cześć dziewczyny. widzę, że każda z Was ma tam jakies przemyslenia, rozterki,
problemy (zupełnia jak ja)
ale ja sie tak zastanawiam czy do samotności mozna sie Waszym zdaniem
przywyczaić?
u mnie wyglada to tak: ze jednego dnia jestem w stanie euforii, jak mi dobrze
samej tylko z moja coreczką, mam wszystkich (czytajcie facetow) w nosie,
nikogo nie potrzebuje, ale za pare dni przychodzi "dół", że juz tak nie chcę
że potzrbuje wsparcia nawet malej "wymiany" zdań

)))))))))) i posprzatania
brudnych skarpetek po kimś

))) a jak to jest w WAS? czy to ja tylko popadam
w schizofremię paranoidalną

))))