Dodaj do ulubionych

Ograniczenie władzy - raz jeszcze

15.03.12, 23:10
Mam pytanie.

Ojciec nie mieszka z dziećmi (i ze mną, ich matką). Gdy przychodzi w odwiedziny, zwykle kontruje wszelkie moje decyzje, albo decyduje bez konsultacji ze mną (np. na słowa córki, że chce iść w odwiedziny do koleżanki, pada natychmiast "absolutnie, nigdzie nie pójdziesz").
Dotyczy to i codzienności, drobiazgów (choć to pewnie nie drobiazgi dla dziecka - np. wspomniany sposób spędzania czasu z rówieśnikami) i spraw zasadniczych (np. uczęszczania na katechezę w szkole - ja jestem raczej przeciw, on kategorycznie za; ponieważ dla mnie to nie kwestia życia i śmierci, córka na religię chodzi - 'widzę' jednak jak lekcje religii wyglądają, a także ze względu na to, że nasz (mój i dzieci) dom jest świecki, myślę coraz częściej o tym, żeby ją wypisać). Dotyczy też naszego (mojego) domu: mamy koty. Dzieci mogą się z kotami bawić, przytulać, kot może z dzieckiem spać. Gdy wchodzi ojciec - zaczyna się gonienie kotów, wyzwiska (pod adresem kotów, tak, tak; albo z wyzwiskami pod moim adrresm, że w domu są zwierzęta), nakazywanie dzieciom, żeby nie dotykały kotów etc.
Mówienie, że nie jest u siebie, nic nie daje, bo natychmiast słyszę, że on jest ojcem, więc MA PRAWO (zakazywać, decydować, ustalać zasady dotyczące dzieci). Każda agresja wobec mnie jest natymiast kontrowana wywaleniem go za drzwi (choć to wcale nie jest miłe przy dzieciach), ale co z konfliktwami dotyczącymi samych dzieci??

Jak to jest?
My się właściwie coraz częściej nie zgadzamy co do sposobu wychowywania dzieci.

Czy orzeczenie o ograniczeniu praw rodzicowi, który nie mieszka z dziećmi, nie sprawuje bezpośredniej opieki (nie jest za nie odpwiedzialny 24/24 itd.) zawiera konkretne zapisy, np. o tym, że rodzic, któremu jest powierzona pełna władza decyduje o takich - sorry - pierdołach, jak sposób spędzania przez dziecko wiolnego czasu?
Moje dzieci niemal na każdym kroku dostają sprzeczne komunikaty. sad

(Swoją drogą, ciekawa jestem, jak się dzieje w przypadku pełnych rodzin - Jeśli jest konflikt np. w sprawie lekcji religii albo wyjazdu wakacyjnego... - ?).

U nas:
- koty NIE - bo choroby (sprawiam zagrożenie dla zdrowia i życia dzieci, koty są dla mnie ważniejsze niż dzieci - usłyszałam nie raz). Btw. mamy tych kotów dwa (2).
- wizyty u koleżanek NIE - bo nie wiadomo, co to za ludzie, bo mogą zepsuć, zdeprawować etc.
- nocowanki u koleżanki, kolonie, oboezy etc. - NIE - bo kto wie, co to za ludzie, a każdy mężczyzna to potencjalny pedofil,
- odprowadznie córki do szkoły przez ojca koleżanki z klasy NIE! (gdy drugie dziecko chore i nie mam się jak ruszyć z domu) - bo: patrz wyżej (potencjalny pedofil).
OStatnio usłyszałam, przy dzieciach, że robię z dzieci galerianki (wiek szkolny i mniej), bo pojechałam z nimi i z ich babcią do IKEI...).
Itd.

Złośliwości, agresja, krzyki etc. wraz z kontrolowaniem wszelkich obszarów mojego życia - i to wszystko przy dzieciach, to pewnie już trochę inna bajka. Dodam tylko, że psycholog w OIK określiła to jako przemoc psychiczną (być może też z syndromem Otella - choć nie jesteśmy w związku, ojciec dzieci z nami nie mieszka, wciąż powracająca obsesja to to, że ja na pewno już kogoś mam [i dalej: konkubenci matki gwałcą swoje pasierbice, ergo stwarzam zagrożenie dla córki] - nie mam, ale stan faktyczny oczywiście nie ma żadnego znaczenia).

Jak sądzicie. Czy wniosek o ograniczenie władzy (nie praw!) jest rozwiązaniem?
Jeśli on mi przy dzieciach krzyczy, że ma prawo wiedzieć, kto odprowadzi córkę do szkoły, to czy ma rację i czy w naszej sytuacji ja mam prawo wnioskować o ograniczenie jego władzy? Po to, by móc np. o sprawach wymienionych powyżej (i w przyszłości) decydować samodzielnie i mówić: Dzieci są pod moją opieką i to ja decyduję, my możemy co najwyżej dyskutować.
?
Obserwuj wątek
    • annakate Re: Ograniczenie władzy - raz jeszcze 15.03.12, 23:57
      Otóż:
      Art. 107. § 1. Jeżeli władza rodzicielska przysługuje obojgu rodzicom żyjącym w rozłączeniu, sąd opiekuńczy może ze względu na dobro dziecka określić sposób jej wykonywania.

      § 2. Sąd może powierzyć wykonywanie władzy rodzicielskiej jednemu z rodziców, ograniczając władzę rodzicielską drugiego do określonych obowiązków i uprawnień w stosunku do osoby dziecka. Sąd może pozostawić władzę rodzicielską obojgu rodzicom, jeżeli przedstawili zgodne z dobrem dziecka porozumienie o sposobie wykonywania władzy rodzicielskiej i utrzymywaniu kontaktów z dzieckiem, i jest zasadne oczekiwanie, że będą współdziałać w sprawach dziecka. Rodzeństwo powinno wychowywać się wspólnie, chyba że dobro dziecka wymaga innego rozstrzygnięcia.

      Czyli z polskiego na nasze - jak nie mieszkacie razem, to sadzasz pana i mowisz: Darling, albo sie dogadamy i ustalimy, co dzieciom wolno a co nie, albo, jesli sie nie dogadamy to pójde do sądu i jesli nie przedstawimy zgodnie ustalonego "planu wychowawczego" to licz sie z tym, że najprawdopodobniej sąd przyzna mi wladzę rodzicielską, a Tobie ograniczy ja do prawa współdecydowania o istotnych sprawach dziecka, czyli o wyborze szkoły, sposobie leczenia w powazniejszych chorobach i stałym wyjeździe zagranicę. Wszystkie inne decyzje będę podejmowac samodzielnie i będę Cie informować, jesli uznam, że sytuacja tego wymaga. Ponadto zauważ, że to mój dom i ja decyduję, kto w nim mieszka (koty).

      w pełnych rodzinach, mieszkających razem, w przypadku konfliktu między rodzicami rozstzryga sąd, ale to troche inny temat. Oczywiście chodzi o sprawy istotne (poważne sprawy z zakresu zdrowia, wydania paszportu, wyczynowego uprawiania sportu itd). Gdyby rodzice przyszli do sądu z propozycją, żeby rozstrzygnął, czy Pelasia ma iśc na urodziny do Zdzisia, oraz czy jej kupić chomika czy rybki, albo czy na kolonie ma jechać nad morze czy w góry, to nie wiem czy by sie nie skończyło wszczęciem z urzędu postepowania o ograniczenie władzy rodzicielskiej rodzicom, bo można uznać, że nie sa w stanie w sposób dojrzały i odpowiedzialny jej sprawować.
      • mir.cea Re: Ograniczenie władzy - raz jeszcze 16.03.12, 00:06
        annakate, dziękuję bardzo.
        No niestety tak jest, że konflikty rodzą i sprawy ważne, i zupełne pierdoły (jak te Twoje urodziny u Zdzisia). A najgorsze jest to, że dzieci dostają sprzeczne komunikaty. No bo jak to: na co dzień taty nie ma, mogę odwiedzać koleżanki, a one mnie, a jak jest tata, to słyszę, że to niemożliwe i nie ma zgody (rodziców, nie taty!).
        Do tego wszystkiego każdy mój głos (sprzeciw) jest potem komentowany: Nie powinnaś nie zgadzać się ze mną przy dziecku, bo to nadwątla mój autorytet u dziecka [i tak już bardzo wątły].

        Rozmawiać się niestety nie da.
        • pelagaa Re: Ograniczenie władzy - raz jeszcze 16.03.12, 07:54
          Ale dlaczego wy w ogole przebywacie razem? Jesli sie nie mozna dogadac, to nie wpuszczaj pana do domu i juz. Przyjezdza po dzieci, zabiera je do siebie, kontakt Twoj z nim mozna ograniczyc do minimum. W jego domu jego zasady, w Twoim Twoje. Jest rozbieznosc, ale dzieci sie szybko dostosuja, wiem z doswiadczenia, obserwuje pasierba. Kiedys po latach zapewne ocenia, ale niech zrobia to samodzielnie.
          Ograniczenie wladzy tak naprawde niewiele daje, to samo mozesz powiedziec panu bez ograniczania wladzy, choc jesli poprawi Ci to humor, to zaloz sprawe, juz mieszkanie oddzielne bedzie przeslanka, do tego brak porozumienia rodzicow.

          A patrzac z drugiej strony barykady to ojcu pewnie przykro, ze dzieci nie sa wychowywane wedlug jego zasad, jest w koncu ich ojcem.

          Nie dalabym sobie wchodzic na glowe, ale pozwolilabym pewnie na duzy wklad ojca w wychowanie dzieci, jesli chce wedlug wlasnych zasad, niech sam to realizuje, nie Twoimi rekami.
    • lilith76 Re: Ograniczenie władzy - raz jeszcze 16.03.12, 10:00
      I myślisz, że wyrok sądu sprawiłby, że on nie wydawałby osądów dotyczących wychowywania dzieci, już by się nie rządził w twoim domu? Nie sądzę.
      Lepszym rozwiązaniem byłby, gdyby zabierał dzieci do siebie.
      Pisałaś o przemocy psychicznej - papier z sądu cię od niej nie wyzwoli, wyzwoli cię tylko twoja własna asertywność.
    • mir.cea1 Do: pelagaa i lilith76 16.03.12, 12:35
      Dzięki za odpowiedzi.
      Może macie rację, że dzieci powinny mieć kontakt z ojcem u niego.

      U mnie - cóż, staram się przemilczać pewne sprawy, żeby nie dawać co chwilę powodu do awantury. Na zasadzie "żyj i pozwój żyć innym". Np.: on przegotowuje mleko, ja nie. Ja to odpuszczam, niech przegotowuje, natomiast, gdy ja podgrzewam mleko, jest awantura ze strzelaniem drzwaimi etc. (bo szkodzę dzieciom). No takie to pierdoły z życia codziennego...

      Religia to inny kaliber. No bo - kto ma zecydować, czy dziecko chodzi na religię, czy nie, skoro oboje rodzice mają pełną władzę, a nie są w tej sprawie zgodni?

      Kto ma decydować, czy dziecko idzie do koleżanki, czy nie, skoro równocześnie pada: "możesz iść" i "nigdzie nie pójdziesz"?

      Czy to, o czym pisała annakate (paragrafy) oznacza, że w takich sprawach prawo do ostatniego słowa ma rodzic, który mieszka z dziećmi? Ktoś przecież to ostatnie słowo musi mieć, co więcej - podjęcie decyzji wbrew drugiemu rodzicowi nie powinno powodować w domu awantury!
      Chodzi mi oczywiście o sytuację, gdy (jak u nas) ojciec jest w domu dzieci w odwiedziny (może faktycznie trzeba będzie to zmienić).

      Ja po prostu nie wiem, czy mogę powiedzieć: Córka mieszka ze mną, jest pod moją opieką i DLATEGO w sytuacji konfliktu to ja decyduję (gdzie idzie, co je, jak się ubiera etc. ... czy chodzi na religię(?) albo na inne szachy).
      Nie rozumiem, jak to się ma do pełni praw...

      A może to wszystko jest łatwiejsze niż mi się wydaje, tylko to ja jestem za mało asertywna?

      No cóż, na razie kiesy syn słyszy "Nie dotykaj kota", a ja mówię "może go głaskać // możesz go głaskać", to prowokuje natychmiastową agresję. Nie przejmowałabym się tym tak, gdyby nie to, że dzieje się to zwykle przy dzieciach.

      ps. Piszę z nowego konta - nie wiem dlaczego, dostaję wciąż komunikat, że podaję błędne hasło.
      • mir.cea1 Re: Do: pelagaa i lilith76 22.04.12, 20:24
        Wyciągam wątek.
        Może ktoś jednak skomentuje powyższy post.

        Wczoraj miałam kolejną już awanturę nt. konta na Facebooku (bo tam na pewno są zdjęcia dzieci, więc gotuję im straszną przyszłość, "żal mi tych dzieci" - mówi weekendowy tata; etc.).

        I ze spraw poważniejszych:
        I dowiedziałam się, że syn zostanie ochrzczony bez mojej wiedzy, po kryjomu, skoro ja się tym nie zajmuję.

        Nie mam już sił momentami.
        • altz Re: Do: pelagaa i lilith76 22.04.12, 21:33
          mir.cea1 napisała:

          > I ze spraw poważniejszych:
          > I dowiedziałam się, że syn zostanie ochrzczony bez mojej wiedzy, po kryjomu, sk
          > oro ja się tym nie zajmuję.

          Niech będzie ochrzczony. Ty w to nie wierzysz, więc dla Ciebie to powinno być bez znaczenia, bo nic nie zmienia. Ojcu zależy, prawdopodobnie jego rodzinie również.
          Jak syn będzie starszy, to się najwyżej wypisze.
          Ja też mogłem się denerwować, gdy żona chciała kupić płatne szczepionki, zamiast lepszych darmowych. Powiedziałem swoje zdanie, zapłaciłem za szczepionki i jakoś to przeżyłem, dziecko również.
          Więcej luzu, choćby dla własnego zdrowia. wink
          Powinnaś się raczej skupić na tym, żeby nie było awantur. Masz prawo do spokoju, a wszyscy do własnego zdania, powiedzianego normalnym tonem.
          • arwena_11 Re: Do: pelagaa i lilith76 23.04.12, 08:42
            Akurat religia, to jedna z ważniejszych spraw do ustalenia.
            W moim przypadku w ogóle nie doszłoby do małżeństwa z osobą niewierzącą, ponieważ wiara ma dla mnie bardzo duże znaczenie.

            Spytaj się tylko męża, czy traktuje chrzest i wiarę poważnie ( tzn czy dotrzyma obietnic chrzcielnych ) czy to na złość tobie. Jeżeli mu zależy, to będzie zabierał dziecko na msze co niedziela, uczył modlitw itd. W innym wypadku chrzest nie ma sensu.

            Co do innych spraw, to my często też się nie zgadzamy, i zdarza nam się wysłać sprzeczne komunikaty ( właśnie w przypadku odwiedzin u kolegów/koleżanek ), wtedy trzeba się zamknąć w osobnym pomieszczeniu i dogadać, przedstawiając swoje racje.

            Co do odprowadzania przez tatusiów koleżanek, to ja też mam mieszane uczucia. Jeżeli znam kogoś dobrze to ok. Ale jak to jest znajomość na zasadzie dzień dobry przed szkołą, to raczej nie. Za dużo się słyszy o różnych sytuacjach, gdzie sprawcą jest właśnie znajomy, ktoś z rodziny a nie obcy.
            • altz Re: Do: pelagaa i lilith76 23.04.12, 09:24
              arwena_11 napisała:

              > Akurat religia, to jedna z ważniejszych spraw do ustalenia.
              > W moim przypadku w ogóle nie doszłoby do małżeństwa z osobą niewierzącą, poniew
              > aż wiara ma dla mnie bardzo duże znaczenie.

              Każdy w coś wierzy. Rozumiem, że chodzi Ci o zgodność poglądów i o tę jedną wybraną religię. big_grin Hindusi to ładnie rozwiązali, jest jeden bóg, ale różnie się nazywa, dzięki temu się pogodzili.
              Tam matka nie jest osobą religijną, z definicji powinno Jej nie zależeć, a jeśli zależy, to znaczy, że jednak ma jakąś swoją religię.

              > Spytaj się tylko męża, czy traktuje chrzest i wiarę poważnie ( tzn czy dotrzyma
              > obietnic chrzcielnych ) czy to na złość tobie. Jeżeli mu zależy, to będzie zab
              > ierał dziecko na msze co niedziela, uczył modlitw itd. W innym wypadku chrzest
              > nie ma sensu.
              To jest dobre pytanie. Nie tylko chrzest, ale również konsekwencja.

              > Co do odprowadzania przez tatusiów koleżanek, to ja też mam mieszane uczucia.
              Jeśli pan zabiera dziecko razem ze swoim dzieckiem, to jest naturalne.
              Mi się zdarza odebrać dziecko znajomych z przedszkola, gdy mają jakiś poważny problem organizacyjny, ale wyłącznie na prośbę. Mężczyźni sami powinni się wystrzegać takich sytuacji, bo są często ofiarami pomówień.
              • arwena_11 Re: Do: pelagaa i lilith76 23.04.12, 10:23
                Altz, dziecko znajomych oczywiście, że tak. Ale nie jeżeli znasz kogoś tylko na zasadzie dzień dobry i ani słowa więcej. Zakładam, że jednak u założycielki wątku, znajomość jest bardziej "zaawansowana". Wtedy nie mam obiekcji
        • lilith76 Re: Do: pelagaa i lilith76 23.04.12, 14:04
          Co do FB - gdyby to powiedziała ci sasiadka, to jakbyś zareagowała? Zabiła śmiechem.
          Przestań tak się przejmować w sprawach banalnych. Niech sobie gada. Olewaj. Albo wymyśl sobie jakaś głupią formułkę w stylu "Musisz nauczyć się z tym żyć". Albo po prostu idź na konsultacje do psychologa, bo ciągle w środku jesteś jego ofiarą i facet nawet za grobu będzie ci podwyższał ciśnienie.

          Co do chrztu to nie poradzę.
          Gdyby on był chociaż autentycznym wierzącym człowiekiem i dalej dbał o praktyki religijne dzieci, rozmawiał o tym z nimi.
          Przynajmniej wiesz, że będziesz mieć ochrzczone dziecko. Ja nie mam pojęcia, czy mi mojego moja ciotka (osoba głęboko wierząca i praktukująca) z wody nie ochrzciła, gdy byłam w wc smile

          Powiedz mu, że zakopałaś już włosy i obcinki z paznokci dziecka na rozstajach dróg, w obecności trzech świadków, o pełni księżyca zgodnie z wiarą Świetlistego Peruna, którego teraz jesteś wyznawczynią. Dziecko jest już pełnoprawnym "świetlistoperuniątkiem" i chrzest jako drugi będzie nieważny wink
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka