traf-fic
18.06.04, 13:09
Cześć dziewczyny.
Od razu wyjasnię, że piszę pod innym nickiem niż mam normalnie na edziecku.
Mam nadzieję, że Wam to nie przeszkadza. Może kiedyś się "ujawnię", ale teraz
nie jestem jeszcze na to gotowa.
Tak na dobrą sprawę, to nawet nie wiem od czego zacząć. Po dwóch latach
kłótni, awantur mniejszych i większych, godzenia się "na chwilę" mam już dość
takiego życia. Chcę odejść, ale boję się jak sobie poradzę z samotnością, a z
drugiej strony...tak właściwie to niewiele sie zmieni jak zostanę sama. Dalej
będę sama chodzić na spacery z dzieckiem, sama będę dbać o mieszkanie (nie
chcę pisać dom, bo zaraz zaczynam płakać), sama będę opiekować sie dzieckiem,
sama będę się martwić o opłaty, o to co zrobić na obiad, sama będę sprzątać i
wnosić wózek na III piętro. Nikt nie będzie mi mówił że jestem beznadziejna,
głupia, brzydka, gruba, że kradnę (usłyszałam to jak wzięłam na chwilę
ołówek, taki najzwyklejszy, bo musiałam coś szybko zanotować), że nie dbam o
dom, że źle wychowuję dziecko, że jestem oziębła (ale jak tu iść do łóżka z
kimś, kto rano wyzwie mnie od najgorszych? Kilka razy uległam a potem z
obrzydzeniem patrzyłam sobie w twarz). Nikt nie będzie się ze mnie wyśmiewał,
poniżał, nie będę traktowana jak szmata..Jak siedzę sama w pokoju i słyszę że
on przechodzi korytarzem, albo wchodzi do pokoju to zaczyna boleć mnie
brzuch, jest mi niedobrze, podskakuję na krześle ze świadomością, że zaraz na
pewno usłyszę coś przykrego. To nawet nie jest tak, że on wyzywa mnie od
kurew, czy coś podobnego. Po prostu wbija mi szpile tak żeby nie było śladu
zewnętrznie, ale ból wewnątrz jest duży. Taka domowa odmiana mobbingu.
Najbardziej męczy mnie ta huśtawka, jak on jest w dobrym humorze, to i zagada
normalnie i przytuli, a jak coś pójdzie nie po jego myśli to wiem że będzie
awantura, pod byle jakim pretekstem. Mam dość życia od kłótni do kłotni.
Powiedział mi nie raz, że mnie nie kocha, że mnie nienawidzi, że załuje że
mnie poznał. I to nawet nie w ferworze awantury (wiadomo, pod wpływem nerwów
każdemu zdarzy się chlapnąc coś czego potem się załuje), tylko na spokojnie,
na zimno. Od dawna nie rozmawiamy, właściwie, to oprócz dziecka nie mam z kim
pogadać, on jak tylkko wróci do domu to siada do kompa i całymi godzinami
siedzi na gg. Kilka razy przeczytałam jego archiwum. Czułam się jakbym w łeb
czymś ciężkim dostała. Obcym dziewczynom opisuje co sie u nas dzieje, jaka to
ja jestem wredna, o naszym dziecku, one każa małego ucałować od "cioci Oli"
np. A on pisze, że mnie nie kocha, ale zamierza ze mną mieszkać i "dogadywać
się" i po kryjomu sie z kimś spotykać, bo "jemu się też coś od życia należy".
Jest mi tak bardzo źle i ciężko, a nie mam się komu wypłakać. Wstyd mi. Za
niego. Za swoją głupotę. Wstydzę się że jestem gruba, głupia, brzydka. Tak
bardzo potrzebuję, żeby mi ktoś powiedział, że wszystko będzie dobrze. Co mam
zrobić, żeby się pozbierać? Żeby kazać mu się wyprowadzić i pozwolić na to a
nie żebrać o jeszcze jedną szansę, o uczucie. Jak znowu uwierzyć w siebie?