Dodaj do ulubionych

niestety poległam...

27.07.12, 12:06
moja apelacja została oddalona. Nic więcej - jeśli chodzi o rozwiązania formalne - nie jestem w stanie zrobić. Moja sześcioletnia córeczka została ostatecznie powierzona pod opiekę swojemu ojcu, mnie ograniczono prawa i nakazano płacić alimenty. Pisałam tu na forum po wyroku pierwszej instancji mniej-więcej co się działo. W skrócie powiem tak: ex stworzył dziecku fałszywą wizję, że jak będzie mieszkała z nim, to wszystko będzie gicio. I dziecko z determinacją walczyło o to, posuwając się wręcz do kłamstw (mama mnie bije i kopie...). Psycholożki to "łyknęły". Osiągnęli ten "sukces". Tyle, że dziecko jest teraz niesamowicie zaskoczone i przerażone tym, że to "więcej z tatą" ma również ciemną stronę medalu, czyli "mniej z mamą". A przecież MAMA była zawsze, mama to powietrze, woda i grunt pod nogami. Skąd mogła przypuszczać, że mogłoby jej tego nagle brakować?? I jak to teraz będzie? Doszło wręcz do zsikania się w łóżko, czego nie było już od ho ho.
Niestety sąd okazał się zupełnie bezduszny, zasłaniał się opiniami, które oparły się na deklaracjach dziecka, że ona chce z tatą. W sumie czterech sędziów nie umiało nic mądrego powiedzieć, najłatwiej było posłuchać pięciolatki (wtedy), która niestety nie miała pojęcia, co robi i jakie będą tego skutki. Została oszukana przez własnego ojca. A teraz jest już za późno by cokolwiek zmienić.
Sędzia w pierwszej instancji w postanowieniach cząstkowych widziała to, że on dzieckiem manipuluje, pisała wręcz, że ojciec wykorzystuje trudną sytuację dziecka, ustnie zarzucała mu, że traktuje dziecko przedmiotowo. A potem w wyroku o tym nic a nic. Bielmo na oczy, woda w usta... "Pozwany posiada wystarczające kompetencje wychowawcze..." I pozamiatane.
Jestem, zawsze byłam i nadal będę wspaniałą mamą. Jestem nauczycielką z doświadczeniem pracy w przedszkolach, zerówkach, teraz mam klasę drugą (po wakacjach trzecią) podstawówki jako wychowawczyni. W ciągu dwóch lat procesu nie było ani jednego zarzutu pod moim adresem, jaką jestem matką i jak sprawuję opiekę nad córką. Od nikogo. Wręcz same superlatywy. Przegrałam, bo nie chciałam robić z serca dziecka pola bitwy.
Mój udział w jej życiu i wychowaniu na szczęście jest zagwarantowany szerokimi kontaktami (praktycznie 50% czasu mam z dzieckiem). Muszę przełknąć upokorzenie, którego doznałam i będę od niego doznawać, ponieważ niestety uwielbia się chełpić i podkreślać, że teraz to on tu jest rodzicem i decyduje. Będę robić swoje: kochać córkę, być dla niej oparciem, stwarzać jej możliwość swobodnego bycia sobą, bez udawania, tabuizowania - tak jak to ma miejsce w jego miejscu zamieszkania. Odbieram to jak jakąś misję do spełnienia w jej życiu, ale wiem, że podołam. Kto jak nie ja? smile
Na koniec coś, czego lepiej niech nie czytają osoby łatwo się wzruszające.
Spędziłam z córeczką wspaniały tydzień nad morzem. Byłyśmy tylko my, tylko dla siebie. Mała bardzo łapczywie "ładowała akumulatory" po ponad 2 tyg niewidzenia mnie. Nadszedł ostatni wieczór przed wyjazdem i ponowną rozłąką. Kupiłam "lampion szczęścia", żeby wieczorem, przy zachodzie słońca wysłać go w niebo, by był to nasz wspólny magiczny moment. Zapytałam córkę, jakie życzenie wypowiemy puszczając ten lampion. Powiedziała: żebyśmy mogły jak najczęściej się przytulać, mamusiu. Nie lego, barbie, komórkę dotykową... Ona potrzebuje MAMY. A ten (!!!!!!) tego nie może zrozumieć. Jest to pusty, nieszczęśliwy człowiek ze skarlałą, płaską osobowością, za to o mega-rozbudowanym ego. Wiem, że czas to wszystko zweryfikuje, dziecko szybko rośnie, dojrzewa, widzi różnice, pomału buduje własne oceny. Nie piszę tu po to, by wzbudzić litość, choć odrobina współczucia jest zawsze mile widziana. Piszę, by pokazać, ile każda z nas jest w stanie znieść. Ja się nie poddałam i nie poddam. Chociaż mam takie odruchy, że najchętniej powiedziałabym mojemu dziecku "skoro tak chciałaś z tym tatusiem mieszkać, to idź sobie do niego, droga wolna..." Nie wolno mi tego zrobić!! I chociaż jest ciężko jak jasna cholera, udźwignę to. Będę opoką. Będę kochającą, najczulszą i serdeczną mamą. A jego "zwycięstwo"... Zdaje się, że zostanie rozsadzone od środka. W tej małej dziewczynce płonie ogień prawdziwej miłości, który ja rozpaliłam, a on nie umie tego ognia podsycać. We mnie nie umiał. Nie jest zdolny do takich uczuć, bo nie umie zaufać. A ona, będąc tam, będzie za tym tęsknić i żadne imitacje, które będzie jej podsuwał tego głodu nie zaspokoją.
Uff wywaliłam to z siebie. A każdej z nas, która będzie to czytać powtarzam: nie trzeba się bać. Jesteśmy w stanie udźwignąć, ogarnąć i znieść o wiele więcej, niż by się wydawało. Głowa do góry, pierś (choć nieidealna wink do przodu, głęboki wdech i robimy swoje.
Pozdrawiam Was serdecznie.
Obserwuj wątek
    • gosiamamaeryka1 Re: niestety poległam... 27.07.12, 12:14
      Nie znam twojej historii, jednak w pierwszym odruchu też bym pomyslała - chciałaś z tatą mieszkać, to idź. Nie będę oceniać, bo jednak według mnie sądy tak łatwo nie zabierają dziecko matce. Ale myślę, że lada moment córka zrozumie wszystko, sama oceni swoje postepowanie, zachowanie taty i mamy. Najważniejsze, żebyś nie ominęła tego, żebyś obok niej była, żebyś o niej trwała i ona czuła ciebie w każdej sytuacji, nawet gdy nie ma ciebie w pobliżu. Może niech córka ma zawsze przy sobie coś od ciebie? Wisiorek, łańcuszek? Coś, co będzie mogła dotknąć, gdy będzie sama, gdy będzie jej smutno. Będzie wiedziała, że mama mimo ze z nią nie mieszka, zawsze jest z nią, że zawsze możę do ciebie przyjść, zadzwonić, przytulić. Pozdrawiam serdecznie
      • todilla Re: niestety poległam... 27.07.12, 12:21
        dziękuję, dobry pomysł. Wiem, że to wzbudza jakieś dziwne podejrzenia, jest niewiarygodne, że tak "bez powodu" zabrali dziecko matce. Ale niestety to jest właśnie w tej historii najbardziej dramatyczne i niestety prawdziwe. Dociekliwym mogę udostępnić skan opinii RODK - jeśli ktoś niedowiarek. Ale pomysł z medalikiem czy czymś takim jest super. Pomyślę o tym na pewno!
    • ona3010 Re: niestety poległam... 27.07.12, 13:39
      pobeczałam sie. Podziwiam Cię.
      • todilla Re: niestety poległam... 27.07.12, 18:57
        dziękuję Ci za to, że mi wierzysz.
    • braktalentu Re: niestety poległam... 27.07.12, 14:30
      Ja tu czegoś nie rozumiem. Jak to poległaś? Jako kto? Strona w sprawie? A w życiu czujesz się "Stroną w sprawie", czy matką?
      Piszesz o normalnej procedurze bycia rodzicem po rozwodzie jak o jakimś heroizmie. Tysiące rodziców w Polsce jest w podobnej sytuacji. Nie "zmaga się" z podobną sytuacją, ale po prostu nadal jest rodzicem. A ich obawy dotyczą dziecka, a nie tego jak ex partner życiowy będzie się chełpił.

      Przeciwstawiasz wizerunek siebie; płaskiej, skarlałej osobowości byłego męża - kupa pogardy i niewiele więcej, bo Twoja osobowość też jakoś blado wypada. Że nauczycielka, wychowawca? To czyni Cię lepszym człowiekiem, czy rodzicem?

      Kto da radę jak nie ja? Siłaczka normalnie. Kobieto, bycie matką to zawsze od cholery roboty. Nie masz jej ani więcej ani mniej niż inni rodzice. Nie ma się co tak nad sobą rozczulać, podziw też raczej niezasłużony.
      "Mama to powietrze, woda i grunt pod nogami", a tata to pies?
      Wybacz, ale dla mnie ten wątek to kupa łzawej szmiry. Mnie teatralne gesty w postaci lampionów szczęścia nie biorą. Mnie bierze codzienna, żmudna robota. Lekarz, wywiadówka, złe stopnie, zmiana zasikanego prześcieradła, dobre stopnie, biegunka, kłótnia z najlepszą przyjaciółką, odnaleziona różowa spinka i świadomość dlaczego w tym tygodniu to już nie takie ważne. Dzieckiem się zajmij, a nie boleniem nad jakimś papierkiem z czerwoną pieczątką. Żadna pieczątka rodzicem nie czyni, ani rodzicielstwa nie odbiera.
      • todilla Re: niestety poległam... 27.07.12, 18:48
        braktalentu, nie napisałam o tym, że jestem nauczycielką, aby się wywyższać. Poczułaś się tym poniżona?? Dlaczego nie można tej sytuacji potraktować własnie jako heroizmu? Każda z nas tutaj piszących ma swój dramat i swój heroizm, myślałam, że to Forum służy również do tego, byśmy się w tym właśnie wspierały. Czy ja napisałam, że moja tragedia jest ważniejsza, gorsza, większa od innych? Nie. Nie miałam na myśli, że tata to "pies". Tata po prostu nie angażował się w życie i rozwój tego dziecka przez pierwsze trzy lata życia - scedował to na mnie, czego zresztą ja nie kwestionowałam, bo opieka nad córką zawsze dawała mi i daje wielką radość, przyjemność i satysfakcję. W przeciwieństwie do Ciebie, braktalentu, nie uważam macierzyństwa za "codzienną, żmudną robotę". Macierzyństwo było moją codziennością od poczęcia córki. Obecnie ubolewam właśnie nad tym, że nie jest. Komentarz "dzieckiem się zajmij" jest nie na miejscu. Dziecko przebywa aktualnie u ojca. Zastanów się, czym dla Ciebie jest macierzyństwo i czy czasami nie zatraciłaś tego, co w nim najpiękniejsze. Pozdrawiam.
    • gazeta_mi_placi Re: niestety poległam... 27.07.12, 15:39
      Mieszkasz w Polsce? Jeśli tak to niestety musiałaś mieć grubo za skórą żeby sąd orzekł jednak miejsce przebywania córki przy ojcu. Nawet niektórym alkoholiczkom sądy przyznają opiekę.
      Powiedz lepiej czego nam nie dopowiedziałaś w tej słodkiej historyjce.
      • todilla Re: niestety poległam... 27.07.12, 18:56
        tak, oczywiście najłatwiej jest nie uwierzyć. Zrobić ze mnie zakamuflowaną lekomankę, narkomankę, prostytutkę, alkoholiczkę, złodziejkę , a najlepiej mix wszystkiego. Pomyśleć sobie, że zasłużyłam na to, co mnie spotkało. Jaki cel miałabym w oszukiwaniu Was? Wiem, że jest wiele osób, które robią różne prowokacje, by wzbudzić współczucie, a potem się wyśmiewać. To powoduje u Forumowiczów nieufność. Jak już napisałam, mogę udostępnić opinię z RODK - mogę ją sobie oprawić w ramki i powiesić na ścianie. Same superlatywy cud-miód. Zaważyło zdanie dziecka, a nie kompetencje rodziców w tym przypadku. Mimo, iż Sąd swym autorytetem sam wskazywał, że ojciec tym zdaniem manipuluje. Nie musicie mi wierzyć... Liczyłam na trochę wsparcia, zrozumienia. Ale jeśli nie, to mam chociaż nadzieję, że będzie to ostrzeżenie dla tych, które dopiero są na początku drogi rozwodowej. Bycie wspaniałą mamą niestety nie wystarczy, jeżeli po drugiej stronie jest przebiegły lis. Nie dajcie się.
        • danaide Re: niestety poległam... 27.07.12, 23:13
          Piszesz rzeczywiście w sposób egzaltowany, ale to nie powód, by równać Cię z ziemią.

          Na pocieszenie
          > moja apelacja została oddalona. Nic więcej - jeśli chodzi o rozwiązania formalne - nie jestem > w stanie zrobić.
          o ile się nie mylę - wnieść sprawę ponownie do sądu jeśli zajdą jakieś nowe okoliczności.

          Z drugiej strony: 50% czasu. Czy w końcu dziecko "ma 2 domy"? Dlaczego przy podziale czasu 50 na 50 są alimenty?

          Mnie w tej sytuacji chyba najbardziej boli/zastanawia fakt, że dziecko potrafiło tak źle wypowiadać się o Tobie w sądzie. To jakie wartości zostały mu wpojone - czy też siła manipulacji robi swoje? Jednocześnie: umówmy się - jesteśmy same, od całej czarnej roboty, a tatuś, wpada, och ach, miód cud i orzeszki. To z kim nam, dzieciom będzie lepiej?
          Jak to funkcjonuje? Sądy się na to łapią?

          Nie wiem też, jak załatwiliście sprawy po rozwodzie. Może coś spowodowało takie zaognienie sytuacji, że musiało dojść do krwawej jatki?

          Im dłużej czytam to forum tym bardziej przeraża mnie przyszłość. Tak bardzo nie chce mi się użerać z eks. Gdyby nie dziecko już dawno siedziałby w annałach historii.
          • zapalniczka5 Re: niestety poległam... 28.07.12, 08:40
            Bardzo współczuję i ściskam na pocieszenie.
            Nie podzielam opinii, że matka musiała mieć sporo "za uszami", że sąd przyznał dziecko ojcu. Myślę, że jeśli ojciec jest przebiegły, potrafi dobrze "ustawiać", przekonywać i manipulować to same superlatywy o matce nie wystarczą.
            Powiedz proszę, jak to sięstało, że 6-cio letnie dziecko mogło wypowiadać się z kim chce mieszkać? Z czego to wyniło? Z badań w RODK?
            Głowa do góry. Napewno jesteś wspaniałą mamą i zawsze nią będziesz. Najważniejsze, by córcia czuła Twoją miłość i wsparcie, oraz to, że zawsze może na Ciebie liczyć. Kiedyś sama oceni..... smile
            A tak z ciekawości...... w jakim mieście odbyły siębadania w RODK?
        • madziulec Re: niestety poległam... 29.07.12, 19:28
          Znam przypadek, gdzie mama zdecydowała sie na to, że jej dwójka dzieci zamieszka z ojcem.
          Ona... niestety pracuje, by przezyc, czasem i 10 godzin dziennie. Nie byłaby w stanie dac dzieciom tego, co daje ojciec. Nie dość, że czas własny, to i zajęcia pozalekcyjne, warunki mieszkaniowe wspaniałe.
          Ona zabiera dzieci na każdy weekend. Wtedy jest na 100% dla dzieci.

          Czy odbiera to jako porażke ? Nie. Odbiera to jako swoją wielka szanse bycia super matka wtedy kiedy jest to możliwe.
        • lilka_o Re: niestety poległam... 28.09.12, 21:18
          dziwne, ze sad kieruje sie zdaniem 5-latki!
          to wazniejsze jest, co sobie dziecko w wieku 5 lat wymyslilo, nie to gdzie bedzie mialo lepsza opieke? w Niemczech dzieci mogo "dopiero" w wieku zdaje sie 13 lat decydowac, u ktorego z rodzicow wola zyc, do tego czasu sad decyduje, gdzie jest lepsza opieka dla dziecka (ktore z rodzicow pracuje na caly etat i tym samym ma mniej czasu dla dziecka, z kim dziecko jest bardziej zwiazane, czy jest opieka po zajeciach szkolnych czy dzieciak sam wloczy sie po miescie bo nikogo nie ma w domu itp.).
        • karina500 Re: niestety poległam... 10.10.12, 20:30
          > Bycie wspaniałą mamą niestety nie wystarczy, jeżeli po drugiej stronie jest pr
          > zebiegły lis.

          Z tym bym się akurat zgodziła.
          Ja mojego lisa nazwałabym dodatkowo kanalią. Mega kanalią.

          W pierwszym odruchu, tak jak niektóre forumowiczki pomyślałam - co ona nawyrabiała, że
          (polski) sąd ograniczył jej prawa rodzicielskie i opiekę powierzył ojcu? Ale szybko się zreflektowałam.
          To pokutujący od dawna mit, że sądy w Polsce stoją po stronie matki. To jakieś wierutne bzdury wymyślone przez tatusiów/kanalie. Ja mam zupełnie inne doświadczenia. Ja i wiele znanych mi kobiet, które użerają się w sądach z "tatusiami" swoich dzieci. Sądy troszczą się przede wszystkim o to, żeby Misiom nie stała się krzywda, żeby przypadkiem za bardzo nie odczuli, że mają jakieś obowiązki względem swoich dzieci.

          Trzymaj się todilla smile Też nie widzę powodu, dla którego miałabyś tu kłamać. Niby w jakim celu? To śmieszne...
    • kara_mia Re: niestety poległam... 28.07.12, 10:19
      Niewiarygodne jest że :
      że 6-cio letnie dziecko mogło wypowiadać się z kim chce mieszkać

      Żaden psycholog ( choćby wieczorowy) wie, że jest ZABRONIONE zadawanie takich pytań takim małym dzieciom. I w to nie uwierzę, takich cudów nie ma ( chyba w ERZe - ale ERY tez nie ma...)

      Twój heroizm?
      że co, że masz dziecko
      że jesteś nauczycielką?
      że ojciec się zajmuje dzieckiem?

      Nie poświęcał czasu - było źle
      Teraz poświeca - 50% czasu dziecka jest ono pod opieka ojca - czyli tak jak idealnie matka polka powinna wymarzyć - tez źle
      Gdzie niby strata córki, ma 2 rodziców, czas podzielony z opieka po równo ( mniej więcej) i tyla?

      Chyba , że chodzi o to , że mamusi "wnętrze" i jej "nie zrozumiane przez nikogo" porywy uczuć macierzyńskich każą załzawionymi oczami patrzeć się, jak córcia własnie się ze..rała a fakt, że umie już użyć papieru toaletowego dostarczył sercu matki niespotykanych wzruszeń, których nieczuły ojciec nie podziela. I tak magiczna chwila w kiblu zostanie już na zawsze świadectwem nierozerwalnej więzi i miłości od której serce unosi się na niebiańskie wyżyny...
      A słodki ból ściska serce, że już córka nie będzie potrzebowała pampersów i mamusia nie pozostanie potrzebna przy chodzeniu do wychodka... to normalne, ale tak boli, kiedy nasz słodkie dziecko noszone pod sercem już s...a samo!

      ( Co do diabła trzeba brać, żeby tak widzieć macierzyństwo?)
      Zaczynam rozumieć czemu RODEK zadecydował o powierzeniu opieki ojcu. Jakiś przytomny człowiek tam był. Sama zrobiła bym tak samo.

      • wrzesniowamama07 Re: niestety poległam... 28.07.12, 11:45
        Przerysowane, ale niestety tylko przerysowane

        Z tego co wiem, sąd nie mógłby pytać 6-latki, dopiero 13-latkowie mają prawo wyboru rodzica, sąd może zadać pytanie i powinien uwzględnić dobro dziecka. Ale podczas badania w RODK mogą paść pytania podczas rozmowy z psychologiem. Jak zadane, to już inna sprawa. Z pewnością jednak sąd nie jest związany słowami dziecka i musiał wziąć pod uwagę inne czynniki.

        Dla matki to sytuacja mało komfortowa (ograniczenie władzy - hm, to też mnie zaskakuje, zwykle matki alimenciarzy słyszą w sądach, że nawet niepłacenie alimentów nie jest podstawą do ograniczenia, a tu sąd apriori ogranicza władzę), ale skoro sąd postanowił że 50 proc. czasu dziecko ma spędzać z mamą, to przecież jest prawie opieka naprzemienna. Ja na miejscu autorki postarałabym się wykazać, że ograniczenie władzy w tym układzie jest niepotrzebne, a rodzice mogą sprawować ją razem - dla dobra dziecka.
        • todilla Re: niestety poległam... 29.07.12, 13:28
          Dziękuję za wszystkie wpisy. Też byłam w szoku, że sąd zasłaniał się zdaniem małego dziecka. Skąd się to wzięło? Opinie były trzy: wrocławska, poznańska i świdnicka. W pierwszej zdanie dziecka nie było opisywane, a opinia sugerowała powierzenie opieki mi. Podejrzewam, że na dwa pozostałe badania dziecko zostało już odpowiednio ukierunkowane. W badaniach metodami nie wprost wyszło, że dziecko tak samo kocha, potrzebuje i dobrze się czuje u mamy, jak i u taty. Ale (mimo, że panie nie pytały), dziecko samorzutnie deklarowało, że chce mieszkać z tatą. Czyli możliwe, że tato "zadał" małej, żeby to powiedziała... Chociaż tego nie udowodnię przecież. I to wystarczyło. Ponieważ trudno było jakiekolwiek inne argumenty znaleźć, ten stał się koronny.
          Oczywiście w apelacji podnosiłam niesprawiedliwość - przy podziale opieki praktycznie 50%-50% ja mam ograniczoną władzę i płacę alimenty. No ale niestety sąd okazał się bezduszną instytucją. Podał odpowiednie paragrafy i powiedział, że wszystko odbyło się zgodnie z polskim prawem. I tyle.
          • danaide Re: niestety poległam... 29.07.12, 15:54
            To ja poproszę o te "odpowiednie paragrafy". Czy wnosisz o uzasadnienie - masz chyba do tego prawo. A potem wkopiuj to i owo, żebyśmy wiedziały ja to działa.

            Są trzy elementy: zamieszkanie dziecka - czy ustalenie miejsca zamieszkania u jednego rodzica zobowiązuje do ograniczenia władzy drugiemu rodzicowi?, ograniczenie władzy - w związku z czym?, alimenty - skoro jest czas 50/50 - pytałam o te "dwa domy" - to czemu jest jeszcze obowiązek alimentacyjny, nie zapewniałaś czegoś jej?
            • wrzesniowamama07 Re: niestety poległam... 29.07.12, 16:20
              ustalenie miejsca zamieszkania u jednego z rodziców jest przesłanką do ograniczenia władzy, ale zwykle sądy uznają, że zbyt nikłą i domagają się innych przesłanek - np. udowodnienie, że drugi rodzic się nie interesuje życiem dziecka.

              Wg kodeksu rodzinnego fakt, że rodzice nie mieszkają razem, jest wystarczającym powodem do ograniczenia władzy - nie trzeba "mieć za uszami". Ale tak jak piszę - bardzo rzadko sądom to wystarczy do ograniczenia władzy. Bardzo rzadko.
              • todilla Re: niestety poległam... 29.07.12, 19:18
                Ograniczenie władzy wynikło z następujących okoliczności: Sąd może pozostawić władzę rodzicielską obojgu rodzicom pod warunkiem, że oni przedstawią pisemne porozumienie, jak mają zamiar tę władzę wykonywać, czyli jaki jest podział opieki itp. Musi to być na piśmie i uzgodnione między stronami tak, że oboje się na to zgadzają. W moim przypadku ja obstawałam przy tym, że dziecko ma mieszkać ze mną, a ojciec - że z nim. Do ugody nie doszło. W związku z tym sędzia - jak sama powiedziała - nie mogła pozostawić nam obojgu władzy. Wielokrotnie również podkreślała, że w polskim prawie nie dopuszcza się czegoś takiego, jak opieka naprzemienna. Po czym ustaliła tak podział opieki i kontakty, że w praktyce jest to prawie po połowie (różnica wynosi około 12 h więcej na korzyść ojca). Absurd zupełny. Oczywiście w apelacji zostało to wytknięte. Nikogo to nie wzruszyło.
                • todilla Re: niestety poległam... 29.07.12, 19:26
                  a co do obowiązku alimentacyjnego to już totalna żenada... Napisałam, że wobec 50-50 podziału opieki zasadniczo obowiązek alimentacyjny powinien być zniesiony. Jednocześnie wnioskowałam o przekazanie dziecka z powrotem pod moją opiekę (ojciec miałby tak jak wcześniej - co drugi weekend i każdą środę) oraz 600 zł alimentów. Wytknięto mi, że jak dziecko jest tam - to moim zdaniem nie ma potrzeby alimentowania, a jak u mnie - to jest. Sędzi nie przyszło do głowy, że te dwie sytuacje różnią się zasadniczo proporcją opieki nad dzieckiem. Uważam, że powinno się znieść alimenty w podziale jaki został zawarty w wyroku, czyli 50-50. Gdyby on miał środy i co drugi weekend - to musiałby płacić, bo to nie jest 50procentowy udział w opiece. Gdyby sąd zdecydował, że dziecko jest u mnie, a jemu dałby kontakty takie jak ja mam teraz, to również nie żądałabym alimentów. Przepraszam, że to trochę zawiłe, ale nie umiałam lepiej wytłumaczyć...
                  • annakate Re: niestety poległam... 29.07.12, 21:57
                    Prawda jest taka, że zawsze ktoś czuje się pokrzywdzony wyrokiem; a w sparwach dotyczących dzieci nie ma jedynych słusznych rozstrzygnięć - a proste bywają tylko wtedy, kiedy jedno z rodziców ewidentnie na rodzica się nie nadaje bo jest chore, głęboko uzależnione lub poważnie zaburzone psychicznie. Pieniądze łatwiej podzielić, chociaż i to bywa nieproste, a dziecka rozerwać się nie da. W imię dobra dziecka rodzice często robią mu podwójną krzywdę - raz, że dziecko traci bezpieczny świat, którego reguły rozumie, dwa, że zazwyczaj następuje -mniej lub bardziej świadomie manifestowana- licytacja: JA jestem lepszym rodzicem, JA bardziej cię kocham, oraz wytykanie drugiemu rodzicowi prawdziwych lub wyimaginowanych wad i nietrafionych posunięć.
                    Kolejnym fałszywym krokiem jest nadmierne przywiązywanie wagi do tego co mówi dziecko - wywoływanie choćby pozoru, że zdanie dziecka jest decydujące jest niepotrzebne i okrutne. Dziecko ma prawo nie wiedzieć, co dla niego będzie dobre, ma prawo przeżywać natłok sprzecznych emocji i nie powinno byc wprzęgane w konflikt rodziców. Uwierzcie mi, że czasem zdrowiej jest dziecku powiedzieć, będziesz mieszkać z tatą, bo tak zdecydowała pani sędzia, niż powiedzieć dziecku - będzie tak, bo sam/sama tego chciałeś. Jeżeli dziecko czasem będzie się czuło nieszczęśliwe, to lepiej dla jego psychiki, żeby winnym był ktoś obcy, niż ono samo.
                    W dodatku - zaraz mi się po łbie dostanie- stare powiedzenie sędziów mówi, że najgorzej sądzi się prawników, nauczycieli i lekarzy, oraz ewentualnie policjantów - i jest w tym głęboka mądrość, bo są to zawody, w których ludzie przywykli, że to oni mają z urzędu rację i strasznie ciężko im przyjąć, że nie zawsze.
                    • laura771 Re: niestety poległam... 30.07.12, 09:42
                      Todilla, masz mojego maila. Odpowiedz proszę.
                    • todilla Re: niestety poległam... 30.07.12, 20:49
                      he he he to żeby było weselej dodam, że ex też jest nauczycielem. A nawet terapeutą. Pewnie współczujecie naszemu dziecku... i słusznie tongue_out Chociaż mała ostatnio rozpromieniona chodzi, więc ja chowam "dramat" do szafy i ŻYJĘ big_grin ba, cieszę się życiem i naszymi wspólnymi chwilami.
                      • annakate Re: niestety poległam... 30.07.12, 22:24
                        żeby Ci było raźniej - ja jestem prawnikiem, mąż nauczycielem i jakoś z tym żyjemy, chociaż jak mnie ponosi, to rodzina zjadliwym szeptem się informuje "proszę wstać, sąd idzie", a jak mąż wpada w ton nauczycielski, to pytamy ile do dzwonka.
                        • vero_nique Re: niestety poległam... 04.08.12, 11:49
                          Obydwa "sformułowania" absolutnie doskonałe smile.
                  • braktalentu Re: niestety poległam... 31.07.12, 10:21
                    "Napisałam, że wobec 50-50 podziału opieki zasadniczo obowiązek alimentacyjny powinien być zniesiony"

                    Zasadniczo się pomyliłaś. Jeżeli rodzice nie są w stanie dogadać się w kwestiach tak zasadniczych jak plan wychowawczy, to liczenie przez sąd, że ustalą między sobą kto kupi wyprawkę szkolną byłoby naiwnością. Sąd, działając na rzecz dziecka uczynił jednego z rodziców odpowiedzialnym za dystrybuowanie środków dziecka na Jego bieżące potrzeby.

                    " Gdyby sąd zdecydował, że dziecko jest u mnie, a jemu dałby kontakty takie jak ja mam teraz, to również nie żądałabym alimentów."

                    A dziecko chodziłoby w zimie bez kurtki, bo mamusia i tatuś mają inną wizję przyodziewku. Znasz sklep, w którym sprzedają 50% kurtki. Ja nie. Trzeba kupić całość. Już widzę jak pomykasz z byłym do sklepu w celu bezkonfliktowego mierzenia przez dziecka bucików, za które (wspólnie wybrane) zapłacicie każde 50%.

                    Jeżeli rodzice nie dogadują się przed sądem to sąd wydaje wyrok = rozstrzyga. Rozstrzyga na korzyść DZIECKA, nie mamusi, czy tatusia. I tak uczynił tym razem.
            • braktalentu Re: niestety poległam... 31.07.12, 10:31
              "To ja poproszę o te "odpowiednie paragrafy". "

              Doskonale na ten temat szkoli sędzia Renata Latosińska. Obecne interpretacje ustaw mówią, że jeżeli rodzice nie dają gwarancji zgodnego sprawowania opieki nad dzieckiem (plan wychowawczy), wówczas władzę rodzicielską i obowiązek dysponowania środkami na utrzymanie dziecka powierza się jednemu z nich, drugiemu taką władzę ograniczając.
              To działanie na korzyść dziecka, które nie musi np. czekać na wybór przez niedogadujących się rodziców w sprawie metody leczenia schorzenia nie zagrażającemu bezpośrednio życiu, tylko zostaje poddane zabiegom wybranym przez rodzica posiadającego pełnię praw.

              Zasadniczo ograniczenie praw, tak jak ustalenie kontaktów nie wpływa bezpośrednio na możliwość "bycia rodzicem". Pięknie na forum Rozwód i co dalej opisał to Errormix.
              Suma energii jest stała. I od nas zależy czy spożytkujemy ją na bycie rodzicem dla dobra dziecka, czy na pieniactwo dla dobra sprawy.
    • 3-mamuska Re: niestety poległam... 30.07.12, 22:58
      Gdyby moje dziecko tak zrobiło, dalabym odczuć konsekwencje jej decyzyjny i mówienie chce z tata.
      Zostawialam ja na miesiąc dwa, przychodziła w godzinach odwiedzin.
      Dając jej tak wielkie oparcie spowodujesz ze młodej będzie dobrze i tatuś za bardzo nie będzie mógł sie wykazać.
      I przejmujesz odpowiedzialność za błędy ojca i córki, dajesz ochronny parasol.
      Podziwiam cię ja bym sie załamała.
      Pamietam twoje poprzednie wątki,miala nadzieje na inne zakończenie.

      Ale skoro masz być z młoda 50% czasu to dlaczego masz płacić alimenty.
      • lilith76 Re: niestety poległam... 31.07.12, 09:52
        > Gdyby moje dziecko tak zrobiło, dalabym odczuć konsekwencje jej decyzyjny i mów
        > ienie chce z tata.
        > Zostawialam ja na miesiąc dwa, przychodziła w godzinach odwiedzin.

        Po prostu ukarała za decyzję niezgodną z uczuciami matki? Czyli potwierdziła, że chęć pozostania z ojcem była słuszna, bo on jest zawsze w razie problemów, a mama wg grafika.
        Gdyby tak zrobił jakiś ojciec, to byłby chamem bezdusznym, niekochającym dziecka.
      • braktalentu Re: niestety poległam... 31.07.12, 10:36
        "> Dając jej tak wielkie oparcie spowodujesz ze młodej będzie dobrze "

        A chodzi o to, żeby dziecko po rozwodzie rodziców doszło do siebie i miało się dobrze, czy żeby dobrze było mamusi, której samopoczucie zależy od poziomu udręczenia ojca?

        To co napisałaś jest nie tylko bezmyślne, ale i bezduszne.
        • kara_mia Re: niestety poległam... 31.07.12, 11:51
          Jakie tam bezmyślne i bezduszne.

          Myśl przyświeca jasna:
          właścicielem dziecka jestem ja, jeżeli ktoś się zamachnie na moja własność (np tata) będzie cierpiał, oraz ci, którzy mu w tym pomagają - w tym również dziecko.

          Dusza również jest w tej wypowiedzi zaznaczona jasno.
          Licze się ja i nikt inny na świecie.

          To, ze inni sobie inaczej wyobrażają matkę postępującą na RZECZ dobra dziecka to jest ich problem... Mamusia widzi to tak i bedzie to realizowała po trupach ( w tym dziecka)

          bo : Dając jej tak wielkie oparcie spowodujesz ze młodej będzie dobrze
          a nie ma być dobrze, ma być źle, bo to ma być kara za nieposłuszeństwo wobec matki.

      • asia_i_p Re: niestety poległam... 05.08.12, 11:57
        > Gdyby moje dziecko tak zrobiło, dalabym odczuć konsekwencje jej decyzyjny i mów
        > ienie chce z tata.
        > Zostawialam ja na miesiąc dwa, przychodziła w godzinach odwiedzin.
        Mówimy o sześciolatce. Karanie sześciolatki za miłość do ojca to byłby jakiś chory koszmar.
    • anitka06 Walcz o dziecko nie poddawaj się... 31.07.12, 15:14
      To co przeczytalam jest przykre a zarazem wzruszajace kiedy piszesz o wspolnie spedzonych wakacjach z dzieckiem.
      Z kazdej sytuacji jest wyjscie, to ze psycholodzy podparli sie opiniami dziecka niech znajda na to dowod czy dziecko jesli mowi ze bylo bite czy faktycznie tak bylo.Bo dziecko dzis mowi chce byc z tata za tydzien z mama a za miesiac z babcia.
      Wiec sproboj ponownie draz dziure w calym ile sie da ale nie kosztem dziecka.
      powodzenia a tatus jak taki super chce kupowac komorki,xboxy czy barbie prosze bardzo niech kupuje ale niech glupot dziecku nie opowiada.
      • braktalentu Re: Walcz o dziecko nie poddawaj się... 31.07.12, 20:06
        A tatuś opowiada jakieś głupoty dziecku? Jakie jeśli można widzieć, bo nie doczytałam.
        • kara_mia Re: Walcz o dziecko nie poddawaj się... 31.07.12, 23:07
          Tatuś z definicji jak mówi do dziecka to po to aby opowiadać głupoty i mieszać w głowie.
          Monopol na sączenie w ucho dziecka jedynej prawdy ( domniemuję, że objawionej ) ma jedynie mamusia.
          Podobnież z prezentami.
          Jak tatuś dziecku kupuje prezent, to jest to nikczemna próba przekupstwa a dziecko po latach samo ocenia kto był naprawdę dobry rodzicem ( mamusia!... gdyby tak czasem miało wątpliwości)
          Jak mamusia kupuje dziecku eko soczek za 25 PLN 150 ml z bio upraw pod Przasnyszem certyfikowany w unii, to jest to jej krwawica, której ten zgniły moralnie , szlajający się z dziunia po hiszpańskich plażach w niewierny nie chce współfinansować.
          W razie jakby się nie szlajał po egzotycznych plażach tylko był obok jest to widomy znak, że chce w ten sposób upodlić święta matkę karmicielkę, która żyły sobie wypruwa i nerkę nieomal sprzedała, aby dziecku niczego nie zabrakło... ani prezentów, ani eko-soczku, bez którego dziecko niechybnie skona w męczarniach...

          W sumie sama się doceniam, za ten tekst, ale uczciwie napisze, że w dużej części skompilowany z autentycznych wpisów na forum.
          Sama jednak bym czego takiego nie stworzyła...
      • kara_mia Re: Walcz o dziecko nie poddawaj się... 31.07.12, 23:11
        to ze psycholodzy podparli sie opiniami dziecka niech znajda na to dowod

        Proponowałabym znana od wieków próbę ognia i wody, w razie oporu dziecka przed wyjawieniem prawdy (czyli, że ojciec zbałamucił dziecięce serce na wieki należące do matki ) oprócz typowego łamania kołem na koniec proponuje stos. W końcu wyzna prawdę, że kocha tylko mamę a jakiegoś tam nędznego dawce nasienia.
        • todilla o co tu chodzi 01.08.12, 19:06
          co się z tym wątkiem porobiło... Po co te uszczypliwości, jakieś słowne przepychanki. Jeśli w jakiś sposób wywyższyłam swoją rolę ponad ojca, to miałam ku temu podstawy. Ale nie jestem jakąś fanatyczką matko-polkizmu czy jak to tam nazwać. Są różni ojcowie. Mój eks nie wiedział nawet gdzie w domu znajdują się piżamki, który specyfik jest do mycia dziecka, przez 3,5 roku życia dziecka nie zrobił jej nawet zwykłej kanapki, nie podał żadnego leku. Był na 2 słownie: dwóch samodzielnych spacerach z córką. Więc proszę się nie dziwić mojemu rozgoryczeniu, że sąd to wszystko olał. Kiedy powoływałam się na te argumenty na badaniach, słyszałam: "ale teraz już jej robi te kanapki, czy to według pani źle?" No i co tu odpowiedzieć? Cudownie!
          • kara_mia Re: o co tu chodzi 01.08.12, 21:03
            mój eks nie wiedział nawet gdzie w domu znajdują się piżamki,

            zwykle dzieci przeżywają położone spać w podkoszulku taty, jest to prawie tak extremalne przeżycie jak wejście na K2, ale niektórym udaje sie przetrwać

            który specyfik jest do mycia dziecka,
            mydło??? - czy twój ex się nie mył?
            czy umycie dziecka mydłem palmolive fa lub innym powoduje odpadniecie d... dziecku?
            a jak z eko soczkiem z upraw z Przasnysza ? ex wiedział jak go podawać w specjalnym kubku-niekapku?

            przez 3,5 roku życia dziecka nie zrobił jej nawet zwykłej kanapki, nie podał żadnego leku.

            jakbyś była moja zona i tak się trzęsła nad dzieckiem jak na zgniłym jajem, też mi by do głowy nie przyszło zrobić kanapki, bo jeszcze by się okazało, że chleb trujący podałam a nie EKO.

            Był na 2 słownie: dwóch samodzielnych spacerach z córką.
            jw.

            Więc proszę się nie dziwić mojemu rozgoryczeniu, że sąd to wszystko olał. Kiedy powoływałam się na te argumenty na badaniach, słyszałam: "ale teraz już jej robi te kanapki, czy to według pani źle?" No i co tu odpowiedzieć?

            Ja bym powiedziała
            dziękuje wysoki sądzie, ma sąd racje

            I to wszystko ma być usprawiedliwieniem tego , że masz podstawy wywyższać swoja role ponad ojca???

            I masz pretensje o uszczypliwości??
            Jak już pisałam, sad okazał się wyjątkowo przenikliwy zabierając dziecko na 50% czasu od matki-histeryczki, a moje uszczypliwości jak się okazuje całkiem nieźle oddają twoje codzienne zycie.
            • wrzesniowamama07 Re: o co tu chodzi 01.08.12, 23:16
              Heh. Moje dziecko na ubiegłorocznych wakacjach popylało w bluzeczce piżamowej (z dinozaurem) przez trzy dni - wieczorem tatuś prał - bo synek powiedział, że to jego ulubione ubranko. Żyje wink
            • todilla Re: o co tu chodzi 03.08.12, 13:37
              sama jesteś histeryczką. Gdyby sąd przekazał dziecko ojcu z powodu złej oceny mnie jako matki, to by tym uzasadnił wyrok. Pomyśl, zanim coś napiszesz, bo nie masz racji. Nie przeczytałaś wnikliwie chyba żadnego z moich postów. Zależy Ci tylko na tym, żeby komuś dopiec, pokazać, na jaką zjadliwość Cię stać. Nie trzęsę się nad moim dzieckiem. Przytoczyłam tamte przykłady, bo uważam, że ktoś, kto się ubiegał o "rolę pierwszoplanowego opiekuna" powinien pewne rzeczy umieć i wiedzieć. Zresztą, po co i komu ja się tłumaczę...
            • to_ja_pisze Re: o co tu chodzi 03.08.12, 20:48

              wyjątkowo chamska napaśc
              • kara_mia Re: o co tu chodzi 04.08.12, 01:30
                Skąd, wcale nie.
                Jest to całkiem adekwatnie nazywana rzeczywistość.
                • to_ja_pisze Re: o co tu chodzi 04.08.12, 09:32
                  Rzeczywistość jest taka, że jak ktoś się opiekuje dzieckiem to zna jego przyzwyczajenia, wie jaki krem jest dla dziecka najlepszy, czym je umyć i o jakiej porze. Wszystkie te rzeczy, zwykła codzienność budują świat dziecka i jego poczucie bezpieczeństwa. Jeśli twierdzisz, że jest inaczej to oznacza, że nie wiesz o czym piszesz.
                  Poza tym zachowujesz się jakbyś sama miała (miał) osobisty problem tego typu i odnosisz tą sytuację do własnej, stąd ta agresja.
          • lilith76 Re: o co tu chodzi 02.08.12, 10:10
            A może chodzi o coś innego?
            W powszechnej opinii kobieta, która nie wywalczyła pobytu dziecka u siebie, zgodziła się na ograniczenie praw rodzicielskich jest uznawana za złą matkę, matkę, która nie wystarczająco kochała, kogoś, kto nie jest normalny, działa wbrew naturze? Taka druga Katarzyna W z Sosnowca?
            Tak będzie odbierana todilla.
            Nie każdy ma cechy socjopatyczne jak ty braktalentu i dzięki temu oceny ludzkie w dupie wink

            todilla
            A przecież kochasz swoje dziecko, byłaś dobrą matką, chcesz dla córki tego co najlepsze?
            I nadal - nawet w takich warunkach - będziesz kochać dziecko, będziesz dobrą matką, będziesz chciała dla niej tego co najlepsze.
            Może najpierw na tym się skup?

            Buchalterią, kto był lepszym rodzicem, kto ile zrobił kanapek, ile razy przytulił, niewiele zdziałasz, a tylko zrazisz do siebie osoby, które mogą za chwilę stać się pomocne. Pracuj nad tym, żeby dzień dzisiejszy był dobry.
            • todilla Re: o co tu chodzi 03.08.12, 13:27
              ciekawa jestem, czy jest tu na tym Forum chociaż jedna "Samodzielna mama", która ma ograniczoną władzę rodzicielską i płaci byłemu mężowi alimenty na dziecko. Jeśli jest, to zapraszam niech się ujawni. Może mi podpowie, jak przełknąć coś takiego i nie zwariować. Łatwo jest krytykować, wyśmiewać nawet, mogąc się realizować w roli mamy.
              • lolcia-81 @ todilla 03.08.12, 14:29
                doczytałam gdzieś wyżej, że miałaś opinię "świdnicką" ?
                jesteś ze świdnicy?
                odezwij sie do mnie na gazetowy smile
              • katja75live Re: o co tu chodzi 03.08.12, 20:24
                Ja mam podobnie jak Ty zasadzone 50% czsu czyli tzw. opieke naprzemienna.
                Wprawdzie nie place alimentow, ani nie mam ograniczonej wladzy rodzicielskiej to mniej wiecej wiem co czujesz. Pierwsze co pomyslalam po przeczytaniu Twojego postu to raczej to samo co moje poprzedniczki- histeryzujesz, robisz z igly widly, dziecko potrzeboje obojga rodzicow i to jest najlepsze dla Twojej corki. Jednak po czesci rozumiem Twoja flustracje, bo rowniez moj exs nie interesowal sie dziecmi do czasu jak zawislo nad nim widmo rozwodu. Wtedy zaktywizwal sie na maxa, uchodzil wrecz za wzor ojca wsrod innych rodzicow w szkole, w klubie sportowym etc.
                To bylo dla mnie cholernie denerwujace, lecz jak mowi przyslowie co bylo a nie jest nie pisze sie w rejestr.....Ja doceniam jednak jego wysilki, mam nadzieje, ze nie jest to tylko przejsciowe i na pokaz i sama zgodzilam sie na opieke naprzemienna, bo mysle (widzac relacje exs z dziecmi), ze to bedzie dla nich najlepsze.
    • kara_mia Re: niestety poległam... 03.08.12, 19:42
      chociaż jedna "Samodzielna mama", która ma ograniczoną władzę rodzicielską i płaci byłemu mężowi alimenty na dziecko. Jeśli jest, to zapraszam niech się ujawni. Może mi podpowie, jak przełknąć coś takiego i nie zwariować. Łatwo jest krytykować, wyśmiewać nawet, mogąc się realizować w roli mamy.

      No i w końcu jasność.
      Nie o dobru dziecka gadamy i lampioniki wysyłamy tylko o własnej ambicji zrealizowania się w roli mamy.

      Tu pewnie takiej nie ma, a na forum rozwodowym jest mnóstwo ojców, którzy maja ograniczona władze rodzicielską, płaca alimenty do rąk ex.
      W dodatku często gęsto ex bardzo im utrudniają znacznie realizowanie się w roli taty.
      Zawsze możesz się pocieszyć, że do tej pory nikt nie nazwał cię "biologiczną" oraz "dawcą komórki jajowej" zamiast matką.

      Zapytaj jak oni to przełykają.

      • tendoin Re: niestety poległam... 03.08.12, 20:44
        Kara dlaczego się tak wrednie uczepiłąś autorki? masz jakieś problemy sama z sobą i je przenosisz na tę sytuację??

        Tak, dla matki ograniczenie jej praw do dziecka i oddanie dziecka ojcu jest cięższe niż w drugą stronę. Bo wpojoną od dawna normą w Polsce jest, że dziecko zostaje przy mamie, a to ojciec staje się dochodzącym rodzicem płacącym alimenty. Zapytaj wszystkie sąsiadki oraz swoich rodziców, co sądzą o sytuacji że matce ograniczoon prawa do dziecka. Coś takiego brzmi jak ciężka patologia matki i sensacja. A to, że ojcu ograniczono to wzruszenie ramion "sądy tak robią żeby rodzice nie musieli się szarpać przy decyzjach w sprawie dzieci".

        Źle, że matka nie dotarła do dziecka wcześniej emocjonalnie by mu wytłumaczyć konsekwencje jakie będzie niosło kłamanie u psychologów i oczernianie matki. Ale nie ma nad czym rozpaczać, jeśli ojciec nie jest patologiczny to dziecko też dobrze wychowa, a jak ojciec się wykaże bezmyślnością i to była gra, to szybko go córka zacznie męczyć i będzie można wnosić o zmianę opieki. Najważniejsze to nie histeryzować przy dziecku, tylko tłumaczyć "takie są konsekwencje". Jeśli córka nakłamała psychologom że matka ją bije i kopie to musi się jej uświadomić, że kłamstwo ma swoje skutki a nie usprawiedliwiać i udawać że to z innego powodu.
        • kara_mia Re: niestety poległam... 04.08.12, 01:22
          Tak, dla matki ograniczenie jej praw do dziecka i oddanie dziecka ojcu jest cięższe niż w drugą stronę. Bo wpojoną od dawna normą w Polsce jest, że dziecko zostaje przy mamie, a to ojciec staje się dochodzącym rodzicem płacącym alimenty. Zapytaj wszystkie sąsiadki oraz swoich rodziców, co sądzą o sytuacji że matce ograniczoon prawa do dziecka. Coś takiego brzmi jak ciężka patologia matki i sensacja. A to, że ojcu ograniczono to wzruszenie ramion "sądy tak robią żeby rodzice nie musieli się szarpać przy decyzjach w sprawie dzieci".
          .


          To chyba w twoim świecie w wszechogarniająca hipokryzją!
          TFU!
          Mam w głębokim poważaniu co sadza matki i sąsiadki, kiedy w grę wchodzi autentyczne dobro małej istoty!
          • kara_mia Re: niestety poległam... do tendoin 04.08.12, 01:41
            BTW
            tak , mam problem, mam bardzo ciężkie uczulenie na wszelkiego rodzaju hipokryzje i zasłanianie się "co ludzie powiedzą"., oraz, że wyznacznikiem tego co dobre, jest opinia 80% pań z osiedla.

            Mam własne zdanie i zwykle staram się kierować zasada "nie rób drugiemu co tobie nie miłe".
            Twój post jest dla mnie smutnym dowodem jak bardzo hipokryzja i opinia"pań z sąsiedztwa" jest ważniejsza od własnego sumienia.
            Osobiście napawa mnie to mieszaniną obrzydzenia i smutku.


            • tendoin Re: niestety poległam... do tendoin 04.08.12, 13:00
              Z tobą jest coś poważnie nie halo. Rzuciłaś się na autorkę jak hiena, wg mnie zupełnie bezpodstawnie. Każdy żyje w jakiejś społeczności i udawanie że się jej nie podlega jest właśnie hipokryzją. Trzeba się zmierzyć samemu z konsekwencjami, wcale to nie musi być łatwe, autorka łyknęła gorzką pigułę i nadal kocha dziecko i się nim zajmuje a nie strzela focha obrażając się na nie za karę.

              To, ze cię rodzice w dziecinstwie tłukli aż furczało a żadni sąsiedzi cię nie bronili i udawali że nic się nie dzieje, to nie jest powód, żebyś napadała na autorkę. Napluj na swoich rodziców a nie wyżywaj się na ludziach na forach. Bo prostactwo i niska agresja z ciebie wyłazi a nie żadne szczytne przesłania.
              • kara_mia Re: niestety poległam... do tendoin 04.08.12, 14:51
                napadała na autorkę?
                Chyba to żart...
                w możliwie najoględniejszych słowach napisałam, że jak dla mnie to jest histeryczna, bazując na tym co pisała, o tym co robi.

                Zaś , żeby nie widzieć jak wywyższa się ponad ojca ( co zresztą sama wprost napisała) , trzeba mieć oczy z guzików.
                A takie postępowanie jest dla mnie oburzające i obrzydliwe oraz pełne parszywej hipokryzji- o tym co dla dziecka dobre.,
                Nawet jak 80% pań na osiedlu będzie podzielało stwierdzenie, że " bo matka jest zawsze lepsza od ojca" , to ich poparcie jest dla mnie warte okrągłe ZERO.

                Dodatkowa obrzydliwością jest, kiedy własne poglądy pełne pogardy dla innych ludzi, ktoś sankcjonuje bo "tak głosi społeczeństwo :
                vide :
                Bo wpojoną od dawna normą w Polsce jest, że dziecko zostaje przy mamie, a to ojciec staje się dochodzącym rodzicem płacącym alimenty.

                Może to twoja norma, ale niekoniecznie innych.

                Rzuciłam się na autorkę wątku?
                Tak, bo nie napisała, że dziecko jest nieszczęśliwe, a ojciec je krzywdzi. Tylko jej ego cierpi, bo ktoś śmiał nie zastosować się do wspomnianej "normy" i mamusia czuje to samo co miliony ojców.
                I my mamy się zebrać do kupy i jej poradzić i jej pomóc jak zmienić ten stan, żeby to :ojciec "był upokorzony" a nie ona.
                No więc, wobec takiej prośby, moja odpowiedź jest jednoznaczna:
                Nie zamierzam Ci pomagać w dokopaniu i pogardzaniu innymi, poczekam aż wyjdzie z ciebie pierwszy ślad człowieczeństwa w postaci pytania:
                A co by było najlepsze dla mojego dziecka?
                I kiedy w obszarze zainteresowań pojawi się coś innego zamiast końca własnego nosa.

                I smutnym jest, jak wiele zwolenniczek "na osiedlu", uważa, że lepszym rodzicem jest ten, kto
                wie jaki krem jest dla dziecka najlepszy, czym je umyć i o jakiej porze

                Czyli autorytarny wybór kremu ma świadczyć o jakości rodzica?
                To najlepszym rodzicem byłby dermatolog z przychodni...
                • to_ja_pisze Re: niestety poległam... do tendoin 04.08.12, 17:27
                  To przypomina bazarową pyskówkę.
                  Masz problem w wyrażaniu w kulturalny sposób swoich myśli, czy prezentowania odmiennego stanowiska. Nie panujesz nad emocjami skoro tak formułowane myśli są podobno oględne.
                  Nikt w tym wątku, ty też nie wiesz jaka naprawdę sytuacja byłaby dla dziecka najlepsza. Wiedzą o tym zainteresowani. Znając stanowisko jednej strony nie mamy pełnego obrazu, ale czy to wyklucza możliwość, że w tej sprawie sąd faktycznie popełnił błąd?
                  Poza tym bardzo łatwo lekceważyć zwykłą codzienną orkę rodzica, która jest przejawem troski.
                  Tyle w tym temacie bo szkoda mi czasu na walkę z wiatrakami.
                  • kara_mia Re: niestety poległam... do tendoin 05.08.12, 11:49
                    Skąd, bardzo szanuje codzienną orkę taty, i jego prawa rodzicielskie, która jest wynikiem troski o dobro dziecka.
    • tricolour Bardzo piękny wątek... 03.08.12, 21:00
      ... MATKA uważa, że poległa ponieważ ma ograniczoną władze oraz ma płacić alimenty.

      Wynika z takiego rozumowania, że porażka MATKI nie ma nic wspólnego z dzieckiem tylko z jej podeptanej ambicji i nadwyrężonego portfela. Najważniejsze, że koleżanki wezmą na języki i jeszcze trzeba bulić...
      • gazeta_mi_placi Re: Bardzo piękny wątek... 03.08.12, 21:20
        Dobre, tym razem się z Tobą zgadzam big_grin
      • kara_mia Re: Bardzo piękny wątek... 04.08.12, 14:55
        Najważniejsze, że koleżanki wezmą na języki i jeszcze trzeba bulić...
        Napisałam mniej więcej to samo, tylko dłużej i grzeczniej - a i tak dostałam zj... kę.
        Uważaj ... wink

        a nie... sorry:
        zj..ke dostałam, nie za to, że napisałam, że tak mamusia uważa, tylko, że mi się to jej uważanie nie podoba.
        Czyli wolno tak uważać, tylko nie wolno tego poglądu krytykować.
        • todilla krytykujesz, tylko nie wiem kogo 04.08.12, 21:58
          bo guzik możesz wiedzieć o tym, co ja uważam
    • danaide Re: niestety poległam... 05.08.12, 23:51
      Czytam ten wątek, czasem pisałam starając się nie wnikać w to kim jesteś, raczej pytając o kwestie okołoprawne.

      Kilka luźnych impresji, mam nadzieję, że nie będzie bolało, bo nie chcę kopać. Jest to tylko moja opinia/wrażenia, masz prawo mieć inne:

      - Dziewczyny pogalopowały w ocenach, ale zdaje się, że do macierzyństwa podeszłaś bardzo ambitnie. I bardzo się starałaś. Może nawet za bardzo - a im bardziej się staramy i coś nie wyjdzie tym bardziej boli. Rozumiem, że eks nie wiedział kupy rzeczy - cóż, pewnie nie musiał, robiłaś wszystko doskonale, a on nie chciał Ci przeszkadzać. Faceci też mają problem z kobietami, które za dużo robią. Często taki, że kończą z pilotem w jednej ręce i piwem w drugiej. Przynajmniej tak robiły znane mi przypadki. Ale faceci to zadaniowcy. Jest zadanie, chcą, to jakoś zrobią. Ojciec mojej małej przesypiał dnie i sam na spacerze z nią nie wiem czy był choć raz. Teraz jak ma spotkanie, to na tę 10-11stą przyjdzie i pójdzie, to tu to tam. Szkoda, że niektórzy muszą zostać bez dziecka lub mieć nad głową taką groźbę, by móc zrobić coś tak oczywistego.

      - Z Twoich postów wyziera... no chyba jednak nienawiść wobec eks. Takie rzeczy wyłażą wszędzie. W sądzie zapewne też. Interesujące było to co napisała braktalentu, o "interpretacjach ustaw". Jakkolwiek niewiążace dla nas to jednak determinujące - skoro widać w Tobie całkowitą niezdolność do porozumienia z eks, to oczywiście, że jakąś decyzję podjąć trzeba. Dostałam radę przed pójściem do sądu: pokorne cielę dwie matki ssie. Tak jak pisałam - coś stało się wcześniej, jeszcze przed rozprawą. Do tego doszło to, co pokazałaś na rozprawie, jako matka ale i jako człowiek. I dlatego skończyło się jak skończyło.

      W pewnym momencie napisałaś: mała chodzi rozpromieniona. Mam nadzieję, że nie z powodu nowej zabawki. Dziecku dobrze, a Ty dobrze zainwestuj swoje 50% czasu wolnego. Powodzenia.
    • yo-anna84 Re: niestety poległam... 09.09.12, 17:01
      Nie kupuję tej bajeczki. Znam zawodowo takie historie i takie mamusie, co to wobec ludzi grają cudowne matki i nie wiadomo dlaczego Sąd im dzieci zabrał. Wiem też z doświadczenia, że można nie wiadomo jak dzieckiem manipulować a Ono w momencie decydującym i tak wtuli się w matkę - w dobrą prawdziwą matkę. Do tego, nie pokazuj opinii RODK; pokaż uzasadnienie Sądu i wskazanie, co zaważyło konkretnie, pomimo pięknej opinii biegłych, że dziecko ma ojciec i co przeszło również przez apelację.
      Poza tym, zwykle kochający rodzic pazurami wydrze od tego złego własne dziecko, a Ty temu "Ojcu-samo zło" oddajesz dziecko bez obaw...
      Piękne gesty, słowa, nic więcej...
      • miaowi Re: niestety poległam... 09.09.12, 19:41
        A co ma zrobić, skoro już jest wyrok? Czekać, aż gośc przyjdzie z policją?
        To dopiero będzie miało dziecko traumę.
        • todilla Re: niestety poległam... 10.09.12, 20:10
          bardzo miło jest przeczytać "nie kupuję tej bajeczki". Ja też jej k...wa nie kupuję!! Tylko że muszę w niej żyć. Co było w uzasadnieniu? Że ojciec dziecka posiada wystarczające kompetencje wychowawcze, a dziecko wskazało jego. Wypraszam sobie "wtulanie się do PRAWDZIWEJ matki". Nie uważam się za idealną. Jednak w mojej postawie nie było niczego, co mogłoby posłużyć za argument by przekazać dziecko ojcu. I ani w całym postępowaniu, ani w uzasadnieniu ani jednego takiego zarzutu nie postawiono. Sąd apelacyjny sprawdził jedynie, czy wyrok zgadza się z wnioskami opinii i przyklepał wyrok Iszej instancji (wątpię, czy ktokolwiek z szanownego składu sędziowskiego dokładnie się zapoznał...). Wywaliłam na tę apelację 4,5 tys zł, bo chciałam najlepszego adwokata, naiwnie wierząc, że ktoś dostrzeże, jaki absurd zaistniał. Nic więcej nie mogę na razie zrobić. W pierwszym dniu szkoły on obleciał wszystkie możliwe osoby z kierownictwa szkoły machając im przed nosem wyrokiem. Powodzenia Mu życzę.
          • monaxa Re: niestety poległam... 26.09.12, 09:14
            Współczuję bardzo. Chciałam Ci tylko napisać żebyś nie przejmowała się krytycznymi tekstami jakie padły pod Twoim adresem. Każda historia jest inna, kazde życie jest inne, wszystko zależy od przypadku, szczęścia i niestety znajomości i układów. Nikt nie zna Twwojej historii jak i tego co teraz czujesz, dlatego też denerwują mnie takie wypowiedzi, pewnych siębie kobiet, które nie mają z ex duzych problemów, łatwo oceniać. Szukałaś wspatcia a znalazły się osoby które łatwo Cie skrytykowały. Niestety to jest internet. Mnie też ktoś radził iść do psychoterapeuty bo napisałam gdzieś że nie pozwalam spać swojemu dziecku z kotem. Chore to wszystko.
            Tak więc trzymaj się i nie czytaj tych dennych komentarzy, że jesteś złą matką, łatwo jest oceniać nie znając historii kogoś do końca.
            Pozdrawiam
          • pelagaa Re: niestety poległam... 10.10.12, 19:31
            Na poczatek napisze, zebys odpuscila sobie pisanie o takich sprawach na forum, bo jak zauwazylas zawsze znajda sie tacy, ktorzy kochaja zapasy w blocie i "dyskusje" rodem z magla, byle kosztem kogos innego poczuc sie super moralnym, super odpowiedzialnym i innym super duper.
            Masz prawo do wlasnych uczuc i przezywania dramatu. Napisalas wyraznie, ze czujesz sie pokonana. Ja to rozumiem, masz prawo tak sie czuc. Jednoczesnie napisalas, ze zrobisz wszystko, aby dziecku bylo dobrze i to jest sluszna droga. Tej drogi sie trzymaj.
            Jesli chodzi o alimenty to tak mowi prawo i tak zadecydowal sad, tego sie uniknac nie da. Nie wiem o jakiej wysokosci mowimy, ale powinny te alimenty uwzgledniac Twoj wklad wychowawczy i to, ze u Ciebie dziecko tez musi jesc, miec pokoj itd. Powinny moim zdaniem obejmowac koszty, ktore bedzie ponosil ojciec, czyli np. wyprawki szkolnej, ubran, leczenia itp.
            Wiem, ze manipulacja moze byc skuteczna, nie tylko w przypadku pieciolatki, ale i doroslych ludzi.
            Pamietaj jednak, ze Pan tata zapewne niedlugo kogos sobie pozna i zechce razem zamieszkac, a wtedy dziecko stanie sie problemem dla nowej macochy smile I sytuacja sama moze sie rozwiazac pomyslnie dla Ciebie smile

            Olej forum, skup sie na dziecku i na sobie. Tak, na sobie tez masz sie prawo skupiac smile Troszke zdrowego egoizmu jeszcze niekomu nie zaszkodzilo. Przezyj swoj dramat, wycisz sie, zacznij zycie od nowa, powoli, wszystko sie na pewno ulozy.
            • todilla Re: niestety poległam... 11.10.12, 18:42
              minęło już trochę czasu, emocje zostały stłumione, bo powiedzieć, że przycichły to nie mogę. Codzienność jednak wymusiła skierowanie uwagi gdzie indziej i tak jakoś funkcjonujemy. Niestety, pelagaa, mój były nie znajdzie sobie nowej kobiety, ponieważ jemu kobieta jest potrzebna jedynie do sprzątania i gotowania, a to dla niego wykonuje skwapliwie mamusia. Nie potrzebuje bliskości intymnej - wykastrował się z tego już dawno, ku memu udręczeniu rzecz jasna. Więc scenariusz, że nowa partnerka wyrugowałaby córkę z powrotem do mnie niestety się nie zrealizuje. Ale to nic. Wierzę, że uda mi się zmienić to durne postanowienie sądu, muszę tylko nazbierać argumentów do nowego postępowania... Dziękuję wszystkim, którzy mnie tu wsparli - to się dla mnie liczy. A złośliwców jest wszędzie pełno - co poradzić wink
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka