                bedzie zylo z samotna mamusia frustratka. Tatus na pewno czuje sie lepiej gdy
                matka pozostanie sama i nie ulozy sobie zycia - nikt mu nie wchodzi na
                terytorium ktore "obsikal" - tylko do cholery dla dziecka to jest gorsze. W
                moim przypadku tu niestety okazuje sie ze tatus jest sam dla siebie jednak
                wazniejszy niz dziecko. I nie chce mu sie starac. A komunalow na temat dobra
                dziecka ma pelne usta.
                • virtual_moth Re: Jak zorganizować wizyty Tatusia 14.07.04, 16:58
                  Vialle, mnie czerwona mgła przysłoniła widok, gdy przeczytałam Twój postwink

                  Nie rozumiem jak możesz uważać, że po poznaniu przez Ciebie nowego partnera
                  masz prawo żądać "usunięcia się ojca na konieczny dystans", "zmniejszenia
                  intensywności spotkań" - dla mnie to jakiś totalne nieporozumienie.

                  Ja uważam, ze Twój partner nie ma prawa zastępować roli biologicznego ojca,
                  jeśli ten żyje i chce kontaktów z dzieckiem. Te kontakty powinny być takie same
                  jak przed poznaniem przez Ciebie nowego partnera. To mi pachnie
                  postawą: "znalazłam nowego, lepszego tatusia dla dziecka".
                  Oczywiście karygodna jest postawa Twojego ojca, który w obecności dziecka kłóci
                  się z Twoim partnerem. Wiele jednak ona mówi o całej tej sytuacji, w jakiej się
                  znalazłuncertain

                  Uważam, ze najlepsze dla dziecka jest to, aby miało jak najczęstszy kontakt z
                  biologicznym ojcem. Jest to klasyczna sytuacja wyboru mniejszego zła: tym
                  mniejszym złem jest sfrustrowana częstym widokiem exa matka.

                  Pozdrawiam
                  • vialle Re: Jak zorganizować wizyty Tatusia 14.07.04, 18:43
                    uproscilas. Nie chodzi o knucie jak usunac biologicznego ojca z zycia dziecka
                    tylko o to jak pomoc dziecku znalezc sie w nowej rodzinie - z nowym opiekunem.
                    Zwlaszcza w sytuacji kiedy ojciec otwarcie okazuje wrogosc i zachpwuje sie
                    agresywnie i na prosby podejscia mniej emocjonalnego odpowiada ze "wie ze zle
                    robi ale nie radzi sobie z tym i juz". Nieuchronnie bedzie dalej od dziecka niz
                    nowy opiekun - w koncu to nie on bedzie mieszkal z dzieckiem pod jednym dachem!
                    I co to znaczy ze kontakty ojca z dzieckiem powinny byc takie same? Takie same
                    jak co? Jak przed naszym rozstaniem? Moj partner ma wychodzic z mieszkania
                    kiedy wparowuje do niego - niezaproszony i niezapowiedziany (w erze tel
                    komorkowych!) tatus? Tatus ktory nie umie mu odpowiedzic na uprzejme dobry
                    wieczor? Co to znaczy "najczestszy" kontakt z biologicznym ojcem? Co wieczor?
                    Jak to mialoby wygladac? Moj ex widuje dziecko 2 razy w tygodniu i przez jeden
                    caly weekend w miesiacu. To malo? A alimentow nie placi i przez pol roku unikal
                    tematu jak ognia, troskliwy tatus.
                    Cholera, ponioslo mnie - dzisiaj odkrylam jego posty na tym forum i zobaczylam
                    jak ludzie krytykuja "glupia babe ktorej nalezy zabrac dziecko" i chwala jaki
                    on dobry i troskliwy i jakie ma glebokie przemyslenia i jak dobrze chce. I mnie
                    zemdlilo.
                  • chalsia Re: Jak zorganizować wizyty Tatusia 15.07.04, 01:12
                    > Uważam, ze najlepsze dla dziecka jest to, aby miało jak najczęstszy kontakt z
                    > biologicznym ojcem. Jest to klasyczna sytuacja wyboru mniejszego zła: tym
                    > mniejszym złem jest sfrustrowana częstym widokiem exa matka.

                    To zależy od tego, jak się ojciec zachowuje w domu matki, zwłaszcza jak dziecko
                    jest małe.
                    Jeśli jego zachowanie to okazywanie matce braku szacunku, udawanie, że się jej
                    nie słyszy, najlepiej by jej w czasie jego wizyt nie było, nie odpowiadanie
                    na "dzień dobry", podnoszenie głosu przy dziecku do matki, bo mu się nie podoba
                    (do czego ma prawo) jak matka z dzieckiem postępuje, etc, TO SIE Z TOBĄ VIRTUAL
                    NIE ZGODZĘ w tym punkcie.

                    Pozdrawiam,
                    Chalsia
                    • virtual_moth Re: Jak zorganizować wizyty Tatusia 16.07.04, 16:21
                      chalsia napisała:

                      > To zależy od tego, jak się ojciec zachowuje w domu matki, zwłaszcza jak
                      dziecko
                      >
                      > jest małe.
                      > Jeśli jego zachowanie to okazywanie matce braku szacunku, udawanie, że się
                      jej
                      > nie słyszy, najlepiej by jej w czasie jego wizyt nie było, nie odpowiadanie
                      > na "dzień dobry", podnoszenie głosu przy dziecku do matki, bo mu się nie
                      podoba
                      >
                      > (do czego ma prawo) jak matka z dzieckiem postępuje, etc, TO SIE Z TOBĄ
                      VIRTUAL
                      >
                      > NIE ZGODZĘ w tym punkcie.

                      Chalsiu, nie musisz capsować tego oczywistego faktu, w końcu prawie zawsze się
                      ze mną nie zgadzasz i jest to oczywistewink
                      Zasadnieczo jednak to nie wiem z czym się nie zgadzasz. Czy napisałam, że matka
                      ma obowiązek tolerować chamskie zachowanie ojca dziecka w jego obecności? Nie.
                      czy powinna dać mu jednak szlaban na uczestniczenie w życiu dziecka, bo jej nie
                      szanuje? Nie.
                      A co powinna zrobić to ja nie wiem, bo sama jestem w podobnej sytuacji. Póki co
                      planuję poważną gadkę z exem w najbliższy weekend.

                      Pozdrawiam
                      • vialle Re: Jak zorganizować wizyty Tatusia 16.07.04, 16:52
                        jasne ze nie chodzi o to zeby stosowac infantylna metode odwetow - za kare ze
                        nie postepujesz tak jak ja chce uniemozliwie Ci kontakt z dzieckiem. Tyle, ze
                        tak trudno jest ustalic jakies reguly, na cos sie zgodzic! Nie uwierzylabys ile
                        ja juz tyle razy o tym rozmawialam, ile poswiecilam inicjatywy, energii i
                        czasu... A najbardziej mnie wkurza to, ze w rozmowach ex sie zgadza ze mna ze
                        zle postepuje - ale potem ni cholery nie zmienia swojego postepowania!!! On
                        przyznaje otwarcie, explicit, w rozmowie ze sie zgadza ze mna, ze to czy tamto
                        zrobil bez sensu, ze rozne jego zachowania sa niszczace i krzywdza naszego
                        syna! Tylko co z tego skoro:
                        1) nawet jesli sie zgadza na jakies zasady to potem je lamie i kiedy mu to
                        wskazuje to dowiaduje sie ze "czepiam sie bo ciagle nie spelnia moich pier***
                        oczekiwan" - i musze znowu tlumaczyc ze skoro sie zgodzil na nie to to nie
                        sa "moje pier*** oczekiwania" tylko nasze wspolne zasady i reguly gry i jako
                        takie powinien je uszanowac
                        2) nieodmiennie docieramy w rozmowie do punktu kiedy on mowi "myslisz ze ja nie
                        wiem ze to zle? Ale ja sobie z tym k*** po prostu nie radze". I w tym momencie
                        to ja wychodze z siebie bo co mam zrobic - glaskac go po glowie i ulatwiac mu
                        rozwiazywanie jego problemow emocjonalnych metoda moich ciaglych ustepstw i
                        glaskania go po glowie? Robilam to przez blisko 5 lat! I przez to glownie ze
                        musialam to robic a on sie nie zmienial ani na jote - przestalam chciec z nim
                        byc. Zreszta ta metoda do niczego nie prowadzi.
                        Ja po prostu nie wierze ze jest sens sie z nim w jakikolwiek sposob umawiac,
                        cos ustalac - bo on tego pozniej i tak nie respektuje i postepuje emocjonalnie.
                        A ja musze byc opanowana i madra i odpowiedzialna. On nie musi - za cale
                        wyjasnienie wystacza "ze sobie nie radzi emocjonalnie". Przy czym ciagle
                        opowiada na prawo i lewo jak sie stara, jak nad soba pracuje, jakie ma glebokie
                        przemyslenia etc. Jestem tym wszystkim strasznie zmeczona i zniechecona.
                  • tata_malolata Re: Jak zorganizować wizyty Tatusia 16.07.04, 08:51
                    virtual_moth - dziekuje, z ust mi to wyjęłaś.

                    A dla Vialle zabawa w "imaginację":

                    - wyobraź sobie, że żyjesz w innym kraju, takim w którym w przypadku rozpadu
                    rodziny opiekę nad dzieckiem powierza się ojcu.

                    - pewnego dnia mężowi znudziło się, następuje rozstanie i Ty - niechciana żona
                    zostajesz "wymeldowana" z rodziny, dostajesz "widzenia" dajmy na to raz w
                    tygodniu.

                    - niebawem on znajduje sobie (a może już miał "w zanadrzu")nową kochankę i
                    stwierdza - zmieniam mamusię dziecku i chciałbym by tzw. biologiczna odsunęła
                    się na konieczny dystans bo przecież ta nowa jest taaaaka opiekuńcza

                    Pytanie: JAK TAM CZERWONA MGŁA ???
                    • vialle Re: Jak zorganizować wizyty Tatusia 16.07.04, 10:54
                      1. przeczytaj uwaznie moje wszystkie posty w tym watku
                      2. zwykle we wszystkich krajach opieke powierza sie matce i Ty tak samo dobrze
                      jak ja wiesz dlaczego tak sie dzieje i dlaczego to ma sens.
                      3. wzmianka "mezowi sie znudzilo" jest zupelnie nie na miejscu i jesli mial
                      stanowic jakas sugestie czy analogie to jest ona calkowicie chybiona, za to
                      ladnie podbija emocje
                      4. "nowa kochanka ktora byla w zanadrzu" - patrz wyzej. Nic nie wnosi, zadna
                      analogia, a w bebenek emocji uderza slicznie
                      5. byly partner nie ma sie odsuwac dlatego ze nowy jest "lepszy" "bardziej
                      opiekunczy" czy w jakikolwiek sposob przewyzsza biologicznego ojca w
                      kompetencjach do zajmowania sie dzieckiem!
                      Juz pisalam, ze nie chodzi o podstepne wygryzienie kochajacego tatusia z zycia
                      dziecka, ktore mi sugerujesz. To, ze ojciec biologiczny jest dziecku potrzebny
                      i jesli tylko sam tego chce to powinien miec miejsce w zyciu dziecka nie ulega
                      dla mnie zadnej dyskusji. I mowie to z pelna odpowiedzialnoscia za slowa, a
                      przy tym praktyczna wiedza jak trudne to jest czasem w realnym zyciu - moje
                      relacje z ojcem mojego syna sa tak zle, ze gdyby to zalezalo ode mnie to bym
                      nigdy wiecej nie ogladala tego czlowieka i nie zamienila z nim slowa. Nawet
                      chyba szacunek juz nie zostal, o sympatii nie mowiac. Ale - choc mi sie to
                      wcale nie podoba - staram sie przelamywac swoja zlosc i zal i pretensje, zeby
                      te relacje byly mozliwe i jak najbardziej poprawne - na ile sie da. Idzie mi to
                      raz lepiej raz gorzej ale sie cholernie staram, az mi to bokiem czasem wychodzi.
                      Mowiac o odsunieciu sie mam na mysli to, ze w idealnym swiecie moze byloby tak,
                      ze kiedy dorosli sie rozstaja i dziecko zostaje z jednym z rodzicow, ktory
                      potem buduje nowy zwiazek - to wtedy w idealnym swiecie byly partner potrafi
                      dostrzec, ze to rozwiazanie ma plusy. Zwlaszcza jesli nowy partner rodzica
                      obdarza dziecko cieplymi uczuciami, dba o nie, autentycznie jest mu bliskie etc
                      etc. W idealnym swiecie byly partner nie bedzie pewnie skakal z radosci ze
                      zycie mu sie tak ulozylo, ale bedzie umial docenic, ze jego dziecko bedzie
                      mialo pelna rodzine, w ktorej sa dobre emocje miedzy rodzicami, w ktorej jest
                      kochane. I bedzie sie staral w tym znalezc - respektujac fakt ze powstala nowa
                      rodzina i odnoszac sie z szacunkiem do bylego partnera i do nexta. Z takim
                      samym szacunkiem byly partner i next powinni odnosic sie do ojca i dbac by
                      dziecko widzialo ze tata jest szanowany i ze jego miejsca i waznosci nikt nie
                      kwestionuje. Tak zeby dziecko nie musialo lawirowac pomiedzy doroslymi, ktorzy
                      sa dla niego wazni a okazuja sobie niechec jesli nie gorzej.
                      Ale to jest swiat idealny. Ile jest takich sytuacji w realu? W realu zwykle na
                      oczach dziecka odbywaja sie dantejskie sceny, a rodzice rozgrywaja swoje emocje
                      przy uzyciu dziecka. Zwlaszcza jak obserwuje Ci rodzice, ktorzy musieli odejsc,
                      sa samotni i rozgoryczeni i serdecznie zle zycza bylemu partnerowi, ktoremu
                      uklada sie cos w jego zyciu. Ilu z nas - doroslych ludzi - potrafi zapanowac
                      nad emocjami i nie stawiac naszych dzieci w sytuacji wyborow emocjonalnych,
                      ktorych nie umieja dokonac? Kiedy rzadza emocje okazuje sie, ze walka o czas
                      spedzany z dzieckiem nie jest walka w ktorej motywacja jest milosc do dziecka,
                      a w kazdym razie nie tylko ona - okazuje sie ze to walka "o moje prawa", o to
                      kto jest lepszym rodzicem, o niedopuszczenie do bliskosci miedzy dzieckiem a
                      nowym opiekunem. A szczegolnie irytujaca jest taka walka w wykonaniu rodzica,
                      ktory egzekwuje swoje prawa, starannie zapominajac o obowiazkach.
                      • mag_p Re: Jak zorganizować wizyty Tatusia 16.07.04, 11:20
                        Przeczytalam wszystkie Twoje wypowiedzi I.. wlasciwei z niczym sie nie zgadzam.
                        ( nie liczac wuypowiedzi Chalsi- tego doczego sie odnisla)
                        Razace i pwoeidzialaby jednoznaczne sa slowa :
                        "Usuniecie sie ojca na rozsadny dystans jest
                        konieczne aby powstal czas i przestrzen dla nowej, tworzacej sie rodziny.
                        " - to jakies kosmiczne niepororzumienie.
                        Potem pisze , ze ojcie powinie zrobic miejsce dla rozwijajcych sie uczuc
                        pomiedzy nastepnym opiekune..
                        Wiesz to nie tak. Nie ojciec powienie robic miejsce . To ze zalozylas nowa
                        rodzine -nie swiadczy ze dziecko bedzie sie wywchowywalo w pelnej rodzinie.
                        Pelan rodzina dla dziecka to ojciec i matak ktorzy sie kochaja- a to chyba juz
                        nie realne - teraz dziecko bedzie sie wychowywalo w rodzinie ktorej zobaczy ,
                        ze moze istniec dobry zwiazek dwojag ludzia- ale wybacz nie bedzie to pelna
                        rodzina...
                        Nie mozna tez wymaga aby Twoj ma- ziona szacunkiem i miloscia do Twego obecengo
                        partenra tylko dlatego, ze Ty stwierdzials , ze on bedzie dorbym opiekunem dla
                        dziecka- On tego nie stweirdzil...
                        Powroce jeszcze od tego odsuniecia i robienia przestrzeni.. Wiesz to niebywale-
                        ja nawet nie wiem jak napisac co czuje jak to czytam-pelna oburzenie-
                        wstrzasnieta.. itd,...
                        Ojciec nie jest Twoim mezem- ale nigdzie nie napisal , ze chce zerzygnowac z
                        ojcowstaw.
                        I jakis szacunek dla jego uczuc...i praw.
                        Mag
                        • vialle Re: Jak zorganizować wizyty Tatusia 16.07.04, 11:41
                          Mag,
                          szacunek dla uczuc i praw ojca jak najbardziej! Dlatego nadal ze soba
                          rozmawiamy, dlatego nie poszlam dotad do sadu po agresywnych wyskokach ojca
                          wobec mojego nowego partnera majacych miejsce na oczach dziecka tylko staram
                          sie to rozwiazywac polubownie, z szacunkiem a nie silowo, dlatego poswiecam juz
                          po raz nie wiem ktory pol nocy tlumaczac exowi, ze jesli inne argumenty do
                          niego nie przemawiaja, ze jesli nie martwi go stres jego syna to przynajmniej
                          niech pomysli ze to dla niego samego jest niedobrze ze syn oglada go w roli
                          agresora. Dlatego ojciec widuje sie z dzieckiem dwa razy w tygodniu i spedza z
                          nim jeden weekend w miesiacu. To jest dla mnie odsuniecie! Ze nie spedza sie z
                          dzieckiem kazdego wieczoru, ze sie nie wlazi do mojego domu w czasie dnia nie
                          informujac mnie o tym, ze kiedy wchodzi sie do mojego domu w ktorym jestem ja i
                          dziecko i moj nowy partner to sie zachowuje klase na tyle zeby odpowiedziec na
                          dobry wieczor a nie startuje sie z lapami do nexta! Szacunek dla praw i emocji?
                          Bardzo prosze - zawsze kiedy mowie z synem o tacie - mowie z pelnym szacunkiem,
                          o tym ze tata go kocha i ze przyjezdza i sie z nim bawi i zabiera go w rozne
                          miejsca i ze ma swietne pomysly na wspolnie spedzany czas i ze tata jest fajny
                          i dba o synka etc etc. Zawsze to robie! I moj partner takze! Bo nalezy sie
                          szacunek dla praw i uczuc. Tylko dlaczego uwazasz ze ten szacunek obowiazuje
                          tylko mnie? Dlaczego ojciec nie potrafi postepowac tak samo wobec mnie i nexta
                          kiedy rozmawia z dzieckiem?
                          Zadziwilas mnie komentarzem, ze pelna rodzina to tylko matka i ojciec ktorzy
                          sie kochaja. To znaczy tylko biologiczni rodzice? To znaczy ze dziecko
                          adoptowane kiedy ma miesiac przez obcych ludzi nie wychowuje sie w pelnej
                          rodzinie? To znaczy ze dziecko rosnace w rodzinie z mama i nowym opiekunem nie
                          ma miec wiezi z tym czlowiekiem? Wychowywal je bedzie tata (na odleglosc i
                          zionacy nienawiscia) oraz mama? A nowy partner matki nie ma zadnej roli ani
                          miejsca - jego zadanie to nie wejsc w parade ojcu? To jakies nieporozumienie!

                          Nie oczekuje zeby ex palal miloscia do nexta. Oczekuje ze nauczy sie
                          odpowiadania na jego "dobry wieczor" zwlaszcza kiedy wchodzi do mojego domu i
                          patrzy na niego syn.

                          Gdybys Ty sie rozstala ze swoim mezem a on chcial utrzymywac pelny kontakt z
                          dzieckiem (najlepiej co dzien i w kazdy weekend) to co? Okazalabys szacunek dla
                          jego praw i emocji i co dzien oddawala mu dziecko i widywala je sama raz w
                          miesiacu? Oddalabys je w ogole ojcu zeby okazac ze szanujesz jego emocje i
                          pragnienie kontaktu z dzieckiem? Gdzie jest granica?
                          • mag_p Re: Jak zorganizować wizyty Tatusia 16.07.04, 11:52
                            Porownywanie tu sytuacji dziecka z domu dziecka -nie ma sie nijak..
                            Bo Twoje dziecko MA OJCA i nkt nie musi mu go zastepwoac. A zeby rodzina byla
                            pelna - patrzac z pozycji dziecka - to rodzina to dziecko i mataka i ojciec.
                            Niestesty nasze dzieci juz takiej rodziny nie doswiadcza, ale moze zlozyc sie
                            szczeliwoe i zobacza ze isyteniej dobre zwiazki dzieki takiemu jak zalozylas
                            Ty. Gdy matak badz ojciec zaloza druga ( udana) rodzine.
                            Wybacz ja nie twierdze ze powinhy sie wizyty odpbywac co wieczu, ale uzlas
                            sformulowan ktore jednak sa tak odbierane a nie inaczej. Jak widac nie tylko
                            przezemnie. Chcialam zapytac skoro nie chcez odsuwac ojca , jak pisala - to
                            ococ z tym odsunieciem i przestrzenia chodzi???
                            Po co to pisac?
                            Mysle, ze dajesz na pierwszy plan swoje marzenia i to jak chcesz to widziec.
                            Oczywisce ojciec nie powinie tak siezachowywac, ale Ty tego nie zmienisz.
                            Mozesz jedynie- NP nie porowkowac. Po co Twoj partenr ma byc przy przy
                            odwiedzinach / nie morzna tego zroganizowac tak, be ojciec dziecka powoli sie
                            przyzwyczajal.

                            Postawilas na swoja druga rodzine- to widac. Wiesz mimo tego wszystkiego co
                            napisalas- i z czym czasiowow sie zgadzam ( ustalenie spotkan, kultura w domu)
                            to wybacz ale czuje , ze na plan pierwszy wysuwaja sie marzenie o tej drugiej
                            rodzine i ta druga rodzina... a zapomninasz o dziecku i ojcu.
                            No nie wiem. Ale ja czuej dziwny nie smak. Bo jesli nie chcesz odsuwac - to
                            czemu piszesz , ze winie zrobic miejsce.. Zrobic to miejsce Komu i dlaczego???/

                            Pamietaj, on nie musi szanowac Twojeg partenre.

                            Mag
                            • vialle Re: Jak zorganizować wizyty Tatusia 16.07.04, 12:26
                              Mag,
                              jesli ja wyjde za maz za czlowieka z ktorym teraz jestem i bedziemy razem przez
                              reszte zycia - to ojcu mojego syna nie uda sie nie zauwazyc tego faktu,
                              prawda? Nie uda sie zrobic tak, zeby nie bylo zadnego styku pomiedzy nim a
                              nextem. Styku nie tylko w sensie osobistego spotkania ale np. komentowania
                              wobec dziecka tego co robi ten drugi, co dziecko z nim robi etc. W zyciu
                              dziecka sa oni obaj i idityzmem jest moim zdaniem gdy ojciec probuje tego nie
                              zauwazyc. I dlatego nie zgadzam sie ze ex nie musi szanowac mojego partnera -
                              nie musi go lubic i chodzic z nim na piwo, moze sobie myslec co chce na jego
                              temat (nawiasem mowiac sam twierdzi ze to dobry i fajny czlowiek, ale "go
                              nienawidzi i juz"), ale jest wspolodpowiedzialny za to zeby ulozyc sobie z nim
                              stosunki na tyle, zeby to co jest nieuniknione przebiegalo w cywilizowany
                              sposob. Zeby to cholernie dzien dobry odpowiedzial - nie oczekuje ze bedzie mu
                              podawal reke. Tylko niech nie napada, niech bedzie zdolny zamienic trzy slowa
                              jak czlowiek - na tematy zwiazane z dzieckiem!

                              Uzylam okreslenie "usuniecie sie", moze rzeczywiscie dosc niefortunnie - chodzi
                              mi o zaakceptowanie przez exa, ze w moim zyciu zaszly zmiany i w zyciu naszego
                              syna tez. Nie wroce do exa (nawet gdyby wygineli wszyscy faceci na ziemi), moj
                              nowy zwiazek rozwija sie tak dobrze ze sama w to nie moge czasami uwierzyc -
                              wiele wskazuje na to, ze bedziemy razem (na razie nie mieszkamy razem i powoli
                              poznawalam mojego synka z nextem wlasnie dlatego zeby i szanowac uczucia ojca i
                              nie robic dziecku metliku w glowie). W takiej sytuacji mysle o odsunieciu w
                              sensie zaakceptowania ze po pierwsze nigdy juz nie bedzie tak, ze ojciec
                              kladzie syna co dzien spac. Nie mieszkamy razem i pewne rzeczy nie wroca. To
                              jest odsuniecie, nieprawdaz? Ale mysle tez o odsunieciu w sensie emocjonalnym -
                              to znaczy ze nie tylko ojciec ma miec swoje miejsce w zyciu i emocjach dziecka,
                              ale nowy partner tez! Ex tego kompletnie nie akceptuje i rzuca sie jak
                              wsciekly, bojac sie chyba ze next zajmie jego miejsce w sercu syna. To bzdura!
                              Zasycha mi juz ustach od tlumaczenia mu, ze ani next nie jest takim durniem ani
                              ja zebysmy probowali "wygryzc" ojca z zycia dziecka! Tylko do diabla on tez -
                              ojciec - powinien pogodzic sie z faktem ze musi byc przestrzen dla nexta -
                              przestrzen w sensie uznania ze miedzy nextem a dzieckiem bedzie wiez! No bo
                              cholera bedzie, skoro beda ze soba mieszkali, jedli sniadania, grali w pilke
                              jezdzili razem na wakacje! Ta wiez zreszta juz jakas istnieje, juz jest i
                              bliskosc i zaufanie! Tak jak jest przestrzena dla ojca i bliskosc z nim
                              emocjonalna - szanowana i przeze mnie i przez nexta - tak moim zdaniem musi byc
                              przestrzen dla nexta - i uznanie jego roli i miejsca i emocji dziecka wobec
                              niego przez ojca! Jak inaczej mialoby to wygladac? Next do konca swiata ma nie
                              miec zdania w sprawach dziecka? Ma z nim nie pojsc pograc w pilke? Ma go nie
                              nosic na barana bo to zarezerwowane dla ojca? Ojciec do konca swiata bedzie
                              udawal ze nie slyszy kiedy dziecko powie cos o nexcie? Przeciez to chore!
                              Przeraza mnie, ze tkwie w sytuacji, w ktorej ojciec dziala dokladnie w ten
                              sposob.

                              A co do szczegolow to absolutnie odwiedziny ojca nie maja miejsca kiedy w domu
                              jest next! To wydarzenie ktore opisuje mialo miejsce poniewaz ojciec pojawil
                              sie niezapowiedziany a co wiecej wparowal do mieszkania chociaz widzial
                              samochod nexta pod domem! Naprawde uwazasz ze tylko ja jestem odpowiedzialna za
                              nieprowokowanie i unikanie konfliktowych sytuacji? I czy w takiej sytuacji
                              kiedy ojciec wparowuje do mojego domu i usiluje wyprosic nexta - co mam zrobic?
                              Uszanowac prawa ojca i wyrzucic nexta? Nie, wyrzucilam exa, najspokojniej jak
                              umialam i najciszej powiedzialam zeby wyszedl. Bylabym sklonna poprosic nexta
                              zeby wyszedl (sam by wyszedl jak go znam) gdyby ex spod bloku zadzwonil ze
                              przyjechal. Ale tego nie zrobil tylko wlazl do mieszkania! I nadal mam szanowac
                              jego emocje? Nie, nie zgadzam sie na takie traktowanie.

                              Moj syn nie bedzie juz nigdy mial szczesliwej rodziny w tym sensie o ktorym
                              piszesz bo juz nigdy nie bede z jego ojcem. Czuje te odpowiedzialnosc i wine i
                              porazke i zyje z nia na co dzien. W tym calym nieszczesciu probuje stworzyc cos
                              dobrego - bardzo z dystansem i bez pospiechu podchodzilam do nowego zwiazku,
                              bardzo dlugo syn w ogole nie widywal nexta w naszym domu tylko czasem na
                              spacerze. Nie chce wiecej w zyciu pomylek i zlych wyborow, dlatego postepowalam
                              ostroznie. Ale oczywiscie, ze stawiam na druga rodzine - to jest jedyna jaka
                              mam! Nie wiem dlaczego piszesz ze zapominam o dziecku. Centralnym punktem
                              drugiej rodziny jest moj syn i to, zeby byl kochany i nie pogubiony w tych
                              wszystkich zmianach.
                              • mag_p Re: Jak zorganizować wizyty Tatusia 16.07.04, 15:41
                                nO to zesmy sobie wyjasnily - super. Odsuniecie - w takim pojeci jak piszesz
                                jak najbardzie.
                                Ale widzszi z taprzestrzenia dla next- to niby jak ma tworzyc i po co .
                                Ojciec dziecka jest jego ojcem. On nie musi zgadzac suie z Twoim wyboerm i nie
                                wiem czemu uwazasz ze pwwienie.
                                To czy bede relacje pozystywne czy nie - tez nie musi zgadzac sie na to ojcie.
                                Pienki zeby bylyu - ale zgody na to ojciec nie musi dawac..
                                Owszem- dobrze zeby sie z tympogodzil, ale to bardziej jego problem,,
                                Jesli nie styka sie z next - to nie ma juz takich sytuacji..
                                Nie bedzie go akceptowal w roli ojca- zastepnik- bo nie musi- bo dziecko
                                takiego ojca nie potrzebuje ma swojego.
                                Wiec w czym am akceptowac i po co Ci jego akceptacja?
                                Ale sprawy dziecka - bedzie omawial z Toba i nie bedzie bral zadania nexta- pod
                                uwage - bo to Wasze dziecko.

                                Mag
                        • kruszynka301 Re: Jak zorganizować wizyty Tatusia 16.07.04, 11:54
                          Mag, mam podobną sytuację co vialle, i doskonale ją rozumiem. co więcej, rozumie ją też biologiczny ojciec Agusi, który doskonale wie, że kiedy mój mąż jest w domu, to nie może odwiedzać Agusi u nas, tylko albo wziąć ją na spacer, albo przełożyć wizytę. O dziwo, nie widzi problemu - kiedyś się moi mężowie zetknęli ze sobą w mieszkaniu, skończyło sie na "cześć", ale dla obu była to niezręczna sytuacja.
                          Wytłumacz mi, proszę, dlaczego do pełnej rodziny warunkiem koniecznym i niezbędnym jest biologiczny ojciec - w tym momencie zgłupiałam, bo uważam, że moja córa od paru lat żyje w pełnej rodzinie, a jej tata ją regularnie odwiedza - ma dwóch tatusiów.
                          Dla mnie sytuacja jest taka: mój eks odszedł do innej, ma już dwójkę dzieci, i chyba jest zrozumiałe, że 98% czasu poświęca swojej nowej rodzinie, tym samym chyba cieszy się, ze ja również (później niż on) założyłam kochającą się rodzinę, i być może odsunęłam od niego ciężar wyrzutów sumienia - nie jestem samotna, jest mo dobrze, więc na dobrą sprawę nie wyrządził ani mnie, ani córze żadnej krzywdy - może tylko zdobyłam doświadczenie.

                          Dla mnie jest naturalne, że pierwszy mąż siłą rzeczy jest "odsunięty i robi przestrzeń" - i w naszej sytuacji wszystkie strony są z tego zadowolona, a Agusia ma dwóch kochających ją tatusiów. O rywalizacji nie ma mowy - jakie szanse ma biologiczny ojciec, skoro przychodzi raz na 2 tygodnie???? Acha - uprzedzam - sam sobie ustalił taki schemat.
                          • mag_p Re: Jak zorganizować wizyty Tatusia 16.07.04, 11:59
                            Odpowiedzialam powyzej.

                            Ja pelna rodzine ( jako dziecko i teraz) widze tak jak tam napislama..
                            Fakt ze w rodzine jest kobieta i facet nie swiadczy ze jest pelna. Tak samo
                            mogly by byc dwie koiety i dwuch partenrow.. Slowem posiadanie dwuch opeikunow
                            kochajacych sie nie stwarza rodziny. Wg. mnie i meo pojecia Wg. ciebie moze
                            byc inaczje...


                            Mag
                          • mag_p Re: Jak zorganizować wizyty Tatusia 16.07.04, 12:06
                            A c do tego co czy musi byc bilogiczny .. Nie nie musi. Ale jesli rodzic
                            bologiczny isteniej i kocha i stara sie dac te milosc dziecku - to w takiej
                            sytauacji - swtorzenie dla tego dzieck apelnej rodziny - wwg. tego jak
                            rozumiem za rodzine nie mozliwe.. I wprowadzanie prtenra an zasadzie -
                            zastepnika dla oojcai odsuwania ojca.. z tej roli by tworzyc przestrzen.
                            Raniace i dla ojca i dla dziecka... i ze szkoda dla ich relacji ...Inie wiem
                            jakim prawem...

                            mag
                            • kruszynka301 Re: Jak zorganizować wizyty Tatusia 16.07.04, 12:20
                              mag, ale jakie relacje mogą wyniknąć z co 2-tygodniowych spotkań???? Widzisz, ja bardziej skłonna jestem przychylić się do tego, że dziecko ma dwóch ojców. Pełna rodzina - cóż, dla mnie to jest dom pełem miłości, śmiechu, wzajemnego szacunku, przepełniony zabawami z dzieckiem, - to wszystko my mamy. Jeśli dla kogoś "pełna rodzina" oznacza wyłącznie rodziców biologicznych - to tu już nie dojdziemy do wspólnego zdania.

                              Mój obecny mąż również był wychowywany przez ojczyma, i miał kontakt z biologicznym ojcem - zresztą, teraz u niego pracuje, widzą się codziennie. Przykład, że można połączyć obu ojców, można pogodzić taki układ, można sprawić, aby każda ze stron, łącznie z dzieckiem (przykładem dla mnie jest mąż - Agusia jest za mała, abym mogła za nią wyrazić pogląd) była zadowolona - ale do stworzenia takiego układu niezbędne jest wzajemne zrozumienie wszystkich zainteresowanych.
                              • vialle Re: Jak zorganizować wizyty Tatusia 16.07.04, 15:04
                                kruszynko, dziekuje za Twoje posty. Ja tez sie nie zgadzam ze jesli dziecko nie
                                wychowuje sie w rodzinie z biologicznym ojcem to jest skazane na "nieprawdziwa
                                rodzina". Chcialabym zeby istnial u mnie taki uklad jak u Ciebie - ze ojciec
                                szanuje miejsce jakie w moim i syna zyciu zajmuje moj nowy partner. Tak jak my
                                szanujemy jego miejsce. Czytalam Twoje posty i myslalam "ale szczesciara". Mnie
                                wielu ludzi przekonuje "poczekaj az next sobie kogos znajdzie, zobaczysz jak
                                sie zmieni" - i chyba nikt mu tego nie zyczy tak bardzo jak ja. Zycze mu zeby
                                mial kogos, kochal i byl kochany, zeby byl szczesliwy i troche bardziej
                                wygaszony, zeby nie traktowal relacji z naszym dzieckiem w tak ambicjonalny
                                sposob i zeby nie probowal zyc nadal moim i syna zyciem - bo nie ma juz
                                wspolnego zycia, a niekontrolowane ataki na moj zwiazek sa po prostu wredne.
                                Chetnie bym pogadala z Toba wiecej o tym jak sie odnalazlas w swojej sytuacji
                                zyciowej.
                                • mag_p Re: Jak zorganizować wizyty Tatusia 16.07.04, 15:23
                                  Moej drogie Panie!
                                  Jak najbardziej zgadzam sie z Kruszynka - ze mozesz stworzyc sama z dieckiem
                                  czy jeszcze z kims wspanialyd om pelen milosci i ciepla , zabawy , radosci ,
                                  szacunku. Nigdy tego nie podwazalam - bo sama taki tworze. Wprawdzie bez
                                  partnera na stale - ael.. Tworze. Sa to wspaniale rodziny niczym nie
                                  ustaepujace innym a moze wspanialesz ( ale z puntktu widzeni dziecka , ktore
                                  kocha oboje rodzicow i z objgiem amdorby kontak n, nigdy nie beda pelne....
                                  I na sile odsuwanie jedengo rodzica - bo ja tu tworze nawa pelna rodzien -
                                  jest - przedmiotowym traktowaniem ludzi do spelniania swoich marzen.

                                  Idac dalej jesli istnieje bilogiczny rodzic , ktory spotyka sie tylko od czasu
                                  do czsu ( np raz na dwa tygodnie) to nie znaczy , ze trzeab bagatelizowac jego
                                  znaczenie- oczywiscie jest ono mniejesze.. ale jesli teinny rodzic czescie
                                  kontatuje sie z dzieckiem , ma wiekszy udzial w jego zyciu to chyba nie nalzey
                                  mowic mu zeby sie odsuna - bo ja Tworze dziecku nowy dom i pelena rodzine i ze
                                  powinnien byc wdzieczny.
                                  Wdzieczny komu i za co?
                                  Wdzieczny pwoinie byc ojciec ktory nie potrzebuje kontaktu z dzieckiem lub
                                  bardzo zadko, ale ojcie ktory stara sie wrama - mozliwych po rozwodie wspelnic
                                  sie w roli ojca - nie powinie byc tak traktowany , ani nie musi byc niekomu
                                  wdzieczny - bo nitk go w tej roli nie zastepuje. On jest isteniej , ma kontak i
                                  jest jest prawdziwy Tata dziecka..
                                  Uwazam ze jak sie bududje rodzien - nowa , to nie nalezy usuwac startch relacji
                                  by zrobic miejsca nowym, ale uszanowac stare i to te nowe relacje powinny
                                  uszanowac te stare nie odwrotni


                                  Mag
                                  • vialle Re: Jak zorganizować wizyty Tatusia 16.07.04, 15:34
                                    rozumiem chyba co piszesz Mag, ale widze to jednak inaczej. Chyba pozostaje nam
                                    pozostac przy swoich pogladach, jak to w dyskusji. Pozdrawiam.
                                • kruszynka301 Re: Jak zorganizować wizyty Tatusia 16.07.04, 15:39
                                  widzisz, u mnie było odwrotnie - to eks odszedł od kochanki, założył nową rodzinę - i dlatego dla eksa jest naturalne, że każdy z nas ma nową rodzinę, nie musiałam mu tego tłumaczyć. A że oboje chcemy świętego spokoju, to nie robimy sobie na złość, nie bawimy się w przepychanki słowne, ale też nie rozmawiamy ze sobą.
                                  Nie bardzo wiem, jak odpisać na pytanie, jak się odnalazłam - musiałam przecież coś ze sobą zrobić, bo siedzenie w domu i narzekanie nie leży w mojej naturze. Zaczęłam chodzić na dyskoteki, umawiać się - a co do wrednych ludzi - drogą okrężną dowiedziałam się, że next obmawia mnie przed ludźmi jako puszczalską... Jakoś fakt, że spotykała się z moim mężem kiedy byłam w ciąży, a poczęli potomka kiedy leżałam w szpitalu po porodzie, umknął jej uwagiwink)).
                                  Nauczyłam się podobne sytuacje traktować z przymrużeniem oka, wystarczyło, że miałam kilkoro przyjaciół, na których zawsze mogłam liczyć.
                                  Czy jestem szczęściarą? Chyba nie, tylko tutaj na forum większość dziewczyn jeszcze nie znalazła swojej drugiej połowy, zawsze przecież trzeba się otrząsnąć, aby być gotowym do drugiego związku.
                                  Jeśli chciałabyś się dowiedzieć czegoś szczegółowo, to pisz na mój gazetowy adres - teraz często tam zaglądam, bo właśnie organizujemy mega grill z dziewczynamiwink).
                                  Tutaj na forum relacje ojciec-dziecko to zawsze była sprawa kontrowersyjna, ale punkt widzenia w głównej mierze zależał właśnie od tego, czy samodzielna ma drugiego partnera, czy też nie. Ja np nie rozumiem postów skarżących się, że tatuś często nie przychodzi - ale wiem, że nigdy nie zrozumiem, ponieważ krótko byłam samotna, a Agusia nigdy nie mieszkała z biologicznym ojcem.
                                  pozdrawiam
                                  • vialle Re: Jak zorganizować wizyty Tatusia 16.07.04, 16:03
                                    rety, ale jazda - musisz byc silna osoba o niezlym poczuciu wlasnej wartosci
                                    jesli taka historia jak to ze Twoj maz sypia z kims w czasie kiedy Ty lezysz w
                                    szpitalu po porodzie nie zdolowala Cie na amen.
                                    • kruszynka301 Re: Jak zorganizować wizyty Tatusia 16.07.04, 16:24
                                      hihi, viale, z tego co czytałam na tym forum to jest sytuacja typowawink)). Byłam tak oszołomiona, że nie wiedziałam, czy to jest serial brazylijski, czy to się dzieje naprawdę, a poza tym kiedy patrzyłam w maleńką, ale już uśmiechniętą buźkę córy - no to się rozpływałam. Wytłumaczyłam sobie, że nie chcę mieć kretyna za męża - i później już było z górki. Naprawdę, nie było tak źle. Jedno, że miałam duże oparcie w moich rodzicach, znajomi u mnie przesiadywali całymi dniami - na dobrą sprawę nie miałam czasu na użalanie się nad sobą, a do pracy poszłam zaraz po porodzie.
                                      • vialle Re: Jak zorganizować wizyty Tatusia 16.07.04, 16:36
                                        hmmm, ja tez mialam pare takich sytuacji w zyciu kiedy chcialam sie wreszcie
                                        obudzic z tego tandetnego snu. Ale chyba nie zdarzylo mi sie nic porownywalnego
                                        do Twoich doswiadczen. Ooops, dzielna jestes, kruszynko smile

                                        Ja tez w zasadzie mialam "z gorki" kiedy sama sobie odpowiedzialam - z innych
                                        powodow niz Ty ale mechanizm ten sam - ze wiem na 100%, ze nie chce byc z tym
                                        czlowiekiem. Musialam sobie poradzic z innymi rzeczami niz Ty - z poczuciem
                                        winy i porazki - i tez nie bylo latwo, tez pomogli przyjaciele, zwlaszcza moja
                                        najblizsza przyjaciolka - wszystko rozumiejaca i wspierajaca, choc bardzo
                                        wierzaca i majaca dwojke dzieci osoba.

                                        Ale tez bardzo doceniam i cieplo pamietam zwlaszcza pierwsze miesiace kiedy ex
                                        ogromnie pomagal i bardzo sie angazowal w opieke nad naszym synkiem. Co nie
                                        zmienia faktu, ze fakt ze z mojego sluzbowego laptopa grzebal sobie godzinami w
                                        stronach pornograficznych podczas gdy ja za sciana karmilam piersia nasze
                                        dziecko - uwazalam i uwazam to za beznadziejne i gruboskorne.
    • ewka5 no to z grubej rury 05.06.04, 00:07
      Panstwo pozwola, ze wkleje:

      Najpiekniejsze slowo na R...

      Ryszard Rynkowski, w udzielanym mi kiedys wywiadzie, powiedzial, ze
      najpiekniejsze slowo na M (byłam pewna, ze odpowie muzyka) to: „Mama! A Mama to
      Milosc”.
      Krotkie zdanie, a ile w nim emocji, ile tresci, pragnien, wspomnien.
      Zapamietanych nocy z kojaca matczyna dlonia na rozgoraczkowanym czole, ile
      stluczonych i utulonych w bolu kolan, zawiazanych butow, zaplecionych
      warkoczykow, opowiedzianych bajek, otartych lez nad pierwsza niespelniona
      miloscia... Ale to nie wszystko. Ile zlosci, kar, wymagan przekraczajacych
      mozliwosci, porownan do – zawsze lepszych- kolegow, nietolerancji. Być Matka
      Polka, katolicka, pomnikowa, z siatkami w obu rekach, meczenstwem wypisanym na
      twarzy i orderem za macierzynstwo przypietym do zwiotczalej od wieloletniego
      karmienia piersi? Czy może Matka nowofalowa, zarzadzajaca dzieckiem za pomoca
      telefonu komorkowego i kart kredytowych? Matka, która kojarzy się z
      coniedzielnym drozdzowym plackiem, spokojem i ladem, czy matka organizujaca co
      sobote szalony wypad do teatru, muzeum czy za miasto. My, dzieci, mamy prawo do
      jednej rzeczy na pewno, do milosci. Zdrowej milosci, szacunku i akceptacji
      pomimo... My, matki, mamy obowiazek kochac i akceptowac, dajac sobie
      jednoczesnie prawo do zbudowania wlasnego modelu bycia matka, niezaleznie od
      opinii otoczenia, do powiedzenia glosno o swoich potrzebach, o checi bycia
      szczesliwa kobieta i zona i matka. Mamy obowiazek pokazac dzieciom, ze swiat
      doroslych oprocz trosk sklada się rowniez z radosci. I uswiadomic im, ze warto
      dorosnac.
      Moja 7-letnia corka powiedziala ktoregos dnia: - mamo, prawda, ze kobieta sama
      może stworzyc rozne rzeczy, np. namalowac obraz albo napisac muzyke i mezczyzna
      sam może tez takie rzeczy zrobic? Ale żeby stworzyc dziecko, musza być oboje i
      musza się bardzo kochac.
      Wszyscy, którzy jestesmy matkami, ojcami i dziecmi pomyslmy... Mama i tata sa
      rownie wazni w zyciu dziecka. Spelniaja rozne role, ale tak samo istotne. Może
      warto byloby – zamiast Dnia Matki i Dnia Ojca – ustanowic Dzien Rodzicow?
      Mysle, ze nawet najbardziej meska matka nie jest w stanie zastapic najbardziej
      zniewiescialego ojca. Zreszta natura wyznacza pewne prawa. I nie sadze, żeby
      kiedykolwiek zgodzila się na zastepstwa... Mezem czy zona można przestac być.
      Można wybierac miedzy kobieta jedna a druga, mezczyzna tym czy innym.
      Dzieci wyborom nie podlegaja.
      Matka i ojcem jest się do konca zycia. Tu nie ma zwolnien jak od podatku w
      przypadku dzialalnosci charytatywnej. Bo tez i bycie rodzicami to nie
      filantropia i trzeba zdac sobie z tego sprawe. To przede wszystkim
      odpowiedzialnosc za zycie czlowieka, którego byliśmy (oboje!) uprzejmi zaprosic
      na ten swiat. Pamietajmy o tym – mamusie, które zaspokoily instynkt i
      tatusiowie od niedzielnej porcji lodow jedzonych razem ale osobno.
      Starzy ludzie mowia, ze poty mezczyzna kocha dzieci, poki kocha ich matke.
      Mam nadzieje, ze to nieprawda.
      Czy na pytanie: najpiekniejsze slowo na T? ktos kiedys odpowie: Tata! A Tata to
      Troska i Milosc? Oby.
      Swoja droga, jak dobrze byloby, gdyby najpiekniejsze slowo na R kojarzylo się
      nam zawsze z Rodzicami...


    • kruffa Re: Jak zorganizować wizyty Tatusia 08.06.04, 19:41
      W tych wszystkich wypowiedziach brakuje mi trochę pytania: a czego potrzebują
      dzieci?
      Jestem dzieckiem rozwiedzionych rodziców i sama już po rozwodzie.
      Pamiętam doskonale jakim koszmarem była dla mnie i dla siostry wrogość matki w
      stosunku do ojca. Koszmar. Z perspektywy czasu wcale się jej nie dziwię, ale
      cała sytuacja była dla nas dzieci koszmarem.
      Nie jestem również zdania, że eks ma prawo przychodzić sobie kiedy chce i
      zachowywać się zupełnie jakby się nic nie zmieniło.
      Powinnaś ustalić jakies reguły, których powinien się trzymać,ale....
      Sama jestem mamą i teraz wiem że na nic nie przydadzą się to super jedzonko, te
      rewelacyjne ciuszki, lekcje języków, wyjazdy etc (ja to wszystko miałam), jeśli
      nie zapewni się dziecku poczucia bezpieczeństwa - a tego mi i siostrze zabrakło
      - przedewszystkim ze wzgledu na sytuację między rodzicami, dezorientację, gdy
      pewnego dnia okazało się (gdy ojciec się wyprowadził), że wszystko ma być
      inaczej. Zapomnieli, że powinni nas na to przygotować i ze powiedzenie że od
      dziś będzie inaczej było proste tylko dla nich.
      Tak więc i te reguły spróbuj wprowadzać stopniowo, aby dla dzieci nie były
      szokiem. Powoli muszą się przyzwyczajać do nowej sytuacji i potrzebują czasu.
      Tym bardziej, że z tego co piszesz nie jesteś z eks na wojennej ścieżce.

      Trochę może ta moja wypowiedź jest nieskładna, ale strasznie zrobiło mi się
      smutno....
      Powodzenia
    • kasiajulia Re: Jak zorganizować wizyty Tatusia 09.06.04, 08:38
      Poczytałam...uff
      Juz miałam pytać Was Kochani o radę, a juz po tej lekturze mam odpowiedzi na
      moje pytania. Wizyty wizytami, a ja żyć muszę, odkochać sie muszę, bo cierpię
      strasznie. Nie może byc przedłużana "agonia normalności" ze wzgledu na małą.
      Postanowił, urządza sobie gniazdo, więc bardzo mi przykro.... piszę bez złości,
      bo walczyłam o rodzinę 14 miesięcy.
      Umawiamy się telefonicznie, sms-owo, a ja za każdym razem czuję jakby waliło mi
      sie na głowę wszystko. Patrzę na nich i czekam aż czas zadziała, bo ktos mi
      obiecał, że "czas goi rany"!!smile)
      Dziecko moje właśnie 3 noc woła "mamo, czy jesteś", sprawdza mnie, bo już
      rozumie i jest po rozmowie, że tatuś ma nowy dom. Ona nie chce tam iść, mówi,
      że jesteśmy rozbitą rodziną(nnowe słowo z bajki "lilo i stich" nabrało
      właściwego skojarzenia!). Noce straszne. Do pracy wracam. Trzymajcie kciuki, bo
      się boję i tego, że cały świat będzie widział mnie jako przegraną kobietę.

      Pozdrawiam, ściskam, Wszystkich.
      Kasia.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka