Dodaj do ulubionych

Kontakty z synkiem

06.03.14, 10:39
Witam Was Samodzielne Mamy. Pozew w sądzie, czekam na wyznaczenie terminu i pewnie poczekam bo rozwód będzie w Wwie. Ja natomiast wyprowadziłam się z dzieckiem do rodzinnego miasta (200 km dalej) i póki co, a może już zawsze, będę tutaj mieszkać. Z mężem rozwodzę się po 3 latach małżeństwa, mamy rocznego synka. Kiedyś na pewno napiszę dlaczego tak się stało a póki co proszę o opinie i radę:
Ojciec jak najbardziej interesuje się dzieckiem i nie mam powodów twierdzić, że jest złym tatą. Mały go poznaje i aż piszczy jak go widzi. Adwokat doradził spotkania co drugi weekend (raz na miejscu a raz go zabiera). Dla jeszcze męża to za mało, chciałby zabierać dziecko co drugi weekend. Wg mnie ok ale jak synek będzie większy. Konsultowałam to z psychologiem, który stwierdził, że dziecko jest stanowczo za małe na takie wożenie. Ale to psycholog. Prawnicy mówią "ma prawo i może". Nie chce zaszkodzić dziecku. Fakt faktem, że zawsze wraca troszkę inny, mniej je, gorzej śpi a spacery to tragedia. Po prostu jest mocno wytrącony z dotychczasowej codzienności. Zastanawiam się non stop czy takie jeżdżenie nie szkodzi dziecku..
Obserwuj wątek
    • chalsia Re: Kontakty z synkiem 06.03.14, 12:00
      poproś psychologa o wystawienie pisemne tej opinii
    • sitniczek Re: Kontakty z synkiem 06.03.14, 13:18
      Jakaś pomyłka się wkradła, czy mi się wydaje? Spotkania są co drugi weekend, a ojcu mało i chce... co drugi weekend? Czy co KAŻDY weekend? Sama widzisz jak się synek zachowuje, dorosłego takiej jazdy by wykończyły... Powiem Ci tyle, że na mojej rozwodowej gdy tatko zaproponował co weekend dziecko brać, sędzia sama stwierdziła, że absolutnie jest to nie do przyjęcia (przy prawie 5-latku i mieszkaniu w tym samym mieście..)
      • fasolina Re: Kontakty z synkiem 06.03.14, 16:03
        Może kiepsko wyjaśniłam: teraz widują się dwa razy w msc czyli jeden weekend na miejscu a drugi wydłużony (pt rano-pndz południe) mały jest u taty. Zdarzają się także przyjazdy w tygodniu oczywiście za wcześniejszym uzgodnieniem.

        Mąż chce jednak wykluczyć odwiedzanie na miejscu za to chce małego zabierać do siebie dwa razy w msc. Twierdzi, że taki kontakt, czyli u niego (kapanie, przewijanie, nocne karmienia itp.) bardziej ich zbliża. Ok, przystanę na to jak będę miała pewność, że takie wyjazdy nie szkodzą małemu. A gdzieś w środku mam wątpliwości uncertain On ma rok.
    • niunia19851 Re: Kontakty z synkiem 06.03.14, 19:43
      A może trzeba było najpierw skonsultować z psychologiem Twoją i dziecka wyprowadzkę ?! Wtedy nie zastanawiałaś się jak to malec zniesie? Jaki wpływ na niego ma takie wyrwanie z domu w którym sie urodził itp.? Nie dziw się, że ojciec nie chce być tylko bankomatem. Na jego miejscu już bym wnosiła o częstsze kontakty z dzieckiem a ponad to abyś i ty partycypowała w kosztach podróży do dziecka lub na swój koszt przywoziła dziecko ojcu.
      Pomyśl nie było by takiego problemu gdybyś nie wyprowadziła się zabierając WASZE WSPÓLNE dziecko 200 km od jego ojca.
      • fasolina Re: Kontakty z synkiem 06.03.14, 20:01
        A jasne, że by nie było. Nie byłoby też jakbym nie poznała mojego męża. Poznałam, wyszłam za niego, urodziłam dziecko a teraz się rozwodzimy i dlatego wspólnie staramy się ustalić jak najlepiej kwestię kontaktów a Was proszę o opinię właśnie w tej sprawie.
        • 2traktory Re: Kontakty z synkiem 07.03.14, 11:01
          Każdy kij ma dwa końce. Nie skonsultowałaś z psychologiem tak radykalnego kroku jak rozdzielenie ojca z dzieckiem trzygodzinną podróżą, a teraz na opinię psychologa właśnie chcesz zwalić "szkodliwość" konieczności przemierzenia tych 300km przez dziecko.

          Poza totalnie skrajnymi przypadkami (nie opisałaś swojego, więc nie odnoszę się do niego) kompletnie nie rozumiem egoizmu matek, które wywożą dzieciaki tak daleko od ojca. A ten faktycznie - przy tak małym dziecku może tylko "stać i patrzeć".

          Nie ma dobrego rozwiązania w takiej sytuacji, nie łudź się.
          Z jednej strony dorosłego może zmęczyć pakowanie torby co drugi weekend i spędzanie go poza domem.
          Z drugiej w rodzinach na przykład lekarzy normą jest, że dziecko nie widzi jednego z rodziców dobę lub dłużej, w rodzinach marynarzy, czy żołnierzy są to nawet dłuższe okresy.

          Mi nawet do głowy nie przyszło wyprowadzić się z miasta, gdzie mieszkaliśmy razem. Dzięki temu syn widuje się z ojcem bardzo często, doceniłam to zwłaszcza teraz, gdy chodzi już do szkoły i może być do niej dwa razy w tygodniu odprowadzany przez tatę.

          W między czasie zmieniłam pracę na bardziej dogodną, z czasem mieszkanie na większe. To z czego zrezygnowałam na początku bardzo sprawnie nadrobiłam z czasem.
      • sitniczek Re: Kontakty z synkiem 07.03.14, 08:16
        Ciekawam, czy takie samo zdanie byś miała o matce, która pakuje walizkę, dziecko i ucieka od męża tyrana, który ją bije? A może wtedy też trzeba skonsultować z psychologiem wyprowadzkę??? Weź, kobieto, przestań. Równie dobrze można w ten sposób podchodzić do zmiany placu zabaw z tego przed blokiem na ten za... Sorry, ale 9-miesięczne dziecko tak tego nie odczuwa...
        • niunia19851 Re: Kontakty z synkiem 07.03.14, 18:45
          Tylko tu nic nie jest napisane o "domowej przemocy" takiej siakiej czy innej. Ja odpowiadam konkretnie do tego wątku a nie do innych sytuacji. W tej sytuacji skoro matka zdecydowała sie wyrwać dziecko 200-300 km od domu to niech teraz nie kręci nosem, że ojciec chce więcej czasu spędzać z synem u siebie.
          • fasolina Re: Kontakty z synkiem 07.03.14, 20:08
            To nie jest wielka niespodzianka dla meza ze jestem z dzieckiem te 200km dalej bo nawey wspolnie ogladalismy mieszkanie gdzie mielismy wszyscy razem mieszkać. Niestety maz sie rozmyslil a ja wreszcie zrobiłam tak jak było ustalone. Nie bede wnikac w powody rozstania bo dużo tego i ciężko mi . Chciałam sie skupić na kwestii jeżdżenia co 2 tyg do taty. Czy może lepiej żeby poki co tata przyjeżdżał i spędzał czas u dziecka a jak bedzie starsze to zabierał do siebie. Daje malego raz w msc poki co.

            Staram sie z nim dogadac. Dzieki za wszelkie opinie.
            • altz Re: Kontakty z synkiem 07.03.14, 20:59
              fasolina napisał(a):
              > Czy może lepiej żeby poki co tata przyjeżdżał i spędzał czas u dziecka
              > a jak bedzie starsze to zabierał do siebie. Daje malego raz w msc poki co.

              Jest rozwiązanie! Dodatkowo dwa razy w miesiącu możesz odwozić dziecko do ojca.
              Przecież kochasz dziecko i dziecko jest dla Ciebie ważne? big_grin
    • altz Re: Kontakty z synkiem 07.03.14, 09:09
      fasolina napisał(a):
      > Konsultowałam to z psychologiem, który stwierdził, że dziecko j
      > est stanowczo za małe na takie wożenie. Ale to psycholog. Prawnicy mówią "ma pr
      > awo i może". Nie chce zaszkodzić dziecku.

      Najprościej to oddzielić dziecko od rodziców, wtedy jest takie jednakowo spokojne, tak się fajnie kiwa. big_grin
      Dziecko rozpoznaje ojca, cieszy się, więc jest wszystko w porządku. Po podróży każdy jest zmęczony, oprócz psychologów. wink
      Daj sobie spokój z psychologiem i rozmawiaj z mężem na ten temat, dogadujcie się jakoś, a będzie dobrze.
    • mamameg Re: Kontakty z synkiem 07.03.14, 10:19
      A dziecko w tygodniu chodzi do żłobka czy z Tobą w domu? Bo jeśli jest z Tobą w domu, to dlaczego miałaby mu zaszkodzić jazda z tatą do jego domu? Według mnie jest dokładnie odwrotnie, będzie dla synka atrakcją. Chyba, że w tygodniu jest w żłobku, to wtedy faktycznie może być zmęczony i lepszy byłby weekend w domu.
      • fasolina Re: Kontakty z synkiem 07.03.14, 20:12
        Jest ze mną w domu poki co. Jestem chwilowo jeszcze na wypoczynkowym ktory odbieram po rodzicielskim i zaraz ide do pracy w nowym miejscu. Tez tak to traktuje, ze jest to atrakcja. Tylko te psychologiczne stwierdzenia mnie męczą "dziecko ma mieć stabilizację" "ma mieć jedno miejsce w którym spi" " kontakt krotki i czesty byc powinien a nie długi ale rzadki" itp
        • altz Re: Kontakty z synkiem 07.03.14, 21:01
          fasolina napisał(a):
          > Tylko te psychologiczne stwierdzenia mnie męczą "dziecko
          > ma mieć stabilizację" "ma mieć jedno miejsce w którym spi" " kontakt krotki i
          > czesty byc powinien a nie długi ale rzadki" itp

          Stabilizacja to obecność obojga rodziców w życiu dziecka, jak dotychczas.
          Zapytaj psychologa, na pewno to potwierdzi!
          • angazetka Re: Kontakty z synkiem 09.03.14, 12:34
            O tak, obecność obojga rodziców, którzy się nie kochają, jest po prostu balsamem na duszę dziecka.
            • fasolina Re: Kontakty z synkiem 09.03.14, 16:17
              Chyba chodziło o taką naturalną stabilizację. Wiadomo, że to najlepsze wyjście ale świat nie jest doskonały. Nie jesteśmy razem i musimy jakiś substytut tej stabilizacji odnaleźć.. I nie my pierwsi i nie ostatni jesteśmy w takiej sytuacji.
        • mamameg Re: Kontakty z synkiem 09.03.14, 00:39
          Dla małego dziecka na pewno lepsze są częstsze kontakty, ale skoro mieszkacie o 200km dalej to pewnie trudno o częste spotkania. Ja bym odpuściła i pozwoliła ojcu zabierać dziecko do siebie.
    • dzielnamama85 Re: Kontakty z synkiem 09.03.14, 18:12
      Z tego co napisałaś w tym wątku nie miałabym oporów, żeby dziecko jeździło co drugi weekend do taty. Widać, że krzywda się mu nie dzieje, a raz na 2 tygodnie to jest i tak mało w przypadku bliskiej więzi rodzica z dzieckiem od urodzenia. Dziecko się przyzwyczai i stanie się to dla niego normalne. Myślę nawet, że taka jazda jest mniejszym problemem dla małego dziecka niż później dla 10-latka czy nastolatka. Zawsze każdy człowiek nawet dorosły po 2-3 dniach pobytu w innym domu, środowisku, z innym planem dnia musi się od nowa przystosować. Ważne, żeby po podróży dziecko miało i u taty i mamy czas na odpoczynek i dojście do siebie.
    • koronka2012 Re: Kontakty z synkiem 09.03.14, 20:14
      Prawie 3 dni bez mamy, która jest w tym wieku najważniejszą osobą dla dziecka to moim zdaniem stanowczo za długo. Niestety ojciec, nawet kochany, jest u takich malców na drugim miejscu. Mama to poczucie bezpieczeństwa, którego nie zastąpi kontakt z kimś innym, nawet również kochanym. Moim zdaniem dziecko jest za małe na taką rozłąkę.
      • altz Re: Kontakty z synkiem 09.03.14, 21:56
        koronka2012 napisała
        > Prawie 3 dni bez mamy, która jest w tym wieku najważniejszą osobą dla dziecka t
        > o moim zdaniem stanowczo za długo. Niestety ojciec, nawet kochany, jest u takic
        > h malców na drugim miejscu. Mama to poczucie bezpieczeństwa, którego nie zastąp
        > i kontakt z kimś innym, nawet również kochanym. Moim zdaniem dziecko jest za ma
        > łe na taką rozłąkę.

        Tyle bzdur i prawd ludowych w jednym miejscu, to rzadkość. big_grin
        Małe dziecko jest istotą społeczną, bardzo odpowiadają mu kontakty z innymi ludźmi, w tym również z rówieśnikami. Teraz się o tym mówi, kiedyś ignorowało.
        Tak małe dziecko niespecjalnie rozpoznaje płeć osoby opiekującej się nim.
        Kobiety nie mają żadnej wyjątkowej umiejętności nad mężczyznami.
        Tyle fakty, szczęśliwie uczciwie omawiane obecnie.
        • koronka2012 Re: Kontakty z synkiem 10.03.14, 18:08
          altz napisał:

          > Małe dziecko jest istotą społeczną, bardzo odpowiadają mu kontakty z innymi lud
          > źmi, w tym również z rówieśnikami.

          Jaaaasne, szczególnie roczne dziecko jest szalenie zaangażowane w kontakty z rówieśnikami. Poczytaj najpierw, bo zdaje się na własnych dzieciach nie miałeś jak tego zaobserwować.
          • altz Re: Kontakty z synkiem 10.03.14, 18:28
            koronka2012 napisała:
            > Jaaaasne, szczególnie roczne dziecko jest szalenie zaangażowane w kontakty z ró
            > wieśnikami. Poczytaj najpierw, bo zdaje się na własnych dzieciach nie miałeś ja
            > k tego zaobserwować.

            Oczywiście, że piszesz prawdę. Roczne dziecko jest kontaktowe i lubi towarzystwo rówieśników. Poczytaj coś na ten temat, a najlepiej poobserwuj małe dzieci wychowujące się razem. O ile masz czas na przyglądanie się dzieciom, a nie tylko na wymądrzanie się na podstawie nieaktualnych książek? big_grin
            • fasolina Re: Kontakty z synkiem 10.03.14, 19:27
              Prawda, prawda. Mój syn jest baaardzo kontaktowy i uwielbia inne dzieci. Nie boi się, uśmiecha i chętnie zagaduje. Tak, ma dopiero rok i pewnie niewiele rozumie z tego wszystkiego ale mimo wszystko do dorosłych rąk nie wyciąga tak jak do innych dzieci.

              Nie wiem jak dziecko zachowuje się u taty, jest za małe żeby powiedzieć "Gdzie jest mama?" Oczywiście, że sobie wyobrażam bóg wie co ale zawsze wyobraźnia swoje a realia swoje. Mąż mówi, że mały jest radosny i nie ma problemów ALE że ma kiepski apetyt, że wstaje o 3 rano i nie chce spać itp. itd. Oczywiście, jak przez 3 dni słabo zje to się nic nie stanie i nie panikuje ale zapala mi się lampka i to czerwona bo w domu jest ok.
              W każdym razie dzięki za wszelkie opinie ehh..
          • Gość: też sama Re: Kontakty z synkiem IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.03.14, 23:19
            oczywiście, że roczne dziecko reaguje na równieśnika i nawiązuje z nim kontakt - oczywiście na poziomie rocznego dziecka - maluchy to nie kukły dziecko od urodzenia jest istotą poszukującą kontaktu, potrzeby te jak i ich ekspresja i uzewnętrznienie zmieniają się w miarę rozwoju dziecka ale są i ich nie możesz "Koronko" negować, litości
          • chalsia Re: Kontakty z synkiem 11.03.14, 01:35

            > Jaaaasne, szczególnie roczne dziecko jest szalenie zaangażowane w kontakty z ró
            > wieśnikami. Poczytaj najpierw, bo zdaje się na własnych dzieciach nie miałeś ja
            > k tego zaobserwować.

            oczywiście, że jest - mam w albumie zdjęcia z przyjęcia urodzinowego dziecka przyjaciółki - na pierwsze urodziny, na przyjęciu było kilkoro dzieci w wieku 10-14 miesięcy i zabawa była na 102.
        • Gość: też sama Re: Kontakty z synkiem IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.03.14, 23:16
          podpisuję się obiema rękoma pod Twoimi postami, "Koronka" trochę się rozkręciła w "babochwalstwie" też mam dzieci i.... zgadzam się z Twoimi postami na 1000% - tezy "Koronki" to wg mojej oceny "życzeniowość" jajników nie mająca uzasadnienia w realnych potrzebach i psychice dziecka
      • Gość: gość Re: Kontakty z synkiem IP: 217.173.201.* 12.04.14, 16:22
        koronka2012 napisała:

        > Prawie 3 dni bez mamy, która jest w tym wieku najważniejszą osobą dla dziecka t
        > o moim zdaniem stanowczo za długo. Niestety ojciec, nawet kochany, jest u takic
        > h malców na drugim miejscu. Mama to poczucie bezpieczeństwa, którego nie zastąp
        > i kontakt z kimś innym, nawet również kochanym. Moim zdaniem dziecko jest za ma
        > łe na taką rozłąkę.

        Pieprzenie kotka za pomocą młotka. Ojciec jest TAKIM SAMYM i TAK SAMO WAŻNYM rodzicem jak matka. W cywilizowanych krajach już o tym wiedzą.
        Ale u nas "matki-polki" nie chcą stracić monopolu.
        Poza tym zostało NAUKOWO UDOWODNIONE, że dzieci wychowane przez samotne mamuśki są gorzej przystosowane do życia, częściej wchodzą w konflikt z prawem niż dzieci z pełnych rodzin i wychowane przez ojców.
        Matki zbyt często kompensują sobie dzieckiem własne deficyty, zbyt często nie potrafią oddzielić osoby dziecka od siebie.
        Hodujecie kaleki życiowe i tyle. Właśnie przez taką postawę - " JA jestem NAJWAŻNIEJSZA"
        Dzieci żal
    • koronka2012 Re: Kontakty z synkiem 10.03.14, 17:52
      niunia19851 napisała:

      > Boo ? No sorry nie rozumiem.

      Bo taka zwyczajnie jest biologia, i żadna polityczna poprawność tego nie zmieni.

      Wiesz po co stworzyli urlop rodzicielski, z któreg
      > o mogą skorzystać oboje rodziców czyli zarówno matka jak i ojciec?

      Wiem - żeby poprawić sytuację kobiet na rynku pracy. Chyba nie łudziłaś się, że za tym stoi interes dziecka?

      > I ojciec i matka są tak samo ważni jeżeli do tej pory mieszkali razem

      Ano nie są TAK SAMO ważni. W tym wieku dziecko znacznie bardziej przeżywa rozstanie z matką, a lżej z ojcem. Co nie znaczy, że ojciec jest nieistotny.
      • altz Re: Kontakty z synkiem 10.03.14, 18:31
        koronka2012 napisała:
        > Ano nie są TAK SAMO ważni. W tym wieku dziecko znacznie bardziej przeżywa rozst
        > anie z matką, a lżej z ojcem. Co nie znaczy, że ojciec jest nieistotny.

        Nie masz racji. Przeżywa rozstanie z osobą, którą jest częściej. Ale dziecko jest bardzo ciekawe świata i łatwo się przystosowuje i często się okazuje, że to matka bardziej przeżywa od dziecka. smile
        Co nie oznacza, że matka jest nieistotna. smile
        • ann.k Re: Kontakty z synkiem 12.04.14, 17:22
          I Ty również nie masz racji. Dziecko w tym wieku przeżywa rozstanie z osobą, z którą nie ma utworzonej zdrowej i bezpiecznej więzi.

          W naszej rodzinie to ja byłam więcej z dzieckiem i to ze mną było silniej związane. Ale ja mogłam wyjeżdżać nawet w kilkudniowe podróże służbowe i dziecko to przyjmowało ze spokojem, a przy ojcu histeryzowało jak wychodził do pracy czy z kumplami na piwo.

      • Gość: też sama Re: Kontakty z synkiem IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.03.14, 23:12
        chyba się nie słyszysz co mówisz, albo nie widzisz co piszesz,,,,, jejku,
    • Gość: gość Re: Kontakty z synkiem IP: 217.173.201.* 16.04.14, 09:12
      zzuuza napisała:

      > beznadziejny jesteś, użyłam bym cięższych słów ale nie wypada, naprawdę ciebie
      > żal, pewnie byłeś wychowywany własnie przez jakiegoś sfrustrowanego samotnego o
      > jca, ziejącego nienawiścią do kobiet. A może orientacja nie ta???? Kto ci taką
      > krzywdę zrobił, kto????

      A dlaczego założyłaś, że jestem facetem??? I jeszcze ten tekst o orientacji... poniżej wszelkiej krytyki.
      Moja droga, jestem kobietą, w dodatku sama mam dziecko. Wiesz w czym problem? W tym, że moje dziecko jest facetem.
      I jak sobie pomyślę, że za x lat, kiedy zostanie ojcem, jakaś franca zabierze mu dzieci i będzie doić kasę, bo "mama ważniejsza niż tato", jak sobie pomyślę, że będzie musiał żebrać albo walczyć o kontakty z WŁASNYM DZIECKIEM jakby był rodzicem drugiej kategorii, to mi się nóż w kieszeni otwiera. I wiem, że jeśli jakaś baba spróbuje mojemu dziecku taki numer wywinąć, to ją zniszczę. Choćbym miała do pudła za to pójść. Żyć jej nie dam.
      Bo ja wychowuję swojego syna na uczciwego człowieka. Razem z jego tatą przekazujemy mu określone wartości. I tak, jak nie pozwalam żeby problemy między jego tatą a mną przełożyły się na relacje między tatą a dzieckiem, tak nie wyobrażam sobie, że można być takim totalnym bezmózgiem żeby utrudniać lub zabraniać kontaktów dziecka z tatą, bo "mama ważniejsza". Naprawdę, trzeba mieć cholerne kompleksy żeby za pomocą dziecka się dowartościowywać. Normalna kobieta, normalna matka będzie patrzyła na to, jakie relacje ma dziecko z ojcem. I nigdy nie zrobi niczego żeby te relacje zaburzyć. Nie wyjedzie w pizdu utrudniając kontakt dziecka z tatą. Nie będzie czepiała się debilizmów w stylu "mama jest na 1 miejscu". Bo nie musi. Bo zna swoją wartość.
      • zzuuza Re: Kontakty z synkiem 16.04.14, 10:18
        a nie pomyslałaś sobie "samotna matko" krytykując autorke postu że zabrała w pi.... dziecko i wyjechała 200 km od szanownego "tatusia", że może nie miała mozliwości mieszkania w Warszawie, bo: nie mieli swojego mieszkania, tylko wynajmowali (w czasie małżeństwa) lub "szanowny małzonek" miał swoje mieszkanie w którym mieszkali i nie pozwolił jej mieszkać tam nadal lub jej praca i zarobki nie pozwoliłyby na wynajęcie mieszkania i utrzymania w Warszawie. Nie pomyślałaś o tym??? tylko od razu ziejesz nienawiścią i obrażasz autorkę że zabrała dziecko, nie pomyślałaś? Z takim podejściem do swojego dziecka jakie ty masz wychowasz zapewne osobnika o roszczeniowej postawie życiowej a jeszcze z wtrącającą sie do wszystkiego matką w komplecie.... taki duet ..... współczuję przyszłej synowej.......
      • chalsia Re: Kontakty z synkiem 16.04.14, 10:51
        I wiem, że jeśli j
        > akaś baba spróbuje mojemu dziecku taki numer wywinąć, to ją zniszczę. Choćbym m
        > iała do pudła za to pójść. Żyć jej nie dam.

        JUŻ teraz współczuję serdecznie Twoim przyszłym wnuczętom
        • Gość: gość Re: Kontakty z synkiem IP: *.30.215.70.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl 16.04.14, 12:34
          Rozumiem że Ty w razie czego będziesz spokojnie patrzeć jak niszczą Ci syna... noo chyba że córkę masz to możesz mieć wywalone na temat
          • chalsia Re: Kontakty z synkiem 16.04.14, 12:49

            > Rozumiem że Ty w razie czego będziesz spokojnie patrzeć jak niszczą Ci syna...

            nie, ale nie będę niszczyć, nie dawać żyć, ani iść za to do pudła
            są inne metody - takie które nie będą finalnie szkodzić wnukom
            • Gość: gość Re: Kontakty z synkiem IP: *.dynamic.gprs.plus.pl 16.04.14, 13:17
              To oświeć mnie jakie są sposoby na babsztyla który zabiera dzieciom tatę bez zrównania baby z glebą.
              Będziesz chyba jedynym człowiekiem w tym kraju który będzie znał taki sposób i możesz nieźle na tym zarobić.
              • chalsia Re: Kontakty z synkiem 16.04.14, 13:40
                > To oświeć mnie jakie są sposoby na babsztyla który zabiera dzieciom tatę bez zr
                > ównania baby z glebą.

                idź do prawnika i się dowiedz
                • Gość: gość Re: Kontakty z synkiem IP: *.dynamic.gprs.plus.pl 16.04.14, 20:52
                  Super odpowiedź smile
                  Znaczy - sama nie znasz ale na wszelki wypadek się nie przyznasz smile
                  Daj spokój. Dobrze wiesz że w tym kraju matka jest ponad prawem.
                  • altz Re: Kontakty z synkiem 16.04.14, 21:51
                    Gość portalu: gość napisał(a):
                    > Znaczy - sama nie znasz ale na wszelki wypadek się nie przyznasz smile
                    Prawda!

                    > Daj spokój. Dobrze wiesz że w tym kraju matka jest ponad prawem.
                    I to też prawda!
                    • Gość: gość Re: Kontakty z synkiem IP: *.ipv.net.pl 17.04.14, 08:45
                      Altz Ciebie też nie lubią wink
                      Wiesz, ja post założycielski odbieram w ten sposób - kobieta chce ukrócić spotkania ojca z dzieckiem "bo cośtam" (chce mieć spokój, nowe życie, dziecko jeszcze małe, może nowy facet na horyzoncie, może ma żal do ex, itd.), ale ojciec jako ojciec jest w porządku, więc nie bardzo może z twarzą wyjść z tego (jakby się dzieckiem nie do końca zajmował albo jakby nie było świadków na więź dziecka z ojcem, nie byłoby dylematu). Poszukuje zatem potwierdzenia, że ograniczając dziecku kontakty z ojcem (ze względu na odległość) działa tak naprawdę dla dobra dziecka (bo jedno centrum życiowe, itd) nie przejmując się szczególnie brakiem logiki (co akurat jest standardem), że sama dziecku zrobiła rewolucję ponad jego siły wyprowadzając się tak daleko od taty, z którym, jak sama przyznaje, dziecko jest bardzo związane.
                      Szukanie usprawiedliwienia i tyle.
                      Szanowne panie, dorośli podjęli decyzję, dziecko musi się do niej dostosować.
                      Ale szybciej dostosuje się do życia na walizkach, jeśli rodzice mu to w miarę sensownie zorganizują (da się), niż do braku STAŁEJ obecności jednego rodzica.
                      Ja wiem, że to niewygodne dla niektórych fakty, ale powtarzanie sobie jak mantrę "dla dziecka mama jest najważniejsza, dziecko powinno być z mamą, z brakiem ojca sobie jakoś poradzi" i działanie w tym duchu jest krzywdzeniem dziecka.
                      Po rozwodzie nie ma już ani zdrowej, ani dobrej dla dziecka sytuacji. Jest rozwalona rodzina i trzeba z tym żyć. A mydlenie oczu, że ograniczanie dziecku kontaktu z jednym rodzicem jest "dla dobra dziecka" to zwykłe kłamstwo.

                      Aha, jedno słowo to tej pani zzuuzy czy jak jej tamy - nigdzie nie napisałam, że jestem "samotną mamą". Nie przeczytasz uważnie, a potem się awanturujesz tongue_out
                      • altz Re: Kontakty z synkiem 17.04.14, 19:34
                        Gość portalu: gość napisał(a):
                        > Altz Ciebie też nie lubią wink
                        Jasne, że nie lubią. I tak powinno być! smile
                        Z tym, że ja jestem taki, że nie pozwolę grać na moich emocjach i nie dam broni do ręki drugiej stronie. Jestem pod tym względem nietypowy, bo panowie zazwyczaj pozwalają po sobie jeździć. Ja doszedłem do wniosku, że jeśli ma być tak, jak teraz, to się odetnę całkowicie, dzieci jakoś się przyzwyczają, ale nie będą miały stałych konfliktów wokół siebie i spraw sądowych, zamiast tego spokój, sensowne warunki i stałe pieniądze, a to już jest coś.
                        U mnie były różne próby: utrzymania mnie na łańcuchu stale do pomocy (nie tylko w związku z dziećmi), zakaz dłuższych spotkań z dziećmi, próba dzielenia dzieci, wymuszania hołdu Pruskiego i ukorzenia się przed Starszyzną Plemienną z tamtej strony, wymuszenia uzgadniania wszystkiego z matką, wymuszenia jakiegoś postępowania przez nacisk na moją rodzinę, fałszywe obietnice na zachętę (żadna nie zrealizowana), brak jakiejkolwiek elastyczności z tamtej strony itd. itp.
                        Odciąłem się zupełnie, płacę alimenty. Może w następnym wcieleniu będzie lepiej? sad
                        Mam do siebie wielki żal, że dzieciom wybrałem taką głupią i zaburzoną matkę.

                        > Wiesz, ja post założycielski odbieram w ten sposób - kobieta chce ukrócić spotk
                        > ania ojca z dzieckiem "bo cośtam" (chce mieć spokój, nowe życie, dziecko jeszcz
                        > e małe, może nowy facet na horyzoncie, może ma żal do ex, itd.)
                        Matki ze wszystkiego mogą skorzystać i wszyscy będą się nad nimi rozczulać. Niestety, kobiety w Polsce są aspołeczne i mają na to pozwolenie, liczą się u nich przede wszystkim własne odczucia i szczęście, bo jak mówi ludowe przysłowie:
                        "szczęśliwa matka, to szczęśliwe dzieci!".

                        > sama dziecku zrobiła rewolucję ponad jego siły wyprowadzając się tak daleko od taty,
                        > z którym, jak sama przyznaje, dziecko jest bardzo związane.
                        Czasy nie są łatwe, jakoś trzeba żyć, ludzie się przeprowadzają, bo muszą.
                        Ja też się przeprowadziłem kilka razy, teraz mieszkam 1300 km od poprzedniego miejsca zamieszkania, takie życie. Na mieszkanie obok dzieci mnie nie stać, wtedy by przestał płacić alimenty, a tego nie chcę.

                        > Ja wiem, że to niewygodne dla niektórych fakty, ale powtarzanie sobie jak mantr
                        > ę "dla dziecka mama jest najważniejsza, dziecko powinno być z mamą, z brakiem o
                        > jca sobie jakoś poradzi" i działanie w tym duchu jest krzywdzeniem dziecka.
                        Kobiety w Polsce nie są zbyt mądre. Dają się łatwo manipulować i często szukają potwierdzenia swoich wymysłów. Faceci są mniej rozgarnięci pod względem opieki nad dziećmi, ale chociaż myślą samodzielnie.

                        Może i ostro piszę, ale nie zamierzam nikogo obrażać, to są takie moje smutne przemyślenia na podstawie wielu przypadków.
                        Jeśli któraś matka ma zupełnie odmienną sytuację i jest naprawdę w porządku wobec dzieci, to niech nie bierze sobie tego do serca. sad
    • zzuuza [...] 16.04.14, 13:03
      Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
      • todilla coś a propos 17.04.14, 22:25
        Ja jestem w sytuacji odwrotnej - naszą córkę sąd powierzył po rozwodzie ojcu (w momencie wyroku miała niespełna 6 lat, rozstaliśmy się gdy miała 3,5 roku). Tak, tak w polskim sądzie i w dodatku stara baba sędzią była w tej sprawie. Żadnych przyczyn po mojej stronie negatywnych nie było - psycholodzy uznali, że dziecko "woli" tatę i JEGO własnie miejsce zamieszkania - bo to było wcześniej nasze wspólne mieszkanie. Wyprowadziłam się do rodziców, pozostając nadal w tym samym mieście. Powody były - choć przemoc psychiczną i ekonomiczną bardzo trudno przed sądem udowodnić. Początkowo oczywiście byłam przekonana, że nikt mi dziecka nie odbierze. Bo jak to - matce córkę? Ale również od samego początku bardzo szanowałam więź córki z jej ojcem oraz uczucia jego do niej. Nigdy nie działałam na szkodę tej więzi - nawet na początku ja miałam 5 dni pracujących, a on wszystkie weekendy (!) i sama to zaproponowałam. Tymczasem on bardzo intensywnie pracował nad niszczeniem zaufania dziecka do mnie - pranie mózgu odbywało się za każdym razem. Ja niczego nie podejrzewałam - że dręczył mnie to jedno, ale żeby własne dziecko? Nagadał jej strasznych rzeczy, że mama ją zostawiła (a nie jego), że mama jej nie kocha, że w ogóle jej nie chciała, że mama woli "innych chłopców" (nie wiadomo o co chodzi, ale są to cytaty z wypowiedzi mojego dziecka), a jak poznał nową partnerkę, to powiedział córce, że wolałby, żeby to ta pani była jej mamą. Nie muszę dodawać, że żadne z tych oszczerstw nigdy nie miało najmniejszych podstaw w moim zachowaniu czy nawet myśleniu!
        I teraz powiem Wam, że ja szczerze żałuję, że nie wyprowadziłam się 500 km od niego, bo może nie zdołałby aż tak wielkiej szkody wyrządzić dziecku, które wpadało w panikę, gdy ja znikałam z oczu choćby na chwilę, a ja nie miałam pojęcia, dlaczego tak reaguje! O tych jego tfu! "metodach" dowiedziałam się po czasie - jak córka była większa i po prostu dorosła do tego, by mi powiedzieć. Teraz ma już 8 lat i rozmowy z nią to co innego niż z przedszkolakiem.
        A co do jeżdżenia i wożenia. Sąd nam podzielił kontakty bardzo dziwnie - praktycznie codziennie córka zmienia miejsce raz u mnie raz u niego, tylko weekendy są jako całość pt-sob-niedz (też u mnie i u niego na zmianę). Co prawda nasze miejsca zamieszkania nie są w dużej odległości, ale trudno uznać taki stan rzeczy za jakąś "stabilizację" i "ukorzenienie". Co ciekawe, córka po prostu przystosowała się do tych warunków. Jak ją pytam, czy chciałaby coś zmienić, to mówi że tak jest dobrze, bo jest po połowie, czyli sprawiedliwie. Rozwija się, dobrze uczy i nie sika do łóżka. Normalnie śpi i je. Tego, co zrobił "tatuś" już nie cofnę. Nie wiem i nigdy się nie dowiem, co by było dla niej lepsze: znaczne osłabienie kontaktów z ojcem, czy to, co jej zrobił depcząc i plując na jej przywiązanie do mnie. Pozostaje mi być z nią w ramach wyznaczonych kontaktów i wspierać, jak tylko się da. Możecie mnie różnie oceniać, ale powiem, że rola "tego drugiego" rodzica jest o wiele , wiele trudniejsza. Przekonałam się, co przeżywa większość ojców dopiero, jak sama znalazłam się na ich miejscu. Nie życzę nikomu.
        A z punktu widzenia dziecka - najważniejsze, jak myślę, jest to, żeby rodzice byli w jego życiu, okazywali mu uczucia, poświęcali czas. Forma organizacyjna jest kwestią zupełnie drugoplanową - nie ma złotego rozwiązania. Nawet roczne dziecko zaakceptuje wożenie co dwa tygodnie do taty po warunkiem, że OBOJE RODZICE będą to akceptowali i jedno nie będzie wieszało psów na drugim.... dobra kończę.
        • chalsia Todilla 17.04.14, 23:34
          cieszę się, że wyszłaś na prostą i jest lepiej
        • Gość: gość Re: coś a propos IP: *.dynamic.gprs.plus.pl 18.04.14, 23:01
          To co napisałaś potwierdza moją teorię i to o czym piszę.
          Strasznie to przykre że rodzic potrafi tak krzywdzić dziecko sad Z drugiej strony wiem, że Twoja córka ma szczęście że ma nadal dwoje rodziców. I skoro ma takie podejście to znaczy że pranie mózgu nie przyniosło skutku na szczęście.
          Ja obserwuję sytuację podobną tylko w drugą stronę.
          I widzę jak dzieci z upływem czasu zaczynają samodzielnie wyciągać wnioski z zachowania rodziców.
          Będzie dobrze. Trzymam kciuki.
          Wesołych Świąt!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka