Dodaj do ulubionych

kontakty...

16.09.04, 11:42
Czy któraś z was zna się dobrze na prawie?
Czy mogę zostać oskarżona o utrudnianie ojcu kontaktu z dzieckiem (nie jest
to jeszcze ustalone sądownie, a mój były wytacza teraz wielką prawną kampanię
przeciwko mnie. Szpera w przepisach, przynosi dyktafon,namawia córkę na to,
by np. poprosiła mnie o pozwolenie wyjścia z tatą do dziadków (córka ma 2,5
roku i nie puszczam już jej z tatą, bo nie przywoził jej o porach, w których
obiecał, a ona jest za mała na "nocki"poza domem), a każdą moją odmowę
nagrywa.Prowokuje kłótnie na różne sposoby, robi na złość.Już dużo wcześniej
zapowiedział, że mi ją odbierze.
Czekam na termin rozprawy i skierowanie do RODKu, ale to trwa i trwa,
sytuacja nie jest więc wyjaśniona i nie wiem, co robić.
Trochę się obawiam, co z tego może wyniknąć.
Obserwuj wątek
    • nooleczka Re: kontakty... 16.09.04, 11:47
      Jak najszybciej ustalcie sądownie kontakty, przy czym w sądzie postaw sprawę
      jasno, najlepiej posłuż się opinią psychologa dzieciecego, że dziecko jest
      jeszcze za małe na nocki.
      Dopóki nie ma prawnie ustalonych wizyt, ojciec może odwiedzać dziecko na
      zasadach jakie Ty zaproponujesz. Proste. I nie daj się zastraszyć tą całą
      szopką z nagrywaniem rozmów. Buhahahaha.
    • tata_malolata Re: kontakty... 16.09.04, 15:28
      nimi napisała:
      > Czy któraś z was zna się dobrze na prawie?
      -------------------
      Wprawdzie nie jestem "którąś" ale za to jestem (niestety) empirycznie
      zaznajomiony z tematem, który poruszasz - izolacja dziecka od ojca. Wiec
      pozwolę sobie zabrać głos...


      > Czy mogę zostać oskarżona o utrudnianie ojcu kontaktu z dzieckiem
      ---------------------
      Niby tak ale naprawdę (niestety) jesteś bezkarna. Możesz grać na nosie ojcu bo
      nikt do więzienia Cię nie wsadzi za taki czyn. Jest to problem poważny - z
      punktu widzenia społecznego - bo mimo iż izolowanie dziecka od jednego z
      rodziców nosi znamiona znęcania się psychicznego - nikt bardzo poważnie się tym
      nie przejmuje.
      W tym miejscu zapewne pomyslisz: co to za idiota pisze tu o karaniu matki. Jak
      można mysleć o KARANIU MATKI ?. No to odpowiedz sobie na pytanie co by było
      gdyby o Twój mąż zniknął z dzieckiem i nie pozwalał Ci (pod pretekstem np.
      spóźniania się z powrotami) opiekować się dzieckiem ? Byłabys oburzona, że nikt
      nie interweniuje, że przecież to zbrodnia, ten człowiek powinien być ukarany.
      Bądź jednak świadoma, że on tak samo mógłby - w świetle prawa postepować i być
      wobec tego prawa własciwie bezkarny.

      Proponuję myślenie: NIE CZYŃ DRUGIEMU CO TOBIE NIE MIŁE.

      To, że facet przynosi dyktafon, "wytacza kampanię prawną" i robi inne - w
      sumie - bezsensowne rzeczy jest prostą reakcją na "prowokację" którą czynisz -
      czyli na utrudnianie opieki i dążenie do ograniczenia kontaktów (co jest równie
      niemądre). Tym sposobem spirala bezsensownych aktów wzajemnej złośliwości
      nakręca się - Ty jemu, to on Tobie. PO CO ? Wiem dobrze o czym mówię -
      przeżyłem.

      Pamiętaj też, że utrudnianie kontaktów to broń obosieczna - zniszczysz
      psychicznie ojca dziecka - sama będziesz się potwornie stresować każdego dnia
      ("Trochę się obawiam, co z tego może wyniknąć")a do tego zaharujesz się przy
      dziecku pełniąc dyżur przy nim 24h na dobę (nie na darmo Opaczność wymysliła
      rodzinę by matka i ojciec dzielili się pracą i obowiązkami przy wychowaniu
      dzieci). ZOBACZYSZ - gdy pozwolisz na normalne, nieograniczone kontakty - nie
      będzie POWODU dla niego ani dla Ciebie do stresu. Porady typu - jak najszybciej
      uregulować kontakty w sądzie - to ułuda. Dla nikogo to nie jest dobre - lepiej
      jest normalnie i naturalnie dzielić się obowiązkami. A co najważniejsze dziecko
      będzie szczęśliwsze (nawet jeśli ta rodzina nie poskleja się) bo będzie maiało
      mamę i tatę !


      Pozdrowienia


      • verdana Re: kontakty... 16.09.04, 23:17
        Nie mozesz powiedzieć, ze dzecko jest za małe na "nocki" poza domem, bo
        1. Nie jest. Mnóstwo dzieci w tym wieku zostaje z dziadkami, ciotkami, wyjezdża
        na wakacje. Za małe może być niemowle karmione piersią.
        2. Dom ojca powinien byc dla dziecka drugim domem. A wiec mozna przyjąć, ze
        śpiąc u ojca dziecko spi wdomu.
        Jesli to jest Twój jedyny zarzut, to nie bardzo Cie rozumiem. Chyba, ze chcesz
        zrobić ojcu na złość kosztem własnego dziecka.
        • chalsia Re: kontakty... 17.09.04, 00:57
          A Ty nie możesz jednoznacznie twierdzić, że dziecko NIE jest już za małe. Bo to
          bardzo indywidualna sprawa, a tego dziecka W OGÓLE nie znasz.
          Sa takie dzieci, które i do 6 roku życia NIE CHCĄ nocować po za domem.
          I nie bez kozery psychologowie mówią, ze dzieci do ukończenia 3 roku życia nie
          powinny nocować bez matki po za domem.

          Pozdrawiam,
          Chalsia
          • tata_malolata Re: kontakty... 17.09.04, 08:41
            > to bardzo indywidualna sprawa
            -------------
            Niby tak, niby nie. Wszystko zależy od tego jak będziemy dziecko wychowywać i
            kształtować jego przyzwyczajenia.

            Mam w pracy koleżankę, która wraca po urodzeniu dziecka już gdy malec ma 5
            miesięcy. Jedni (w tym i ja) spytają: jak można powierzyć malutkie
            dziecko "obcym ludziom". Inni nie mają wahania - będzie opiekunka, potem
            żłobek...

            To samo jest z nocowaniem "poza" domem. Słowo "poza" jest tu nie do końca
            uzasadnione - bo dziecko nocowałoby ze swoim tatą, u swojej rodziny. To nie
            nocleg gdzieś w obcym miejscu. Przecież gdy pojedzie z mamą na wakacje nikt
            burzy się, że dziecko jest "poza" domem. Ale wracając do przyzwyczajeń. Jeśli
            ktoś kurczowo będzie trzymał dziecko w domu, nie wypuści go na spacer z tata
            przez kilka lat to niczym dziwnym nie będzie fakt, iż jeśli taki spacer w końcu
            nastąpi to dziecko może się czuć nieswojo lub nawet nie chcieć iść. To samo z
            nocowaniem. Namawiam - traktujmy sprawy normalnie i naturalnie.


            > I nie bez kozery psychologowie mówią, ze dzieci do
            > ukończenia 3 roku życia nie powinny nocować bez matki po za domem.
            -------------------
            ???

        • martina100 do VERDENY/NA 17.09.04, 11:24
          2. Dom ojca powinien byc dla dziecka drugim domem. A wiec mozna przyjąć, ze
          > śpiąc u ojca dziecko spi wdomu.

          przykro mi ale nie podzielam poglądu zacytowanego wyżej, uwazam że dziecko moze
          miec tylko jeden dom i to u rodzica z którym jest nacodzien, nie można miec
          dwóch domów, dwóch łóżeczek, dwóch szkół, dwóch pokojów, jestem przekonana że
          takie postępowanie jest dla dziecka szkodliwe,moze ono mieć póżniej w dorosłym
          zyciu poważne problemy w relacjach z ludzmi, moim zdaniem dwa domy to
          zachwianie stabilizacji dziecka, co innego że dziecko powinno się czuc w domu
          drugiego rodzica jak w domu, ale myslę że matki mające intuicję i ojcowie też
          są w sytanie wyłapać subtelną różnicę, dziecko powinno się czuć w domu drugiego
          rodzica swobodnie ale dom jest tylko jeden, >

          1. Nie jest. Mnóstwo dzieci w tym wieku zostaje z dziadkami, ciotkami, wyjezdża
          >
          > na wakacje. Za małe może być niemowle karmione piersią

          Pamiętam jak rok temu dałam córke tacie, obiecał że odwiezie ją wiecorem, i jak
          się okazło zasneli razem przed telewizorem, mieli na tyle "mocny" sen ze nie
          dało ich się obudzić telefonami, wiem co wtedy przeżywałam przez tę noc,
          dlatego rozumiem dlaczego autorka postu nie chce dawać dziecka na noce, uważam
          że kochający ojciec rozumie że dobro nadrzędne to dobro dziecka i potrafi
          ustąpić kiedy trzeba, mój były chłopak - ojciec mojej córki tego nie rozumiał,
          chciał mi dopiec i pokazać że on też ma władzę, każdy kochający tata będzie
          rozumiał że dziecko musi wrócić do domu na noc, że wspólne wakacje wekendy ok
          ale jak już troszkę dziecina podrośnie, kochający tata potrafi wsłuchac się w
          potrzeby dziecka, ale najczęściej jest tak że doroskli słuchają tylko siebie,
          uczucia dzieci nie są ważne, zapominają oni o tym o co w tym wszystkim chodzi i
          po co urodzili wspólnie dziecko.

          ja sama mam też nie pozałatwiane do końca te sprawy, ale wiem jedno ja
          wychowuję córkę, znam ją, kocham , będę się starała dogadać z ojcem córki
          spróbuje znaleźć z nim jakiś kompromis, bo wiem że walcząc stracimy wszyscy, ja
          on i dziecko, pytałam już wielu osób jak dalej żyć? każdy dawał mi proste rady
          nie walczyć, próbować się porozumieć, ustąpić tam gdzie można,

          Powiem tak: uważam ze albo rodzice którzy nie są razem powinni się spróbowac
          dogadać, nie walczyć ze sobą , ustępować , ( przykład negatywny z życia wzięty:
          mama mówi to jest białe a tata za chwile nie córko to jest czarne), nie rozbic
          z dziecka wariata,

          albo jedno z nich ( przykro mi to stwierdzic ale najczęściej ojciec) powinno
          się usunąć , poprostu pozostawić temu drugiemu swobodę,

          Tyle ode mnie.POZDRAWIAM

          • tata_malolata Re: do VERDENY / do MARTINY100 18.09.04, 20:28
            > Pamiętam jak rok temu dałam córke tacie, obiecał że odwiezie ją
            > wiecorem, i jak się okazło zasneli razem przed telewizorem,
            > mieli na tyle "mocny" sen ze nie
            > dało ich się obudzić telefonami, wiem co wtedy przeżywałam przez tę noc,
            > dlatego rozumiem dlaczego autorka postu nie chce dawać dziecka na noce,
            ---------------------
            No właśnie ! Wiesz co to za koszmar. Niby wiesz gdzie dziecko, nieby wszystko
            ok, jest w kopńcu pod najlepszą opieką jednego z rodziców ale ...
            Ja też wiem - przeżyłem kilkudniowe, kilkunastodniowe a raz nawet miesięczne
            izolowanie... Niby dziecko było z mamą więc po co się stresowałem ?

            Dlatego namawiam bohaterkę tego wątku - nie izoluj dziecka, nie ograniczaj mu
            NORMALNYCH kontaktów z tatą - myślę, że wtedy i tata będzie NORAMLNIE zajmował
            się dzieckiem, informował Cię o tym co robią gdzie są. Gdy nie będzie powodu do
            stresu - bo będzie jakoś trochę NORMALNIEJ - to nie bedzie to powodowało
            wzajemnego nakręcania się do wykorzystywania dziecka jako przedmiotu i narzędzia
            (TAK !) walki.

            > każdy dawał mi proste rady
            > nie walczyć, próbować się porozumieć, ustąpić tam gdzie można,
            -------------------
            Podpisuję się rękami i nogami wink


            > ...albo jedno z nich ( przykro mi to stwierdzic ale najczęściej ojciec)
            > powinno się usunąć , poprostu pozostawić temu drugiemu swobodę,
            -----------------
            Jasne - z Twojego punktu widzenia "najczęściej ojciec".
            Takie dzielne jesteście dziewczyny w kwestii walki o równouprawnienie a tu
            jakaś delikatna dyskryminacja ?


            • chalsia Re: do VERDENY / do MARTINY100 19.09.04, 15:04
              > Dlatego namawiam bohaterkę tego wątku - nie izoluj dziecka, nie ograniczaj mu
              > NORMALNYCH kontaktów z tatą - myślę, że wtedy i tata będzie NORAMLNIE
              zajmował
              > się dzieckiem, informował Cię o tym co robią gdzie są.

              A guzik tam prawda. Przynajmniej w moim przypadku. Nawet wtedy gdy stosunki z
              moim eks były duuużo lepsze niż teraz, NIGDY nie informował o tym co robia i
              gdzie są z synem. Bo mnie ma nie interesować, co i gdzie robią, bo to jego
              życie, etc. O tym, że dziecko było np. na basenie dowiadywałam się post factum,
              gdy po weekendzie mały zaczynał być przeziębiony i zadawałm pytanie wprost "czy
              byliście na basenie".

              Pozdrawiam,
              Chalsia
          • x_slawek Re: do VERDENY/NA 19.09.04, 19:37
            >Pamiętam jak rok temu dałam córke tacie, obiecał że odwiezie ją wiecorem, i jak
            >się okazło zasneli razem przed telewizorem, mieli na tyle "mocny" sen ze nie
            >dało ich się obudzić telefonami, wiem co wtedy przeżywałam przez tę noc,
            >dlatego rozumiem dlaczego autorka postu nie chce dawać dziecka na noce, uważam
            >że kochający ojciec rozumie że dobro nadrzędne to dobro dziecka i potrafi
            >ustąpić kiedy trzeba

            Typowy przykład pomylenia dobra dziecka z "dobrem matki". Jeżeli dziecko
            smacznie spało, szczęśliwe w ramionach ojca, to chyba nic złego, dla dziecka się
            nie stało. Inna sprawa, że nie powinien w ten sposób narażać Cię na
            zdenerwowanie. Jak potoczyły się sprawy potem, czy jest to incydent z przed
            roku? Jak sobie z tym poradziliście?

            Też twierdzę, że dziecko powinno wiedzieć skąd jest. Człowiek niezależnie od
            wieku, powinien mieć jeden dom. Niestety, dzieci z niepełnych rodzin muszą sobie
            umieć radzić z anormalnymi sytuacjami. Obyśmy jaknajmniej tych anomalii fundowali.

            Slawek
        • judytak Re: kontakty... 17.09.04, 12:10
          verdana napisała:

          > Nie mozesz powiedzieć, ze dzecko jest za małe na "nocki" poza domem, bo
          > 1. Nie jest. Mnóstwo dzieci w tym wieku zostaje z dziadkami, ciotkami,
          wyjezdża
          > na wakacje. Za małe może być niemowle karmione piersią.
          > 2. Dom ojca powinien byc dla dziecka drugim domem. A wiec mozna przyjąć, ze
          > śpiąc u ojca dziecko spi wdomu.

          verdano, to, co napisałaś, jest prawdą, jeśli jest to "świeży rozwód", do
          niedawna ojciec dziecka mieszkał razem z dzieckiem, był z nim na co dzień,
          znają się dobrze...
          wtedy rzeczywiście nie ma różnicy między "jadę do taty na weekend" a "jadę z
          mamą na wycieczkę"

          ale jeśli ojciec jest od dawna "weekendowym tatusiem", spotyka się z dzieckiem
          kilka godzin w tygodniu, to "tata zabiera do siebie" jest
          odpowiednikiem "babcia, która mieszka daleko, i średnio zna dziecko, zabiera do
          siebie"

          dla jednego dziecka będzie to OK w wieku dwóch lat, dla drugiego dopiero w
          wieku 5, nawet zakładając, że tata jest OK i mama wychowuje dziecko na
          samodzielnego

          pozdrawiam
          Judyta
          • samodzielny Re: kontakty... 17.09.04, 20:28
            judytak napisała:
            > verdano, to, co napisałaś, jest prawdą, jeśli jest to "świeży rozwód", do
            > niedawna ojciec dziecka mieszkał razem z dzieckiem, był z nim na co dzień,
            > znają się dobrze...
            > wtedy rzeczywiście nie ma różnicy między "jadę do taty na weekend" a "jadę z
            > mamą na wycieczkę"

            judytak, to nie zalezy od "swiezosci rozwodu" ale od stosunkow wzajemnych
            miedzy ojcem a dzieckiem.

            > dla jednego dziecka będzie to OK w wieku dwóch lat, dla drugiego dopiero w
            > wieku 5, nawet zakładając, że tata jest OK i mama wychowuje dziecko na
            > samodzielnego
            a inne nie bedzie mialo na to nigdy ochoty.
            W uzupelnieniu, i tacy ojcowie bywaja, ktorzy nie maja i nigdy nie beda mieli
            ochoty. Smutne, ale zdarza sie.
            Pozdr

        • samodzielny Re: verdena.. 17.09.04, 19:52
          Zadziwiasz mnie, poztytywnie.
          Czy Ty naprawde jestes kobieta?? smile)))
          Pozdr
          • verdana Re: verdena.. 17.09.04, 20:16
            Mąż twierdzi, ze nie jestem...
            • konkubinka Re: kontakty 18.09.04, 12:31
              > to bardzo indywidualna sprawa

              oby tak bardzo indywidualnie oraz obiektywnie podchodzily do tego sady, zycze
              tego wszystkim dzieciom z calego serca....
              • haribo Re: kontakty 19.09.04, 08:16
                Tutaj praktycznie jest poruszony tamat dziecko - ojciec, ojciec - dziecko. A
                podłoże całego tego konfliktu zalega w stosunkach między ojcem a matką, matką a
                ojcem. Nie ma co się rozpisywać, bo wiadomo, że dziecko bardzo często (aż za
                często) bywa "kartą przetargową" i zamiast myśleć egoistycznie, należy pomyśleć
                o psychice dziecka, jego rozwoju. Kochani rodzice - chcecie to się
                nienawidzcie, kopcie sobie dołki na wzajem i róbcie na złość, ale nie kosztem
                dziecka, nie przy dziecku, ono potrzebuje i mamy i taty, Waszej miłości.
                Zastanówcie się nad swoim postępowaniem i przestańcie myśleć, co dobre by było
                dla Was a pomyślcie co jest dobre dla dziecka (cały czas oczywiście mam na
                myśli zdrowych rodziców, a nie jakichś niezrównoważonych psychicznie czy
                mających inne problemy powiedzmy emocjonalne).
                Wiem jedno - tak gdzie stosunki między rodzicami są jak najbardziej poprawne to
                i dzieci rozwijają się prawidłowo, czują się bardziej dowartościowane, kochane
                i pewniejsze siebie. OK nam nie wyszło, nie udało się rozstaliśmy się, ale nie
                jest to wina dziecka. Pozwólmy dzieciom na szczęśliwe dzieciństwo!!!!!!
                • justyna701 Re: kontakty 19.09.04, 09:00
                  Mniej więcej to samo chciałam powiedzieć tylko jest we mnie wiecej goryczy...
                  Do poprawnych relacji między rodzicami potrzeba dwojga i nigdy wyłącznie jedna
                  strona jest za to odpowiedzialna. W życiu bywa przeważnie mniej kolorowo i
                  wtedy trzeba posiłkować się wyrokami sądowymi.
    • justyna701 Re: kontakty... 19.09.04, 08:43
      Uwielbiam czytać i słuchać tatusiów walczących o swoje prawa, przepraszam
      o "prawa dziecka".
      Tata Małolata przedstawia nam wizję nie z tej ziemi idealnie dogadujących się
      rodziców po ich rostaniu, wspólnie wychowujących dzieci.
      Najczęściej jednak jest tak, że z jakiegoś powodu się rostali, zapewne nie
      mogli się dogadać.
      Mam jeszcze jedno wrażenie, że ci najgłośniej krzyczący tatusiowie, dopiero po
      rozwodzie zaczynają interesować się swoimi dziećmi.
      Tatuś z dyktafonem i przenoszenie odpowiedzialności na 2 i pół latka za to co
      będzie robiło to dopiero wyraz dojrzałego rodzicielstwa.
      Pewnie Sąd biorąc pod uwagę wielkie "starania" "tatusia" uwzglęni jego rolę we
      współwychowywaniu. A matka ze strachem będzie zastanawiała się czy ma prawo
      chronić dziecko przed tym co np opisuje nimi.
      No i jeszcze jedno lepszy ojciec taki niż żaden......
      Przepraszam za ironię, ale ręce opadają.
      Życzę ci nimi siły i odwagi.

      • new_live Re: kontakty... 20.09.04, 09:27
        Justynka - zgadzam sie z Toba - a jeszczew dodam. Ze uwierze w dwa domy jak
        zobacze ze my dorosli ludzie umiemy zyc - w dwu doimach i roznych swiatach
        jednoczesnie i zobacze drzewo ktore ma korzenie w dwu roznych dmiejscach, ptaka
        ktory ma jednoczesnie dwa gniazda i lisa ktory ma jednoczesnie dwie nory...

        Co do nocowanie- kazde dziecko moze nocowac poza domeme w innym moencie swego
        zycia - adom jak napisalam kazdy ma tylko jeden.. I tego nic nie zmieni.
      • tata_malolata Re: kontakty... 20.09.04, 10:49
        justyna701 napisała:
        > Uwielbiam czytać i słuchać tatusiów walczących o swoje prawa, przepraszam
        > o "prawa dziecka".
        ------------
        Prawem dziecka jest mieć oboje rodziców i mieć z nimi normalny - nieskrępowany
        fanaberiami któregokolwiek z nich - kontakt.

        Prawa matki i ojca są równe ale jakoś dziwnie jedne z nich są mniej poważnie
        traktowane. Zastanów się skąd biorą się ojcowie walczący o prawa? Nie
        przychodzi Ci do głowy że nie byłoby o nich wogóle słychać gdyby nie było
        patologii zwanej ograniczanie kontaktów dziecka z ojcem ?

        > Tata Małolata przedstawia nam wizję nie z tej ziemi idealnie dogadujących się
        > rodziców po ich rostaniu, wspólnie wychowujących dzieci.
        > Najczęściej jednak jest tak, że z jakiegoś powodu się rostali, zapewne nie
        > mogli się dogadać.
        -------------------
        Oczywiście to trudne. Ale możliwe. Myślę, że lepiej ustąpić i pójść na
        kompromis. Być pierwszym w ustępstwach, być tym który się stara - a nóż się
        uda ?

        > Mam jeszcze jedno wrażenie, że ci najgłośniej krzyczący tatusiowie,
        > dopiero po
        > rozwodzie zaczynają interesować się swoimi dziećmi.
        ----------------------
        A ja mam wrażenie, że generalizujesz. Są i tacy ojcowie i inni. Tak jak nie
        wszystkie matki są złe ani nie wszystkie dobre. Myślę, że piszesz to ze swojej -
        bardzo subiektywnej perspektywy. Ja także na podstawie swoich doświadczeń
        mógłbym powiedzieć: kobiety to modliszki. Ale nie powiem. Po prostu nie można
        generalizować.

        > ...matka ze strachem będzie zastanawiała się czy ma prawo
        > chronić dziecko przed tym co np opisuje Nimi...
        -------------------
        A może odwróćmy sytuację? Może to ojciec powinien opiekować się dzieckiem i
        chronić je przed "rozhisteryzowaną" i zaborczą matką ? Oburzona ? Nie dziwię
        się - ale z perspektywy tego ojca to właśnie tak może wyglądać. Tak jak z
        perspektywy tej matki wygląda dokładnie na odwrót. Więc mówię - SPOKÓJ i CZAS
        powinny uleczyć rany, rozwiązać niektóre problemy i złagodzić napięcia. Gdy
        oboje będą starać się zachowywać NATURALNIE nie będzie powodu do stresu !


        > No i jeszcze jedno lepszy ojciec taki niż żaden......
        > Przepraszam za ironię, ale ręce opadają.
        ----------------
        • new_live Re: kontakty... 20.09.04, 11:12
          tata_maloata - daj spokuj-. Nieskrepomwany kontakt- oczywisie- ale jakos ze
          wzgledu na dobro dziecka ustalony i przestrzegany. Bo ojciec i matak w danym
          momencie - tym samym moga miec na ten kontakt inny pomysl ( np. ojciec che po
          poludniu przyjsc do dziecka a matak z dzieckiem wyjsci OBOJE maja takie samo
          prawo)
          Wiec po to jest ustalaniekontaktow- by nie budzic w zyciu dziecka sytuacji
          trudnych i niewlasiwych. Zreszta dziecko swietnoie zdaje sobie sprawe , ze
          ojciec mieszka gdzie indziej i tez woli wiedziec gdzie i kiedy takie wizyty
          bede sie odbywac...
          I zapominasz , ze oprocz praw Matki , ojca sa prawa dziecka do Jego zycia, jego
          chceci , jego swiata..
          Prosze nie zapminajcie o tym...
        • justyna701 Re: kontakty... 20.09.04, 12:48
          tata_malolata napisał:

          > justyna701 napisała:
          > > Uwielbiam czytać i słuchać tatusiów walczących o swoje prawa, przepraszam
          >
          > > o "prawa dziecka".
          > ------------
          > Prawem dziecka jest mieć oboje rodziców i mieć z nimi normalny -
          nieskrępowany
          > fanaberiami któregokolwiek z nich - kontakt.
          >
          > Prawa matki i ojca są równe ale jakoś dziwnie jedne z nich są mniej poważnie
          > traktowane. Zastanów się skąd biorą się ojcowie walczący o prawa? Nie
          > przychodzi Ci do głowy że nie byłoby o nich wogóle słychać gdyby nie było
          > patologii zwanej ograniczanie kontaktów dziecka z ojcem ?
          > moim zdaniem, ograniczanie kontaktów któremu kolwiek z rodziców z dzieckiem
          jest tylko wtedy patologią kiedy nie wynika z patologii w samych kontaktach i
          to miałam na myśli.
          > > Tata Małolata przedstawia nam wizję nie z tej ziemi idealnie dogadujących
          > się
          > > rodziców po ich rostaniu, wspólnie wychowujących dzieci.
          > > Najczęściej jednak jest tak, że z jakiegoś powodu się rostali, zapewne ni
          > e
          > > mogli się dogadać.
          > -------------------
          > Oczywiście to trudne. Ale możliwe. Myślę, że lepiej ustąpić i pójść na
          > kompromis. Być pierwszym w ustępstwach, być tym który się stara - a nóż się
          > uda ?
          > Ktoś powiedział, że kompromis jest zgniły. Ustępować można bez końca, czasami
          kilkanaście albo kilgadziesiąt lat, a nóż się uda.
          Tylko jasne zasady uwzględniające potrzeby wszystkich stron, w pierwszej
          kolejności dzieci, a one potrzebują prawdy, jasności sytuacji i powtarzalności
          jako fundamentu poczucia bezpieczeństwa.
          > > Mam jeszcze jedno wrażenie, że ci najgłośniej krzyczący tatusiowie,
          > > dopiero po
          > > rozwodzie zaczynają interesować się swoimi dziećmi.
          > ----------------------
          > A ja mam wrażenie, że generalizujesz. Są i tacy ojcowie i inni. Tak jak nie
          > wszystkie matki są złe ani nie wszystkie dobre. Myślę, że piszesz to ze
          swojej
          > -
          > bardzo subiektywnej perspektywy. Ja także na podstawie swoich doświadczeń
          > mógłbym powiedzieć: kobiety to modliszki. Ale nie powiem. Po prostu nie można
          > generalizować.
          >Oczywiście, że daleka jestem od obiektywizmu. Wszystko co tu piszę jest jakimś
          moim subiektywnym odbiorem świata. Pewnie z taką tylko częścią świata się
          zetknęłam, w której prawdziwi ojcowie po prostu zajmują się dziećmi, pracują i
          rzadko mówią o braku możliwości kontaktu z nimi, nawet w rozbitych rodzinach.
          > > ...matka ze strachem będzie zastanawiała się czy ma prawo
          > > chronić dziecko przed tym co np opisuje Nimi...
          > -------------------
          > A może odwróćmy sytuację? Może to ojciec powinien opiekować się dzieckiem i
          > chronić je przed "rozhisteryzowaną" i zaborczą matką ? Oburzona ? Nie dziwię
          > się - ale z perspektywy tego ojca to właśnie tak może wyglądać. Tak jak z
          > perspektywy tej matki wygląda dokładnie na odwrót. Więc mówię - SPOKÓJ i CZAS
          > powinny uleczyć rany, rozwiązać niektóre problemy i złagodzić napięcia. Gdy
          > oboje będą starać się zachowywać NATURALNIE nie będzie powodu do stresu !
          > Dziwne odnoszę wrażenie, że we wszystkich twoich wypowiedziach
          odpowiedzialność za sytuacje konfliktowe przerzucona jest na jedną
          szalę, "gdyby mamusia była grzeczna i nie denerwowała tatusia, to tatuś nie
          musiałby mamusi uderzyć a dzisiaj proszę żadnych napięć, żadnych konfliktów,
          mówiłem warto ustąpić, a noż się uda" - w duuużej przenośni.
          >
          > > No i jeszcze jedno lepszy ojciec taki niż żaden......
          > > Przepraszam za ironię, ale ręce opadają.
          > ----------------
    • nimi Re: kontakty... 23.09.04, 16:35
      Gwoli wyjaśnienia:
      1. ex nigdy nie interesował się zbytnio opieką nad małą, to ja, mimo studiów,
      zajmowałam się nią w 98%.Przez kilka miesięcy opiekował się nia podczas moich
      zajęć, ale był to KOSZMAR - nie karmił jej, nie wychodził z nią na spacery,
      większość czasu spędzała koło komputera, bo tata grał.Zrezygnowałam z części
      zajęć, zwalniałam się i podsyłałam koleżankę, żeby nakarmiła przynajmniej małą.
      2. jest przyzwyczajona do jego częstej nieobecności - kiedy tylko zamarzyło mu
      się, wyjeżdżał - rekreacyjnie - w tym roku jego wyjazdów zebrało by się ze trzy
      miesiące.
      3. córka, gdy już musiała z nim zostać, płakała, czego na przykład nie robi.
      gdy zostaje z nią prababcia
      4. ex ma bardzo alternatywne metody wychowania- np. hartowanie, więc gdy już
      udało mi się go posłać z córą na spacer, to wracała zapłakana - zziębnięta, bo
      tata nie uznaje rękawiczek i przegrzewania; głodna - bo tata poszedł na 6-
      ciogodzinny spacer i nie zabrał wystarczająco jeść; wystraszona, bo tata lubi
      chodzić po ciemnym lesie i córka też musi lubić; jest zwolenninikiem
      niezakładania czapek, co zaowocowało w listopadzie ub. roku przedłużeniem
      zapalenia ucha o trzy tygodnie (córka była jeszcze niedoleczona a on z nią
      wyszedł bez czapki na wiatr)
      5. nie ma stałego mieszkania - początkowo zabierał córkę do swoich rodziców, a
      jak się z nimi pokłócił, to na przejażdżki rowerowe po 6 godzin.a kłóci się z
      rodzicami w taki sposób, że w zeszłym roku jego tata miał zszywany łuk brwiowy
      6. nie łożył praktycznie nic na utrzymanie, a gdy rozmowa schodziła na temat
      podjęcia przez niego pracy, to słyszałam "gdybyś żyła z taką k###ą jak ty, też
      byś nie mogła znaleźć pracy"
      Ja bardzo długo starałam się rozumieć tego człowieka i jego inne podejście do
      życia. Ale w pewnym momencie zrozumiałam, że to krzywdzi nie tylko mnie, ale i
      córkę. Że facet po prostu jest tyranem i kiedy zaczynam się sprzeciwiać - a
      zaczęłam w końcu domagać się DBANIA o nasze dziecko i szacunku dla siebie-
      potrafi uderzyć i jak to miło określił "wtłoczyć mi do łba zasady hartowania
      dziecka". To nie jest tak, że oddzielam dziecko od kochającego taty, który
      zawsze za nią. On naprawdę miał wszystko gdzieś jak byliśmy razem, teraz jest
      wściekły na mnie za odejście i to, że zachowuje się w taki sposób to jego
      odreagowanie na mnie swojej agresji.zaprzecza oczywiście wszystkim moim
      zarzutom i pisze listy do rzecznika praw dziecka, że matka dziecka go krzywdzi.

      Na koniec pytanie: czy kochający tata i człowiek, który utrzymuje, że chce mi
      dać szansę (on - mi!!!) w czasie odwiedzin chce wytłumaczyć dziecku:"mama
      wszystko zepsuła, boję się tu przychodzić, chcę cię zabrać do siebie, ale mama
      na nic nie pozwala, powiedz mamusi, żeby nam pozwoliła być razem" jest
      faktycznie taki kochający? i czy jego intencje skierowane są faktycznie na
      dziecko

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka