poniżej fragment z innego wątku (mam nadzieję, że Virtual_Moth nie poczuje się
urażona tak brutalnym wyrwaniem go z kontekstu

, ponieważ moja odpowiedź
jest bardzo nie na temat, zakładam nowy:
virtual_moth napisała:
> Twoim obowiązkiem jest wyegzekwować należne dziecku alimenty. (Mówię to ja,
> która nigdy takowych na oczy nie widziała

>
chciałam odrobinę pojątrzyć: otóż nie wydaje mi się, żeby zawsze najlepszym
dla wszystkich - w tym także dla dziecka - rozwiązaniem była wyegzekwowanie
alimentów. nie piszę tu o źle (chyba źle) postrzeganej ambicji, kiedy to matce
duma nie pozwala brać alimentów od ojca dziecka, piszę o sytuacji, kiedy ojca
faktycznie nie stać na płacenie alimentów. załóżmy hipotetycznie, że ojciec
dziecka jest przypadkiem bardzo skromnie zarabiającym i do tego nie mającym
cennej umiejętności rozsądnego gospodarowania owymi skromnymi środkami.
załóżmy dodatkowo, że matka dziecka zarabia nienajgorzej - dziecku niczego nie
brakuje (oczywiście zawsze można dać więcej - tylko to chyba nie zwiększy
dzieckowego poczucia szczęścia). czy naprawdę uważacie, że tak wielkim
zaniedbaniem interesów dziecka, jest przymykanie oka na niepłacone alimenty,
przy założeniu, że u ojca dziecka, mimo najlepszych chęci i deklaracji, będzie
o sytuacja constans? bo, co tu kryć, ta hipotetyczna sytuacja, to wypisz
wymaluj moja sytuacja i ja właściwie postanowiłam odpuścić. w końcu, gdybyśmy
się nie rozstali, to też na mojej głowie byłyby finanse i nikt by nie mówił,
że jestem złą matką, bo mam niepracującego lub ogólniej finansowo niezaradnego
mężą

oczywiście, można powiedzieć, że on wtedy wypełniałby swoje
rodzicielskie obowiązki w naturze, ale jakoś sobie nie jestem w stanie
wyobrazić rodziców, po rozstaniu, opiekujących się tak małym dzieckiem (gdy
się rozstawaliśmy miał około 3 m-cy) po równo. innymi slowy, to nie tylko jego
wina, że nie może zajmować się dzieckiem (dlaczego doszło do rozstania - to
długa historia i nie na temat, ale w naszym przypadku, to ewidentnie wina leży
pośrodku).
jakie widzę minusy rozwiązania 'siłowego'?
1/ pogorszenie się sytuacji materialnej byłego (on ma teraz kobitkę, w
przyszłości pewnie też będą dzieci - a więc istnieje potencjalna możliwość
pogorszenia się sytuacji materialnej przyrodniego rodzeństwa mojego synka!)
2/ być może, negatywny wpływ na relacje ojciec-dziecko (choć oczywiście tego
nie wiem i może źle byłego oceniam), jeśli jednak przejdziemy przez sądową
przepychankę, to nie sądzę, żeby stosunek byłego do mnie pozostał poprawny (i
vice versa), a to zawsze choć trochę rzutuje na częstotliwośc jego wizyt u
dziecka.
plusy:
1/ oszczędzanie x kwoty miesięcznie,dla synka na przyszłościowe plany (były
deklaruje, że zacznie odkładanie kasy dla młodego niedługo
bardzo Cię Leeya przepraszam, za wykorzystanie cytatu z Twojego wątku do moich
dywagacji nie na temat, ale widocznie potrzebowałam inspiracji do rozpoczęcia
dyskusji
pozdrawiam